Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
środa, 31 sierpnia 2011
Natalii5 - Olga Rudnicka

Czy Natalii 5 to kryminał? W pewnym sensie tak, bo mamy niewyjaśnioną śmierć Jarosława Sucharskiego, niby samobójstwo ale z pewnymi elementami wskazującymi jednak na morderstwo, mamy tajemnicze próby włamań, zagadki.. ale tak naprawdę, akcja nie kręci się wokół śmierci, jej przyczyn etc ale wokół głównych bohaterek, które z tym wszystkim muszą się zmierzyć. Kryminał, powieść obyczajowa, trochę też sensacyjna i historyczna ale przede wszystkim komedia. I to mi się chyba nawet bardziej podoba niż mroczny kryminał, jakiego można się spodziewać po opisie na okładce.

Oto w swoim domu zostaje znaleziony Jarosław Sucharski, handlarz dziełami sztuki. Przed śmiercią dokładnie zorganizował wszystko, zostawiając u notariusza wiadomości i depozyt dla swoich córek. I pojawia się u Pana notariusza pięć kobiet, już wizualnie możemy ocenić, że diametralnie się od siebie różnią, każda z nich nazywa się Natalia Sucharska, wszystkie są córkami denata, a żeby było ciekawiej o swoim istnieniu nie miały pojęcia. Jak również o prawdziwym charakterze i prawdziwym życiu ich taty – bigamisty.

Wszystkie Natalie otrzymały po milion złotych na koncie, duży dom do podziału oraz obietnicę innych dóbr, których jednak musiały doszukać się same. Mamy więc i zagadkę i dociekliwe poszukiwania, wybijanie dziur w podłodze, rozbijanie ścian kilofem, otwieranie grobowców i wiele wiele innych.

Każda z kobiet zachwyca, ciekawi, irytuje i fascynuje. To świetnie zbudowane postaci, tak silnie skontrastowane i idealnie dobrane, że razem tworzą mieszankę wybuchową, wystawiają na próbę cierpliwość tych, którzy mają z nimi wątpliwą przyjemność, stwarzają zagrożenie dla zdrowia psychicznego innych, oraz dla siebie samych.  A to wszystko pod dachem jednego domu.

Jak nikt potrafią być złośliwe i nieprzyjemne ale kiedy trzeba potrafią się zjednoczyć, pomóc sobie lub stanąć w obronie którejś z sióstr. Są nieprzewidywalne, nieobliczalne i na pewno mają nadzwyczajny talent do pakowania się w kłopoty. Dorzućmy jeszcze twardy charakter, bujną wyobraźnię, spryt i przebiegłość, inteligencję oraz momentami naiwność życiową co mamy? Fantastyczną zabawę.

Wiele jest tu okazji do śmiechu. Momenty kiedy siostry próbują się porozumieć za pomocą kłótni, ironii, złośliwości i sarkazmu. Sceny rozgrywające się w domu, kiedy siostry kombinują, udają i zmieniają chłopaków – prawie doprowadziły mnie do łez. Olga Rudnicka serwuje nam naprawdę dużą dawkę śmiechu za sprawą dowcipu sytuacyjnego i słownego: wyważonego, inteligentnego, przyjemnego i zarazem nie przesadzonego, a jednocześnie pokazuje nieco prawdy o charakterach kobiet, o ich odmienności i indywidualizmie.

Powieść jest bardzo równa zarówno jeśli chodzi o prowadzenie akcji jak i o humor, sarkazm i język . Dialogi doprowadzają do łez, zuchwałość bohaterek na początku zaskakuje a potem już tylko śmieszy. Autorka doskonale komponuje fabułę, rozkłada role i buduje postaci. Wątek kryminalny chowa gdzieś w tle a na pierwszy plan wysuwa perypetie pięciu kobiet, które zwiastują nadchodzący kataklizm.  

Udany pomysł, jeszcze lepsza realizacja, przystępny lekki styl, wciąga i porywa. Cud miód w kategorii rozrywka!Potrzebowałam tego!


Natalii5, s. 560, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011

wtorek, 30 sierpnia 2011
Lepiej późno niż wcale - komentarze

No cóż czasem jednak okazuje się, że najprostsze rzeczy są najtrudniejsze. Tak też było w moim przypadku. Nie do końca chyba zapoznałam się ze swoim blogiem i jego funkcjami i nie wiedziałam, że automatycznie miał ustawioną konieczność zalogowania na blox.pl przy próbie komentowania. Ehh.. wyłączyłam już tę opcję w każdym razie.Do woli komentować można. 

Pozdrawiam :)

niedziela, 28 sierpnia 2011
Klub filmowy - David Gilmour

Proces wychowania dzieci to rzecz bardzo indywidualna, jednak zawsze rodzic kieruje się dobrem i szczęściem swojego potomstwa. Chce przygotować je właściwie do życia w świecie, chce by unikało jego błędów i niewłaściwych decyzji. Chce być przy nim, kiedy potrzeba i wspierać. Ale jak to w życiu, wiadomo, każdy młody człowiek chce iść swoją drogą, bez względu na konsekwencje po prostu musi spróbować i nawet sparzyć się, by wyciągnąć jakieś wnioski i czegoś się nauczyć. To się nie zmienia od pokoleń, każde musi swoje przeżyć. A do tego jeśli mamy do czynienia z nastolatkiem, zbuntowanym i pragnącym niezależności, nie radzącym sobie w szkole? Co wtedy? Trzeba znaleźć na niego odpowiedni sposób. Wszak nie on sam kreuje siebie i swój charakter, ale w młodym wieku są to przede wszystkim rodzina i najbliższe otoczenie, szkoła, wychowawcy.

David Gilmour powieść Klub filmowy napisał na podstawie własnych doświadczeń. Wszyscy bohaterowie powieści to członkowie jego rodziny, w tym przede wszystkim syn Jesse. Właśnie syn Davida stanowił dla niego największe wyzwanie i musiał je podjąć chcąc go czegoś nauczyć, chcąc pomóc mu rozwiązać młodzieńcze problemy i odnaleźć siebie.

David wykazuje się niezwykłą odwagą. Widząc, że Jesse nie radzi sobie w szkole, nie nadąża, nie wykazuje zainteresowania, pozwala mu ją rzucić, stawiając jako warunek konieczność oglądania z nim trzech filmów w tygodniu. W ten sposób zakłada swojego rodzaju klub filmowy, za pośrednictwem którego  chce przekazać synowi to, co najważniejsze.

Ojciec chce podzielić się z synem tym, co jest jego pasją, pokazać mu to, czym zachwycał się w młodości, co wpłynęło znacząco na jego rozwój, na jego charakter. Pomysł brzmi dość dziwnie, jeśli nie jest szalony. Czy się uda? Czy klub pozwoli ojcu i synowi lepiej się poznać i zbliżyć do siebie?

Książka podkreśla różnicę pokoleń, widoczną w zainteresowaniu danym filmem czy rodzajem kina. Ale przede wszystkim pokazuje jak mimo tego można nawiązać więź  z synem,  zbudować zaufanie i przekonać się, że nie każdy młody chłopak jest potencjalnie zły i ma niecne zamiary tylko dlatego, że ma swoje zdanie i z wrogością podchodzi do tego, co mu się narzuca.

Podróż przez historię kina jest ciekawa. Choć czytając opisy filmów, opisy poszczególnych, najciekawszych scen, jedne filmy naprawdę zapragnęłam obejrzeć, inne zaś w ogóle mnie nie zainteresowały. Czyli tak, jakbym czytała recenzję ale dość specyficzną, bardziej skupiającą się na detalach, niewiele mówiących o tematyce filmu a bardziej o jego charakterze, stylu i grze aktorskiej. Wymiana opinii po każdej projekcji to swoisty dialog nie tylko o kinie bo za rozmową o scenach czy bohaterach szły jakieś wynurzenia natury prywatnej. David wracał do swojej przeszłości, Jesse zaś opowiadał o tym, co go trapi.

Autor wprowadza nas w tajniki wychowania młodego buntownika, pokazuje jak różne punkty widzenia mają rodzic i dziecko i jak znaleźć ten wspólny. Podkreśla również indywidualizm w wychowaniu, bez którego można czasem wyrządzić krzywdę. Wszak każdy jest inne, a znane i utarte metody w przypadku naszego dziecka mogą nie zdać egzaminu.

Styl Gilmoura, podobnie jak tematyka, jest oryginalny, nawet powiem innowacyjny. Duży plus za listę wszystkich wspominanych filmów, umieszczoną na samym końcu.


Klub filmowy / The film club, przeł. Emilia Skowrońska, s. 227, Wydawnictwo Dobra Literatura, 2011

sobota, 27 sierpnia 2011
Wygrać życie - Kamil Durczok

W świecie mediów w naszym kraju wielokrotnie słyszymy o tym, że aktor, dziennikarz, reżyser, ktoś dobrze znany toczy walkę z nowotworem. Jedni swoją batalię ukrywają przed światem, chcąc w spokoju i bez rozgłosu skupić się na tym, co najważniejsze, na zwycięstwie. Inni upubliczniają swoje zmagania, tak jak właśnie Kamil Durczok. Pojawiając się w wiadomościach bez włosów wyjaśnił przyczynę swojego nowego wyglądu i nie uważałam tego za ekshibicjonizm czy obnoszenie się z chorobą. Wręcz przeciwnie. Wraz z Marcinem Pawłowskim, dziennikarzem, którego walkę obserwować mogliśmy w kanale TVN, odczarowali raka, zdjęli go z półki tematów zakazanych  Takie samo mam zdanie na temat ksiązki dziennikarza. Spotkała się z licznymi komentarzami, w dużej mierze dobrymi ale wiele było też tych negatywnych, w których oskarżało się autora o chęć zarobienia pieniędzy, o lansowanie się i masę innych wymyślonych argumentów.

Ja po wywiad z Panem Kamilem sięgnęłam ze względów osobistych, niestety… Dlatego też i recenzja może się z tego powodu przedłużyć. Szukałam w nim, sama nie wiem, potwierdzenia swoich doświadczeń i opinii, wsparcia; chciałam poznać punkt widzenia, sposób myślenia na temat choroby, której w naszym kraju poświęca się wciąż za mało uwagi nie wspominając o funduszach.

Wywiad z Durczokiem przeprowadził Pan Piotr Mucharski, a poszczególne wypowiedzi Kamila przeplatał opiniami onkologów. Na tych 100 stronach niewielkiej książeczki Kamil Durczok dzieli się sprawami bardzo intymnymi i trudnymi, opisuje swoje leczenie, spotkania z lekarzami, wewnętrzną walkę z samym sobą. Jednocześnie porusza liczne problemy: profilaktyki nowotworów, stosunku pacjenta do choroby: walczyć czy się poddać, stosunku lekarzy do pacjenta, relacji z bliskimi, problemów organizacyjno – sprzętowych służby zdrowia. Jest tu tak naprawdę wszystko. I przedstawione jako żywa, często poruszająca, relacja osoby, która to wszystko przeszła ale nie chce teraz wszem i wobec się nad sobą użalać, chce wesprzeć, doradzić, zasygnalizować problem.  

W Polsce, niestety wciąż panuje mylne przekonanie, że rak to wyrok. Że nie ma ratunku i każdy chory umiera. Albo, że rak to wyrok, tyle że odroczony, bo choroba zawsze może wrócić i jednak na tę chorobę się umrze. Ale w takim razie każdy z nas żyje z takim odroczonym wyrokiem, bo każdy z nas kiedyś umrze, nie wie kiedy, nie wie jak ale może się to stać w każdej chwili.

Pan Kamil potwierdza moje przekonania, że tak bardzo ważne jest odpowiednie podejście, walka i nadzieja. Bez tego lekarze sami sobie nie poradzą.

"Zaprogramowanie na zwycięstwo w tej walce sprawia, że masz wpływ na to, co się dzieje. Bez tego jesteśmy bezwolni. Zakładamy wtedy, że jest jakaś rzeczywistość niezależna od nas, na którą nie mamy żadnego wpływu. To odbiera ludziom nadzieję na wygraną."

Nowotwór sprawia, że człowiek nie jest pewny jutra, drży o najbliższą przyszłość. Takie trwanie w niepewności  i niewiedzy jest trudne, frustrujące ale da się pokonać.

Niezwykle istotne jest również, by trafić na dobrych lekarzy, nie mowa tu tylko o miłych, przyjemnych ale tych, którzy znają swój trudny fach, którzy mają właściwe podejście do pacjentów a nie traktują ich jak kolejnego beznadziejnie chorego. Jednak wiele optymizmu i dobrych myśli lub na odwrót złych, jeśli szanse są niewielkie, pacjent przejmuje od swojego lekarza. Bierze sobie głęboko do serca jego słowa. Dlatego spoczywa na nim duża odpowiedzialność. A to nie łatwa sprawa. Ci lekarze muszą być niesamowicie silni psychicznie, muszą stawać często przed dylematami czy być bardziej człowiekiem czy bardziej lekarzem. ("Co powiedzieć człowiekowi, o którym wiem, że ma niemal zerowe szanse przeżycia? Prawda wtrąci go w depresję, bo jak miałby żyć ze świadomością, że zapraszam go na golgotę i nie obiecuję powrotu? Czym jest wtedy kłamstwo? Czy jest to litość? Czy tylko konformizm?"– Profesor Bogusław Maciejewski.) Muszą być życzliwi ale też asertywni i prawdziwi w tym co robią i jak to robią.  Tym bardziej, że każdy nowotwór jest inny, nawet jeśli jest ten sam rodzaj to różnią się od siebie i nie ma dwóch takich samych przypadków. Ile ludzi tyle nowotworów więc i do każdego pacjenta należy podchodzić indywidualnie, nie generalizować, nie kierować się standardami bo tak łatwiej.

"Im więcej czasu poświęca się na myślenie, co będzie po chorobie, tym głębiej jest się przekonanym, że się z tej choroby wyjdzie. Nie chodzi tylko o autosugestię. To jest czas  dany nam, byśmy poukładali na nowo klocki w naszym życiu. To jest dobry czas na postanowienia: zawodowe, życiowe, moralne. Żadne postanowienie nie jest wtedy głupie."

Często można się spotkać z takim podejściem ale również z tym, jakie prezentował na przykład Marcin Pawłowski, czyli żyć tu i teraz. Czy rzeczywiście myślenie i przyszłości, o tym, co jeszcze chciało by się zrobić pomaga zdrowieć ? A jeśli sprawdzi się zły scenariusz, nie będzie wtedy bardziej żal? Zastanawiam się. Chyba warto w obliczu choroby celebrować każdą chwilę, jaka jest nam dana, każdą się cieszyć i czerpać z życia garściami.

Jak ułożyć sobie relacje z najbliższymi? Jak przygotować ich na ciężkie chwile jak i te najgorsze, ale jednocześnie oczekiwać wsparcia i pomocy. Rodzina musi zmierzyć się z chorobą kochanej osoby, która często różnie reaguje na ich troskę i atencję. Chorego wielokrotnie cechuje wrogość, agresja, wyżywa się, swój ból, żal i cierpienie zrzuca na bliskich.

"Choroba nie buduje bariery obcości, to jest bardziej skomplikowane, bo ona jednocześnie zbliża i oddala. Widzisz cierpienie najbliższej osoby, to, jak przechyla się w stronę rzeczy ostatecznych, i choć chcesz tam pójść razem z nią, trzymając się za ręce, czujesz zarazem, że się wymyka. Robisz wszelki wysiłek, żeby się wczuć, odebrać trochę ciężaru, ale to przecież niemożliwe. Jesteś i coraz bliżej, i coraz dalej jednocześnie."

Jedno jest pewne. Chorego na raka nie zrozumie ktoś, kto sam tego nie przeżył. Podobnie nie poczuje bólu i trudu walki najbliższych chorego ten, kto sam nie musiał drżeć o życie ukochanej osoby zmagającej się z nowotworem. I pomyśleć, że wszystkiego tego można uniknąć dbając o profilaktykę, wsłuchując się w siebie, nie bagatelizując sygnałów wysyłanych przez ciało, wyzbywając się głupiego i całkiem niezrozumiałego wstydu. Przecież tu chodzi o życie! A z nowotworami nie wygrywają lekarze czy koncerny farmaceutyczne ale zwykli ludzie.


Wygrać życie, s. 103, Wydawnictwo Znak, 2005

piątek, 26 sierpnia 2011
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłana Aleksijewicz

"Nie można mieć jednego serca do nienawiści, a drugiego - do miłości. Człowiek ma jedno, więc zawsze myślałam o tym, jak to serce ocalić."

Niech nikt nie czyta tej recenzji. Nie ma sensu. I tak nie odda tego, co najważniejsze w reportażu Swietłany Aleksijewicz. Tę książkę trzeba przeczytać, poczuć, zachwycić się nią i zasmucić. Zastanowić i zamyślić. Trzeba!

W tematyce wojny, po raz pierwszy oddaje się głos kobietom: sanitariuszkom, pilotkom, czołgistkom, saperkom, żołnierkom, kucharkom, telefonistkom, służącym etc. Było tych kobiet około miliona w Związku Radzieckim. Każda inna, tak jak każda z tych historii ma w sobie coś szczególnego, odmiennego. Kobiety potrafią dostrzec to, co umyka mężczyznom, patrzą zupełnie inaczej i na inne rzeczy, niezwykle ważne, zwracają uwagę.

To coś naprawdę wyjątkowego, genialne spojrzenie z innej perspektywy, opis wojny w nowym wymiarze, jakby istniejącym obok tego męskiego, znanego nam.

Autorka poświęciła wiele czasu na rzetelne opracowanie materiału tego reportażu, chcąc poznać prawdę widzianą oczami kobiet. Jeździła po całej Rosji, przekonywała kobiety, by zechciały podzielić się swoją wiedzą, wspomnieniami, co często było bardzo trudne. Wiele z nich wolało milczeć czując lęk, nie chcąc wracać do tego, co złe, co zniszczyło ich życie i naznaczyło już na zawsze. Ale przyczyna była też inna. Wojna w imię Ojczyzny zakończyła się zwycięstwem, więc po co ukazywać prawdziwe jej oblicze, pełne bólu, brudu, nieszczęść? Wszak to brew propagandzie, mogłoby zburzyć mit. A najważniejszy było pamiętać o wielkim zwycięstwie a nie o złu i szkodzie jakie ze sobą niosło.

Tak naprawdę niewiele się wie o tej prawdziwej wojnie, z jej okrutną stroną. Mówi się o zwycięstwach, statystykach, ale nikt nie pochyli się nad tragedią jednostki. A takich były miliony.

Kobiety pragnęły walczyć, gotowe były na wszystko, by to zrobić w imię walki o lepsze jutro i lepszy nowy świat. Zdeterminowane, zdyscyplinowane były gotowe ponosić wszelkie ryzyko i ogromne konsekwencje swojego aktywnego uczestnictwa. Bez względu na młody wiek, niewygody, poniżanie wierzyły i walczyły. W sytuacji, gdzie wszystko stworzone było z myślą o mężczyznach, („…wojna pachnie po męsku”) one się nie poddawały i trwały przy przekonaniach i ojczyźnie. Ich udział pokazywał zupełnie inne oblicze działań wojennych, bardziej emocjonalny ale wcale nie tracący na wiarygodności czy rzetelności.

Kobiety walczące oddawały całe swoje życie w ofierze wojnie, nawet jeśli nie ginęły. Bo po wojnie często nie były zdolne do normalnego funkcjonowania, do powrotu do powojennej spokojne rzeczywistości. Wszechobecność zła, nienawiści, śmierci zmieniła je diametralnie, sprawiła, że ich kobiecość gdzieś ulatywała, zarówno w sensie psychicznym jak i fizycznym. Nigdy już nie były takie same, nie mogły chociażby zachodzić w ciążę, mając we wspomnieniach to, jak odbierały życie innym.

Czy ktoś im za to podziękował? Nic takiego. Uznane za te złe, niewłaściwie się prowadzące a do tego sprowadzające mężczyzn na złą drogę, nie zajęły tak zaszczytnego miejsca w historii jak mężczyźni. 

To książka, której każdy akapit skłania do refleksji. Nie daje spokoju, porusza, wstrząsa i wywołuje zdumienie. Trudno zrozumieć okrucieństwo, zło, jakiego doświadczały kobiety każdego dnia wojny jak i potem, po jej zakończeniu.

Robi wrażenie, wciąga. Obowiązkowa lektura!


Wojna nie ma w sobie nic z kobiety / У войны не женское лицо, przeł. Jerzy Czech, s. 352, Wydawnictwo Czarne, 2010

piątek, 19 sierpnia 2011
Stojak - Artur Wieczyński

Od dziś inaczej będę spoglądać na pracowników ochrony. Tych postawionych w hierarchii najniżej: ochroniarzy na parkingach, w supermarketach, biurowcach… Może nie tyle inaczej, bo właściwie do tej pory niewiele uwagi im poświęcałam ale po prostu będę pamiętała o specyfice ich pracy, o ciężkich warunkach i często nieludzkim i poniżającym traktowaniu.

A dlaczego? Bo dowiedziałam się więcej na temat ich losu w powieści Artura Wieczyńskiego Stojak. To pierwsza powieść, która mówi prawdę o zawodzie ochroniarza, opierając się na faktach. Powieść bardzo prawdziwa, realistyczna, do bólu odkrywająca brutalną prawdę i oddająca ją zupełnie bez ozdobników, bez upiększania, taką, jaka jest.

Patryk Boszczuk – główny bohater – pracownik ochrony, który właśnie zmienił pracę i ma wrażenie, że złapał Pana Boga za nogi, bo bliżej, bo w biurowcu, bo w Warszawie. Nic bardziej mylnego. Wcześniej pracował w fabryce słodyczy, a teraz ma okazję zobaczyć trochę "większy" świat, co nie znaczy, że warunki pracy w nim są bardziej cywilizowane.

Wszechobecny wyzysk, ucinanie stawki za wyjście z kadru kamery podczas służby, za jedzenie na służbie, za przekroczenie czasu przerwy (15min), niemożność korzystania z toalety, służba przez dwie doby lub więcej – to właśnie chleb powszedni ochroniarza. Do tego nagminne okazywanie wyższości, poniżanie, upokarzanie, właściwie znęcanie się psychiczne przez przełożonych. Nie brzmi ciekawie co? A wszystko za marne 4,5 PLN / h. W imię czego?

No właśnie! Czytając powieść, obserwując po raz kolejny jak Patryk ulega namowom przełożonych i bierze kolejną nockę, nie otrzymując w zamian nic, nawet dobrego słowa o lepszych pieniądzach nie wspomnę, jak obiecując sobie, że już nigdy więcej, znowu uśmiecha się i przytakuje przełożonym zastanawiałam się dlaczego? Skąd ta naiwność, skąd ta uległość, skąd ta niewolnicza poddańczość. Drażnił mnie tym, bo ja sama tolerować dłużej nie mogłam zachowania jego przełożonego. Może to zachowanie typowe dla ludzi rozpaczliwie potrzebujących pracy, którzy nie mogą pozwolić sobie na jej utratę. Ale miałam wrażenie, że Patryk, choć ledwo wiążący koniec z końcem, do takich nie należy. Poradziłby sobie, znalazł nową pracę.  Ale taki autor miał zamysł i takim właśnie uczynił bohatera.

Jak to często bywa, przy opisie tego typu środowiska język musi być dokładnie dostosowany do realiów, prawdziwy i silnie podkreślający rzeczywistość. Tutaj jest to język prosty, nie stroniący od wulgaryzmów, czego w literaturze nie lubię ale w tym przypadku rozumiem.

To nie jest wielka literatura, to bardziej dla mnie dokument, prawda o tym, co tak naprawdę nas otacza. Ciekawe doświadczenie.


Stojak, s.300. Wydawnictwo Nova Res – Wydawnictwo Innowacyjne, 2011

środa, 17 sierpnia 2011
Dwie miłości - Maria Nurowska

Z żalem przekręciłam ostatnią stronę powieści Dwie miłości, a tym samym zakończyłam przygodę z trylogią ukraińską. Zrobiła na mnie wrażenie, poruszyła, wywołała wiele emocji.

Ale teraz o jej trzeciej części.

Dwie miłości zaskakuje już na samym początku. Może nawet rozczarowuje ale im dalej, tym bardziej rozumiałam cel takiego właśnie obrotu spraw i podobał mi się. Elizabeth podejmuje po raz ostatni próbę odnalezienia męża i wyrusza do małej wioski, przekonana, że właśnie tam go znajdzie. Andrew traci z nią kontakt dlatego też rozpoczyna poszukiwania.

Tym razem to głównie on będzie musiał stawić czoła wielu trudnym sytuacjom, cierpieniu, bólowi i ojcostwu. Poznajemy go jeszcze lepiej, podobnie jak matkę Elizabeth-Julię, która okazuje się wcale nie być taka zgorzkniała i nieprzyjemna, jak wcześniej można było przypuszczać. Więcej dowiadujemy się o jej losie, wiemy więc już, co ją ukształtowało, dlaczego jej życie tak się potoczyło, że kontakty z córką były naprawdę słabe.

Wątek polityczny jest juz słabiej zarysowany, choć obecny. Do władzy dochodzi Juszczenko i Ukraina wydaje się być bardzo blisko zmian, tych najważniejszych, czego dowodem jest choćby mówienie na głos o zbrodniach byłego prezydenta Kuczmy. 

Tytuł powieści mówi o dwóch ale tych miłości w tej ostatniej części trylogii jest znacznie więcej. Jest miłość ojca do córki, ojca do syna, pojawiają się nowe uczucia między bohaterami, którzy nie znali się, którzy też nie spodziewali by się, że jeszcze dopuszczą do siebie blisko drugiego człowieka. Pięknie Nurowska pisze o miłości, jako o tej, która nie wybiera, która po prostu się zdarza, bez względu na wiek potrafi wejść w życie człowieka i diametralnie je odmienić. Trzeba tylko pozwolić sobie kochać. A czasem trzeba zawalczyć: o miłość, o siebie i tych, których kochamy.

Maria Nurowska pozwala uwierzyć w drugiego człowieka, pokazuje jak bardzo można się zaangażować i jak wiele dzięki temu osiągnąć, wiele dać ale tez zyskać.  Nie ukrywa też uniwersalnej prawdy o przewrotności losu, który na różne najdziwniejsze sposoby wciąż wystawia człowieka na próby, stawia przed nim coraz to nowe wyzwania, nakazuje podejmować decyzje.

Polecam trylogię ukraińską. Nie tylko wielbicielom twórczości autorki. Ale wszystkim tym, którzy cenią proste aczkolwiek subtelne mówienie o uczuciach, którzy z zainteresowaniem śledzą międzynarodowe wydarzenia i chcą dowiedzieć się więcej o naszych wschodnich sąsiadach.

A najlepsza część? Pierwsza i trzecia.


Dwie miłości, s. 220, Wydawnictwo WAB, 2009

Maria Nurowska na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Listy-milosci-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Rosyjski-kochanek-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/06/Hiszpanskie-oczy-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/08/Imietwoje-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/08/Powrot-do-Lwowa-Maria-Nurowska.html

poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Powrót do Lwowa - Maria Nurowska

Druga część trylogii, tak jak przypuszczałam, różni się od Imię twoje… Mniej akcji, więcej statyki, ale też emocji, przeżyć i przemyśleń - teraz już głównie Elisabeth.

Trudno opisywać kolejne części jakiegoś cyklu. Długo zastanawiałam się, co tu napisać, by jednocześnie nie zdradzić fabuły części pierwszej, bo warto odkrywać wszystkie elementy po kolei. Także muszę ogólnikowo i w skrócie o fabule.

Akcja jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części. Elisabeth układa sobie życie w Ameryce. Ma nową rodzinę. Musi sprostać zupełnie nowym wyzwaniom. Nie tylko macierzyństwu ale również życiu z partnerem na odległość. Mimo szczęścia i satysfakcji coś nie daje jej spokoju, żyje w nieustannym poczuciu winy, że nie zrobiła wszystkiego, by odnaleźć męża. Wyrzuty sumienia, brak spokoju ducha i umysłu nie pozwalają jej osiągnąć w pełni zadowolenia i radości z życia. By to uzyskać czuje, że musi spłacić pewien dług, dług jaki ma wobec swojego męża.

Nie do końca rozumiałam bohaterkę w jej postępowaniu. Mimo wierności, oddania, wielu lat spędzonych razem, nie przekonała mnie, podejmując szaloną decyzję o powrocie na Ukrainę. Nie wiem też skąd jej wyrzuty sumienia, bo w końcu nie ona zawiniła, a podjęła właściwie wszelkie możliwe środki, by odnaleźć Jeffa. Tym bardziej, że uczucie, jakim darzyła męża trudno nazwać prawdziwa miłością. Tę właściwą, pełną ciepła, namiętności i uniesień poznała u boku innego mężczyzny.

Jednak historia Elisabeth jest doskonałym przykładem tego, jak życie potrafi zaskakiwać, stawiać przed nami nowe wyzwania. Jak los wciąż wystawia na nowe próby. Jak zachowa się człowiek w takiej chwili? Jakie decyzje podejmie Elli i jakie konsekwencje one przyniosą dla niej i jej bliskich?

Autorka, idąc za ciosem, wciąż czyni czytelnika uczestnikiem dramatycznych i przełomowych wydarzeń na Ukrainie. Głównym punktem są zbliżające się wybory prezydenckie, pomarańczowa rewolucja, otrucie Juszczenki i wszystko to widziane z bardzo bliska – Andrew staje się bliskim współpracownikiem Julii Tymoszenko i jest gorącym zwolennikiem Juszczenki. Wciąż walczy o wolność i prawdziwą demokrację w swojej ojczyźnie.

Również Elisabeth nie pozostaje obojętna. To, co przeżyła we Lwowie podczas poprzedniej wizyty bardzo ją zbliżyło do Ukrainy, poczuła niezwykłą więź z obywatelami Lwowa, krzywdzonymi przez władze. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż właśnie stamtąd pochodzą jej najbliżsi. Ciekawe autorka zarysowała problem tożsamości narodowej, poczucia przynależności do ojczyzny. Czy ojczyzna nasza jest tam, skąd pochodzimy, gdzie się urodziliśmy, czy tam, gdzie odnaleźliśmy szczęście, gdzie nasze serce czuje się prawdziwie w domu?

Nurowska po raz kolejny mówi o sprawach najważniejszych i uniwersalnych w sposób przystępny i wciągający. Lekkim i swobodnym językiem wprowadza nas w świat, w którym liczy się oddanie, wierność, poświęcenie i odwaga – mimo ryzyka, mimo niebezpieczeństwa. Osobiste tragedie na tle politycznym, historia połączona ze współczesnością, miłość i oddanie… wszystko to możemy tu znaleźć.

Polecam!

Po przekręceniu ostatniej strony trzeba sięgnąć po część trzecią. Jeszcze bardziej intryguje i trzeba sprawdzić dalsze losy bohaterów.


Powrót do Lwowa, s. 280, Wydawnictwo WAB, 2005

 

Maria Nurowska na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Listy-milosci-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Rosyjski-kochanek-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/06/Hiszpanskie-oczy-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/08/Imietwoje-Maria-Nurowska.html

sobota, 13 sierpnia 2011
Imię twoje... - Maria Nurowska

Po powieści Nurowskiej sięgam sukcesywnie co jakiś czas. Twórczość tej autorki do mnie przemawia, przekonuje mnie jej sposób pisania, jej sposób widzenia świata i oddawania psychiki jej bohaterów. Nie zawiodłam się również sięgając po pierwszą część trylogii ukraińskiej. Zastanawiałam się czy nie opisać wszystkich część razem. Ale nie, nie potrafię tak. Za dużo szczegółów… poza tym już po przeczytaniu tej części, czuję, że każda będzie inna, w każdej nacisk będzie położony na coś innego.

38-letnia Amerykanka, Elisabeth, historyk sztuki, przybywa do Lwowa w poszukiwaniu swojego męża Jeffa. Ten, znany architekt, zaginął podczas jednej ze swoich podróży służbowych. Nikt nie interesuje się zaginionym Amerykaninem: ani ukraińska prokuratura ani amerykański konsulat ( który zresztą niewiele by zdziałał ze względu na wszechwładzę ukraińskiego prezydenta i panujące warunki). Zdana na siebie i na przypadkowo poznanego w samolocie adwokata Andrew, rozpoczyna własne śledztwo i walkę o odzyskanie męża. Nawet kiedy kończy jej się wiza rozpoczyna niebezpieczną wędrówkę po zakazanym terytorium Lwowa, Kijowa, Czarnobyla, a nawet Moskwy i Czeczenii. W nadziei odnalezienia partnera nie cofnie się przed niczym. Tymczasem podczas jej pobytu na światło dzienne wychodzą nowe okoliczności z życia zarówno służbowego jak i prywatnego Jeffa. Jego zniknięcie powiązane jest z zaginięciem opozycyjnego dziennikarza (zdecydowanego przeciwnika panującej władzy) za które nieoficjalnie odpowiedzialna jest ukraińska władza, nie mogąca wydostać się z komunizmu.

Nie czytam powieści Nurowskiej po kolei więc nie wiem jak ewoluowała jej twórczość. Tutaj jednak zauważyłam pewne nowości, zmiany w porównaniu na przykład z Rosyjskim kochankiem czy Hiszpańskimi oczami.

Przede wszystkim jedynym, pierwszoplanowym bohaterem nie jest kobieta. To zawsze kobiecą psychikę autorka silnie akcentowała, zwracała uwagę na charakter, emocje i przeżycia głównej bohaterki. Tutaj, owszem, mówi się o świecie wewnętrznym przemyśleniach i przeżyciach Elisabeth ale nie tak szczegółowo i nie tylko o niej, bo jest jeszcze Andrew, któremu poświęcone jest również sporo uwagi.

Pojawiła się w tej powieści akcja i element sensacji – cała sprawa porwania, morderstwa etc. Tego wcześniej nie poznałam w wykonaniu autorki. I przyznaję, udało się zbudować ciekawą fabułę, elementy sensacyjne nie nudzą, są dość realistyczne i przekonujące. Do tego jednak było potrzebne poruszenie tematu polityki, której również nie brakuje w Imię twoje…

Nawiązania do historii i trudnych losów Ukrainy, Polski, Rosji, Czeczenii, Ameryki, do tego bieżące relacje Ukraina – Rosja, metody działania rosyjskich i ukraińskich władz, konflikty polityczne. Co tu dużo mówić, tło polityczno – historyczno – społeczne jest naprawdę wiernie oddane.

Ukraina jawi nam się jako kraj, który wyzwolił się z jarzma komunizmu ale tak naprawdę do kraju demokratycznego jej wciąż bardzo daleko. Trzeba jeszcze wiedzieć co zrobić z otrzymaną wolnością, trzeba nauczyć się żyć w nowych warunkach a nie wiernie poddawać władzy, nie walcząc o swoje, nie akceptując bez sprzeciwu zła i przemocy, tylko dlatego, że tak jest łatwiej. Co nie umniejsza znaczenia działalności ludzi, którzy się sprzeciwiają, podejmują walkę, chcą zmienić swoją ojczyznę, wykazując się przy tym olbrzymim poświęceniem, uporem i odwagą.

Bardzo ciekawie ujęta Ukraina, widziana oczami Amerykanki zdaje się krajem egzotycznym, nowym, wręcz nieprawdopodobnym. Mówi to wiele o tym, jak mało Amerykanie i na pewno wiele innych nacji zachodnich wie mało o życiu na wschodzie Europy, a już na pewno nie wie nic o historii.

I wreszcie ujął mnie sposób, w jaki Nurowska pisze o ludziach. Którzy zawsze kryją jakąś tajemnicę, jakąś trudną historię, traumatyczne przeżycia. Choćby wydawali się szczęśliwi i pełni radości, to nigdy nie wiemy jak życie ich doświadczyło, co przyszło im przeżyć.

W trudnych i nieznanych warunkach, człowiek również potrafi podjąć walkę o to, co kocha. Potrafi odnaleźć siebie i nie rezygnować ze swoich uczuć i potrzeb. W dramatycznych sytuacjach na jaw wychodzi najskrytsza prawda o człowieku, której on sam nigdy nie spodziewałby się odkryć. Wtedy właśnie człowiek pokazuje swoją prawdziwą twarz i dowiaduje się, na co go stać.

" ... jak się przeżyło z kimś osiemnaście lat, jest się częścią tej osoby... Nie zastanawiasz się czy masz zrobić coś dla swojej nogi albo ręki po prostu musisz, bo będzie Cię bolało."


Imię twoje…, s. 260, Wydawnictwo WAB, 2005

Maria Nurowska na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Listy-milosci-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Rosyjski-kochanek-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/06/Hiszpanskie-oczy-Maria-Nurowska.html

środa, 10 sierpnia 2011
Cudowne życie Staśka i innych aniołów - Teresa Anna Aleksandrowicz

"Nie wolno porzucać marzeń, bo jesteśmy winni im życie".

Anioły istnieją. Bez względu na wiek, stan posiadania, usposobienie… żyją wśród nas. A kto nie wierzy niech sięgnie po powieść Pani Aleksandrowicz.

Sam tytuł już przyciągał. Do tego okładka. A treść… musicie się przekonać. Na pewno urzekną was bohaterowie. Trzy przebojowe, dziarskie staruszki: Natalia, Wanda i Marysia, które nie pozwolą sobie w kaszę dmuchać, które są żywym dowodem na to, iż w podeszłym wieku również można żyć, można kochać, można realizować swoje marzenia, można czekać z uśmiechem na kolejny dzień, a nie zastanawiać się kiedy nadejdzie śmierć i słuchać jednego tylko wiadomego radia.

Natalia – emerytowana nauczycielka, po przejściach, zakochana w książkach i muzyce, w które ucieka przed brutalną rzeczywistością. Wanda – niesamowita hipochondryczka(kotu nadała imię Posterisan a psu Aspiryna), z charakterem, z przekonaniem, że cierpi na wszystkie możliwe choroby i z przebogatą apteczką domową. Marysia – ciepła, bogobojna, troskliwa, sens życia upatruje aktualnie w pomocy bezdomnym. Jest i Stasiek, filozof, pełen mądrości życia i prawdziwy bohater. Bezdomny, menel a jednak kulturalny, wykształcony, mądry i mogący dawać przykład. W trzech staruszkach ma przyjaciółki, wsparcie, kiedy potrzeba wikt i opierunek.

To lektura bardzo ciepła, pozytywna w każdym znaczeniu tego słowa. Daje siłę, wsparcie i dobre nastawienie. Ukazuje nam jak można się cieszyć z tego, co się ma, nawet jeśli ma się niewiele. Pieniądze nie zawsze jednak dają szczęście, radość i spełnienie, czasem wręcz nie wiadomo co z nimi zrobić i jak sobie poradzić z dostatkiem  dobrobytem, szczególnie jeśli nigdy nie miało się z nim do czynienia. Tym bardziej, że bogactwo materialne nie idzie zawsze w parze z bogactwem duchowym, umysłowym i emocjonalnym.

Autorka zwraca uwagę na charakter, rolę jaką odgrywają starsi ludzie w naszym życiu. Udowadnia, że są pełnowartościowymi, energicznymi, emocjonalnymi i pełnymi życia, mimo wielu wiosen na karku, istotami. 

Zwraca uwagę na powszechny w naszym świecie motyw osamotnienia i odrzucenia, zepchnięcia na margines społeczny. W tym przypadku przede wszystkim osób starszych, uznawanych za niezdolnych do życia w nowoczesności, za dinozaurów nie mających pojęcia o prawdziwym życiu. Ale również bezdomnych, meneli, przesiadujących całymi dniami pod sklepem, nie mających pieniędzy, pracy… a jednak mających bogate wnętrze,

Pełna humoru i ciekawej, choć wolno toczącej się akcji powieść pozwala oderwać się całkowicie od rzeczywistości. Pozwala odpocząć ale i skłania do refleksji. Nad istotą przyjaźni, która w każdym wieku jest, zobowiązuje i łączy, nad odpowiedzialnością za drugiego człowieka, nad tym, jak ważne są marzenia i wiara.

W tej powieści poznajemy anioły, bez skrzydeł, te twardo stąpające po ziemi, nie rozpieszczane przez życie, a jednak potrafiące znaleźć w sobie ciepło, życzliwość, empatię. Powieść czaruje ciepłem, magią, dużą dawką pozytywnej energii. Daje nadzieję, wzrusza, przywraca wiarę w ludzi…


Cudowne życie Staśka  i innych aniołów, s. 432, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~