Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
czwartek, 30 września 2010
Zjazd szkolny - Simone van der Vlugt

Czy rzeczywiście można wyprzeć ze swojej pamięci i świadomości coś, co sięwydarzyło, czego byliśmy świadkami a o czym nie chcemy pamiętać? Bo było złe, traumatyczne, przerażające?

Czy wspomnienia naprawdę mogą żyć własnym życiem, pojawiać się kiedy chcą, niezapowiedziane. Wspomnienia, o których się wcześniej nie miało pojęcia?

Tak było w przypadku bohaterki powieści – Sabine.

To dwudziestotrzyletnia sekretarka, wrażliwa i zagubiona trochę w otaczającej ją rzeczywistości. Nie układa jej się w pracy, do której wróciła po rocznej przerwie spowodowanej załamaniem nerwowym, a do tego nawiedzają ją różne wspomnienia z przeszłości. A wraca do dawnych czasów z powodu spotkania absolwentów, które ma się odbyć w jej szkole. Właśnie przy tej okazji męczy ją niewyjaśniona śmierć jej dawnej przyjaciółki, potem wręcz wroga – Isabel. Dziewczyna ginie w niewyjaśnionych okolicznościach i właśnie teraz, po 9 latach różnymi urwanym scenkami, wizjami i myślami wraca to do głównej bohaterki. Co się naprawdę stało? Czy to było morderstwo? Kto był w to zamieszany?

Zaczęłam się zastanawiać czy to możliwe. Co ciekawe. Zaraz po przeczytaniu tej powieści sięgnęłam do Internetu w poszukiwaniu informacji na temat wypierania czegoś z pamięci. „Termin wyparcie (repression) wprowadzony przez austriackiego psychiatrę Zygmunta Freuda, oznacza tłumienie i usuwanie ze świadomości niebezpiecznych lub bolesnych myśli. Ten, zachodzący w nieświadomości, proces ma charakter niewolicjonalny i określany jest jako najbardziej podstawowy mechanizm obronny.” A jednak.

Teraźniejszość przeplata się z przeszłością, Amsterdam z mały holenderskim nadmorskim miasteczkiem. W drugiej części powieść akcja przyspiesza, po leniwym początku. Fabuła skonstruowana jest tak, że każdy nowy trop sprawia, że podejrzewamy każdego. Bo tak naprawdę nie wiadomo co nowego przyniosą wspomnienia Sabine. Wiele osób z przeszłości wchodzi na nowo w życie Sabine, często bez jej zaproszenia. Jest zgrabna intryga kryminalna a do tego ciekawy portret psychologiczny głównej bohaterki.

Czyta się szybko i przyjemnie. Może niepotrzebnie notka z tyłu książki jest tak obszerna. Zbyt wiele mówi, za bardzo naprowadza. Efekt zaskoczenia, tak niezbędny w kryminale, mógł być tu całkowicie zniszczony… może lepiej powstrzymać się od czytania tego opisu…

A do tego, miło poczytać o Holandii jako kraju rowerzystów :)

Jedno proste zdanie, jakże uniwersalne zwróciło moją uwagę : "Jak bardzo można się rozminąć, ufając, że druga strona wszystko rozumie."


Zjazd szkolny / De reunie, przeł. Dorota Szafrańska, s. 336, Wydawnictwo Muza, 2010

środa, 29 września 2010
Dom duchów - Isabel Allende

Dla zwolenników  Gabriela Garcii Marqueza i jego realizmu magicznego ta powieść jest obowiązkowa. Isabel Allende jest żeńskim wydaniem tego nurtu i już od pierwszych stron powieści da się to wyczuć.

Dom duchów to saga rodzinna. To burzliwa historia rodziny Trueba na przestrzeni wydarzeń w Chile w XX w widziana oczami kobiet i opisująca ich losy – trzech pokoleń niezależnych, mądrych i wyjątkowych kobiet. Na tle trudnych wydarzeń politycznych przewijają się wielkie miłości, zdrady, tragedie i radości, przemoc i zemsta. Powieść pełna jest emocji, wystarczy spojrzeć choćby na głowę rodziny, despotycznego i agresywnego Estebana – nieugiętego w swych postanowieniach, surowego ojca, męża i dziadka.

Losy tej rodziny, opowiedziane z nutką magii a do tego niezwykle bogate tło historyczne stanowią o niezwykłej wartości tej powieści. Ogromne uznanie dla autorki za wiarygodne i wciągające opisy np., puczu wojskowego z roku 1973, tortur i brutalnego reżimu.

Mimo, iż na pierwszy plan wysuwa się Esteban to jednak kobiety są tutaj najważniejsze. Te, które tworzą wraz z nim dom, które są głównym jego fundamentem. To właśnie  kobiety emanują niezwykłą siłą i mocą. Są pełne wiary, wytrwałe, stałe w swych uczuciach i gotowe walczyć o szczęście swoje i swoich bliskich. Życie często bywało dla nich okrutne a jednak zawsze potrafiły wyjść na prostą i czyniły to zawsze z uśmiechem, pozostawiając czytelnikowi pozytywne odczucie, nadzieję i wiarę.

Dom duchów jest powieścią pełną ciepła rodzinnego, pełną radości i smutków jak to w każdej rodzinie, pełną duchów czasoprzestrzeni, duchów bliskich, którzy odeszli, a których obecność wciąż się czuje…

To dzieło dość złożone i wielopoziomowe, pisane pięknym i barwnym językiem, nie pozbawione również humoru.

Pisane jako pamiętnik – wspomnienia, przez dwie osoby, symbolicznie kończy się rozliczeniem z przeszłością.

Myślę, że jest to jedna z tych powieści, do których można wrócić i odkryć coś nowego przy kolejnym czytaniu.

A okładka doskonale oddaje treść i ostateczny wydźwięk powieści ale można to zrozumieć dopiero po przeczytaniu.


Dom duchów / La casa de los espiritus, przeł. Marcin Zbigniew Kowalewski, s. 524, Wydawnictwo Muza, Warszawskie Wydawnictwo Literackie, 1996

niedziela, 26 września 2010
Norwegian Wood - Haruki Murakami

Długo zwlekałam z jakimkolwiek kontaktem z tym autorem. Sama nie wiem dlaczego… nie ciągnął mnie. Ale postanowiłam sięgnąć po Norwegian Wood. Nie żałuję.

Ta opowieść o młodych ludziach, wchodzących w dorosłość, poznających wszystkie jej aspekty, prawdziwa aż do bólu opowieść o tym, co to znaczy stać się dorosłym, jak wiele bólu i cierpienia to ze sobą niesie. Jak wiele nowych rzeczy trzeba zrozumieć, jak wielu się nauczyć, jak bardzo świat się staje inny od tego, gdy miało się 17 lat.

A przede wszystkim Murakami ukazuje, że dorosłość oznacza zaakceptowanie śmierci, jako normalnej składowej życia każdego człowieka. Wiele tu jest śmierci, rozstań z bliskimi ludźmi.

"Rzeczywiście, taka była prawda. żyjąc, jednocześnie pielęgnujemy w sobie śmierć. Lecz jest to tylko jedna z prawd, jakie musimy poznać. Śmierć N. nauczyła mnie, że żadna prawda nie może uleczyć smutku po stracie ukochanej osoby. Nie może go uleczyć żadna prawda, żadna uczciwość, żadna siła, żadna dobroć. Przeżywszy ten smutek w pełni, możemy się jedynie czegoś z niego nauczyć, lecz to, czego się nauczymy, wcale nam się nie przyda, kiedy nadejdzie następny, niemożliwy do przewidzenia smutek."

Każdy z bohaterów tej powieści musi stawić czoła rzeczywistości, problemom, musi stać się normalną częścią społeczeństwa. Czy jest to możliwe? Przecież w tym celu trzeba pokonać swoje słabości, trzeba „nakręcić swoją sprężynę” a to często nie jest łatwe.

Toru Watanabe – główny bohater wciąż żyje przeszłością jednocześnie próbując odnaleźć się na studiach, jako dorosły. Rozwija się emocjonalnie, doświadcza wielu nowych bolesnych przeżyć,  jego problemy są uniwersalne, każdy z nas może odnaleźć w nim po trosze siebie i swoje problemy i wątpliwości. Każdy przez chwilę zatrzyma się nad tą historią zastanowi również nad swoim życiem.

Ta powieść to jeden wielki dialog, który świadczy o tym, jak normalne życie opisuje autor, tym bardziej, że posługuje się przeraźliwie prostym językiem. Ale chyba taki był cel. To powieść bardzo realistyczna a zarazem prawdziwa i nie pozwalająca się nudzić. Dialogi nie są nużące i mimo, iż wypełniają całą książkę, nie miałam wrażenia, że jest ich zbyt wiele.

Bohaterowie poszukują siebie, poszukują radości życia, bliskości, Murakami motywuje postępowanie swoich bohaterów psychologicznie i socjologicznie. W dużej mierze jest to również powieść o samotności, o doskwierającej i bolesnej samotności, która oddziela nas od bliskich, która pozostawia wspomnienia, która jednak nie wskazuje drogi, nie mówi jak się od niej uwolnić. I czy w ogóle to możliwe?

Ta literatura jest inna, szczególna, odmienna. Czasem trudno ją zrozumieć, przebrnąć i odnaleźć sens ale warto spróbować bo pełna jest refleksji na temat życia człowieka, na temat jego prawdziwej natury. A potem pozostają myśli, emocje, z którymi każdy czytelnik musi sobie sam poradzić…

"Nawet bez naszego udziału wszystko ułoży się tak, jak ma się ułożyć, i choćby człowiek nie wiem jak się starał, prędzej czy później ktoś zostanie zraniony. Takie jest życie."


Norwegian Wood / Noruwyei-no mori, przeł. Anna Zielińska-Elliott, Dorota Marczewska, s. 470, Wydawnictwo MUZA S.A, 2007

Haruki Murakami na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/Sputnik-Weetheart-Haruki-Murakami.html


sobota, 25 września 2010
Niech się rozpęta burza - Leena Lander

"Między narodzinami a śmiercią jest widać czasem miejsce na coś jeszcze poza pasmami błędów i górami niepokonanych trudności; Zdarzają się również cuda. Przygody, w których nikt nic nie traci. Przeciwnie: człowiekowi udaje się coś uratować."

Niech rozpęta się burza to książka trudna w odbiorze, ale zarazem magnetyczna, wciągająca. Przenosi czytelnika w zupełnie inny świat, do Finlandii lat 30-ych, czasów trudnych przemian dla tego kraju, czasów odnowy i odrodzenia.

Niestety, opis na okładce mówi bardzo niewiele, w ogóle nie warto się nim sugerować. Ta powieść nie jest ani kryminałem ani thrillerem, nic z tych rzeczy.

Iris jest dziennikarką, która przybywa do rodzinnego miasteczka jej ojca, by napisać artykuł o  składowaniu odpadów radioaktywnych w dawnej kopalni miedzi. Temat ten ma też jej pomóc zapomnieć o mężu, o zdradzie, której się dopuścił, może to pewnego rodzaju ucieczka… próba odnalezienia na nowo siebie, swojego miejsca w życiu i swojej wartości.

Iris spotyka swoją ciotkę Natalię i wraz z nią przeglądając kolejne karty rodzinnego albumu przenosi się w przeszłość, by poznać historię rodziny, by dowiedzieć się, co doprowadziło do wielkiej tragedii, jaka spotkała tę rodzinę. Czy w ten sposób bohaterka może znaleźć spokój i ukojenie? Iris z wielką ciekawością zagłębia się w losy swojej babki Vidy, jej męża Eero, jej kochanka z Irlandii. Poznajemy też małą Aino córkę Vidy i Eero, która ginie w tajemniczych okolicznościach.

Ci pozornie prości ludzie, fińscy górnicy, chłopi, kobiety, dbające o rodzinę okazują się być ludźmi o niezwykle bogatym wnętrzu, ludźmi, którymi targają wielkie namiętności, którzy nie radzą sobie ze swoimi emocjami i nie potrafią się odnaleźć. Ta historia miłości i zdrady, straty, bólu i upokorzenia rozgrywa się w latach 30-ych XX w. w czasach jakże innych. A jednak autorka potrafiła je opisać w tak intymny i osobisty sposób,  a zarazem bez żadnej przesady i egzaltacji, bez wielkich słów i metafor. Autorka w doskonały sposób oddaje emocje bohaterów, ale najbardziej rzucają się w oczy te emocje, ten ból i te cierpienia, o których Leena Lander w ogóle nie mówi. Są one wypowiedziane między słowami, bohaterowie aż krzyczą niemym głosem o tym, jak bardzo są nieszczęśliwi.

"Nikt przed cierpieniem nie ucieknie. Nie w tym życiu. Człowiek może tylko wybrać, za co chce cierpieć. Za co i z czyjej ręki."

Dużo tu bólu, dużo poświęcenia i miłości, chęci bycia kimś innym i niemożności realizacji tego marzenia. Jest zraniona duma i zemsta, szaleństwo i rozpacz, żal i poczucie winy.

Mały minus za przeplatające się plany czasowe, w których czasem trudno się odnaleźć. Trochę się gubiłam momentami, musiałam mocno się zastanawiać i skupiać.

Ta proza na pewno nie trafi do każdego czytelnika, nie jest przeznaczona dla wszystkich. Może dla tych bardziej wrażliwych, którzy pragną poświęcić chwilę na zadumę i refleksję na podróż w przeszłość, pełni wiary i przekonania, że kiedyś życie było inne.

"Przeszłość jest zawsze dobra i szczęśliwa, nigdy nudna, powszednia czy bezbarwna. Wszystkie przeciwności losu zmieniają się w niej w przygody, cierpienia w bohaterstwo. Szkoda tylko, że tę wielkość czasu dostrzega się zawsze dużo później, gdy przeszłość jest już historią."


Niech się rozpęta burza / Tulkoon myrsky, przeł. Sebastian Musielak, s. 352, Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria, 2008

czwartek, 23 września 2010
Lód i woda, woda i lód - Majgull Axelsson

Kolejna wciągająca powieść Magjull Axelsson. To opowieść o rodzinie, o rozłamach i napięciach między jej członkami: między siostrami, między matką i córką, matką i synem. Powieść nie tchnie optymizmem, to musze przyznać, ale taki to styl, przesycony tajemnicą, smutkiem i refleksją…

Powieść podzielona jest na zgrabnie przeplatające się dwa plany czasowe opowiadające historię trzech pokoleń kobiet.

Pierwszy to Suzanne i jej podróż lodołamaczem „Odyn”. Susanne jest pisarką i tu, na pokładzie lodołamacza miała właśnie w spokoju pisać. Ale ktoś z członków załogi utrudnia jej życie, zakradając się do jej kajuty i pozostawiając nieprzyjemne niespodzianki.

W drugim planie czasowym – w przeszłości poznajemy Inez – mamę Suzanne - która nie potrafiła jej dostatecznie kochać oraz jej siostrę bliźniaczkę Elsie. Elsie oddała niechcianego syna - Bjorna pod opiekę swojej siostrze i to właśnie mały Bjorn staje się obiektem miłości Inez. Prawdziwe matki odrzucają swoje prawdziwe dzieci a te, pokrzywdzone w ten sposób same nie potrafią kochać. Są naznaczone, niepełne, pozbawione tego, co najważniejsze.

Zagłębiając się w historię tej rodziny, poznajemy coraz dziwniejsze relacje, widzimy jak bardzo wszystkim brakuje miłości i szczerości. I do czego może to w rzeczywistości doprowadzić.

Susanne jako jedyna próbuje wyrwać się z tego kręgu. Pływając na lodołamaczu otrzymuje szanse rozliczenia się z przeszłością i stawienia czoła rzeczywistości. Wiele przeżyła, przeszłość ciążyła na niej, na jej życiu dorosłym. Nie potrafiła się z nią pogodzić, nie umiała spojrzeć na siebie jak na wartościową kobietę, wolną od tego, co było.

W powieści dużo jest dialogów ale to właśnie dzięki nim poznajemy poszczególnych bohaterów i wnikamy w te zaburzone relacje. Mam wrażenie, że każdy z bohaterów jest nieszczęśliwy, każdy został czegoś pozbawiony i jest emocjonalnie okaleczony.

Lód i woda, woda i lód to powieść pełna chłodu. Lód skuwa nie tylko morze, ale przede wszystkim pokrywa relacje między ludźmi, między członkami jednej rodziny. Pływają oni po wodach wzajemnych uraz, żalu i pretensji.

Pomimo smutnych wydarzeń, nieszczęść jakie spotykają bohaterów, książkę czytało mi się naprawdę łatwo. Może dlatego, że ten specyficzny styl Majgull Axelsson zdecydowanie do mnie przemawia, w każdej jej pojedynczej powieści.


Lód i woda, woda i lód / Is och vatten, vatten och is, przeł. Katarzyna Tubylewicz, s. 560, Wydawnictwo WAB, 2010

Majgull Axelsson na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/10/Dom-Augusty-Majgull-Axelsson.html

poniedziałek, 20 września 2010
Brudna Robota - Christopher Moore

Brudna robota w całej swojej absurdalności i irracjonalności, niezwykle mi się podobała.

Autor wybierając temat doskonale wszystkim znany – śmierć – potraktował go zarówno z należytą powagą jak i kpiną.

Bohaterem powieści jest Charlie Asher, odrobinę neurotyczny i przewrażliwiony, obdarzony zbyt wybujałą wyobraźnią, a poza tym, całkowicie przeciętny mężczyzna – samiec beta, ostrożny i wyważony, nie podejmujacy w życiu zbędnego ryzyka. Do czasu.

Chwilę po porodzie jego córki Sophie, umiera Rachel – jego żona, a Charlie w chwilę jej śmierci widzi przy jej szpitalnym łóżku dziwnego mężczyznę. Od tej chwili zmienia się całe jego życie. Charlie staje się świadkiem śmierci innych ludzi, co gorsza, ma wrażenie, że sam się znacznie do nich przyczynia. Po tym jak kilkukrotnie przychodzi mu spotykać na ulicy latające wielkie czarne kruki, przypominające kobiety, a w jego sklepie z używanymi rzeczami niektóre przedmioty zaczynają świecić na czerwono Charlie zaczyna zastanawiać się, co się dzieje. Dowie się tego w swoim czasie a wiadomość ta kompletnie odmieni całą rzeczywistość. Otóż Charlie staje się Handlarzem Śmierci, ale nie tyle powoduje śmierć innych ludzi co odbierając dusze ludzkie od umierających ludzi, chroni je przez złem z Krainy Zaświatów. Prawda, że brzmi jak bajka z działu fantastyki?

To, co przyciąga i urzeka to dojrzały i wyważony humor, bezkompromisowe podejście do tematu oraz kontrast w relacji narrator – bohater. Inteligentny i błyskotliwy humor oraz wyobraźnia autora naprawdę robią wrażenie. Ciekawe dialogi, cięte riposty, wartka akacja pełna niebezpieczeństw i dziwności sprawiają, że trudno mi było oderwać się od tej powieści.

Temat poważny i w wielu momentach potraktowany poważnie, bo również logiczne szczere i bolesne przemyślenia na temat śmierci można tu znaleźć. Mam wrażenie, że może pisząc z humorem o czymś niezwykle poważnym autor chciał sprawić, że łatwiej nam tę rzecz będzie zaakceptować, że łatwiej się z nią oswoić i zrozumieć? Bo oprócz tego, że śmierć jest ubrana tu w komizm i prześmiewczość, to jednak wciąż pozostaje śmiercią, wciąż zabiera ludzi, naszych bliskich i czasem naprawdę trzeba stawić czoła temu trudnemu rozstaniu.

Napisana językiem prostym i zwyczajnym Brudna robota jest pełna ciepła i humoru. Z pewnością sięgnę po kolejną powieść tego autora, która już czeka na półce.

Brudna robota jest świetna, wyrafinowana, ma doskonałą atmosferę bajki i absurdu, sensacji i dramatu. Polecam!

"Większość z nas nie przechodzi przez życie jako jedna, kompletna osoba, która stawia czoło światu, jesteśmy całym zbiorowiskiem postaci. Kiedy ktoś umiera, scala się w duszę, esencję tego, kim jesteśmy, niezależną od masek, jakie nosimy w życiu. Nienawidzisz tych postaci, których zawsze nienawidziłaś, a kochasz te, które zawsze kochałaś."


Brudna robota / Dirty Job, przeł. Jacek Drewnowski, s. 384, Wydawnictwo MAG, 2007

niedziela, 19 września 2010
Życie raz jeszcze - Jude Deveraux

Poznajemy trzy kobiety, (przyjaciółki to duże słowo) ale kobiety, które połączył jeden dzień spędzony w wydziale komunikacji. Dzień, w którym opowiedziały sobie o swoim życiu i planach na przyszłość. Dzień, po którym nic już nie było takie samo.

Te trzy bohaterki: Leslie, Ellie, Madison wiele w życiu przeszły. Teraz, dziewiętnaście lat od tego pierwszego i jedynego spotkania spotykają się ponownie, by spędzić ze sobą weekend, a podczas niego, dzień urodzin – wszystkie urodziły się tego samego dnia.

Kim są?

To kobiety doświadczone przez życie, po przejściach, skrzywdzone i wielokrotnie cierpiące. To osoby o silnych osobowościach a jednak los kazał im ulec lub poddać się. Opowiadają sobie teraz całe swoje życie od tego dnia gdy się spotkały. Zwierzają się sobie ze swoich trosk i wątpliwości, mówią, czego w życiu żałują. Wracamy do przeszłości w ich opowieściach ale i w narracji, akcja się cofa do chwil, o których bohaterki opowiadają.

Widzimy jak z nimi obeszło się życie. Jak wyglądała ich dorosłość i co stało się z ich marzeniami.

Czytając miałam wrażenie jakbym doskonale znała tę sytuację… jakbym widziała kila młodych dziewczyn, kończących studia, dziewczyn z marzeniami… co się z nimi potem stało? Jak życie weryfikuje nasze plany, co zostaje z naszych aspiracji, młodzieńczych marzeń?

Niestety…taka jest rzeczywistość, przemijanie, złe wybory, życie weryfikuje nasze plany i marzenia, sprawia, że zachowujemy się nieprzewidywalnie.

Ale te bohaterki nagle otrzymują szansę – szansę, której my, w życiu prawdziwym nigdy nie otrzymamy, choć pewnie wielu by chciało – otrzymują szansę zmiany swojego życia. Mogą zmienić przeszłość, któż o tym nie marzy? By coś się nie wydarzyło, by postąpić inaczej ?

Mogę przeżyć raz jeszcze wybrane 3 tygodnie swojego życia a potem wybrać to, które do tej pory wiodły, lub to, które stworzyły od nowa podczas raz jeszcze danego im czasu. Mogą też zachować w pamięci wszystko, co przeżyły lub też całkowicie wymazać z pamięci.

Niby prosta fabuła, pomysł banalny, ale tak naprawdę nie czyta się o tym często.

Jak potoczy się nowe życie Leslie, Ellie i Madison? Co wybiorą?

Ta powieść opowiada o kobietach, które zbyt wiele poświęcają mężczyznom, zatracając siebie, swoje ja, godność i marzenia. Przypomina o tym, że w życiu trzeba myśleć również o sobie, jeśli nie przede wszystkim.

Ta powieść uświadamia, że nie da się przeszłości zmienić dlatego tak bardzo ostrożnie trzeba podejmować te najważniejsze w życiu decyzje.

Ta powieść uczy, że nie warto żyć w poczuciu winy, obwiniać się za jeden zły czyn i dlatego pozwalać by ktoś Cię krzywdził.

Ta powieść wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy ale też naprawdę zastanawia. Zmusza do refleksji nad życiem, nad tym, jakie ono jest, czy podjęło się dobre decyzje, czy można jeszcze coś zmienić.

Przeczytałam z przyjemnością.


Życie raz jeszcze / The Summerhouse, przeł. Barbara Cendrowska, s. 351, Świat książki, 2003

Absolwenci - Erich Segal

Studia to jedno, a co potem? Na studiach można być wybitnym, można być liderem w sporcie, geniuszem muzycznym a co potem? Jak wygląda dorosłe życie? Kończy się to, co beztroskie, przyjaciele rozchodzą się w różne strony i często o sobie zapominają a pozostaje szara dorosła rzeczywistość. Żyją nowym życiem z rodziną ale nie zapominają o tym, że gdy przyjdzie czas trzeba będzie stanąć do konkursu, kto więcej osiągnął? Dla kogo los był bardziej łaskawy, kogo zgubiła ambicja?

Co przetrwało w bohaterach, jak poradzili sobie w brutalnej rzeczywistości, jak w życiu sprawdziły się wartości, które wynieśli z tej samej uczelni? Obserwujemy losy pięciu mężczyzn od początku studiów do czasu zjazdu absolwentów, dwadzieścia pięć lat później.

Danny Rossi nieśmiały, chcący przypodobać się ojcu, utalentowany muzycznie chłopak, pozbywa się nieśmiałości i kompleksów by stać się międzynarodową gwiazdą. Czy umie docenić, to co dał mu los? Czy dla sławy gotów jest zaryzykować wszystko?

Ted Lambros - syn ubogiego greckiego imigranta, który chcąc uczyć się musi sam na to zarobić. Z wielkim talentem do filologii klasycznej dochodzi na szczyt, ale pozostaje kwestia, jaką cenę przyszło mu za to zapłacić? Za spełnienie marzeń o profesurze na Harwardzie?

Jason Gilbert - przystojny, bogaty młodzieniec, którego przeznaczeniem jest sukces, przed którym otworem stoją wszystkie drzwi do kariery sportowca. Ale Jason wybiera inną drogę. Z pochodzenia Żyd, nie przyznający się do swojego pochodzenia, nie utożsamiający się z tą religią przechodzi metamorfozę i zmienia się całe jego życie, gdy podejmuje decyzje o przeniesieniu do Izraela.

George Keller - uchodźca z komunistycznych Węgier, zdeterminowany by stanąć na czele Państwa, ambicje polityczne przesłaniają mu całą rzeczywistość.

Andrew Eliot - dziedzic arystokratycznego rodu, zagubiony i poszukujący samego siebie oraz swego celu w życiu. Pozbawiony ambicji, nie potrafi się dogonić z faktem, że nie dorównuje przodkom.

Tym wszystkim bohaterom autor uświadamia jak nieprzewidywalny i przewrotny potrafi być los, jak zdradliwy i niesprawiedliwy. Dokąd doprowadzić może chorobliwa ambicja, jak wiele ludzie są w jej imię poświęcić.

Po raz kolejny zastanawia i budzi podziw fakt, jak autor potrafi spleść ze sobą losy kilku bohaterów, jak połączyć ze sobą ich życiorysy i skupić tyle szczegółów na jednej płaszczyźnie.

Snując opowieść o losach bohaterów autor między wierszami pyta, jaką drogą, za jaką cenę, w jakim celu? Czy warto? Jak żyć by pozostać sobą? Czy któremuś z bohaterów się to udaje, czy każdy żyje tylko by sprostać oczekiwaniom innych, zapominając o swoich marzeniach i zasadach?

To powieść o zwykłych ludziach, o ich wielkich spektakularnych sukcesach ale również najzwyklejszych porażkach. To przekrój całego pokolenia Amerykanów, całego społeczeństwa.

Czyta się doskonale, z pasją i zainteresowaniem. Każdy z bohaterów wywołuje jakieś emocje, które zmieniają się w zależności od jego postępowania.

Morał jest dość smutny i może trochę przestraszyć… Ale warto go poznać!


Absolwenci / The Class, przeł. Jarosław Sokół, s. 575, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2006

Erich Segal na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/06/Akty-Wiary-Erich-Segal.html

sobota, 18 września 2010
M jak Merde! - Stephen Clarke

Stephen Clarke zauroczył mnie cyklem swojej powieści z serii Merde, które z dużym dystansem i humorem opisują perypetie Brytyjczyka we Francji lub w kontaktach z Francuzami.

Merde! Rok w Paryżu

Merde! W rzeczy samej.

Merde! Chodzi po ludziach

I ostatni tom, wydany niedawno, po prostu M jak Merde!

Znowu powieść pełna humoru, obserwacji, trafnych spostrzeżeń i puent.

Po raz kolejny bohater cyklu – Paul West – przyjeżdża do Francji. Okazuje się, że jego przyjaciółka – była partnerka – Elodie wychodzi za mąż za francuskiego arystokratę a Paul ma przygotować jej przyjęcie weselne. Musi zmierzyć się z szablonową i surową arystokracją francuską, a ma na to wszystko tylko dwa tygodnie. Ale nie jest to jego jedyne zajęcie w tym czasie. Paul spędza romantycznie czas z nową przyjaciółką Glorią Monady, która w pewnym momencie zaczyna się dziwnie zachowywać.

I jak zawsze u Clarke’a jest dużo zamieszania, policja, komandosi, grupowe orgie i wiele śmiesznych nieporozumień i niuansów.

M jak Merde parodiuje w pewnym sensie powieści kryminalne, ze sporą dozą złośliwości, ironii, ciętego dowcipu i sarkazmu. To kolejny krok na drodze do odnowienia wojny brytyjsko – francuskiej ale w żartobliwym znaczeniu.

Autor ma dużo sympatii, do ludzi ,o których pisze, zarówno Brytyjczyków jak i samych Francuzów. To powieść lekka i przyjemna. Dobra rozrywka.


M jak Merde / Dial M for Merde, przeł. Hanna Baltyn, 344, s. Wydawnictwo WAB, 2010

Każdy dom potrzebuje balkonu - Rina Frank

Rina Frank w swojej dość prostej ale ciekawej powieści ukazuje nam świat, dość rzadko opisywany. To Izrael lat 40-70, kraj w czasie przemian, w czasie kształtowania tożsamości narodowej i społecznej.

Ta powieść to dwie historie: historia małej dziewczynki, mieszkającej z rodzicami w Hajfie i dorosłej już kobiety (tej samej). I każdy rozdział podzielony jest  na te dwa plany czasowe. Wychowana w nędzy i ubóstwie w biednej dzielnicy, w społeczeństwie mocno podzielonym , nie znającym pojęcia tolerancji, mała dziewczynka dorósłszy chce wyrwać się z tego świata, opuszcza Izrael, poślubiając pochodzącego z  Hiszpanii Żyda. Zawsze marzyła o bogatym życiu, o wielkim świecie, a kiedy ma do niego wstęp, nie potrafi się w nim odnaleźć, wtedy tęskni za swoimi ubogim i skromnym życiem.

Tęskni za rodzicami, których kiedyś się wstydziła,  tęskni za balkonem… tym miejscem szczególnym, które pozwala „wyjść” w lepszy świat, miejscem gdzie rzeczywistość przenika się z boskością…

To zetknięcie kultury europejskiej i bliskowschodniej i związane z tym decyzje na zawsze zmienią Rinę i całe jej życie. Autorka doskonale ukazuje wpływ dzieciństwa na jej dorosłe życie. Pokazuje jakie konsekwencje niosą ze sobą czyny, które kiedyś dokonane potem odsunięte na bok, jakby zapomniane wracają, są, nie dają o sobie zapomnieć.

Odnoszę wrażenie, że ta napisana prosty bardzo językiem powieść jest dość osobista, przesycona patriotyzmem ale i dumą. Wszak nie trzeba, nie wolno wstydzić się swojego pochodzenia w żadnej sytuacji To powieść pełna wspomnień z dzieciństwa, tęsknoty. Niesie ze sobą przesłanie, które mówi, że zło, które kiedyś wyrządziliśmy zawsze może do nas powrócić.

Ale również powieść ta ukazuje prawdziwy sens życia, który kryje się w obecności drugiego-bliskiego człowieka, w posiadaniu rodziny i szczęścia rodzinnego, ciepła domowego ogniska. Tak jak każdy dom potrzebuje balkonu, tak każdy człowiek potrzebuje do życia innych ludzi, potrzebuje rodziny i bliskości.


Każdy dom potrzebuje balkonu / Kol bajit carich mirpeset, przeł. Natalia Stochalska, s. 240, Wydawnictow Otwarte, 2009

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~