Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
środa, 29 czerwca 2011
Mistrz - Andy Andrews

Na imię ma Jones, pojawia się nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy. Nikt nie wie, gdzie mieszka, czym się zajmuje i co targa w walizce, której nie wypuszcza z ręki. Ubrany zawsze tak samo, nie starzejący się uśmiechnięty staruszek stanowi nie lada zagadkę. Tym bardziej, że zawsze zjawia się w przełomowym momencie dla jakiegoś człowieka. Wyszukuje takiego, który stoi na rozdrożu, którego życie się złamało, który nie potrafi sobie poradzić ze sobą i problemami. Wtedy do Mistrz bardzo spokojnie i przyjaźnie wciąga nieszczęśliwego człowieka w rozmowę i tłumaczy mu, jak ważny jest punkt widzenia, perspektywa, z jakiej się patrzy na dany problem. Do spojrzenia na wszystko z drugiej strony namawia Jones każdego, nad którym się pochyla. Ale nie tylko. Każdemu tłumaczy istotę problemu, który często zdaje się znikać gdy się go rozłoży na czynniki pierwsze, każdemu pokazuje jak życie potrafi być piękne i jak ważne jest dla innych to, co robimy, bez względu czy to są małe rzeczy czy wielkie i przełomowe. Świat się składa z drobiazgów i to właśnie one stanowią o wielkości, szczęściu i sukcesie.

Jones nie daje odpowiedzi żadnemu z napotkanych bohaterów, w tym również Andy’emu. On tylko wskazuje kierunek, w jakim mają patrzeć, naprowadza na właściwą ścieżkę, ukazuje inną stronę rzeczywistości i skłania do refleksji, a co za tym idzie do zmiany nastawienia i całego swojego życia. Tak prowadzi rozmowę, iż każdy dochodzi do wniosku, że rzeczywiście potrzebuje zmiany i to tylko od niego zależy jak dalej się potoczą jego losy. Przekonuje, że to, w jaki sposób postrzegamy siebie i swoją rolę w świecie, wpływa na naszą zdolność do odniesienia sukcesu.

Ta powieść - poradnik niesie w sobie wielką siłę. Daje dużą motywację i wyposaża w wewnętrzną moc, skłania do refleksji, każe odpowiedzieć sobie na kilka pytań: Co by zmienili we mnie znajomi, gdyby mogli? Czy rzeczywiście miejsce, w którym w danej chwili jesteśmy jest tym właściwym? Jakim dialektem miłości się posługuję i czy istnieje związek między tym dialektem a zwierzęciem jakie posiadam? I to najważniejsze, czy jestem gotów na zmianę?

Mistrza można przeczytać w całości lub na wyrywki, wybierając rozdziały czyli konkretne historie. To historie, do których chętnie się wraca, symboliczne, pełne optymizmu ale nie ubarwiane i nie przesadzone. Historie i losy, w których możemy odnaleźć cząstkę samych siebie, swoje błędne decyzje, swoje marzenia i plany.

Mistrz uświadamia co jest w życiu ważne, choć zdaje się, że wszyscy to dobrze wiemy. Jednak warto posłuchać, warto spojrzeć i na to z innej perspektywy i pamiętać, że „najlepsze dopiero przed Tobą.”

Jeśli widzicie w swoim otoczeniu kogoś, kto zdaje się patrzeć zbyt blisko, kto zagubił się i nie wie co dalej, warto mu polecić tę powieść – przygodę albo podsunąć jak Mistrz Andy’emu.

"Skoro oddychamy, to żyjemy. Skoro żyjemy, to wciąż jesteśmy fizycznie obecni na tym świecie. Skoro wciąż tu jesteśmy, to najwyraźniej nie dokonaliśmy jeszcze tego, czego mieliśmy dokonać. Skoro nie dokonaliśmy jeszcze wszystkiego…to znaczy, że nie wypełniliśmy naszego celu. Skoro nie wypełniliśmy celu, to znaczy, że nie przeżyliśmy jeszcze najważniejszej części życia… (…) Skoro najważniejsza część naszego życia ma dopiero nastąpić, to nawet wtedy, gdy jest bardzo ciężko, możemy być pewni, że przed nami wciąż jeszcze dużo radosnych chwil i wyzwań, które mogą zostać zwieńczone sukcesem, ze ciągle istnieją osoby, którym mamy pomóc, dzieci, które mamy czegoś nauczyć, oraz przyjaciele, na których mamy wywrzeć wpływ. Nadzieja jest dowodem na to, że w przyszłości czeka nas jeszcze wiele rzeczy."

"Posiadasz możliwość wyboru i to od twojej decyzji zależy, czy staniesz się tym, kim pragniesz być. Jeśli trafnie wybierzesz, będziesz w stanie przenosić góry, które staną na twojej drodze, a pomogą ci w tym osoby, które z czasem zaczną cię kochać i nauczą się ciebie szanować za to, kim się stałeś."


Mistrz / The Noticer, przeł. Adriana Sokołowska – Ostapko, s. 192, Wydawnictwo Otwarte, 2010

poniedziałek, 27 czerwca 2011
Ksiądz Rafał - Maciej Grabski


Cóż w sobie mają te małe miasteczka i wsie, że tak mocno przyciągają mnie swoją atmosferą? Czytając powieści, których akcja toczy się w malutkich miejscowościach, przenoszę się w zupełnie inny świat, małomiasteczkowy klimat całkowicie mnie pochłania i urzeka. A jeśli jeszcze do tego mamy księdza, kapłana z powołania, człowieka prawie nieskazitelnego, dobrego i ciepłego, oraz rzeszę otwartych, choć czasem niewolnych od przesądów czy plotek ludzi, tworzy nam się świetna powieść wypełniona pogodą ducha, kipiąca optymizmem i wywołująca uśmiech.

W 1977 roku w małej parafii w Gródku umiera dotychczasowy Proboszcz Stanisław. Znany ze swej miłości do bliźniego jak również ze swojej surowości i bezwzględności w wytykaniu palcami grzeszników. Zdystansowany i jakby nieobecny w miasteczku, nigdy nie wahał się pomóc i służyć swoim parafianom. Jego śmierć oznaczać może tylko jedno: wielkie zmiany.

I takie właśnie następują wraz z nadejściem księdza Rafała. Młodego i niezależnego pasterza, dotychczas tylko wikarego w czterech parafiach. Otwarty i towarzyski, troszczący się o swoje owieczki, a do tego niezwykle przystojny i tak odmienny od dotychczasowego wyobrażenia o osobie księdza, zjednuje sobie szybko dużą część mieszkańców ale nie brakuje mu również przeciwników.

Ksiądz jest postacią niezwykłą. Ma dar przemawiania do zwierząt, potrafi pogodzić najbardziej zwaśnionych, wskazać drogę zagubionym, czy wyciągnąć rękę w kierunku potrzebującego. Wkrótce po jego przybyciu moralny chaos znika, wręcz sielankowo rozwiązują się wszystkie sprawy ale jednak bez ckliwości i słodzenia. Bohater owszem jest szlachetny, mądry, sprawiedliwy a przy tym wierzący w siebie i swoje powołanie ale potrafi przyznać się do grzechu, od którego również nie jest wolny.

Tutaj bohaterem są wszyscy mieszkańcy Gródka. Ta małą wiejska społeczność stanowi jedność, choć pełną sprzeczności i niedomówień ale jednak połączonych więzami przyjaźni czy zwyczajnej ludzkiej dobroci i życzliwości. Są bezinteresowni i dobroduszni, prostolinijni i do bólu szczerzy.

 Maciej Grabski doskonale odnajduje się w realiach kościoła, zna wszystkie szczegóły dotyczące struktury, a jednocześnie nie popada w schematyzm. Prezentuje nam instytucję kościoła i samych duszpasterzy z różnych stron, wymienia wady i zalety. Bardzo umiejętnie połączył przez osobę księdza Rafała, małe miasteczko z nieznanym i tajemniczym życiem kościoła i relacjami panującymi w kurii.

Tę religijno – obyczajową powieść się pochłania. Pełna humoru, z wartką akcją, okraszona odpowiednim językiem, nie stroniąca od miejscowego folkloru, bawi i zachwyca. Po przekręceniu ostatniej strony od razu tęskni się za bohaterami tej powieści dlatego na pewno wrócę do Gródka w kontynuacji Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy. Jestem pod wrażeniem!


Ksiądz Rafał, s. 364, Wydawnictwo Znak, 2010

piątek, 24 czerwca 2011
Samotny mężczyzna - Christopher Isherwood

Jak żyć po utracie ukochanej osoby? Jak odnaleźć sens i motywację do życia? Ze swoim bólem i samotnością wśród ludzi musi zmierzyć się główny bohater powieści – George -wykładowca literatury, podstarzały homoseksualista, z którym spędzamy jeden dzień. 

George musi nauczyć się życia teraz i dokładnie w tym miejscu ,a nie ma  żadnej motywacji, by codziennie rano wstawać, nie ma siły, by żyć. Przeraża go pustka jego mieszkania, które jeszcze do niedawna dzielił ze swoim partnerem Jimem. Życie jest dla niego przykrym obowiązkiem. Sama nie wiem, co skłania go do funkcjonowania, co nakręca, kiedy brak sensu i wiary w lepsze jutro, w jakiekolwiek jutro, a nawet dziś. Kiedy brak siły napędzającej, kiedy nie ma żadnej siły, która mogłaby wyciągnąć z marazmu i odrętwienia, z zagubienia i nieszczęścia.

George pielęgnuje w swoim sercu i życiu pamięć o ukochanym, wciąż wraca myślami do wspólnie spędzonych chwil, wspomnienia nie pozwalają mu się uwolnić. Zresztą on tego nie chce. Wie, że życie jego toczyć musi się dalej i ta świadomość i konieczność przetrwania najbardziej go przytłacza. Męczy go fakt, że każdy dzień jest taki sam, w ten sam sposób się zaczyna i kończy, a głowa wciąż pełna jest myśli i wspomnień. Każdy jego dzień, godzina minuta wypełnione są niezrozumieniem i tęsknotą, zagubieniem i smutkiem. Ale jednocześnie każdy dzień budowany jest z malutkich rzeczy, bo to właśnie one stanowią o sensie i istocie życia.

Owszem, powieść napisana w bardzo ciekawy sposób, narracja momentami nawet sucha i beznamiętna, potrafi za chwilę zadziwić wielością różnorodnych emocji. Sama powieść dość przejmująca i odsłaniająca wnętrze nieszczęśliwego człowieka, który stracił w życiu to, co najważniejsze. Przejmująca i wzruszająca ale nie aż tak bardzo jak bym się tego spodziewała i momentami mnie męczyła i nudziła.

Cały swój smutek i samotność George ukrywał w opisach rzeczywistości amerykańskiej, nota bene opisach bardzo intrygujących i błyskotliwych, pełnych ciekawych uwag i spostrzeżeń. To właśnie one wraz z poruszanymi tematami stanowią o dużej wartości tej powieści. Isherwood mówi o miłości, przemijaniu i śmierci, wyobcowaniu i odrzuceniu, problemie mniejszości i homoseksualizmu ( który jest delikatnym tłem, jest zarysowany niezwykle subtelnie i nie stanowi głównego tematu).

Nie wszystko tu powiedziane jest wprost, wiele trzeba odczytać między wierszami. Odnaleźć sens i przekaz. Tak, jak delikatnie George stara się przekazać pewne prawdy swoim studentom.

To powieść bardzo egzystencjonalna, głęboko refleksyjna, dość trudna i przepełniona smutkiem. Powieść o rozpadzie osobowości i odzyskiwaniu własnej tożsamości, o nieuchronnym przemijaniu i upływie czasu. I czy rzeczywiście George jest samotny? Bo ja mam wrażenie, że jest coś, co mu niezmiennie towarzyszy…

Chętnie obejrzę film. Podobno świetny!


Samotny mężczyzna / A single man, przeł. Jan Zieliński, s. 190, Świat Książki, 2010

wtorek, 21 czerwca 2011
Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski

"Nie można być nieuwikłanym"

Głośno ostatnio jest o filmie Uwikłanie. Ja jednak postanowiłam najpierw sięgnąć po książkę. Tym bardziej, że debiutancka powieść Miłoszowskiego - Domofon - niezwykle przypadła mi do gustu. Teraz, patrząc na plakaty, oglądając wywiady z Mają Ostaszewską (filmową Panią prokurator, główną bohaterką) byłam niezmiernie ciekawa jak będzie wyglądała ta postać w powieści. Jakież był moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że oryginalnie mamy Pana Prokuratora. A tak już się nastawiłam na kobietę, bo kobiet w takich rolach w kryminałach mamy niewiele. Ale w żadnym wypadku nie ujmuje to Teodorowi Szackiemu i całej powieści.

Akcja rozgrywa się w czerwcu 2005 r. W weekend doszło do morderstwa w pomieszczeniach klasztornych, wynajętych przez terapeutę Cezarego Rudzkiego na potrzeby jego terapii. Odbywała się tam tzw. Terapia ustawień – metoda, której twórca jest Bert Hellinger. Ma na celu ustawienie obcych ludzi na miejscu członków rodziny i bliskich pacjenta, w celu uwolnienia się od konkretnych traumatycznych wydarzeń i wyzbycia się problemu. Każda z osób utożsamia się tak mocno z odgrywaną, całkowicie nieznaną i obcą postacią, że przejmuje jej uczucia i emocje. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, podobno działa. (swoją drogą zaintrygowała mnie ta metoda). W niedzielę Henryk Telak zostaje odnaleziony martwy przez innych uczestników terapii. Czy ktoś zabił i czy mordercą jest ktoś pacjentów? Czy to było samobójstwo? Sprawą zajmuje się Teodor Szacki.

Autor przedstawia misternie i doskonale skonstruowaną intrygę. (ogromny plus za wielką wiedzę odnośnie metod i zasad działania prokuratury). Prokurator powoli, za sprawą wnikliwego śledztwa, głęboko analitycznego umysłu ale przede wszystkim dedukcji i swojej intuicji dochodzi do rozwiązania zagadki. Ale nie spieszy się z tym. Akcja co prawda nie toczy się błyskawicznie ale właśnie taka miała być. Daje czas, by podążać myślami za Szackim, pozwala się oswoić z psychologicznym aspektem, daje przyjemność podążania za intrygą, a zarazem pozwala wczuć się w rolę tego zwyczajnego mężczyzny.

Miłoszowski to pisarz bardzo realistyczny. Przedstawił bardzo bogate współczesne tło obyczajowe. Prawdziwe życie w jego zwykłej, często szarej odsłonie, bez upiększania. Za pomocą niezwykle trafnych uwag dowodzi swojego doskonałego zmysłu obserwatorskiego (zauważyłam już to w Domofonie). Do tego dodam niezwykle dokładną topografię Warszawy, która jest tu bohaterem, czasem nawet bardziej widocznym niż sam Szacki. Widzimy połączenia różnych ulic, opisy konkretnego supermarketu, biblioteki, czy mieszkania w danej dzielnicy. Robi wrażenie i dopełnia świetnie fabułę.

Niezwykle prawdziwy i przekonywujący jest Teodor Szacki. Do bólu normalny, zwyczajny facet pod czterdziestkę, któremu w życiu czegoś brakuje, który za mało zarabia i wciąż musi wyliczać pieniądze podczas zamówienia w restauracji. Jest tak namacalny i bliski czytelnikowi poprzez swoją ludzką twarz, poprzez swoje liczne wątpliwości, problemy.

Realizm zachowany jest również w jego pracy poprzez opisanie kilku innych spraw, które Szacki prowadzi. Spraw sygnalizujących typową problematykę społeczną np.: przemoc w rodzinie, gwałt na nieletniej etc.

Powieść Miłoszowskiego to nie jest zwykły kryminał, to nie zwyczajna intryga i zagadka. To powieść z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, grająca emocjami nie tylko bohaterów ale i czytelników. To powieść z wieloma wątkami psychologicznymi, z psychologicznym uwarunkowaniem zbrodnia, powieść skłaniająca do zastanowienia się na przykład nad pojęciem dziedziczenia przez najbliższych odpowiedzialności za winy. To powieść ukazująca jak bardzo każdy może być uwikłany, zupełnie nie zdając sobie sprawy, w obliczu jakiego zła przychodzi lub przyjdzie mu stanąć.

Uwikłanie okraszone jest doskonałym humorem, ironią. Każdy rozdział rozpoczyna się skróconym opisem bieżących wydarzeń – chaotyczne zebranie tytułów artykułów z danego dnia. To doskonale prowadzona gra intelektualna z czytelnikiem, która wprowadza w doskonały nastrój.

I film na pewno obejrzę.


Uwikłanie, s. 328, Wydawnictwo W.A.B. 2007

Zygmunt Miłoszewski na moim blogu: 

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/Domofon-Zygmunt-Miloszewski.html

poniedziałek, 20 czerwca 2011
Lustra miasta - Elif Şafak

Dawno nie czułam się tak skołowana, jak po odłożeniu tej powieści. Brak spójności, głównej myśli, jakiejś podstawy, od której można by wychodzić tematycznie i myślowo sprawia, że nie mogłam się odnaleźć. Wiele rzeczy jakby nie łączy się w całość. Do tego styl pisarki, tak ujmujący i urzekający w Bękarcie ze Stambułu, tutaj no niestety… przesadzony.

Akcja powieści rozgrywa się w XVII w. w Madrycie, Wenecji i Stambule. Główni bohaterowie to przedstawiciele rodu Pereirów. Antonio, jego żona Isabel i syn Andres, to rodzina, której wiele do szczęścia brakuje. Antonio, zajęty swoją karierą medyka i wykładowcy filozofii nie poświęca czasu najbliższym. Jego brat  Miguel, to hulaka, korzystający z uciech i życia na wszelkie możliwe sposoby. Po donosie nieżyczliwej sąsiadki ród ten (ukrywający swoje żydowski pochodzenie) wpada w szpony inkwizycji. Antonio, w tym czasie przebywa za granicą, a Migiel ucieka do Stambułu. Rozpoczyna się podróż po różnych miastach Europy, zagłębiamy się w ich kulturę, patrzymy co wychodzi z połączenia trzech różnych religii. Wracamy do przeszłości, odkrywamy tajemnicę łączącą Miguela i Isabel. Zagłębiamy się w świat baśniowy i realny, dziwny i zarazem ciekawy.

Bohaterów jest tu jednak znacznie więcej. Wciąż pojawiają się nowi, prawdziwi i wymyśleni. Po chwili uśmierceni pozwalają zastąpić się następnym. Dodatkowo mamy tez wiele duchów i magicznych zjaw, oraz mówiących i żyjących przedmiotów, i każdemu poświęcony jest czas, bo każdy ma własne życie i odgrywa jakąś rolę.

Powieść nie poraża dynamiką czy akcją, pozbawiona jest humoru i tej magicznej lekkości, którą pamiętam z Bękarta ze Stambułu.

Powieść napisana jest językiem tak bogatym, tak pełnym ozdobników, metafor, poetycznych opisów, że aż za dużo. Co za dużo to jednak zdecydowanie niezdrowo. Tak właśnie było tutaj. Bo te piękne opisy, symbole, metaforyka wprowadzają spory zamęt, wręcz bałagan i nieporządek, pozwalając każdemu przedmiotowi, każdej najmniejszej, najmniej ważnej rzeczy przemówić. Cytaty z Biblii, Koranu, wierzenia, legendy, metaforyka tytułowych luster i cały ten barok bijący z każdego akapitu przytłaczają. 

Nawet jeśli bym chciała zachwycić się tym stylem, tym przepychem i bogactwem, po tym jak nie odnalazłam większej głębi i morału w tej powieści, nie udało mi się. Myślałam, że może brak odpowiedzi na pytanie "po co, jaki sens?" zrekompensuje piękno i oryginalność języka i stylu. Ale nic bardziej mylnego. Zostałam tylko oślepiona blaskiem, ogłuszona mnogością głosów, otumaniona ferią zapachów. 

Jedno trzeba przyznać autorce, ma ogromną wyobraźnię i ciekawe poczucie estetyki ale tym razem do mnie nie przemówiła.

"Czasami człowiek potrzebuje mapy. Nie miejsc, w których nie był lub w których właśnie często bywał, lecz miejsc, do których nigdy z powrotem by nie trafił. Mapy, dzięki której przeszłość przestanie być snem, która przekona go, że tamto miejsce istnieje i będzie istnieć nadal, która przywróci przyszłości nadzieję. Niekiedy człowiek potrzebuje sporządzić mapę ukochanej osoby. Mapę, która pozwoli zapomnieć o bólu bycia porzuconym albo pomnoży ten ból."


Lustra miasta / Şehrin Aynalari, przeł. Anna Akbike Sulimowicz, s. 400, Wydawnictwo Literackie, 2011

Elif  Şafak na moim blogu: 

http://miedzystronami.blox.pl/2010/04/Bekart-ze-Stambulu-Elif-afak.html 

piątek, 17 czerwca 2011
Katarzyna Leżeńska Darek Milewski - Hakus pokus

W tej powieści podobało mi się właściwie wszystko. Podobał mi się pomysł i jego realizacja. Wątek miłosny, zarysowany niezwykle delikatnie i zrównoważony tak dobrze akcją i napięciem, że tylko pogratulować. Bohaterowie, ciekawi i nietuzinkowi, oryginalni i niesztampowi. Dwubiegunowość, dwoistość struktury, ilości głównych bohaterów, fabuły, problematyki - wynikająca chyba z duetu autorów.

Beata i Robert. To główni bohaterowie, ale nie jedyni bo jest ich znacznie więcej, równie ciekawie przedstawionych i wykreowanych.

Ta dwójka wiele przeszła. Beata, psycholog ma za sobą traumatyczne dzieciństwo z chorą psychicznie matką, bez ojca, którego nigdy nie poznała. Rozstała się z narzeczonym, miesiąc przed ślubem. Robert został porzucony przez żonę, która postanowiła zmienić płeć. Oboje wrażliwi, niepewni siebie, swojej wartości i możliwości.

Poznają się w CounterVision, firmie zajmującej się zabezpieczaniem firm i instytucji przed atakami hakerów. I tu wchodzimy w szczelnie zamkniętą grupę specjalistów, dla których komputery i wszelkie systemy nie mają żadnych tajemnic.

Bardzo ciekawy zabieg zastosowali autorzy: ukazali rzeczywistość środowiska hakerów z dwóch perspektyw: Roberta – jako osoby, doskonale znającej i orientującej się w temacie i Beaty – nowej, nie znającej szczegółów.

Dla mnie, osoby, która, pod względem wiedzy w tej materii, zdecydowanie utożsamić mogłaby się jedynie z Beatą, przedstawione szczegóły, problemy i zarysowane kontury istoty hakerstwa były niezwykle fascynujące. I co najważniejsze, zrozumiałam je, bo opisane i wytłumaczone są bardzo jasno i klarownie. W końcu było to wyjaśnienie dla psychologa, umysłu mało ścisłego.

Dwutorowo również prowadzona jest narracja. Patrzymy na sytuację raz oczami Roberta a zaraz potem Beaty. Powoli poznajemy ich samych.

Bardzo ważny jest aspekt dobrych i złych hakerów. (białe i czarne kapelusze) Najczęściej się słyszy o tych złych, o atakach na systemy informatyczne w różnych firmach, o kradzieży danych i wielu problemach będących wynikiem ingerencji kogoś „obcego” w systemie firmy. Ale jak się okazuje są też Ci dobrzy, którzy swoją pracą chcą uczulić i przestrzec. Ten antagonistyczny charakter grupy pozwala dostrzec wszystkie plusy i minusy pracy hakera.

Kolejnym  widocznym efektem pracy dwójki autorów jest dwoistość świata: realny vs wirtualny. Tak naprawdę  nie wiadomo, który jest gorszy, który lepszy? W którym czyha więcej niebezpieczeństw? W którym człowiekowi łatwiej jest się odnaleźć?

Beata i Robert próbują znaleźć się w każdym z nich. Muszą jednak przede wszystkim nauczyć się żyć nowym życiem, po tym jak poprzednie im się zawaliło. Są dowodem na to, iż człowiek powinien opanować umiejętność zamykania w swoim życiu pewnych etapów, bo bez tego nie będzie w stanie pójść naprzód.

W powieści dużo się mówi o emocjach, o tym, jak ludzie radzą sobie z trudnymi sytuacjami. Ale nie jest to przekazane wprost. Częściej można to wychwycić poprzez konkretne zachowania, nawet nie słowa. Bardzo podobał mi się fakt, że pani psycholog, mająca radzić i wyciągać innych z problemów, sama ma ich najwięcej i nie potrafi sobie z nimi poradzić.

Hakus pokus nie pozwala się oderwać. Akcja toczy się gładko i bardzo sprawnie. Umiejętnie powiązane są ze sobą wszystkie wydarzenia. Bez zbędnej przypadkowości i przesady. Choć sam temat przeznaczenia i przypadku na stronach tej książki poruszany jest wielokrotnie.

Wielowątkowość robi wrażenie i tworzy naprawdę zgrabną całość. Tym samym czyni te powieść wielogatunkową i fascynującą.

No i jeszcze jedna ważna rzecz: hakus pokus, który każdy może znaleźć w swoim życiu.


Hakus pokus, s. 496, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011

poniedziałek, 13 czerwca 2011
Uratuj mnie - Guillaume Musso

Gdy czytałam tę powieść przez moje ramię zaglądał mój mąż, przeczytał również jednozdaniową notkę o książce na jej okładce i zapytał "Sama wybrałaś sobie tę powieść? Przecież nie lubisz takich?". Fakt, nie przepadam, tym bardziej, że opis sugeruje ckliwy romans.

A po przeczytaniu dodam jeszcze, iż jest to romans z szeroko rozbudowanym wątkiem sensacyjnym ze strzelaniem, narkotykami, przestępcami i bombami, terroryzmem;  z wątkiem powrotów z zaświatów, nadprzyrodzonym zdolnościami i nieuchronnością wydarzeń.

Fabuła, wbrew pozorom, jest mało skomplikowana, co sprawia, że wystarczy kilka godzin, by tę powieść przeczytać. Do tego dochodzi niezwykle prosty i przystępny język Musso.

Sam jest nowojorskim lekarzem, samotnym, wiele czasu poświęcającym pracy, szczególnie po samobójczej śmierci żony przed rokiem. Juliette to Francuzka, które w Nowym Jorku próbowała swoich sił jako aktorka marząc o wielkiej karierze, a poznajemy ją kilka dni przed jej powrotem do Paryża, po porażce jaką w Ameryce poniosła.

Przez zupełny przypadek ich losy się krzyżują. I mimo, iż żadne z nich nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, właśnie to się im przytrafia. Spędzają namiętne i pełne uniesień kilka dni. Pełna wątpliwości i wahania Juliette jednak wsiada do samolotu, mającego ją na zawsze oddzielić od Sama. Samolot niedługo po starcie eksploduje.

I wtedy pojawia się tajemnicza kobieta Grace, informując Sama, że Juliette jednak żyje, jednak pozostało jej tylko kilka dni na tym świecie. Dlaczego? Czy rzeczywiście nie da się uniknąć pewnych sytuacji, czy uciec śmierci? Rozpoczyna się pełna zwrotów i nieoczekiwanych wydarzeń akcja, autor ciekawie buduje napięcie. Musso umiejętnie przeplata ze sobą i łączy losy bohaterów w przeszłości i teraźniejszości.

Przez całą powieść uporczywie przewija się motyw przeznaczenia, jego roli i znaczenia w życiu człowieka. Wpływu jaki człowiek ma na swoje życie i czy w ogóle ma jakiś? Czy jeśli coś jest mu przeznaczone, to nie da się tego uniknąć?

"Zatem może nic nie jest całkowicie przypadkowe? Być może są rzeczy, które muszą się wydarzyć? Zupełnie jakby były zapisane w jakiejś księdze losu. Trochę jak strzała wypuszczona z łuku dawno temu, która wie, gdzie i kiedy uderzyć…"

Każdy rozdział powieści rozpoczyna się cytatem. Zawsze są to słowa, w jakiś sposób nawiązujące do mających mieć miejsce w danym rozdziale wydarzeń. Interesujący zabieg.

Uratuj mnie to typowe czytadło, lekkie, trochę nawet banalne, niezbyt głębokie, choć z wieloma urozmaiceniami. Mimo tego, iż polubiłam bohaterów nie chciałam kolejnego happy end’u. A jak było? Przekonajcie się.

"Nie ma nic bardziej złudnego niż zdjęcie: zdaje nam się, że na zawsze utrwalamy jakiś szczęśliwy moment, podczas gdy stwarzamy tylko powód do tęsknoty. Naciskamy migawkę i hop, po sekundzie ta chwila znika."


Uratuj mnie / Sauve-moi, przeł. Krystyna Kowalczyk, s. 368, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, 2007

Guillaume Musso na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/05/8222Moze-cierpienie-jest-uzyteczne-moze-otwiera.html

niedziela, 12 czerwca 2011
Comédia infantil - Henning Mankell

"Można latać, nie mając widzialnych skrzydeł, pomyślał. Skrzydła nosimy w sobie, oby tylko było nam dane je dostrzec."

Mankell znany jest jako autor doskonałych kryminałów jednak sięgając po Komedię infantil, powieść o tematyce jakże odmiennej, jakoś nie miałam obaw co do tego, iż autor sprosta zadaniu.

Powieść wciąga niesamowicie, przenosi w całkiem inny świat, ukazując temat tak mało w Europie znany. Pisząc o rzeczach trudnych, o problemach społecznych w afrykańskim kraju, (losy bezdomnych dzieci na ulicach Mozambiku) nie popada w przesadę, nie epatuje patosem, nie wymusza wzruszeń, jest konkretny i czasem do bólu brutalny i prawdziwy.

Na scenie, sąsiadującego z piekarnią, teatru pewnej nocy padają strzały. Jose Antonio Maria Vaz - piekarz z tejże piekarni zaintrygowany zjawia się w teatrze i znajduje Nelia, dziesięcioletniego rannego przywódcę bandy bezdomnych dzieci. Nie wie co się stało, jednak chce pomóc chłopcu i umieszcza na dachu piekarni gdzie przez dziewięć nocy opiekuje się nim i wysłuchuje historii jego życia. Od tego momentu coś zmienia się bezpowrotnie w życiu naszego bohatera, otwierają mu się oczy na sprawy, o których wcześniej nie miał pojęcia, a historia, której wysłuchał staje się jego nowym powołaniem. Musi ją przekazywać dalej, musi wypełniać tę swoistą misję.

Nelio jest chłopcem szczególnym, wiele przeszedł, stracił rodzinę, musiał uciekać przed rebeliantami palącymi jego wioskę. Został przywódcą bandy i dzięki swojemu doświadczeniu jest czasem uznawany wręcz za cudotwórcę, proroka i stanowi całkowite przeciwieństwo małego chłopca, gromadząc w sobie cechy starego i zmęczonego człowieka. Teraz jedyne, czego pragnie to zostać wysłuchanym, bo snucie opowieści stanowi dla niego swojego rodzaju terapię dla duszy, dzięki której może się oczyścić i spokojnie odejść. 

Historia Nelia jest wstrząsająca. Jest to historia o prawdziwym życiu, o zasadach panujących na ulicy, ale również o nadziei, o przyjaźni, o odgrywaniu tej najważniejszej w życiu roli, o poszukiwaniu sensu.

Los tych bezdomnych dzieci jest naprawdę smutny. Nowo powstały, po odejściu kolonizatorów, system nie znalazł dla nich miejsca w swoich ramach, są odrzuceni i niechciani, wyobcowani. Ukrywają się w szarym i smutnym mieście.

Wiele w tej powieści symbolicznych znaczeń. Mankell przykłada dużą wagę do przekazania pewnych uniwersalnych prawd o życiu, do ukazania niezwykłej wartości ludzkiego istnienia. Stąd wiele sentencji, pewnych jakby zdań – wskazówek.

Rzeczowy i konkretny realizm łączy się momentami z poezją. Językiem przystępnym i łatwym, dobrze wykreowanymi postaciami autor ułatwia odbiór tej dzieła.

Warto zagłębić się w ten smutny i pełen bólu świat, którego Europejczycy nie znają ani trochę.

"(…) nasz ostatnia nadzieja to nie zapominać, kim jesteśmy – że jesteśmy ludźmi, którzy nigdy nie zdołają pokierować chłodnymi wiatrami od morza, ale może pewnego dnia zrozumieją, że wiatry zawsze muszą wiać."


Comédia infantil, przeł. Anna Topczewska, s. 320, Wydawnictwo W.A.B., 2008

Henning Mankell na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/Mezczyzna-ktory-sie-usmiechal-Henning-Mankell.html

czwartek, 09 czerwca 2011
Hiszpańskie oczy - Maria Nurowska

Cenię i bardzo lubię prozę Marii Nurowskiej. Tym razem sięgnęłam po Hiszpańskie oczy. Autorka po raz kolejny zgłębia psychikę kobiet,  bo jak to u niej bywa, to właśnie one są bohaterkami jej powieści.

Tutaj są to matka z córką: Anna i Ewa. Poznajemy je podczas wizyty u psychologa, do którego chodzą na wspólną terapię. Ewa choruje na bulimię, a Anna za wszelką cenę stara się jej pomóc. Wraz z trwaniem terapii trzeba sobie zadać pytanie kto tak naprawdę potrzebuje pomocy? Czy córka, rzeczywiście uzależniona od leków na przeczyszczenie, czy jej mama,  niezdolna do uniezależnienia córki od siebie i odcięcia się od trudnej i brutalnej przeszłości.

Anna jest kobietą po przejściach. Przeżyła niewolę w łagrze, gdzie jako piętnastolatka została zgwałcona, czego skutkiem stała się ciąża. Urodziła córeczkę, której długo nie potrafiła nadać imienia. Ewa została mamie odebrana, zresztą Anna wcale jej nie chciała. Przez długi czas musiała się przyzwyczajać do myśli o macierzyństwie, uczyć się jak być matką, jak kochać małą dziewczynkę, uczyć się czym jest troska i czułość. Czy kiedykolwiek się tego nauczyła? Czy w ogóle dorosła?

Maria Nurowska mówi dużo w tej powieści o relacji matka – dziecko. O tym, czy można nienawidzić własne córkę czy synka? Czy kobieta jest w stanie pokochać, szanować i troszczyć się o tę małą istotę, która wydało na świat wbrew sobie?  Wiemy na pewno, że obie te kobiety z ich dziećmi ( Ewa również zostaje matką w młodym wieku) łączą przede wszystkim wyrzuty sumienia. Dlatego tak bardzo porusza obraz niechcianego Antka, krzywdzonego przez mamę. Ale Ewa skądś przecież czerpała wzorzec!

Czy możliwe jest, że córka powtarza los swojej matki?  Nie tylko mowa o sposobie wychowania i relacji z dzieckiem. Ale chodzi również o przejęcie od rodzicielki pewnego lęku i cierpienia, które dominują całe życie. Anna wciąż nie może znaleźć drogi, nie potrafi ułożyć sobie życia, nie wie co z nim zrobić i dokładnie to samo przechodzi na jej córkę. Obie nie wiedzą co to akceptacja, co to miłość taka szczęśliwa i prawdziwa. Wiedzą za to, aż za dobrze, czym jest zagubienie, czym jest ból i odrzucenie.

Nurowska porusza trudne tematy. Mówi o zagubieniu i niezrozumieniu z najbliższą osobą. O samotności i niemożności pogodzenia się z przeszłością. Przedstawia wnikliwe studium psychologiczne kobiety skrzywdzonej, nieszczęśliwej i niespełnionej w miłości. Ukazuje toksyczne relacje rodzicielskie i partnerskie. Po raz kolejny pozwala na odbieranie swojej prozy wszystkimi zmysłami.

Cała powieść jest skonstruowana poprzez przeplatanie rzeczywistości i przeszłości. Momentami nawet trudno się zorientować w  czasie bo brak wyodrębnienia w tekście. Ale sam koniec jest szczególnie ciężki i trudny w odbiorze. Autorka jakby przesadziła, za dużo kombinowała. Wprowadza kolejne przemyślenia, skomplikowane i nazbyt wydumane.

Mimo tego całą historia wciąga gdyż jest przepełniona smutkiem, jest wręcz namacalnie prawdziwa i rzeczywista.


Hiszpańskie oczy, s. 336, Wydawnictwo W.A.B., 2010

Maria Nurowska na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Listy-milosci-Maria-Nurowska.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/01/Rosyjski-kochanek-Maria-Nurowska.html

wtorek, 07 czerwca 2011
Ślady - Sebastian Reńca

Urzekła mnie okładka, tą sceną rozpoczyna się i kończy powieść. A o czym ona traktuje?

Tomasz jest nauczycielem języka polskiego, który chcąc odmienić swoje życie, może chcąc uciec, przyjmuje posadę w szkole w małej mieścinie. Chce odnaleźć odpowiedzi na wiele zadanych samemu sobie pytań. Stopniowo i powoli zaczyna poznawać zwyczaje tamtejszej społeczności, często z niedowierzaniem patrząc na to, co czego w dużym mieście nie mógł zobaczyć.  Zaprzyjaźnia się z Kostkiem, miejscowym alkoholikiem przesiadującym w barze Marty, z którą to naszego bohatera coś połączy. Angażuje się również w życie nieszczęśliwego chłopca Kuby. Pewnego dnia spotyka na cmentarzu pana Aszkenazego – dawnego właściciela mieszkania, które teraz podnajmuje u babci Anieli – i postanawia dowiedzieć się czegoś więcej zarówno o właścicielu jak i o domu.

Akcja płynie powoli, naprawdę niespiesznie dzięki czemu czytelnik doskonale może wczuć się w klimat tego małego miasteczka. Czułam jakbym widziała to wszystko na własne oczy.

To powieść męska, czuć to na każdym kroku, w każdy opisie ale i sposobie przedstawienia bohaterów, jak i w fakcie, że głównie są nimi mężczyźni.

To książka prawdziwa w dużej mierze właśnie za sprawą samej relacji męskiej, bardzo często dosadnej, brutalnej, bez ogródek i bez sentymentów oddającej małomiasteczkową rzeczywistość jak również ogólne przemyślenia i poglądy na historię, politykę czy religię.

Niestety czasami jakby nie nadążałam za autorem. Zawarł on w swojej powieści niesamowicie dużą ilość wątków zarówno z teraźniejszości: życie Tomasza, historia Kostka i jego ojca, marzenia o miłości Marty, obraz patologicznej rodziny i nieszczęśliwego chłopca Kuby; jak i w retrospekcjach i wspomnieniach. A do tego wiele ważnych i trudnych tematów społecznych poruszył Reńca. Miałam jednak wrażenie, że za dużo tego było w tej jednak całkiem niedużej książce. Kilka z wątków bym wyrzuciła, bardziej rozwinęła i mocniej dopracowała pozostałe. Sam wątek nazwijmy to główny – pana Aszkenazego jest za mało zarysowany i nie podobał mi się, nie przekonał mnie. Nie wiem jaki miał cel w tym bohater.

Z małymi minusami ale warto. I może trochę jeszcze nad literówkami warto by popracować.


Ślady, s. 192, Wydawnictwo Prozami, 2009

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~