Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
wtorek, 29 czerwca 2010
Ładne duże amerykańskie dziecko - Judy Budnitz

Niezwykły talent Judy Budnitz poznałam w jej powieści z 2007r Gdybym ci kiedyś powiedziała . Już wtedy urzekła mnie realizmem magicznym, i sposobem, w jaki posługuje się elementami fantastycznymi i abstrakcją.

Biorąc do ręki zbiór opowiadań „Ładne duże amerykańskie dziecko”, może nie tyle, nie wiedziałam czego się spodziewać, ile bałam się, że treść mnie przerośnie – sugestia po przeczytaniu opisu z tyłu książki. Nic bardziej mylnego.

Budnitz wciągnęła mnie w swój świat, świat groteski i satyry, czarnego humoru i ironii, który daje doskonały obraz rzeczywistości, choć opisywanym wydarzeniom daleko do realności.

Autorka ucieka od zwykłego opisu rzeczywistości i realności, jej metody odzwierciedlania rzeczywistości odbiegają od tych powszechnie znanych i ustalonych. Na tym polega oryginalność jej twórczości. Dlatego właśnie każde z tych opowiadań czaruje, nie daje o sobie zapomnieć.

Ameryka ukazana w krzywym zwierciadle, z jej problemami, konfliktami, systemem władzy, kompleksami i nie zagojonymi ranami to ogólny wydźwięk opowiadań. Już pierwsze opowiadanie „Skąd przychodzimy” pokazuje jak obalany jest mit Ameryki. Pod wieloma tematami: rodzina (relacje w rodzinie - „Goście”), społeczeństwo ( widoczny podział na bogatych i biednych, czarnych i białych – „Cud”, „Zanurzenie” ), tematyka międzynarodowa (zestawienie Ameryki z innymi cywilizacjami - „Nadia”, „Słoń i chłopiec”), polityka (krytyka amerykańskiej państwowości „Gotowość”, tyrania „Kształtowanie twarzy”) kryje siędużo emocji i ukrytych znaczeń, nie widocznych na pierwszy rzut oka.

Czytając te surrealistyczne opowiadania, gdzie tylko pozornie nic nie wydaje się normalne i przyporządkowane do znanego nam świata, możemy jednak znaleźć odzwierciedlenie tych problemów, wydarzeń w naszej rzeczywistości. Niby abstrakcyjne, dziejące się na granicy snu i jawy to jednak…

Wszystkie wydarzenia przemykają przed oczami czytelnika, są wyraźne i zrozumiałe, dynamiczne i wciągające.

Tego świata nie da się sklasyfikować, nie ma konwencjonalnych prawideł i reguł, najważniejsza jest wyobraźnia. Połączenie magii i realizmu, prawdy i iluzji, abstrakcji i konkretu. Autorka manipuluje czytelnikiem, gra z nim w grę, która ma pobudzić jego wyobraźnię, ma wyjść poza ramy zwykłej powieści, poza ramy standardowego opowiadania. Budnitz zadaje wiele pytań i na żadne nie udziela odpowiedzi, celowo pozostawiając z tym czytelnika i prowadząc go od realności do niespodziewanych rozwiązań.


Ładne duże amerykańskie dziecko / Nice Big American Baby, przeł. Jolanta Kozak, s. 280, Wydawnictwo Znak, 2009

poniedziałek, 28 czerwca 2010
Woda różana i chleb na sodzie - Marsha Mehran

Jeśli ktoś ma ochotę oderwać się na chwilę od rzeczywistości  i odwiedzić małe irlandzkie miasteczko Ballinacroagh, gdzie wśród zapachów kuchni orientalnej, w rodzinie pochodzących z Iranu sióstr Aminpur, oraz w typowo małomiasteczkowej atmosferze plotek, świąt i ciepła upływa spokojnie czas, gorąco polecam.

To naprawdę przyjemna lektura, pełna przede wszystkim zapachów, przebijających z każdej strony tej powieści. Zapachy sprawiają, że czuje się smak potraw, silnie oddziaływują na wyobraźnię i doprowadzają w powieści do zderzenia dwóch różnych kultur.

Cafe Babilon. Najstarsza z sióstr Mardżan gotuje, jej potrawy znane są w okolicach, uwielbiane ale również krytykowane przez zwolenników dawnych czasów, bogobojnych mieszkańców. Pomagają jej siostry, Bahar oraz najmłodsza Lejla. Wszystkie żyją w jakiś sposób w cieniu swojego dawnego życia w Iranie, musiały je jednak porzucić i rozpocząć nowe w Irlandii. Ich przeszłość przewija się wspomnieniami i w pewien sposób wpływa na ich życie. Ale wszystkie trzy siostry, bez względu na wiek dojrzewają do czegoś, przechodzą pewną symboliczną drogę, podejmują ważne decyzje. Mardżan spróbuje znów pokochać, po nieszczęśliwej miłości do chłopca, z którym połączyła ją rewolucyjna walka w Iranie. Bahar uwolni się od wspomnień o despotycznym mężu i wybierze Boga jako swoją nową drogę życiową. A Lelja, świadomie wejdzie w dorosłe życie.

A wszystko to w kręgu wielu innych bohaterów, bliskich i zaprzyjaźnionych z siostrami oraz wręcz przeciwnie. Jak to w małym miasteczku, w prowincjonalnej społeczności nie brakuje plotkarzy, szpiegów, nadgorliwych stróżów tradycji i obyczajów i wszelkiego rodzaju dziwaków zarówno negatywnych jak i jak najbardziej na plus jak ksiądz, który zakłada rozgłośnię radiową. Tu wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Trudno cokolwiek ukryć. Ale taki urok…

Można odnaleźć tu też tajemnicę, baśniową atmosferę, odrobinę mistycyzmu i magicznego realizmu. Powieść napisana miękkim i lekkim językiem, pachnącym jaśminem czy bergamotką czyta się niezwykle przyjemnie, z radością i uśmiechem na twarzy. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie czy to wybierając spośród tematów: miłość, przyjaźń, wiara, aborcja, prawda, kłamstwo czy też spośród gatunków takich jak: książka kucharska, baśniowy przewodnik po kulturze i kuchni perskiej, opowieść o przyjaźni, o siostrzanych uczuciach czy miłości.


Woda różana i chleb na sodzie / Rosewater and Soda Bread, przeł. Teresa Tyszowiecka - Tarkowska, Wydawnictwo WAB, 2009

niedziela, 27 czerwca 2010
W ogrodzie Mirandy - Katarzyna Krenz

Nie jestem przekonana do literatury kobiecej, nigdy nie byłam. Myślałam, że ta powieść będzie inna ale myliłam się. To powieść typowo kobieca, pełna przemyśleń i problemów. Tak jak mówi się, że film czy książka są przegadane, ta powieść jest przesadnie wypełniona przemyśleniami. Autorka rozmyśla bez przerwy, nad wszystkim, jest tego za dużo. Do tego ten natłok nudzi i nie przyciąga w żaden sposób.

Miranda prawniczka poświęcona bez reszty swojej karierze nie wie, co to życie prywatne i rzeczywistością dla niej jest kancelaria. Jednak wszystko się zmienia, kiedy przypadkiem zachodzi w ciążę, niechcianą ani przez nią, ani przez ojca dziecka. W wyniku różnych wydarzeń, po wyjeździe do Londynu w celach służbowych, Miranda zostaje zwolniona mailowo. A że nie ma do czego i do kogo wracać, zostaje w Anglii i tu rozpoczyna nowe życie. Zagubiona i samotna postanawia zmienić siebie i swoje życie, dojrzewa i przebudowuje swój system wartości i cały świat.

Ale mnie osobiście nie przekonuje. Bohaterka jest nijaka, może sympatyczna ale nie polubiłam jej. Bohaterem, który najbardziej mnie urzekł, choć to chyba za duże słowo, jest Colin.

Mam wrażenie, że autorka nie dała rady z opisem wszystkiego. Wiele tu przesadnej prostoty, wręcz infantylności. Wiele tematów potraktowanych zbyt płytko. I zdecydowanie za dużo mądrych wywodów, które chyba miały uczynić powieść ambitną i sprawić, by pretendowała do miana literatury wysokiej. Nie udało się. Te dygresje filozoficzne i historyczne nie do końca wkomponowują się w treść.

Jedyny plus za rzeczywiście ciekawy i poetycko – malarski sposób narracji. I kilka z przemyśleń bohaterów było naprawdę ładnych:

„Brak czekania nie jest tym samy, co nieczekanie na nic i na nikogo. Kiedy mówimy, że nie oczekujemy niczego, w istocie jesteśmy żywym, krwawiącym, niespełnionym i beznadziejnie zawiedzionym – czekaniem.”

„… wszystko przemija: czas, życie, rozpacz. Najdłużej żyje żal i niemożność wybaczenia.”

„Życie każdego z nas jest niczym więcej jak pogonią za pierwotnym marzeniem.”

Nie do końca przemawia do mnie całość, nie rozumiem intencji autorki. Było kilka przebłysków dobrej powieści ale całokształt nudzi i rozczarowuje. Szczerze? Przeczytałam, bo nie lubię pozostawiać książek niedokończonych.


W ogrodzie Mirandy, s. 360, Wydawnictwo Literackie, 2008

sobota, 26 czerwca 2010
Połów łosoia w Jemenie - Paul Torday

Połów łososia w Jemenie. Sam tytuł już brzmi absurdalnie, po pierwsze ze względu na swoją oryginalność, jest inny niż tytuły dotychczas spotykane. Po drugie samo zestawienie ryb i Jemenu czyli okolic pustynnych brzmi niewiarygodnie. A do tego dorzucić jeszcze politykę i problemy osobiste w małżeństwie i dużo ciepła i humoru…

Ta powieść urzeka. Urzeka tematyka, której niestety nie mogę zdradzić szczegółach. Ideą jest pomysł szejka Muhammada ibn Zaidiego bani Tihamy, który prosi władze brytyjskie a dokładnie Państwowy Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Rybołówstwa o pomoc w realizacji projektu, którego celem jest zarybienie rzek Jemenu. Ze strony POBRR osobą za to odpowiedzialną zostaje doktor Alfred Jones.

Poprzez interesującą strukturę powieści – korespondencja mailowa, fragmenty dziennika Alfreda Jonesa, fragmenty autobiografii Petera Maxwella, urywki prasowe, zapisy przesłuchań – możemy zapoznać się z każdym aspektem tego przedsięwzięcia jak też wniknąć w życie prywatne głównych bohaterów.

Połów łososia w Jemenie to powieść o wierze, o wierze w siłę swoich przekonań, których należy bronić za wszelką cenę i z których nie należy rezygnować. Choćby wszyscy dookoła nie wierzyli w powodzenia, śmiali się i pokazywali palcem. Trzeba walczyć o swoje plany i ich realizację bo naprawdę można przedrzeć się przez ścianę cynizmu, ironii i niechęci.

Można też zaszczepić w innych tę wiarę i przekonać ich do pozornie niemożliwego pomysłu.

Niezwykle ważny jest tu aspekt polityczny, polityki lokalnej:  kiedy projekt zaczyna nabierać rozpędu, pojawiają się duże pieniądze, co wraz z popularnością i rozgłosem staje się zachętą dla polityków. Ten uniwersalizm polityki w każdym kraju, to pozorne zainteresowanie czymś, co dla innych jest ważne bije z każdej strony tej powieści. Polityka ma takie samo oblicze, bez względu na miejsce ; ale również polityki międzynarodowej - wysyłanie żołnierzy do krajów, w których mają miejsce działania zbrojne, Irak, Afganistan, Kazachstan.

Wreszcie wydźwięk prywatny intymny powieści, gdy mowa o kryzysie w małżeństwie Alfreda Jonesa, gdzie dążenie do kariery i pieniędzy sprawiły, że gdzieś w tym pędzie zagubiły się uczucia, troska i wzajemna życzliwość.

To powieść wesoła w odbiorze, lekka, pełna dystansu do życia i otaczającej nas rzeczywistości, mądra i delikatna. Choć nie pobawiona smutnych akcentów poprawia nastrój.


Połów łososia w Jemenie / Salmon fishing in the Yemen, przeł. Zbigniew Batko, s. 352, Wydawnictwo Literackie, 2008

czwartek, 24 czerwca 2010
Utalentowana - Nikita Lalwani

Utalentowana to dramatyczna opowieść o wychowaniu, o aspiracjach rodziców, o wielkich talentach.

Bohaterką jest Rumika, którą poznajemy w wieku lat 5 i śledzimy jej losy do 15 roku życia. Ale ta książka nie jest dla nastolatek, to książka tylko dla dorosłych. Ważne tematy wychowania  i postępowania z dziećmi powinny na pewno być rozważone przez wielu dorosłych.

Rumi jest niezwykle uzdolniona matematycznie, jej ojciec Mahes – sam ambitny matematyk, wykładowca uniwersytecki - za wszelką cenę stara się rozwijać w niej ten talent, bez względu na konsekwencje czy niechęć córki.

Bohaterowie pochodzą z Indii, a mieszkają w Wielkiej Brytanii. Nikita Lalwani dokonuje zestawienia kultury angielskiej i indyjskiej. Ukazuje różnice w tradycjach, wychowaniu, religii i podejściu do podstawowych codziennych czynności i obowiązków.

Na przykładzie tej rodziny widać doskonale jak rodzice przenoszą swoje aspiracje na dzieci, co teraz jest tak częste w naszym świecie. Jak pozbawiają je wszystkiego, co powinny mieć, przez co po kolei powinny przechodzić .

Pozbawili Rumi dzieciństwa. Ich parcie do doskonałości, ideału dało efekt zupełnie przeciwny. Uwięziona w okowach matematyki, Rumi nie wie co to jest być nastolatką. Zdominowana przez liczby, samotna i odrzucona przez swoją narodowość i inność, zniewolona przez rodziców, tradycję i obyczaje Indii, tylko pozornie radzi sobie z rzeczywistością. Rodzice patrzyli na nią przez pryzmat jej wielkiego talentu, nie czuła ich uczuć, ich troski. Czy na tym można zbudować prawdziwe rodzinne więzi?

W wieku 15 Rumi zostaje studentką Oksfordu i wyjeżdża na studia. Poznaje nowe życie, o którym nie ma pojęcia. Dlatego jest tak pełna energii, chętna do poznawania ludzi, nawet szalona. Czy teraz widzi co straciła, co zabrali jej rodzice? Jakie uczucia pozostały w niej względem despotycznego ojca?

Czy możliwe jest odbudowanie zwykłych relacji córka – rodzice, relacji, których nigdy nie było? Czy żal, ból i wyrzuty sumienia rodziców są w stanie pomóc, coś zmienić?

To bardzo wartościowa lektura, a zarazem ciekawa podróż po Indiach, jej kulturze i tradycjach.


Utalentowana / Gifted, przeł. Olga Masoń, s. 352, Wydawnictwo Literackie, 2008

Joe Speedboat - Tommy Wieringa

Joe Speedboat, ta powieść przyciągnęła moją uwagę tytułem i okładką, dość wymowną w kontekście treści. Do tego to pierwsze zetknięcie z literaturą Holendeską.

Głównych bohaterów jest kilku, jednak pierwszego poznajemy Franka, chłopca przykutego do wózka inwalidzkiego, w pełni sprawnego umysłowo jednakże w wyniku wypadku również pozbawionego zdolności mówienia, porozumiewa się na piśmie. Jedyną sprawną częścią jego ciała jest prawa ręka. Po 220 dniach spędzonych w szpitalu (zapadł w śpiączkę), Franek wychodzi i poznaje chłopca, którego dziwne nazwisko przyciąga wszystkich - Joe Speedboat, zaprzyjaźniają się. Tu się wszystko zaczyna. To dość dziwna przyjaźń, nietypowa i niecodzienna ale piękna.

Autor zestawia ze sobą najważniejsze postacie, Franka, zakompleksionego, pełnego żalu ale i chęci do życia, nie poddającego się wojownika z lekkim duchem, szalonym i twórczym, pełnym zapału i energii Joem. To Joe sprawia, że Franek potrafi się otworzyć, potrafi uwierzyć w siebie, potrafi z większym dystansem podejść do życia.

To wreszcie Joe namawia Franka by wykorzystał swoją najmocniejszą stronę, czyli silną prawą rękę do siłowania się na rękę.

To powieść o dojrzewaniu, o przekuwaniu marzeń w rzeczywistość ale i o niespełnionych marzeniach, o zawodach i rozczarowaniach, o smaku porażki i zdrady, czy w przyjaźni czy w miłości. Czas tu płynie powoli, jednak bohaterowie doskonale zdają sobie sprawę jak bardzo świat się zmienia, jak inny jest od tego, jaki pamiętają z chłopięcych lat, jak inny od tego z ich wyobrażeń. Widzimy jak wielki jest ból rozczarowania, jak szybko trzeba przejąć na siebie odpowiedzialność za własne życie i czyny w dorosłości.

To opowieść o pokonywaniu własnych słabości, o przezwyciężaniu trudności, uporze i walce.

Bardzo prostym ale urzekającym językiem Tommy Wieringa mówi o człowieku, o jego prawdziwym „ja”, mówi o jego walce o marzenia. Pod szczerym i prostolinijnym opisem dojrzewania holenderskich chłopców ukryta jest prawdziwa droga do szczęścia, ukazane przeszkody, jakie się pojawiają.

Ciepła, prawdziwa i taka naprawdę szczera lektura.


Joe Speedboat / Joe Speedboat, przeł. Małgorzata Diederen - Woźniak, s. 344, Wydawnictwo WAB, 2009

wtorek, 22 czerwca 2010
Oczyszczenie - Sofi Oksanen

Oczyszczenie to niezwykle dziwna powieść. Niesamowita, porusza wiele strun w czytelniku, wywołuje wiele emocji. Nie mogę zdradzić jej treści, bo też odkrywanie losów bohaterów stanowi niezwykle przyjemną aczkolwiek trudną podróż. Bo tematy poruszane w Oczyszczeniu są trudne.

Przede wszystkim Oksanen mówi o przeszłości, która zawsze nas dogoni. Nie uda się zapomnieć i żyć innym życiem. Los i czas zatoczą koło i przypomną o sobie. To powieść o zdradzie, o sekretach i tajemnicach, o naiwności i wielkiej miłości i powtarzalności losów i historii. O błędach i o tym, co one zmieniają w człowieku, jak wpływają na przyszłe życie.

Jest to książka wielowarstwowa. Jednocześnie poznajemy historię sióstr Aliide i Ingel od lat 30-tych, poprzez czas wojny. A potem lata 90-te i historię Zary, która pewnego dnia trafia do domu Aliide w dziwnych okolicznościach. Bliżej możemy poznać Aliide, jej nieszczęśliwe życie samotnej i odrzuconej kobiety, która nie mogła sobie poradzić z toksyczną nieszczęśliwą miłością.  Dokładnie można przyjrzeć się bohaterom, splotom okoliczności, przeanalizować ich wybory i decyzje. Można poczuć sympatię i antypatię do każdego z nich. Te uczucia często się zmieniają…

Oczyszczenie to powieść o kobietach, o ich życiu i życiowych dramatach. Dziwnym trafem losu Zary i Aliide przeplatają się ze sobą, uzupełniają . Poznając je, poznajemy coraz to gorsze tajemnice i sekrety, coraz więcej w nich zła, smutku, bólu, złości i okrucieństwa. I sami zadajemy sobie pytanie, czy oczyszczenie zawsze jest możliwe ?

Jednym z ważniejszych bohaterów jest tu kraj, w którym dzieje się akcja powieści – Estonia. Ukazana na tle przemian społecznych i ustrojowych, opisana doskonale w historii życia Aliide.  Oksanen ukazuje, jak bardzo sytuacja polityczna w kraju może wpłynąć na życie i wybory ludzkie.

Dużo bólu w tej powieści. To na pewno nie jest książka typowo komercyjna i dla każdego czytelnika. Jest ambitna i ma w sobie oprócz dużej dawki intymności i żalu, to „coś”, co sprawia, że pozostaje w pamięci na długo.


Oczyszczenie / Puhdistus, przeł. Sebastian Musielak, s. 336, Świat Książki 2010

czwartek, 17 czerwca 2010
Vita - Melania Mazzucco

Vita i Diamante to jedni z wielu Włochów, opuszczających ojczysty kraj w poszukiwaniu lepszego życia. Vita delikatna, piękna i pełna życia Diamante - silny i wytrwały. Wierzą, że to Ameryka będzie tym wybranym rajem.

Ale rzeczywistość maluje się zupełnie inaczej. Ogromne miasto, złe warunki życiowe. Wiele tu przemocy, zła, zdrady, krwi i niesprawiedliwości społecznej, rodzi się mafia amerykańska, przestępczość na szeroką skalę nie dziwi. Ale chyba właśnie o to chodziło Mazzucco, by to uwydatnić i podkreślić, jak też pokazać zmagania bohaterów z nimi.

Zmagania z losem i amerykańską rzeczywistością to dla młodych Włochów również sami Amerykanie. Stosunek Amerykanów do emigrantów, którzy muszą znosić upokorzenia, poniżenia, nietolerancję -  wszystko to by zdobyć pieniądze, niezbędne do przeżycia. Jak odnaleźć się w tej rzeczywistości?  Zobaczymy tu niespełnioną miłość, niespełnione marzenia i niedotrzymane obietnice, gdyż wszystkie zweryfikował czas i los.  Jaką drogą pójdą Vita i Diamante? Bohaterowie poszukują siebie, nie tylko swojego miejsca ale przede wszystkim własnej tożsamości.

Melanie Mazzucco składa hołd imigrantom, którzy tworzyli Amerykę, tworzyli im raj na ziemi a sami ginęli za nią, chcą zapewnić przyszłość swoim rodzinom.  Autorka skrupulatnie odtwarza dzieje swoich przodków, dokładnie przekopała archiwa amerykańskie początku XIX w.

Wiele słyszałam o stylu i języku Mazzucco. Oszem język przyciąga od samego początku ale całość czyta się niezwykle trudno ze względu na jeden ciągły tekst, pisany ciurkiem, brak wyodrębnionych dialogów. Jest to dość męczące. Ale zwraca uwagę ciekawa stylistyka, o prostych rzeczach pisze językiem poważnym a te błahe wręcz przeciwnie.

Czy podobała mi się ta powieść? Liryczna i wspomnieniowa, pełna melancholii i sentymentalizmu opowieść o nowym świecie? Nie do końca. Jest pełna rzetelnych informacji  dotyczących Ameryki czy Włoch, również bohaterowie silnie osadzeni są w realiach włosko-amerykańskich. Są to silne osobowości i genialne portrety psychologiczne. Za to duży plus. Powieść jest fascynująca jeśli chodzi o opis emigracji i losów emigrantów. To taka włoska historia emigracji, czyli czegoś, co nam Polakom jest dobrze znane.

Ale tak, jak wspomniałam, trudno się czyta, momentami się zniechęcałam. Nie wciągnęła mnie tak, jak się tego spodziewałam.


Vita / Vita, przeł. Joanna Wachowiak, s. 512, Wydawnictwo WAB, 2008

wtorek, 15 czerwca 2010
Dafne znikająca - José Carlos Somoza

„Zawsze jest czas na przeszłość! To o przyszłość powinniśmy się troszczyć!...”

Główny bohater to Juan Cabo, który po wypadku budzi się w szpitalu. Jedynym poważnym rezultatem wypadku jest zanik pamięci. Juan okazuje się być uznanym pisarzem, którego powieści wydawane są przez największe i najlepsze wydawnictwo hiszpańskie. Zaczyna się podróż Juana w przeszłość, do chwil sprzed wypadku. A czemu Cabo próbuje je odzyskać? Bo w swoim notatniku znalazł wpis o nieznajomej kobiecie, w której się zakochał, patrząc na nią w restauracji… Od tej chwili wszystko się zmienia. Wędrujemy z bohaterem jego śladami z dnia wypadku, poznajemy kolejnych bohaterów, którzy mogą mu pomóc przypomnieć sobie coś i znaleźć tajemniczą piękną kobietę. Gdy  nagle rozwiązanie się zbliża – następuje całkowity zwrot akcji. I wszystko się miesza, fikcja z rzeczywistością, nie wiemy do końca co jest prawdziwe, i kto jest bohaterem tej powieści.

Sam pomysł fabuły, poszczególne etapy rozwiązywania zagadki są tak przerysowane i niemożliwe że aż intrygujące. Czyta się z uśmiechem ze względu na pewną prześmiewczość, która bije z każdego akapitu. Wydarzenia i dialogi (szczególnie dyskusja w restauracji dotycząca stolika nr 15 i kobiety, która przy nim siedziała – genialna scena) są absurdalne, na granicy groteski.

Cała treść sprawia, że czujemy się jak bohaterowie książki. Czytelnik gra w grę, przygotowaną przez autora. Ale ja nie czytałam tego z chęcią rozwiązania zagadki ale bawiłam się treścią, stylem, językiem.

„Bo literatura to najlepsze ALIBI, jakie wymyślono dla KŁAMSTWA. Nie ma nic równie BEZUŻYTECZNEGO, PUSTEGO i FIKCYJNEGO jak pisarstwo.”

Bo właśnie o literaturze i pisarstwie tu mowa. O sztuce pisania, o sensie literatury. Dużo nawiązań do klasyki poprzez tytuły i imiona bohaterów (Owidiusz, Virgilio, Horacio).

Autor zadaje ważne pytanie: Czymże jest rzeczywistość? Gdzie rozmywa się granica między rzeczywistością a fikcją?

Czy możliwa jest zamiana rzeczywistości w fikcję a fikcji w rzeczywistość? Jak wielka jest siła literatury, na ile fikcja literacka pozostaje fikcją ? Jak pisarz ma przekonać czytelnika, by uwierzył w wykreowaną przez niego rzeczywistość i bohaterów?  - „dobry pisarz potrafi maskować wytwory własnej fantazji.” Każdy może stać się na swój sposób bohaterem „czyjejś powieści”.

To powieść w powieści. Daje pewną wiedzę o tym, jaką moc ma autor, twórca który przenosi czytelnika w inny świat. Dafne znikająca to jakby scenariusz filmowy i ta ciekawa forma powieści intryguje i zastanawia. Jest inna, oryginalna, szczególna.  To dobra rozrywka.

„Przypadki są jak miłość i literatura, równie absurdalne, pochopne i nierozważne. Przypadki to motywy z powieści pisanej ręką Boga, który też jest pisarzem, podobnie jak wszyscy na świecie.”

„Walka z bezsennością jest skazana na porażkę, bo nikt nie zaśnie w ferworze walki.”


Dafne znikająca / Dafne desvanecida, przeł. Agnieszka Mazuś, s. 216, Wydawnictwo Muza, 2004

niedziela, 13 czerwca 2010
Skazani na ciszę - David Lodge

Jakimś dziwnym trafem w moje ręce trafiła kolejna powieść z ciszą w tytule.

Skazanych na ciszę mijałam na półce w księgarni już wielokrotnie, wielokrotnie rezygnowałam z zakupu. I w sumie chyba jestem zadowolona. Bo teraz, gdy udało mi się wypożyczyć książkę z biblioteki mam mieszane uczucia.

Skazani na ciszę to powieść, w której ciszy jest jednak bardzo mało. Takiej fizycznej ciszy.

Może ze względu na lincze dialogi, ale przede wszystkim, że względu liczne opisy sytuacji dokonywane przez głównego bohatera – Desmonda Batesa (co daje wrażenie, iż powieść jest na swój sposób przegadana). Ten emerytowany wykładowca uniwersytecki, znawca lingwistyki zmaga się ze swoją głuchotą, problemami i kłopotliwymi sytuacjami, które powoduje. Nie rozpatruje tego uszczerbku na zdrowiu jako wielkie nieszczęście. Nauczył się z nią żyć, przyzwyczaił się do pewnego osamotnienia, wyłączenia z życia towarzyskiego i akademickiego. Przyzwyczaił też do niej swoje otoczenie a teraz często potrafi się śmiać z siebie i gaf jakie popełnia, a które są wynikiem nie dosłyszenia czegoś, co wyartykułował jego rozmówca. To fakt, wiele jest ciętego humoru i zabawnych sytuacji w tej powieści ale jest ona zarazem pełną refleksji zadumą nad upływającym czasem, nad starością, smutkiem ludzkiego losu.

W zwykłe życie Desmonda wkracza seksowna młoda doktorantka z Ameryki, której podczas rozmowy rozpoczynającej akcję powieści, Desmond coś obiecuje. Ale co? Bo sam tego nie pamięta albo, co bardziej prawdopodobne, przytaknął gdy go o to poprosiła, w rzeczywistości nie usłyszawszy sensu prośby. I cały ten wątek na początku wydaje się ciekawy i wręcz wprowadza trochę „akcji” do nudzącej już fabuły, gdyż niewinna znajomość powoli staje się utrapieniem dla profesora. ( jest jakby zapowiedź romansu, szalona i zwariowana Alex sprawia wrażenie naprawdę nieprzwidywalnej). Jednakże po przemyśleniu wydaje mi się trochę odklejony od całości, od rodziny Desmonda, od jego problemów i głębszego wydźwięku całości.

David Lodge poważnie zastanawia się nad ludzką starością. Jest ukazana na przykładzie taty głównego bohatera. Człowieka, który po śmierci żony, mieszka sam i powoli przestaje sobie radzić w domu. Dożył już prawie lat dziewięćdziesięciu jednak nie potrafi przyznać się przed samym sobą i swoim synem, że jego umysł nie działa już tak, jak by chciał i w rzeczywistości sam potrzebuje pomocy. Jego postać jest groteskowa, dziwna i momentami żałosna, ale budzi sympatię.

Plus za dobre zakończenie, spokojne, bez zaskoczenia ale i bez standardowych rozwiązań, prostych, nudnych i przesłodzonych.

Powieść utrzymana jest w konwencji dziennika. Co z wraca uwagę, to częsta zmiana narracji z pierwszo na trzecio – osobową. Co mi przeszkadzało podczas czytania to niezwykle długie zdania, które sprawiają, że w trakcie brnięcia przez każde z nich albo traci się zainteresowanie albo wątek.

Zadałam sobie pytanie o intencje autora. Dlaczego? Gdyż powieść nie jest równa, momentami nudna i przesycona szczegółami, aczkolwiek pełna inteligencji i dowcipu. Prezentuje nieuniknioną prawdę o starości , wprowadza troszkę w inny świat ludzi niesłyszących, w świat ciszy, a tym samym skłania do refleksji i zadumy.


Skazani na ciszę / Deaf sentence, przeł. Jerzy Kozłowski, s. 376, Wydawnictwo Rebis, 2008

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~