Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
wtorek, 31 maja 2011
Tajemnica Sosnowego Dworku - Małgorzata J.Kursa

Tajemnica Sosnowego Dworku to powieść bardzo przyjemna, z dużą dawką humoru, dostarczająca naprawdę sporo rozrywki i z lekkim przymrużeniem oka traktująca rzeczywistość.

Akcja rozgrywa się w Kraśniku, gdzie bohaterami jest grupa przyjaciół, a przede wszystkim Kasia (Króliczek) i Marta (Malutka). To szczególnie ta druga jest postacią bardzo wyrazistą, wprowadzającą najwięcej pozytywnego zamieszania i powodująca same zabawne sytuacje.

Kasia nie może ułożyć sobie życia z wiecznie niezdecydowanym Markiem, właśnie zwolniono ją z pracy w banku i nie wie co dalej. Z pomocą przychodzą jej przyjaciele i Kasia szybko rozpoczyna pracę w fundacji, w której wcześniej pracowała jako wolontariuszka. Teraz zostaje kierowniczką nowej świetlicy, powstałej właśnie w tajemniczym Sosnowym Dworku. Z pozoru zwyczajny, aczkolwiek zabytkowy, dworek zaczyna Kasię coraz  bardziej intrygować, a to za sprawą duchów, które tam mieszkają już od ponad dwóch wieków.

Brzmi może śmiesznie i banalnie ale opowiedziane jest z wielkim humorem, a Zuzanna i Marianna, dwie damy, przedstawicielki dawnych czasów, za sprawą swojej barwności i nietuzinkowości dodają uroku ale i również sensacji. Ich próby zrozumienia nowej rzeczywistości (one pamiętają tylko tę z czasów Napoleona), nowego porządku, moralności i postępu techniki niejeden raz wywołują uśmiech na twarzy.

I zaczyna się coś dziać. Sytuacja z duchami angażuje również Martę i przyjaciółki postanawiają dowiedzieć się więcej o bliźniaczkach i ich rodzinie. Nie można narzekać na brak dynamiki czy wartkiej akcji. Wręcz przeciwnie. To powieść z małą tajemnicą i zaginionym skarbem, ale nie idzie w kierunku kryminału mimo iż nie pozwala się oderwać i zapomnieć.

Autorka oprócz zabawnej i pomysłowej fabuły uraczyła czytelnika dużą ilością informacji na temat relacji w rodzinie, na temat uniwersalnych prawd i korzyści, płynących z jej posiadania. Przypomina nam również o wielkiej roli jaką w życiu każdego człowieka odgrywają przyjaciele, na których zawsze można liczyć bez względu na różnicę poglądów i małe kłótnie.

Małgorzata Kursa umiejętnie połączyła ze sobą wątek historyczny z teraźniejszym, wplatając go w konwencję powieści obyczajowej.


Tajemnica Sosnowego Dworku, s. 300, Wydawnictwo Prozami, 2010

poniedziałek, 30 maja 2011
Nasza klasa - Tadeusz Słobodzianek

Nasza klasa to dramat opowiadający historię grupy polskich i żydowskich uczniów jednej klasy w małym miasteczku. Są oni bohaterami czternastu lekcji, w których stopniowo po kolei poznajemy ich historie, aż do współczesności.

Jako dzieci wychowywali się razem, obok siebie, wiele ich łączyło, mieli wspólne plany, marzenia ale w rzeczywistości nic z tego nie udało się zrealizować. Wojna wszystko diametralnie zmieniła i w żadnym z nich nie pozostało już nic z tamtych dzieci. Szczęśliwe, wspólne dzieciństwo ani trochę nie zapowiadało tego, co nastąpiło potem, kiedy stanęli naprzeciw siebie jako wrogowie, kiedy życie przydzieliło jednym rolę ofiar, innym katów, a zabawa zmieniła się w straszną zbrodnię.

Czy kiedykolwiek coś ich łączyło? Jak życie zweryfikowało te relacje? Dlaczego kryzysowe sytuacje ujawniają wszystko, co najgorsze w człowieku i sprawiają, że zawodzą ci, którym tak bardzo się ufało i w których pokładało się nadzieje. 

Autor, poprzez literaturę, bardzo czytelnie, bezpośrednio i wprost nawiązuje do tragedii jaka miała miejsce w Jedwabnem 10.07.1941r. Myślę, że ta historia ma zaangażować czytelnika w tamte wydarzenia, ma być jakąś częścią żałoby po tragicznie zamordowanych, ma pomóc zrozumieć, oczyścić z bólu i żalu, zabliźnić rany.

Ten dramat wciąga, absorbuje, zajmuje myśli. Słobodzianek pisze językiem prostym, skromnym, bez upiększania i bez pompy często obecnej przy opisywaniu tego typu tematyki. I właśnie to jest tak wstrząsające.

Autor zrównuje naród polski z innymi, przekonuje, że nic nas nie uprawnia do wywyższania się. Bardzo wyraźnie uwydatnia polską zawiść, podłość, pokazuje jak łatwo zmienia się przyjaźń w nienawiść.  Pisze o zbrodni, o jej świadkach. O tych, co wiedzieli i widzieli a mimo to nie reagowali, o tych którzy woleli zapomnieć

Dramat Słobodzianka to pierwszy dramat, który zdobył literacką nagrodę NIKE. To bardzo ważna pozycja. Traktuje o tym, czym jest zło. A wyrządzone innym, co prawda w różnej postaci, ale wraca zawsze.


Nasza klasa, s. 112, Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria, 2010

czwartek, 26 maja 2011
Carlos Ruiz Zafon - Pałac Północy

Pałac Północy mnie zachwycił. Zafon po raz kolejny mnie uwiódł, wciągnął całkowicie, zatraciłam się w opisywanych wydarzeniach wierząc autorowi, że "nic nie jest tym, czym się wydaje." Książka trzymała w napięciu, urzekała prawdziwością i plastycznością obrazów.

Autor ponownie  zabiera nas w podróż. Tym razem nie do Hiszpanii, a do Indii, a dokładnie do Kalkuty, gdzie akcja ma miejsce.

Akcja rozpoczyna się w 1916 r. kiedy to pewien mężczyzna ucieka z dwoma noworodkami, chcąc je uratować przed tajemniczymi ścigającymi go postaciami. Oddaje bliźnięta pod opiekę kobiety, która, jako jedyna, jest w stanie zapewnić im bezpieczeństwo. Ona zaś widzi tylko jedną możliwość ich ocalenia, rozdzielić je. Dlatego chłopiec trafia do sierocińca.

W 1932 r. poznajemy grupę szesnastolatków, wychowanków domu dla sierot St.Patrick’s. Siedmioro przyjaciół: Isobel, Ben, Ian, Michael, Seth, Siraj i Roshan tworzą sekretny klub Chowbar Society  tajną siedzibą w starym opuszczonym budynku nazwanym przez nich Pałacem Północy. Łączy ich wielka przyjaźń, wspólne przygody i wspólnie spędzone dzieciństwo. Spotkanie Sheere, dziewczynki, która opowiada im historię swojej rodziny, na zawsze odmienia ich los. To, co pierwotnie miało być zabawą stanowi tylko początek trudnej i pełnej niebezpieczeństw drogi do prawdy. Gdzieś w przeszłości Kalkuty, w połączonych losach bliźniąt tkwi zagadka i tajemnica przeszłości. Czy przyjaciołom uda się ją rozwiązać?

Śledząc losy nastolatków czytelnik wędruje po tajemniczych opustoszałych ruinach dworca Jheeter's Gate, który przed wielu laty był świadkiem ogromnej tragedii i który pochłonął setki dziecięcych istnień… nie trudno pomylić prawdę z pozorami, nie można tu niczego przeczuć czy przewidzieć. 

Pomysł na fabułę autor miał świetny. Realizacja doskonała, pełna rozmachu, oryginalna. Podczas czytania wyobraźnia pobudzona jest do granic możliwości. Kreacje bohaterów bardzo wyraziste, szczegółowe, przykuwające uwagę. Napięcie budowane umiejętnie i stopniowo dawkowane, dynamiczna akcja, pełna nieoczekiwanych zwrotów i nieprzewidzianych wydarzeń. Wszystko to przekazane językiem barwnym, bardzo bogatym w przedziwne czasem metafory. Dziwne lecz jednak stanowiące w dużej mierze o stylu Zafona.

Właśnie! Bo Carlos Ruiz Zafon ma swój swoisty styl, umiejętność zbudowania niepowtarzalnego mrocznego klimatu. Nie ulega trendom i modzie, co jest jego największym atutem bo talent i wyobraźnię ma.

Tak jak i w Księciu Mgły mamy tu wiele pozytywnych emocji, uniwersalne przesłanie o sile i potędze przyjaźni, której nic nie może zniszczyć. Jak również o konieczności stawienia czoła przeznaczeniu. Te rzeczy może zbyt podobne do siebie.

Pałac Północy oceniam lepiej niż Księcia Mgły. Widać, że autor się rozwijał i jego kunszt pisarski na tym zyskiwał.

"Dorosłość nie jest niczym więcej niż odkrywaniem, że wszystko, w co wierzyłeś, kiedy byłeś młody, to fałsz, a z kolei wszystko to, co w młodości odrzucałeś, teraz okazuje się prawdą.

" (…)Diabeł po to stworzył młodość, byśmy popełniali błędy, a Bóg wymyślił dojrzałość i starość, byśmy mogli za te błędy zapłacić ."


Pałac Północy / El Palacio de la Medianoche, przeł. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas, s. 288, Wydawnictwo Muza SA, 2011

Carlos Ruiz Zafon na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/Ksiaze-mgly-Carlos-Ruiz-Zafon.html

wtorek, 24 maja 2011
Szare śniegi Syberii - Ruta Sepetys

Litwa była jednym z wielu państw, w którym panowanie objął Stalin. Jej obywateli, podobnie jak Polaków, Estończyków czy Łotyszów wywożono do obozów. Skazywano na mocy słynnego artykułu 58 sowieckiego kodeksu karnego jako wrogów ludu i kontrrewolucjonistów. Przez dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia pięć lat zmuszani byli do katorżniczej pracy, bez żadnej pewności, czy uda im się przeżyć każdy kolejny dzień. 

Autorka długo zbierała materiały do swojej powieści, by rzetelnie oddać charakter tamtych wydarzeń. Większość z nich to prawdziwe wydarzenia, w których brali udział ocaleni lub ich rodziny.

I tak pewnej czerwcowej nocy 1941 rodzinę nastoletnią Linę wraz z mamą i bratem Jonasem aresztowało NKWD i jak tysiące innych rodaków wywiezieni zostali do obozu.

Rozpoczęła się ich dramatyczna walka o życie. Najpierw podczas wielotygodniowej podróży bydlęcymi wagonami, w fatalnych warunkach, bez godności i szacunku, potem w okrutnych mrozach Syberii, gdzie przychodzi walczyć o najmniejszy kawałek chleba.

Narratorką jest Lina. Do tej pory żyjąca jak zwyczajna nastolatka nagle musi zrozumieć to, co niezrozumiałe i niewyobrażalne. Szybko przychodzi jej dojrzeć i podjąć walkę nie tylko o życie swoje, swojego brata i mamy ale też współtowarzyszy niewoli. Bo po raz kolejny zobaczyć można, że w tych nieludzkich warunkach, Rosjanom nie udało się pozbawić uwięzionych empatii, współczucia, troski o innych. Kolejny raz, czytając powieść lub dokument z gatunku literatury obozowej, przychodzi mi się utwierdzić w przekonaniu, że człowieka nie można pokonać. Być może, można go zniszczyć ale nigdy do końca nie da się zabić tego, co w nim.

W tych trudnych warunkach wszyscy potrafili sobie pomagać. Mimo wycieńczenia i cierpienia, głodu, mrozu i chęci oprawców, by zniszczyć w nich człowieczeństwo, ludzie odnajdywali sens i nadzieję we wzajemny wspieraniu się.  "Próbowaliśmy wszyscy dotknąć nieba, stojąc na dnie oceanu." Mieli też świadomość, że "doznane zło nie upoważnia do jego wyrządzania"

I tak Lina z typowo dziewczęcą manierą nastolatki opisuje wszystko, co jest udziałem jej i jej rodziny. Do końca też wierzy, że uda im się spotkać z tatą, również więzionym ale w innym miejscu. By przetrwać, oraz by odnaleźć tatę, a właściwie pomóc jemu ich odnaleźć Lina ucieka w sztukę. Posiada wielki talent, pięknie rysuje. Ukrywając w rysunkach wskazówki, przenosiła jednocześnie na papier uczucia, których doznawała codziennie: ból, rozpacz, żal, strach, smutek, ale również radość. To pozwalało jej nazbierać sił na kolejny dzień, na kolejną walkę z wrogiem. Dzięki temu wierzyła, miała cel i motywację,  jej serce wciąż wypełniała nadzieja.

To poruszająca powieść, smutna i wstrząsająca, ale również radosna, bo przekazująca tę piękną prawdę o człowieku, którego nie można do końca złamać. Który potrafi wyzbyć się swojej nienawiści i żyć nadzieją i wiarą w lepsze jutro.

Jak napisała autorka w Posłowiu "Te trzy maleńkie narody (Litwini, Łotysze, Estończycy) uczą nas, że miłość to najpotężniejsza armia. Niezależnie od tego, czy jest to miłość do przyjaciół, do kraju, do Boga czy nawet wroga, to właśnie ona ukazuje nam prawdziwie cudowną naturę ludzkiej duszy."


Szare śniegi Syberii / Between Shades of Grey, przeł. Joanna Bogunia i Dawid Juraszek, s. 328, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

niedziela, 22 maja 2011
Niepełni - Paweł Pollak

Z twórczością Pawła Pollaka spotkałam się do tej pory dwukrotnie. Nie ukrywam, były to spotkania jak najbardziej udane. A tym razem... nie było inaczej.

Muszę być ostrożna w swojej recenzji bo tu nie można zdradzić zbyt wiele z fabuły powieści. Trzeba ją samemu odkrywać, a przyznaję, że jest naprawdę nieprzewidywalna. I ogromne uznanie dla autora za uniknięcie rutyny,  za element zaskoczenia, zarówno w całej powieści jak i w zakończeniu. Życie, jakie jest wiadomo, czasem jest naprawdę ciężko, a los potrafi płatać figle. I choć można było już spodziewać się, że będzie słodko i cukierkowo to przewrotny los i przewrotny autor zadbali o to, by nic nie dało się odgadnąć.

Powieść ta traktuje o każdym z nas. O tym, że ludzie jednak w całej swojej złożoności są tacy sami, pomimo różnic, pomimo odmienności widocznej czasem gołym okiem, to jednak łączy nas to, że tak samo potrzebujemy miłości i czułości, bliskości drugiego człowieka.

Niech nikogo nie zmyli podtytuł (narzucony autorowi przez wydawnictwo, podobnie jak okładka, która pierwotnie była zupełnie inna), sugerujący ckliwą powieść o miłości, na dodatek z gatunku literatury kobiecej. Ta powieść owszem jest o miłości, ale znaleźć można w tej książce znacznie więcej. (sam wątek miłosny rozpoczyna się dopiero przed 300 stroną).

Ona- Edyta, księgowa, 25 lat, marzy o założeniu rodziny i dziecku. On- Jacek, informatyk, 30 lat, chce w końcu znaleźć swoją drugą połowę. Oboje mają głowy i serca pełne ambicji i marzeń, oboje są samotni, smutni i zamknięci w sobie. Co jeszcze ich łączy? Oboje są niepełnosprawni. Ona od czterech lat sparaliżowana, porusza się na wózku inwalidzkim. On, od urodzenia niewidomy. Nie narzekają na swój los, nie przeklinają go, nie użalają się nad sobą, choć przekonani są, że to ich ułomność decyduje o tym, że nie potrafią odnaleźć bratniej duszy. Po prostu pragną miłości. Nie chcą by ich niepełnosprawność w jakich sposób determinowała ich przyszłość. Chcą żyć pomimo swoich ograniczeń i dzielić życie z drugą osobą. Jako, że są właściwie sąsiadami, ich drogi krzyżują się, a związek wcale nie jest tak trudny jak by można było początkowo przypuszczać.

Paweł Pollak to doskonały obserwator społeczeństwa i stosunków w nim panujących. Nie szczędzi krytyki Polakom, jako narodowi biernemu, poddańczo przyzwalającemu na wszystko, co się dzieje wokoło, a czego tak naprawdę nie akceptują. Narodowi pełnemu uprzedzeń, kierującemu się stereotypami, niemrawemu. Autor odważnie wypowiada się na temat polityki, kultury, religii, społeczeństwa i jego obyczajowości, nie zapominając o komentowaniu stosunku społeczeństwa do wszelkiego rodzaju "odmieńców". Bohaterowie dużo mówią o stosunkach międzyludzkich, o zwyczajnym codziennym życiu i różnych jego aspektach.

Kolejna zaleta to ciekawe postaci, rozbudowane charakterystyki, i to nie tylko głównych bohaterów. To ludzie prawdziwi, nieprzerysowani ale realni ze swoimi niedoskonałościami, ze swoimi problemami i skomplikowanym życiem wewnętrznym.

Główni bohaterowie są niepełnosprawni ale autor  tak kreuje ich postaci, tak oddaje ich przemyślenia i uczucia, że ich niedoskonałości fizyczne schodzą na dalszy plan. Widzimy ludzi pragnących wyrwać się z pułapki samotności.

Kim są ludzie niepełni? To ludzie, którym czegoś w życiu brakuje. Miłości? Bliskości? To ludzie, których los pozbawił czegoś, czego najbardziej pragną.

Powieść jest niezwykle pełna wrażliwości, niesamowicie nasycona emocjami, stawia kilka bardzo ważnych pytań i skłania do życiowej refleksji. (podobnie jak i dwie inne książki autora). A przy tym zapewnia doskonałą rozrywkę.

Paweł Pollak oferuje nam nie tylko ciekawą fabułę, nie tylko porusza poważne życiowe tematy, mówiąc o nich bez zbędnego upiększania czy zmiękczania, ale również serwuje nam dynamiczną akcję, doskonały humor i dowcip: bardzo mądry, wyważony i inteligentny. Sztuką jest o sprawach tak ważnych mówić z ironią i dystansem a jednocześnie nie pozbawiać tematu jego istoty.

A! I jeszcze błyskotliwy język, barwny, inteligentny, inteligencją wcale nie wymuszoną i sztuczną, a jak najbardziej prawdziwą i naturalną.

Polecam tę książkę wszystkim, naprawdę piękna.

"Są takie wydarzenia, o których człowiek wie, że nastąpią, że muszą nastąpić, ale odsuwa je w przyszłość i dopiero pytanie „kiedy?” uświadamia mu, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by nastąpiły już teraz."

"W życiu jest trochę jak w meczu piłkarskim. To, że nie było bramki przez osiemdziesiąt dziewięć minut, nie znaczy, że nie padnie w dziewięćdziesiątej. I czasami pada."

Zawsze trzeba wierzyć więc i mieć nadzieję :)


Niepełni, s. 424, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2009

Paweł Pollak na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/02/Kanalia-Pawel-Pollak.html

http://miedzystronami.blox.pl/2011/03/Miedzy-prawem-a-sprawiedliwoscia-Pawel-Pollak.html

piątek, 20 maja 2011
Skaza - Josephine Hart

Skaza już od pierwszego rozdziału mnie zafascynowała, wciągnęła i zadziwiła. Autorka pisze pięknie o tym, co w życiu ważne, o miłości, rodzinie, o zdradzie. Ale przede wszystkim o żądzy, obsesji, o wielkiej namiętności prowadzącej do destrukcji.

Stephen Fleming jest szanowanym lekarzem i politykiem. Uczciwy, moralny i porządny prowadzi ustatkowane życie u boku żony Ingrid, syna Martyna i córki Sally. Jednak czy jest szczęśliwy, czy to jest życie jakiego pragnął, czy może nigdy tak naprawdę nie żył?

Do zadania sobie tych pytań ( a właściwie do udzielenia natychmiastowej i jednoznacznej na nie odpowiedzi) skłoniła go Anna Barton. Tajemnicza kobieta, która pojawiła się w życiu jego syna. Tworzą parę i mają się pobrać.

Anna jest doskonałą, klasyczną femme fatale. Nieodgadnioną, tajemniczą, milczącą, niezależną i wolną. Niewiele o niej wiadomo, poza tym, co sama chce zdradzić.

Już pierwsze spotkanie z tą kobietą uświadamia Stephenowi, że to ona jest jego nowym życiem, że to z nią chce być. To, czym żył przestało się liczyć, jako coś co nigdy mu nie przyniosło szczęścia i satysfakcji.

Rozpoczyna się szalony romans, którego reguły jednak ustanawia tylko Anna. Bohater gotowy jest zaryzykować wszystko, co ma: swoje życie, karierę rodzinę dla kobiety, z którą nigdy nie będzie mógł być. Prowokując i zachęcając, zawładnęła całkowicie jego ciałem i duszą, do tego stopnia, że poczucie etyki i moralności przestało istnieć. Wszystkie zasady, jakimi do tej pory się kierował, znikają. Tylko Anna się liczy i to, co może mu dać. Perwersja, namiętność i ogromne pragnienie, seks i dotyk jej ciała - tylko to mu jest potrzebne teraz do życia. To przeradza się w prawdziwą obsesję. Stephen rozpoczyna grę, grę o życie. Nie tylko swoje ale przede wszystkim swojej rodziny, a najbardziej syna, szaleńczo zakochanego w Annie.

To powieść o granicach, jakich nigdy przekroczyć nie wolno. O miłości w najróżniejszych jej postaciach i odsłonach, od tych pięknych i szlachetnych po złe i bezlitośnie niszczące. O obsesji potrafiącej zniszczyć wszystko, o namiętności zaślepiającej człowieka. Ale niech nikt nie pomyśli, ze to proste i tanie romansidło, w żadnym razie.

Poetycki język, jakim posługuje się autorka po prostu oczarowuje. Nie mogłam się oderwać, niektóre fragmenty czytałam wielokrotnie by nasycić się znaczeniem słów, metaforami, poezją płynącą z każdego akapitu.

To wreszcie powieść o tym, że w niektórych życiowych sytuacjach poszkodowani zostają wszyscy. Nikt nie uniknie krzywdy, bólu i cierpienia. Tylko czy warto? Czy warto porzucać dotychczasowe życie i gonić za ułudą, za chwilowym uniesieniem? Należy też pamiętać o karze za swoje czyny. I jak się okazuje, nawet na śmierć trzeba sobie zasłużyć. 

Świetna powieść. Polecam!


Skaza / Damage, przeł. Paweł Kruk, s. 208, Wydawnictwo Rebis, 2005



środa, 18 maja 2011
Koniec wszystkiego - Megan Abbott

Chyba po raz pierwszy tak naprawdę nie wiem jak oddać swoje wrażenia po przeczytaniu powieści.

Opis na okładce sugeruje kryminał: zaginęła Evie, trzynastolatka. Wszyscy rozpoczynają poszukiwania. Ale powieść ta z kryminałem nie ma nic wspólnego, a samo zaginięcie dziewczynki jest tylko tłem.

W tym samym czasie, znika jeden z sąsiadów Pan Shaw. Wszyscy łączą ze sobą te dwa tajemnicze zniknięcia i Shaw poszukiwany jest za porwanie nastolatki.

Tymczasem Lizzie - najbliższa przyjaciółka Evie, czynnie uczestniczy w poszukiwaniach, angażuje się, aż nazbyt, w dziejące się dookoła niej wydarzenia. Nie jest świadoma, iż tym samym otwiera drzwi nowego dla siebie świata, świata innego, pozbawionego beztroski, świata brutalnego, świata bardzo skomplikowanego. Nie wie, że nic już nie będzie takie samo, nie wie jak bardzo się myliła co do swojej przyjaciółki… To właśnie Lizzie, jako narratorka, zapoznaje nas ze swoim światem, rodziną, bliskimi, to ona relacjonuje całe dochodzenie.  Prowadzi nas przez wspomnienia beztroskich zabaw z przyjaciółką, przez naiwne spostrzeżenia dziecka do zatrważającej prawdy.

Główna bohaterka jest oryginalna i bardzo prawdziwa aczkolwiek przedziwna Przede wszystkim jej przemyślenia, jej wyobraźnia jej tok myślenia. Potrafi ona w niesamowity sposób połączyć ze sobą na pozór mało ważne wspomnienia i spostrzeżenia, obrazy i informacje. Z niezwykłą uwagą chłonie wszystko, co ma miejsce dookoła niej. I wszystko to jest o tyle dziwne, że zupełnie nie adekwatne do jej wieku. Jej zachowanie pasuje do osoby dorosłej. Lizzie łączy w sobie niewinność i naiwność dziecka z budzącą się w niej kobiecością, z koniecznością wejścia w okrutny i nieobliczalny świat dorosłych. Przyznam, że drażniła mnie ta dziewczyna. Nie rozumiałam jej zachowań, jej motywacji i jej wręcz irracjonalnego toku myślenia, momentami jakiegoś schizofrenicznego.

Nie zmienia to jednak faktu, że Abbott stworzyła doskonały portret psychologiczny, który momentami mnie naprawdę zaskakiwał. Lizzie w swojej urywanej, bardzo emocjonalnej i intymnej relacji prowadzi czytelnika powoli, jak po sznurku do sedna sprawy. Umiejętnie budowane napięcie (ale jakże odmienne od tego charakterystycznego dla kryminału) to pozytywny aspekt zaś nie podobał mi się styl autorki, zbyt udziwniony, jakby na siłę urozmaicany. Wątki czasem się gubiły, traciłam rozeznanie i musiałam się porządnie zastanowić, aby czegoś nie przegapić. Utrudniało mi to odbiór powieści.

Dramat psychologiczny rozgrywa się na oczach czytelnika. I nie pozostawia go obojętnym. Musi się jakoś ustosunkować, odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania dotyczące moralności i obyczajowości, zasad, jakimi się kieruje.

Podsumowując, Koniec wszystkiego jednak nie zachwyca.


Koniec wszystkiego / The end of everything, przeł.Ewa Ziarkiewicz, s. 240, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2010

wtorek, 17 maja 2011
Historia Pana Sommera - Patrick Süskind

Ta mini-powieść trafiła w moje ręce przypadkiem. Przeczytałam ją w kilkadziesiąt minut bo to naprawdę niewielka książeczka. Mała, a jednak pełna uroku, pełna fantazji i ciekawego nieszablonowego, oryginalnego humoru.

Można powiedzieć, że jest to lektura przeznaczona dla dzieci, o czym mogą świadczyć na przykład genialne rysunki Jean-Jacquesa Sempé, narzucające skojarzenie z przygodami Mikołajka. To właśnie one nadają tej historii niepowtarzalny charakter. Ale nie tylko młodzi czytelnicy znajdą tu coś dla siebie.

Historia Pana Sommera to opowieść o zwykłym dzieciństwie małego chłopca. Dzieciństwie pełnym przygód, pełnym wrażeń i tajemnic. Dzieciństwie beztroskim, frywolnym i szalonym nawet trochę. Widziane oczami dziecka, z typowo dziecięcą naiwną filozofią i podejściem do życia i świata, małe sprawy urastają do rangi wielkich problemów.

W pamięci małego narratora najbardziej, z czasów dzieciństwa, utkwił tajemniczy Pan Sommer. Nikt nic o nim nie wiedział, nie znano go, nie wiedziano gdzie codziennie wędruje. Bo Pan Sommer całymi dniami wędrował, podpierając się na swojej lasce, przemierzał okolice, pozornie bez konkretnego celu… Nic nigdy nie mogło zmienić jego planu dnia, nawet największa wichura i grad. Ze swoim prawie pustym plecakiem, laseczką i pragnieniem samotności Sommer fascynował naszego bohatera, intrygował i nęcił ukrywaną tajemnicą. Aż w końcu ich ścieżki się krzyżują, co jest dla chłopca momentem przełomowym, pewną granicą między dzieciństwem a dojrzałością

Powieść troszkę dziwna, ale urzekająca w swej prostocie, urzeka nawet samą dość banalną fabułą, w której każdy odnajdzie po trosze samego siebie. Jednak historia też zastanawia, stawia jakiś znak zapytania, skłania do delikatnej refleksji…


Historia Pana Sommera / Die Geschichte von Herrn Sommer, przeł. Małgorzata Łukaszewicz, s. 112, Wydawnictwo Czytelnik, 2006

poniedziałek, 16 maja 2011
Amsterdam Parano - Michał Puchalak

Narkotyki: marihuana, ekstazy, kokaina, przeróżne wynalazki, tysiące tabletek, proszków etc. A do tego seks, seks i jeszcze chyba narkotyki. Michał Puchalak przedstawia nam historię kilku lat swojego życia w Amsterdamie. W 1999 roku wyjechał tam na wakacje w celach zarobkowych, został kilka lat. Obserwujemy powolne zanurzanie się bohatera w narkotyczny świat, jego coraz to nowe związki czy też jedynie seksualne przygody, jego wciąż nowe mieszkania, prace i kolejne narkotyczne fazy.

To nie jest powieść, jakich wiele o narkotykach, o uzależnieniu i o tym, jakie to dno. To ta druga strona, przyjemność, zabawa, seks, muzyka, wieczna radość, entuzjazm, hedonistyczne podejście do życia w całej okazałości.

W przerwach między ciągłym imprezowaniem autor podejmuje różnego rodzaju dysputy egzystencjalne, podejmuje refleksję nad życiem i jego sensem. Jakie będą wnioski, jaką droga pójdzie Michał? Czy przyjemność i szczęście jakie czerpie bohater z narkotyków to jest właśnie to, czego pragnął w życiu i o co mu chodziło? Czy oglądanie świata przez pryzmat narkotycznych wizji ma sens? Jak długo można funkcjonować w nierzeczywistym świecie narkotykowego upojenia i jak można w ten sposób krzywdzić siebie, swój umysł i ciało? I czy po odsunięciu dragów można możliwe jest, by się cieszyć czy do tego już zawsze konieczne będą prochy?

Autor podchodzi z niezwykłą lekkością, dystansem i ogromną tolerancją do samego siebie i do opisywanych wydarzeń. Bardzo autentycznie, rzetelnie i sugestywnie opisuje narkotyczne wizje. Co prawda  momentami myślałam sobie: no dobrze, chyba już dość, ile można opisywać swoje narkotyczne jazdy, wymieniać setki tabletek i gramów proszku jakie się przyswoiło, wystarczy. Tym bardziej, że pewnie z punktu widzenia medycyny takie przeciążenie organizmu musiało doprowadzić do śmierci. W pewnej chwili czułam przesyt, choć domyślam się, że autor chciał opisać całą swoją historię, od początku do końca. Od niewinnego palenia zioła, przez tabletki do kokainy i heroiny. Od zwykłej zabawy, przez nielegalne interesy, do coraz większego uzależnienia, do utraty kontroli, do utraty przyjaciół, ale i do zdobycia doświadczenia, które wskazało właściwą drogę, ukazało sens i znaczenie właściwego życia. Bohater dojrzewa, z chłopaka zmieni się w dojrzałego faceta.

Wiarygodności całej opowieści dodaje język: prosty, uliczny przesycony erotyzmem, naturalny, idealnie oddający klimat często dziwnych i niespodziewanych wydarzeń.  Powieść czyta się lekko, można się pośmiać czytając z niedowierzaniem o działaniu narkotyków, można poznać zupełnie inny świat, którego w Polsce się raczej nie zrozumie. I oceniać czytelnikowi przychodzi chyba nie samą powieść, bo to nie ten ty, ale bardziej zachowanie bohatera i jego wybory.


Amsterdam Parano, s. 328, Wydawnictwo COMM,2010



sobota, 14 maja 2011
Bornholm, Bornholm - Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Klimko-Dobrzaniecki oddał w ręce czytelników powieść niezwykle mądrą i wyszukaną jednocześnie zachowując powściągliwość, prostotę i dystans. Genialny styl, fascynująca fabuła!

Dwóch mężczyzn, dwie historie, dwie różne czasoprzestrzenie. Co więc jest ogniwem łączącym? Na pewno duńska wyspa, ale nie tylko… Historie dwóch bohaterów przeplatają się, rozdział po rozdziale zmienia się narracja, z pierwszoosobowej na tę w osobie trzeciej.

Chwila przed wybuchem II Wojny światowej. Horst wiedzie stateczne aczkolwiek nudne życie u boku swojej żony i dwójki dzieci. Dawno już w ich związku zanikła namiętność, czułość, nie ma również miłości. Moment, w którym Horst sobie to uświadomił jest również nowym początkiem dla niego, gdyż nasz bohater tym samym postanawia przewartościować swoje życie, podejmuje refleksję nad sensem istnienia, próbuje nazwać i wyznaczyć sobie nowe cele. Poszukuje miłości i zastanawia się nad nią i nad swoimi potrzebami. Odnaleźć się pomaga mu również, co paradoksalne,  wojna.

Współczesność. Drugi bohater – młody mężczyzna, Duńczyk, relacjonuje swoje życie pogrążonej w śpiączce matce. Bardzo powolna, lakoniczna relacja pełna jest szczegółów, drobiazgów, bije z niej również różnorodność emocji. Bohater nienawidzi swojej matki, wypomina jej całe zło, jakiego od niej doświadczył od najmłodszych lat. Nie może darować jej zaborczej miłości, jaką go darzyła, tego, iż pozbawiła go normalnego dzieciństwa w gronie rówieśników, a potem w dorosłym życiu wciąż podcinała skrzydła. On tkwiąc w zależności, wciąż ją jednak kocha na swój sposób, mimo pogardy, mimo niechęci i wrogości. Teraz, po raz pierwszy zostaje przez nią wysłuchany i może się otworzyć.

Bornholm Bornholm… jak echo powtarzane w życiu bohaterów. Powraca zawsze! To nie tylko wyspa, od której nie można się uwolnić, nie tylko miejsce, to pułapka, w której tkwią, do której sami powracają. To przede wszystkim symbol powrotów do korzeni, niszczący życie: w jednym przypadku nieszczęśliwe małżeństwo, w drugim unieszczęśliwiająca miłość zaborczej matki. Żaden z bohaterów nie potrafi się odciąć od przeszłości, od tego, co właściwie go unieszczęśliwiało. Nie potrafią się wyzwolić, wyciągnąć wniosków i pokonać tej słabości. Ich życiem rządzi fatalizm i samotność.

Klimko-Dobrzaniecki dotyka spraw i problemów doskonale znanych i uniwersalnych: pragnienie miłości i akceptacji, toksyczne związki, zagubienie w świecie, skomplikowane relacje międzyludzkie (pełne zazdrości, zawiści i podłości).

Wiele uczuć zgromadzonych jest na stronach tej pasjonującej powieści, ale przekazane są bez zbędnej egzaltacji, roztrząsania problemu. Wiele emocji mimo chłodnej i bardzo rzeczowej narracji. Ta wydaje się prowadzona niespiesznie i lekko jednak każde słowo jest tutaj w określonym celu, każde ma swoje znaczenie, wpasowuje się w misternie konstruowane zdania, składające się na fascynującą całość. Każde jest ostrożnie dobrane, przekute w obrazy, a co za tym idzie w uczucia. Bardzo oszczędnie autor dysponuje słowami, a efekt daje to zupełnie odwrotny. One porażają, gorzki humor jest zarazem błyskotliwym, nie brakuje ironii.

To nie jest powieść o dwóch bohaterach, to powieść o każdym z nas. O tym, co każdy z nas w życiu zrobił, z jakimi wyborami się musiał zmierzyć, ile razy przyznać musiał, że potrafi żyć tylko w taki a nie inny sposób tym życiem, jakie ma. To powieść o tym, iż każdy ma taki swój Bornholm.

Nie daje spokoju, robi naprawdę ogromne wrażenie.


Bornholm, Bornholm, s.248, Wydawnictwo Znak, 2010

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~