Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
niedziela, 30 października 2011
Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu - Rupert Isaacson

Co jest w stanie zrobić kochający rodzic dla swojego dziecka? Wszystko. Byle tylko mu pomóc, byle było zdrowe i szczęśliwe.

Rupert Isaacson jest podróżnikiem i autorem przewodników. Jest mężem Kristin, którą poznał podczas jednej ze swojej podróży, a oboje są rodzicami Rowana. Chłopiec kończy trzy lata, powinien cieszyć się dzieciństwem, bawić z rówieśnikami… a jednak nie. Życie tej rodziny zmienia się diametralnie gdy u Rowana zdiagnozowano autyzm. Od tego momentu wszystko dyktowane jest dobrem syna. Autystyczny chłopiec wraz z wiekiem nie staje się samodzielny, nie można pozostawić go bez kontroli, pomocy i opieki. Ataki złości i furii, niemożność usiedzenia dłużej w jednym miejscu, niechęć wobec obcych i jakichkolwiek kontaktów z dziećmi, nieumiejętność samodzielnego załatwiania potrzeb fizjologicznych, niemożność nawiązania dialogu, często najzwyklejszego porozumienia – z tym na co dzień borykają się Rupert i Kristin. Żadna ze znanych terapii, w przypadku ich synka, nie skutkuje. Przełom następuje podczas spotkania Rowana z Szamanami. Chłopiec nawiązuje kontakt, jego objawy na kilka dni ustępują. Do tego wielki wpływ na poprawę stanu chłopca mają zwierzęta, przede wszystkim konie. Dlatego też wbrew sprzeciwom sceptycznej Kristin Rupert postanawia zabrać synka do Mongolii - krainy szamanów, koni, nietkniętej przyrody i całkowitego oderwania od cywilizacji. Czy to może się udać? Rozpoczynają podróż, trudną i momentami niebezpieczną, podróż w poszukiwaniu cudu. Celem jest zdrowie syna, a kiedy wyprawie przyświeca taki cel, warto poświęcić wszystko.

Ta przepiękna powieść opowiada o sile miłości, o woli walki, o przyjaźni. O rodzicielstwie i tych niesamowitych uczuciach, które mieści serce tych, którzy posiadają dzieci. O ich poświęceniu i cierpieniu, w którym jednoczą się z chorym dzieckiem. O wielkiej sile i odwadze, które w obliczu choroby po prostu się pojawiają znikąd i mają ogromny zasięg.

Opowieść ojca ukazuje również więź, jaką człowiek może nawiązać ze zwierzętami. Podkreśla i potwierdza niezwykłość zwierząt, ich rolę w przyrodzie, w świecie. Nigdy nie przestaną mnie zadziwiać i wzruszać…

Powieść jest napisana prostym językiem, bo Rupert nie jest pisarzem ale dzięki swojej prostocie w opisywaniu codziennych zmagań o zdrowie wyobcowanego i zamkniętego w sobie chłopca nabiera jeszcze większej autentyczności, wzrusza jeszcze bardziej. Nie da się opisać, jak wiele emocji wywołują opisywane tu wydarzenia. Niezłomne i uparte dążenie rodziców do osiągnięcia celu; krok za krokiem, krok w przód, dwa w tył, z wątpliwościami, lękiem i obawami ale jednak wciąż do przodu, nie poddając się, z wiarą, miłością i otwartym sercem. Nie wolni od błędów rodzicielskich, a jednak zdeterminowani - ich postawa jest naprawdę godna podziwu. Do tego z humorem i dystansem do siebie i swoich błędów Isaacson daje świadectwo wielkiej miłości i przedstawia piękny obraz nieskażonej przyrody. Mongolia, tajga zachwycają swą surowością, niedostępnością, niezależnością i tym, że wciąż nie ulegają cywilizacji.

Opowieść ojca to opowieść snuta przez samo życie: to prawdziwe, brutalne, nie oszczędzające i nie litujące się ale jednak gotowe zawsze zaoferować szczęście i radość w zamian za wysiłek i trud. W poszukiwaniu cudu… zawsze poświęcić ile się da. Piękna przygoda, piękne wrażenie duchowe, kulturowe, emocjonalne.

"Wszystko, czego nie można wytłumaczyć, odrzucamy jako herezję, choć nasze życie tak bardzo zależne jest od rzeczy, których nie możemy wyjaśnić racjonalnie ani naukowo. NA przykład miłość. Każdy jej doświadcza, każdy jej pożąda, każdy potrzebuje jej do istnienia, każdy wie, że ona istnieje, ale nikt nie potrafi jej wyjaśnić, sprowadzić do prostej fizyki czy chemii."

 


Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu / A Horse boy. A Father’s Miraculous Journey to Heal His Son, przeł. Joanna Bogunia i Dawid Juraszek, s. 384, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2010

 

sobota, 29 października 2011
KONKURS

Postanowiłam urządzić mały konkurs z okazji 150 wpisu w tym roku :) Nagrodę zaś proponuję iście na czasie, a mianowicie Cmentarz w Pradze. Najnowsza powieść Umberto Eco odwołuje się do najlepszych wzorców XIX wiecznej powieści przygodowej. Poza tym, kto czytał Imię róży wie o czym mowa.



Zachęcam gorąco do udziału. Zasady są proste, należy:

  1. Zamieścić komentarz pod postem wraz z adresem bloga. Osoby nie posiadające bloga proszę o podpisanie się i zamieszczenie adresu e-mail.
  2. Podlinkować konkurs na swoim blogu. ( Link do tego postu znajdziecie na samym dole posta, pod tagami).

 

Konkurs trwa do 6 listopada do godz. 20. Zwycięzcę ogłoszę zaraz potem.

Zapraszam! :)



czwartek, 27 października 2011
Przestępstwo - Ferdinand von Schirach

Jedenaście opowiadań autorstwa Ferdynanda von Schiracha to tylko pozornie kryminalne opowieści, które tak naprawdę traktują o człowieku i jego kondycji w świecie. Autor, z wykształcenia prawnik-adwokat, przedstawia pracę właśnie adwokata, który musi dotrzeć do prawdy. A sprawy, jakie są mu powierzane, często wymagają niezwykłej wnikliwości, przebiegłości ale też wrażliwości.  W swoim dociekaniu prawdy nie kieruje się domysłami i zaufaniem a tylko koniecznością odnalezienia obciążającego dowodu i motywu zbrodni i choćby nie wiem ile lat doświadczenia miał za sobą, wciąż człowiek może go zaskakiwać.

Bohaterowie są zróżnicowani, barwni, reprezentują różne grupy społeczne i profesje bo przestępcą, jak się okazuje, może stać się każdy. Są wśród nich prostytutki, dilerzy, przedstawiciele szlacheckiego rodu. Ich zachowania często znajdujemy na granicy szaleństwa, możemy ich nie rozumieć ale jednak skłaniają czytelnika do głębszego zastanowienia, do refleksji…  Kogo tu mamy? Młodocianych cwanych złodziejaszków; młodą wiolonczelistkę; nastoletniego schizofrenika; podstarzałego lekarza, milczącego i biernie przyjmującego ciosy mężczyznę, pracownika muzeum, wreszcie mężczyznę, który nie ma nawet sił na ucieczkę po napadzie na bank.

Tego świata nie da się jednoznacznie ocenić. Nie można też sklasyfikować i uznać jednoznacznie winnymi bohaterów. Ich zachowania nie są dyktowane tylko wyrachowaniem, żądzą krwi czy zemstą ale bardzo często uczuciami, prawdziwymi emocjami. I kiedy sytuacja staje się dramatyczna to właśnie uczucia, takie jak miłość, rozpacz, zazdrość popychają bohaterów do czynów złych.

Von Schirach konstruuje nieprzewidywalne okoliczności, nawarstwia następstwa zdarzeń, buduje otoczkę, z której trudno jest się wyrwać, która osacza bohatera, a ten będąc tylko człowiekiem ulega, dopuszcza się zbrodni. Ważne jest też, co doprowadziło do takich a nie innych decyzji, co skłoniło człowieka do wybrania ostateczności?

Wina często nie jest jednoznaczna. Istnieje potrzeba zgłębienia okoliczności, warunków, stanu psychicznego przestępcy i należy odpowiedzieć sobie na ważne pytanie: jaki jest sens winy i kary? Czy równają się sobie winy podyktowane wyrachowaniem, przypadkiem, miłością czy wyższym dobrem?

Wydaje się, że prawo, pojęcie winy i kary to sprawy jasne, nie podlegające wątpliwościom, osądom, rozważaniom ale czy rzeczywiście? Czy przestępstwo zawsze jest czynem złym, godnym potępienia, czy w niektórych sytuacjach można je usprawiedliwiać i okazywać zrozumienie i współczucie przestępcy? Osąd pozostaje w naszych rękach, bo narrator nie wysnuwa wniosków, nie krytykuje, pozostaje bezstronny, pozwala nam skomentować, to czego byliśmy świadkami.

Każde opowiadania jest inne, każde może zaskoczyć, gdyż nie jest od razu jasne, jaki był motyw zbrodni. Językiem dość suchym, zwięzłym, konkretnie i bez ozdób narrator daje nam wgląd w swój tok myślenia, w analizę śledztwa ale również ludzkiej psychiki. Autor udowodnił zarówno swój kunszt jako prawnika, jak i znawcę ludzkiej natury.


Przestępstwo / Verbrechen, przeł. Jakub Ekier,  s. 216, Wydawnictwo W.A.B. 2011

środa, 26 października 2011
1Q84 (tom 2) - Haruki Murakami

"Choćby się z wielkim zapałem i dokładnością na nowo pisało przeszłość, zasadniczo  nie zmieniają się okoliczności, w jakich człowiek obecnie się znajduje. Czas ma w sobie wielką moc całkowitego niwelowania narzuconych mu na siłę zmian. Na pewno nałożyłby swoje własne poprawki na te wcześniej wprowadzone, aż sytuacja odzyskałaby swój pierwotny bieg."

Druga część tej ciekawej baśni dla dorosłych to bezpośrednia kontynuacja pierwszej. Tak jakby odłożyć na chwilkę czytanie, zaraz wrócić do tej samej akcji.

Fabuła jest zdecydowanie rozbudowana, zarówno wątek Aomame i jej pracy płatnej morderczyni, Tengo - jego nowej powieści oraz Powietrznej poczwarki jak i dwóch księżyców czyli nowej równoległej rzeczywistości, w której bohaterom przyszło nagle zaistnieć. Czy ich światy rzeczywiście stały się jednym?

To co łączy bohaterów to nie tylko nowa przestrzeń, nowy świat, w jakim oboje żyją ale również miłość i tęsknota, jakimi siebie darzą wzajemnie, nie wiedząc o tym. Wspomnienie z przeszłości nie daje im spokoju więc oboje postanowią się odnaleźć i każdy krok przybliża ich do tego choć los nie daje za wygraną i przygotował dla nich inny scenariusz Czy dane im będzie się spotkać?

Według mnie ta część jest znacznie lepsza od poprzedniej.  Silne oddziaływanie na wyobraźnię, wątki szczegółowo i drobiazgowo rozbudowane, więcej odpowiedzi na postawione pytania choć i wiele pozostaje jednak wątpliwości i niejasności. Dzieje się znacznie więcej ciekawych nieoczekiwanych i nadprzyrodzonych zjawisk. Pojawia się niebezpieczeństwo, bohaterowie stają się coraz bardziej osaczeni a to, co ich otacza coraz mniej zrozumiałe i logiczne. Raz wkroczyli do alternatywnego świata 1Q84 to już nie ma drogi powrotnej. Dużą wagę przywiązuje autor do teoria światów równoległych.

Do tego trochę to jakby powieść w powieści. Powietrzna poczwarka wkracza w życie bohaterów, zaczynają żyć wydarzeniami z tej książki. W pewnym momencie zastanawiałam się czy to oni wkroczyli mimowolnie w świat Little people czy to on zaczyna dominować ich życie. Gdzie zaczyna się fikcja a kończy realizm?

Murakami jak zawsze doskonale je ze sobą splótł, pozwalając treści nieść czytelnika. Realizm i fantastyka idealnie odzwierciedlone są w narracji, która z kolei prowadzona jest bardzo umiejętnie i na pewno szybciej niż poprzednio. Łączy w sobie elementy po trosze sensacji, erotyki, thrillera, kryminału, powieści obyczajowej, prowadzi czytelnika po labiryncie wydarzeń, na koniec pozostawiając wciąż z nierozwiązanymi zagadkami i niewielką wiedzą.

Tym razem nie przypadła mi do gustu postać Fukaeri. Każda z postaci jest bardziej rozbudowana, co w jej przypadku mnie drażniło. O ile w 1 tomie jej milczenie lub krótkie urywane zdania intrygowały i dodawały jej tajemniczości tutaj mnie denerwowały, gdyż wyobrażałam sobie prowadzenie z nią dialogu, co wydawało mi się niemal niemożliwe.

Po raz kolejny jednak z wielkim żalem przekręciłam ostatnią stronę wciąż chcąc więcej i więcej. Hipnotyzujący świat, w którym na niebie widnieją dwa księżyce przeniknął i do mojej rzeczywistości. Wszystko to, co miało miejsce w powieści, choć tak baśniowe i niewyobrażalne, wydawało się jakby naturalne i najprawdziwsze. Ten dar przekonywania autora. Murakami czaruje słowem, postrzega świat w niezwykle wrażliwy i subtelny sposób, jednocześnie wypełniając go złem i okrucieństwem, którego wszak wokół nas niemało. Wciąga, zastanawia, porywa… Z wielkim urokiem i talentem skłania do refleksji nad pojęciem i definicją dobra i zła i ich wzajemnego przenikania. Nie wypowiadając ostatniego słowa, pozostawiając czytelnika w niedosycie Murakami otrzymuje ode mnie najwyższą notę. Po raz kolejny.

"Na tym świecie nie ma absolutnego dobra, nie ma też absolutnego zła. Dobro i zło nie są niewzruszone i ustalone, a zawsze zmieniają się miejscami i rolami. Dane dobro może się w jednej chwili przekształcić w zło. I na odwrót. (…) Ważne jest utrzymanie równowagi między ciągle zmieniającymi się złem i dobrem. Jeżeli człowiek skłoni się za bardzo ku jednemu z nich, trudne staje się zachowanie rzeczywistej moralności. Tak, równowaga sama w sobie jest dobrem."


1Q84, przeł. Anna Zielińska-Eliot, s. 416, Wydawnictwo Muza, 2011

1Q84 (tom 1) na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/02/1Q84-tom-1-Haruki-Murakami.html

poniedziałek, 24 października 2011
Dzisiaj narysujemy śmierć - Wojciech Tochman

Długo nie mogłam się zabrać do napisania recenzji tego reportażu. Bo lekcja śmierci, jakiej udziela czytelnikowi Wojciech Tochman jest przerażająca, trudna i ciężka w odbiorze a tym bardziej w ujęciu słowami.

6 kwietnia 1994 r zestrzelono samolot prezydenta Rwandy. To był impuls do rozpoczęcia ludobójstwa. Bojówki Hutu rozpoczęły mordowanie każdego napotkanego Tutsi. Nastąpił czas rzezi i pogromu. Bez litości, bez litości dla dzieci, kobiet w ciąży,  staruszków, oraz tych Hutu, którzy nie chcieli zabijać. A wszystko działo się w ostatnich latach XX w. a śmierć poniosło wtedy od 800 tyś do 1 mln osób.

O tych właśnie wydarzeniach opowiada Tochman. Nie da się tego przeczytać na jeden raz, nie da się też potem o tym nie myśleć. Ta wiedza drąży umysł, serce, ciało. Boli  i nie pozwala się uwolnić. Przeraża ale jednocześnie nie dająca o sobie zapomnieć i zostawić ot tak. Czasem się zastanawiam, dlaczego sięgam po tego typu literaturę, ciężką i męczącą. Ale za chwilę uświadamiam sobie, że to dobrze, że konieczne jest, by mieć świadomość tego, co dzieje się innym kraju. Ważna jest to wiedza dla każdego człowieka.

Powiedzieć, że autor bardzo sugestywnie i realistycznie wręcz naturalistycznie opisuje mordy i rzeź, to i tak za mało. Te kilkanaście opowieści, przedstawiające konkretne osoby i ich losy, oddaje ogrom cierpienia, poniżenia, ubezwłasnowolnienia i zezwierzęcenia. Z każdej strony wylewa się morze cierpienia poprzez  opisy gwałtów, stosy martwych ciał, rozłupywane czaszki…

Niektórzy przeżyli. Ale cóż im po takim życiu? Jeśli w wyniku tych wydarzeń nie ponieśli śmierci wtedy to umierają teraz każdego dnia, żyjąc wspomnieniami i nie mogąc uwolnić się od widma maczety spadającej na głowy bliskich. Kiedy było się świadkiem takiego okrucieństwa nie można już żyć normalnie, depresja nie daje żyć, AIDS, minimalna pomoc od rządu…  samobójstwo zdaje się być jedynym wyjściem.

Tochman pozwala spojrzeć na wszystkie te tragiczne wydarzenia z perspektywy zarówno pokrzywdzonych jak i oprawców, świadków, psychologów, wojskowych czy duchownych. Do wszystkich odnosi się ze spokojem, szacunkiem. Nie osądza, a tylko przedstawia prawdę, bardzo obrazowo i boleśnie. Autor chce skłonić nas do refleksji, do wątpliwości, do zadawania pytań.

A tych trzeba sobie zadać wiele. Jaka jest przyczyna tak głębokiej nienawiści w obrębie jednego kraju? Dlaczego naród dzielący tradycje, historię, borykający się ze wspólnymi problemami nagle się dzieli i podejmuje walkę? A właściwie walką nazwać tego nie można. I gdyby jeszcze potrafili nazwać przyczynę ludobójstwa, jakiego się dopuszczają. Ale większość z nich nie wie. No właśnie. Czy wina pozostaje na zewnątrz, leży po stronie innych krajów? Jaką odpowiedzialność ponosi Zachód za to, co wydarzyło się w Rwandzie i dlaczego nikt nie chciał temu zapobiec lub co najmniej zahamować, nieść pomoc? Czy może do podziału doprowadziła polityka i działania kościoła katolickiego wewnątrz Rwandy? Dlaczego człowiek potrafi stać się tak całkowicie nieprzewidywalną i niezrównoważoną istotą i dopuszczać się takiego zła?  W tym sensie ludobójstwo w Rwandzie ma wydźwięk uniwersalny.

Wszystkie te pytania stawia przed czytelnikiem Tochman i nie daje konkretnych odpowiedzi i gotowych rozwiązań. Jest brutalny i rzetelny, nie oszczędza wrażliwości czytelnika, jest doskonałym obserwatorem ale i słuchaczem. Porusza i uświadamia, daje do myślenia.


Dzisiaj narysujemy śmierć, s. 152, Wydawnictwo Czarne, 2010

wtorek, 18 października 2011
Ziarno prawdy - Zygmunt Miłoszewski

Po przeczytaniu najnowszej powieści, mogę śmiało powiedzieć, że Pan Miłoszewski trafia na listę moich ulubionych pisarzy jak również bez wahania uznaję go za jednego z lepszych autorów kryminałów, w niczym nie ustępującego, a wręcz dorównującego znanym twórcom tego gatunku. A ma on w sobie nawet coś więcej: świeżość, polot, wyobraźnię, intrygującą lekkość pióra i poczucie humoru.

Z niecierpliwością czekałam na kolejne spotkanie z Prokuratorem Teodorem Szackim. Tym razem autor przeniósł go do Sandomierza, miasta zdominowanego przez Ojca Mateusza i jego kryminalne zagadki. Ale gdzie tam sławnemu księdzu do Szackiego. Ten ostatni obejmuje nową posadę i musi się odnaleźć w zupełnie innych warunkach, wśród małomiasteczkowej społeczności, której życie nie jest wolne od przesądów, od zadawnionych ran, nierozwiązanych zagadek, waśni i sporów.

O fabule krótko, bo nawet nie da się więcej. Pełna jest szczegółów, drobiazgów, każdy element ma jakieś znaczenie, każda zasłyszana informacja stanowi jakiś ważny punkt w procesie śledztwa i rozwiązywania zagadki. Dlatego należy też czytać z wielką uwagą, by nie przeoczyć tego, co przesądza o rozwiązaniu sprawy.

Szacki obejmuje śledztwo w sprawie morderstwa znanej i szanowanej działaczki społecznej Elżbiety Budnik. Znaleziono ją martwą, z wielokrotnie poderżniętym gardłem, czego dokonano prawdopodobnie charakterystyczną "brzytwomaczetą" czyli narzędziem o nazwie chalef, używanym przez żydowskich rzeźników do rytualnego uboju zwierząt. Samo narzędzie prowokuje przedziwne spekulacje na temat antysemityzmu i antysemickich przesądów i zbrodni sprzed kilkudziesięciu lat. Legenda krwi, rytualne mordy, niewybaczone rany i zadry z przeszłości zdominują życie w Sandomierzu, a historia relacji polsko-żydowskich na nowo ujrzy światło dzienne. Czy rzeczywiście morderstwo ma coś wspólnego z zemstą za antysemickie mordy sprzed wielu lat? Czy jest dziełem szaleńca opętanego rządzą krwi? Czy uda się wskrzesić dawne demony?

Intryga to prawdziwe mistrzostwo. Akcja toczy się dynamicznie choć nie w zawrotnym tempie. Przyspiesza w kluczowych momentach, będąc wynikiem gonitwy myśli i skojarzeń Szackiego, doskonale budując napięcie. W tej mknącej akcji autor znajduje zarówno czas jak i miejsce w kontekście, by na chwilę wrócić do jakiegoś drobiazgu, zwrócić uwagę na coś pozornie błahego, co jednak idealnie wkomponowuje się w sytuację.

Wielki plus należy się za świetnie skrojonych, realnych bohaterów. Postać Szackiego jest tutaj bardziej rozbudowana. Obserwujemy jego życie po rozstaniu z żoną, kryzys wieku średniego. Doskonale oddana psychika faceta, który tęskni za rodziną i stabilnością, a jednocześnie nie chce się przed nikim, a już najbardziej przed samym sobą, do tego przyznać. Ucieka w wyrafinowane romanse, seks i miłosne uniesienia, co idealnie dopasowane jest do trybu jego życia, do toczącej się akcji. Bohater jest wyrazisty i prawdziwy, człowiek z krwi i kości, z dużym dystansem do samego siebie, do relacji z innymi ludźmi. Miłoszewski nie wypowiada się o nim inaczej niż "Prokurator Teodor Szacki", co w kontekście zwykłych przyziemnych czynności często daje komiczny efekt.

Jest Sandomierz – przepiękne mroczne miasto, z którym dokładnie autor się zapoznał mieszkając tam sześć miesięcy. I przygotował się naprawdę dobrze. Realizm, tak charakterystyczny już dla tego autora, jest obecny i tutaj. Można użyć jego powieści jako przewodnika i rozkoszować się opisami i świetnie oddanym klimatem.

Autor wykazał się doskonałą znajomością tematu w zakresie antysemityzmu – czarnej karty w historii Sandomierza. Wiele mówi się o religii, o kościele, o polskim prawie. Nie brakuje krytycznych uwag, czyli jest po prostu prawda. Liczne nawiązania do innych autorów i ich dzieł, inteligentne i wyszukane opisy, dedukcje, wnioski - robią wrażenie. 

Zygmunt Miłoszewski dysponuje niezwykle świeżym i nowoczesnym spojrzeniem na świat, na realia, co ma odzwierciedlenie również w sposobie pisania. Ogromne poczucie humoru, ironia i sarkazm dopełniają całości. Dialogi obfitują w, kolokwialnie mówiąc, "cięte riposty" i trafne zestawienia i porównania. Czytać tę powieść to prawdziwa przyjemność. 

A ziarno prawdy? Mówi się, że kryje się w każdej legendzie, zagadce, historii ale czy na pewno? Kiedy z każdej historii, każdego kąta wyziera kłamstwo a świat pełen jest półprawd?

Sprawdźcie sami.

Ogromne podziękowania za egzemplarz powieści płyną na ręce Pani Violetty z wydawnictwa W.A.B.


Ziarno prawdy, s. 400, Wydawnictwo W.A.B., 2011

Zygmunt Miłoszewski na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/06/Uwiklanie-Zygmunt-Miloszewski.html

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/Domofon-Zygmunt-Miloszewski.html

 

środa, 12 października 2011
Murzynek B. - Artur Daniel Liskowacki

Murzynek B w Afryce mieszka… ale w Polsce również. I wcale nie ma tu łatwego życia.

Skomplikowanym jest opowiedzieć o fabule, bo trzeba się tu doszukiwać wielu szczegółów, nie są podane wprost, jasno i przejrzyście. Nic w tej powieści nie jest jasne ani proste. Bo to powieść bardzo trudna w odbiorze ale ciekawa, i ambitna choć oderwana od tego, za co przywykliśmy brać powieść.

Głównym bohaterem jest B. czarny chłopiec, który przyszedł na świat w Szczecinie ( uważni zorientują się, że chodzi właśnie o to miasto: stocznia szczecińska, Wały Chrobrego, choć sama nazwa w tekście nie pada). Mama jest Polką, ojciec pochodzi z Nigerii i znika po urodzeniu chłopca, kontaktując się z nim sporadycznie. Chłopiec dorasta, dzieje się w jego życiu to i owo, uczy się w szkole muzycznej, gra na bębnach w zespole, ma dziewczynę, spotyka się z licznymi przejawami niechęci wobec swojej osoby ale przede wszystkim sam w tym wszystkim nie może się odnaleźć. Bo to jest główny wątek, zagubienie bohatera i problem jego tożsamości i poczucia wyobcowania.

Na rozterkach, rozmyślaniu i duchowych dylematach w głównej  mierze skupia się autor. Sam bohater, mimo iż jego życie wydaje się być w porządku, sprawia wrażenie zahukanego, nie potrafiącego podnieść do góry głowy i bez lęku przejść obok podejrzenie wyglądających gości na ulicy. Zewsząd spodziewa się zaczepki, uderzenia, szykan. I nie chodzi tu o przesadne podkreślenie czy zasygnalizowanie problemu rasizmu w naszym kraju, choć o tym oczywiście też mowa, ale o pojmowanie świata prze z B. kiedy to wciąż dzieli świat i ludzi na dobrych i złych, na czarnych i białych.  "Murzynów widzi każdy. Oczywiści, z wyjątkiem Murzynów. Oni widzą jedynie to, że  inni ich widzą. Co jest rzeczą o tyle naturalną, że biali też nie widzą białych. Dopóki biali są wszyscy inni."

B. bardzo szczegółowo analizuje i poddaje przemyśleniom swoje życie, swoją przeszłość, a co za tym idzie przeszłość swojej rodziny. Wraz za tym podążają przemyślenia  bohatera a może również samego autora na temat stosunków polsko-afrykańskich, uprzedzeń, przesądów, stereotypów rządzących polską rzeczywistością, upokorzeń i problemów, z jakimi boryka się czarny chłopiec. Pojawiają się nawiązania do osób o czarnym kolorze  skóry, o których głośno było w polskich mediach. Niewątpliwie liczne są wzmianki o rasizmie, o jego różnych przejawach, wywodzących się z przekonań polskich obywateli, iż czerń to coś nieznanego, coś złego.

Oprócz B. jest jeszcze jeden ważny bohater, a mianowicie griot, to narrator czyli sam autor. Pod tym pojęciem kryje się artysta sztuki muzyczno-słownej, bard, tutaj niezwykle barwnie i dynamicznie odnotowujący to, co sam robi z wieloma odniesieniami do przeszłości. Jego wypowiedzi wprowadzają sporo zamętu, sprawiają, że rozmywa się lekko czasoprzestrzeń, a czytelnik traci poczucie czasu.

Artur Daniel Liskowacki, nie da się ukryć, pisze w charakterystyczny sposób: krótkimi, pourywanymi, poszarpanymi zdaniami. Zbijają się one w ciągły tekst, bez wyodrębnionych dialogów, podziału na tok myśli, rozmowę czy opis wydarzeń. Trzeba to wychwycić, domyślać się, analizować i czytać bardzo uważnie. Narracja więc sprawia wrażenie przerywanej i pozbawionej ciągłości. Widać, iż autor doskonale się bawi językiem, czasem konstruując zdania zupełnie oderwane od kontekstu, nie pasujące do wątku, a jednak coś w sobie mające i składające się w całość. Gierki słowne, wyliczanki, wierszyki, powiedzonka – tego jest tu dużo. Powiedziałabym nawet, że Liskowacki po prostu popłynął na fali wyobraźni, a czytelnikowi pozostaje po prostu czepiać się wszystkiego, byleby nie utonąć. Nie jest to proste.

Autor - griot z dużą uwagą wsłuchuje się w rzeczywistość i bardzo uważnie obserwuje odzwierciedlając ją w swojej powieści i życiu głównego bohatera B. W opisywanych wydarzeniach skupia się na rzeczach drobnych ale budujących konkretną całość pełną zdarzeń małych a jednakowoż bardzo znaczących. Nie stroni od ironii i licznych uszczypliwości w charakterystyce społeczeństwa polskiego, nie uciekając również od wytknięcia jego wad, nazwania lęków i paranoi.

Nie każdy przebrnie przez tę powieść, zważywszy też, że nie niesie ze sobą optymizmu i radosnych uniesień. Ale warto.

Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Pani Justynie z wydawnictwa W.A.B.


Murzynek B. s. 294, Wydawnictwo W.A.B., 2011

piątek, 07 października 2011
Strzeż się psa - Izabela Szolc

Strzeż się psa, bo nie wiesz tak naprawdę do czego jest zdolny, a przede wszystkim, co dzieje się w jego głowie i jak wiele myśli, pomysłów gromadzi się w niej z każdą minutą.

Poznajcie więc Albrechta, sześcioletniego przedstawiciela rasy bloodhound mieszkającego ze swoją Panią Laurą, na bogatym zamkniętym osiedlu na warszawskim Ursynowie. Z dość trudnym charakterem, czasem zaborczy i zazdrosny, a jednak bardzo uczuciowy, wierny i oddany, ślepo w Panią zapatrzony, dzielnie znosi jej humory oraz kolejnych adoratorów, pozbawiających go jego miejsca w jej łóżku i radzi sobie z zamykaniem na balkonie i odtrąceniem. Jego życie płynie spokojnie, wręcz powiedziałabym leniwie, urozmaicane spacerami i rozmowami z licznymi przyjaciółmi.  Oprócz filozoficznych i egzystencjalnych rozmyślań nie brakuje w życiu Albrechta również emocjonalnych zrywów, porywów serca czy uniesień wszak to prawdziwy przedstawiciel płci męskiej tyle, że wśród psów. Już za sam wybór rasy psa, należy się Pani Szolc głęboki ukłon, bo pasuje doskonale do zaborczego marzyciela, który jednak potrafi zawalczyć o swoje i dobro swoich bliskich.

Każdy dzień w psim świecie ma to do siebie, że obfituje w coraz to nowe wydarzenia. Wciąż dzieje się coś ciekawego, można porozmawiać z którymś z kumpli i to na wszystkie możliwe tematy. Właśnie! Bo to właśnie dialogi, często przemieniające się w ideologiczne, zawiłe dysputy, stanowią o sile tej powieści. Dialogi oraz gonitwa myśli, pędzących w głowie Albrechta.

Bo intryga, to jedno. Owszem, ciekawy pomysł, dobra, pełna realizmu i przekonująca realizacja. Akcja skupia się wokół rozwiązania zagadki śmierci kilku znanych wszystkim i lubianych czworonogów. Nasz bohater wraz ze śmiercią każdego z kumpli czuje się coraz bardziej niespokojny, postanawia działać na własną rękę, rozpoczyna  śledztwo, mające na celu odnalezienie i powstrzymanie sprawców.

Akcja toczy się wolno, ale to akurat się chwali bo wg mnie akcja jest tłem dla przedstawienia  niezwykle błyskotliwych, inteligentnych dialogów i bogatego życia wewnętrznego bohaterów. Psy w tym przypadku, a co za tym idzie autorka powieści wykazali się niezwykłą inteligencją, zdolnością do szczegółowej i głębokiej analizy rzeczywistości, humorem połączonym z ironią i zrównoważonym sarkazmem. Z dystansem narrator opowiada o otaczającym świecie, a fakt, że postrzegany jest oczami psa i opisywany z charakterystycznym sposobem rozumowania i logiką, dodaje powieści uroku stając się jednocześnie niezastąpionym źródłem wiedzy. Wielokrotne nawiązania do bieżących wydarzeń, do kultury masowej, literatury, filmów, historii czy do ciekawych wydarzeń ze świata zwierząt sprawiają, że powieść stanowi dla czytelnika zarówno doskonałą rozrywkę jak również pożywkę dla intelektu i ambicji.

Język zaskakuje dynamiką, barwnością, której jednak daleko do przesady, trafnością metafor i porównań. Nie brakuje złośliwości i gier słownych, liczne wstawki łacińskie będące pewnie wynikiem zainteresowań Albrechta, min starożytnym Rzymem tylko zachęcają jeszcze bardziej. Bardzo mądrze i rozsądnie opisuje autorka świat widziany oczami naszych czworonogów, wzruszająco, ciepło i z dużym urokiem.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka.


Strzeż się psa, s. 158, Wydawnictwo Oficynka, 2011



środa, 05 października 2011
Zła córka - Justine Lévy

Luiza i Alicja. Córka , matka i ich relacje, których dobrymi nazwać nie można.  Luiza nie miała odpowiedzialnej i dobrej mamy. Alicja była niedojrzała, lekkomyślna, beztroska i całkowicie oderwana od rzeczywistości, w jakiej żyła z córką. Zapewne za sprawą trybu życia dyktowanego zawodem modelki. A była kobietą piękną, rozchwytywaną, zapadającą w pamięć, uroczą. Do czasu, gdy zachorowała na raka. Luiza walcząc wraz z mamą z jej chorobą walczy też z samą sobą. Ze swoim zmęczeniem opieką nad matką, ze swoim zniechęceniem  i obojętnością na kolejne przerzuty i małe szanse wyleczenia.

Owszem, brzmi rzeczywiście jakby była złą córką. Ale w potoku słów, jakie wypowiada możemy odnaleźć te, świadczące o tym, że wielu swoich decyzji, wielu swoich zachowań w stosunku do mamy żałuje.  Tym bardziej teraz, kiedy sama spodziewa się dziecka, sama ma zostać matką czyli kimś, kogo sama tak do końca nie miała.

Przewrotność losu objawia się  w różny sposób, w typ przypadku ten najokrutniejszy. Luiza obserwuje jednocześnie powolną śmierć mamy i wzrastające w jej wnętrzu życie.  Jako osoba głęboko nieszczęśliwa odczuwająca stratę musi kryć się ze swoimi prawdziwymi uczuciami, bo sama wydając na świat nową istotę nie potrafi pozbyć się wyrzutów sumienia.  Czuje się winna, sądząc, że to ona zabiera ostatnie chwile mamie. Jej psychika jest mocno zwichrowana, niestabilna, emocje wylewają się z jej wypowiedzi.

Tak naprawdę cała powieść to jeden bardzo długi, zawiły monolog bohaterki, bardzo rzadko przeplatany dialogami. Bo opowiadając historię swojej rodziny Luiza wyrzuca z siebie potok myśli, przemyśleń, emocji, uczuć tych pozytywnych oraz tych gorzkich. Nie brak tu ironii i sarkazmu, żalu wobec nieczułości  i obojętności lekarzy, nie brak prawdy o sytuacji chorego  i jego rodziny.

Podczas czytania kolejnych stron moje uczucia oscylowały między tymi pozytywnymi, zrozumieniem i współczuciem a negatywnymi: złością, niechęcią i niesmakiem.  Momentami sama nie widziałam jak oceniać bohaterkę, która miotała się między wielką miłością i oddaniem matce a żalem i znudzeniem ciągnącą się agonią, między gniewem a cierpieniem. I tak właśnie dwuznacznie była ukazana Luiza. Ale to jednak ona jest tą postacią, która musi stoczyć walkę ze śmiercią i z nowym życiem, tym jakie będzie wiodła po śmierci mamy, a po narodzinach córki.

Ta powieść nie tylko doskonale odzwierciedla skomplikowane relacje rodzinne , nie tylko obnaża słabości matki i córki ale stanowi również dość wnikliwe studium choroby, oraz procesów myślowych i psychicznych jakie zachodzą w umysłach osób bliskich chorującemu. Tego się nie spodziewałam. Tematyka to trudna i bolesna w każdej sytuacji a tym bardziej  w obliczu takiej złośliwości losu.

W pewnym momencie Luiza wygłasza tezę, że "aby pokonać raka trzeba miłości".  Zastanawiam się czy bohaterce jej zabrakło? Czy chodziło o miłość bliskich, otaczających chorego, czy też miłość osoby chorej do życia? Pewne jest, że niezbędna jest jedna i druga.

Trudny temat ale przekazany bardzo przystępnie, rozwinięty i wzbogacony o subiektywne odczucia ale przemawiający i zastanawiający… 


Zła córka / Mauvaise fille, przeł. Bożena Sęk, s. 207, Wydawnictwo Sonia Draga, 2011

poniedziałek, 03 października 2011
Requiem dla wilka - Maria Nurowska

Requiem dla wilka - kontynuacja powieści Nakarmić wilki to powrót w dzikie i fascynujące Bieszczady. Z wielką przyjemnością postanowiłam znowu zatopić się w ciszy tych lasów, choć na chwilę poczuć się jak w innym świecie.

W Bieszczady przyjeżdża Joanna Pasieczna, absolwentka łódzkiej filmówki. Chce spotkać się z Jerzym Glinickim, legendarnym reżyserem, filmowcem, który wrócił do Polski po wielu latach spędzonych w Kaliforni, gdzie miał okazję pracować z najlepszymi w Hollywood.  Glinicki postanowił zaszyć się właśnie w Bieszczadach, tutaj zbudował dom, w pobliżu stacji naukowej na Harhajce, w której mieszkali wspólnie Kasia z Olgierdem i Marcinem. Joasia jako dokumentalistka chciała stworzyć dokument o reżyserze ale dowiaduje się o przeszłości Katarzyny Lewickiej i jej tragicznym losie i to właśnie ona staje się nowym obiektem jej pracy filmowej. Chcąc jak najlepiej odtworzyć wydarzenia, wczuć się w rolę Kasi, spróbować żyć tak jak tamta żyła i poznać jej życiową pasję, Joanna postanawia zamieszkać w małej chatce samotnie i rozpocząć obserwację zwierząt i rozmowy z ludźmi. Wszystko to, by stworzyć wiarygodny i prawdziwy obraz.

Od samego początku narzucało mi się porównanie Joanny z Kasią. Chyba też takie było zamierzenie, bo bohaterka we wszystkim próbuje się upodobnić do swojej poprzedniczki. Przebywa w tych samych miejscach, wśród tych samych ludzi, a ja nie mogłam pozbyć się wrażenia, że nie jest to już to samo. Tu była Kasia i zostawiła w mojej pamięci trwały ślad. Zainteresowanie Joanny wilkami nie do końca do mnie przemawiało aż do końcowej sceny. Nie potrafiłam pogodzić się z faktem, że Joanna tak do końca próbuje przejąć życie Katarzyny. Chciała z nią rywalizować w sferze prywatnej, w sferze pasji i życia. Dlatego nie darzyłam Joanny taką sympatią, jaką darzyłam Kasię. Ale to tylko moje przemyślenia, bo to w żaden sposób nie umniejsza wartości powieści. Ta porywa i czyta się niezwykle lekko i przyjemnie.  

Między Joanną a reżyserem Glinickim nawiązuje się pewna więź. Jest to dość ciekawie opisane, głównie ze względu na postać reżysera, który do powieści wiele wnosi. Zarówno poprzez swój wyrazisty charakter i pozorną niedostępność i wrogość jak też poprzez dziennik, jaki prowadzi. Może właśnie za sprawą tych zapisków ta powieść wydaje mi się bardziej komercyjna, jeśli to słowo może oddać moje wrażenia. Notatki reżysera są bardzo ciekawe, dużo traktują o kulturze czy literaturze ale jednocześnie za bardzo nawiązują do cywilizacji, do religii w postaci pomnika w Świebodzinie, czy beatyfikacji Jana Pawła II, a przede wszystkim do polityki, która nie wiem do końca, jaką miała tu rolę odegrać. Najbardziej wrogie partie polityczne, niesnaski między nimi no i katastrofa smoleńska, związane z nią manifesty, afery i doszukiwanie się podstępów. Do tego dołóżmy wielki świat filmu i całość przybliża czytelnika do tego świata, od którego tak bardzo chciał uciec, zanurzając się w bieszczadzką głuszę, wsłuchując w zawodzenie wilków, w rytm tętniącego serca przyrody. Cywilizacja, szczególnie taka, ta zła i pełna ludzi, z ich najgorszymi instynktami, złośliwością i agresją powinna zostać daleko w mieście i nie mieć wstępu do krainy wilka.

Nie zapiszę tego in minus tej powieści, tylko po ciszy i spokoju bieszczadzkiego odludzia tak dziwnie przechodzi się do wielkiego świata.

Prosto ale zarazem bardzo wyraziście pisze Maria Nurowska o wspaniałych zwierzętach, o ich ludzkiej naturze i wrażliwości. To powieść o podążaniu czyimiś śladami, o próbie odnalezienia człowieka w jego pracy, w miejscach i pamięci innych. Dużo jest tu pięknej przyrody, tej czystej, nieskażonej człowiekiem i jego postępkami, które często niszczą naturę. 

Losy bohaterów są również symbolem pewnej nieprzewidywalności losu, kiedy to nie jesteśmy w stanie odgadnąć co w nasze życie wniesie przypadkowo napotkany człowiek, lub kiedy odkrywamy w sobie pewne pokłady emocji i uczuć, o których wcześniej nie wiedzieliśmy.

Nurowską jak zawsze polecam!

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Pani Justynie z Wydawnictwa WAB


Requiem dla wilka, s. 240, Wydawnictwo WAB, 2011

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~