Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
sobota, 30 kwietnia 2011
Kukułka - Antonina Kozłowska

Kukułka mnie pozytywnie zaskoczyła. Pochłonęła mnie zarówno fabuła jak i urzekł sposób, w jaki została przedstawiona.

Powieść ta porusza niezwykle ważne i trudne tematy i zjawiska społeczne: niemożność posiadania dzieci, samotne macierzyństwo, problemy ze związaniem końca z końcem czy wręcz przeciwnie bogactwo i luksusy.

Wszystkie te wyżej wymienione przeciwieństwa uosabiają dwie główne bohaterki, bohaterki – przedstawicielki dwóch różnych światów, to dwie zupełnie odmienne bajki, ale żadna nie ma w sobie nic z tych radosnych i pozytywnych bajkowych aspektów.

Marta jest kobietą, której się w życiu „udało”. Ma świetną pracę, mieszka z mężem na luksusowym osiedlu, w planach mają budowę domu, niczego jej nie brakuje. Czy aby na pewno? Jest coś, czego pragnie najbardziej na świecie – dziecka. Wielokrotnie próby zawsze kończyły się poronieniem, morzem łez i długą walką z załamaniem nerwowym.

O tym, co posiada Marta marzy Iwona. Matka dwójki dzieci, zostawiona przez ich ojca, samotnie borykająca się z problemami dnia codziennego, walcząca o każdy grosz byle by tylko zapewnić dzieciom godny byt. Ona wciąż marzy, wciąż myśli o tym, jak wyglądało by jej życie gdyby pewne rzeczy potoczyły się inaczej. Ona widzi siebie właśnie w takim świecie w jakim żyje Marta.

Drogi tych dwóch nieszczęśliwych kobiet krzyżują się. Iwona zostaje surogatką, ma urodzić dziecko Marcie i jej partnerowi Filipowi.

Temat przewodni powieści jest wciąż otoczony milczeniem w Polsce. To sprawa dość trudna i kontrowersyjna. W kontekście powieści zastanawia mnie bardzo Marta i jej zachowanie. Rozpaczliwe pragnienie posiadania małej kruszynki, uzależnienie całego swojego życia od tego czy urodzi się dziecko czy nie. To niesamowite uczucia i nie mogę sobie wyobrazić co czuje taka kobieta. Ale nie jestem przekonana czy motywacja Marty jest do końca właściwa. Marta otoczona matkami, dziećmi, ciągłymi rozmowami o dzieciach, ich potrzebach i problemach, czuje się osaczona, pod presją. Czuje złość i nienawiść do tych kobiet i według mnie nie rozumie do końca istoty macierzyństwa. Uważa się za odizolowaną, wyłączoną z życia w społeczeństwie, gorszą. Autorka chyba celowo uczyniła tę bohaterkę tak niejednoznaczną.

Antonina Kozłowska wykazała się genialnym zmysłem obserwacji. Przedstawione przez nią tło społeczno-obyczajowo-kulturowe jest idealnym odzwierciedleniem rzeczywistości. Jakże trafne komentarze dotyczące zwyczajów, nawyków, porządku w obecnym świecie.

O ile Czerwony rower rozczarował mnie zarówno w kwestii fabuły jak i formy i stylu, o tyle Kukułka zrobiła na mnie duże wrażenie. Jakby autorka zdecydowanie dojrzała. Temat ciekawy, bohaterki wyraziste – doskonałe portrety psychologiczne ( nie tylko Iwony i Marty ale również Filipa, odrzuconego przez ukochaną, traktowanego jako reproduktora), styl – pełen metafor, pełen dynamiki.

To powieść o wielkiej miłości do dziecka, nawet nienarodzonego dziecka, powieść o potrzebie spełnienia, o potrzebie miłości, o wielkiej sile tkwiącej w kobietach i o tym, czym w życiu kobiety są dzieci i jak wiele można dla nich poświęcić. Są również niespełnione marzenia, dużo przeróżnych emocji: radości, ciepła, przyjaźni, życzliwości, przebaczenia, nadziei ale i smutku, bólu, rozpaczy, goryczy, złości i nienawiści.

Jest tu prawdziwe życie z jego trudnościami, cieniami i blaskami. Jest uniwersalna prawda o nie szukaniu szczęścia na siłę i nie szukaniu go gdzieś, gdzie go nie ma, bo czasem zdarza się przeoczyć ukryte gdzieś pod nosem szanse i możliwości.

Dała do myślenia, wcześniej nie zastanawiałam się głębiej nad zjawiskiem „wynajęcia brzucha”.


Kukułka, s. 288, Wydawnictwo otwarte, 2010

Antonina Kozłowska na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/10/Czerwony-rower-Antonina-Kozlowska.html

czwartek, 28 kwietnia 2011
Dzieci wolności - Marc Levy

Rok 1943, Tuluza, "wolna" Francja pod rządami Vichy. Dwaj bracia, Jeannot (ojciec autora książki, Marca Levy'ego) i Claude, rozpoczynają działalność w podziemiu. Ich pierwsze zadanie jest niezbyt wymagające - kradzież rowerów - ale bardzo szybko będą musieli wziąć broń do ręki i sami zacząć zabijać. Wszyscy członkowie dowodzonej przez Marcela Langera 35 Brygady, składającej się w znacznej części z imigrantów, są bardzo młodzi, pełni ufności i odważni do szaleństwa. Dla większości z nich oddział staje się nową rodziną, wysepką normalności w morzu szaleństwa. Miłość i przyjaźń pozwalają im przetrwać w czasach, w których życie ludzkie nie ma żadnej wartości. Langer, skazany na śmierć przez francuskiego sędziego, trafia pod gilotynę, zaś wielu członków grupy ginie od kul plutonów egzekucyjnych. W końcu bracia też zostają aresztowani. Tylko desperacja ratuje ich przed załamaniem. Nadzieja zawsze umiera ostatnia.

Dzieci wolności to powieść oparta na faktach historycznych i wspomnieniach rodzinnych (autor zaczerpnął wiedzę od swojego ojca, który był członkiem francuskiego ruchu oporu).  To właśnie członkom Résistance poświęcona jest ta powieść. Młodym ludziom, którzy w obliczu wojny nie zgodzili się na przyjęcie nowego porządku i rządów francusko – niemieckich i przeciwstawiali się rządom Vichy. Kiedy nagle ich dotychczasowy świat diametralnie się zmienia, rozmywa się granica między dobrem i złem, świat staje na głowie, oni znajdują w sobie siłę, chęć, zapał i upór by walczyć o to, co według nich najważniejsze – o wolność.

"… na tym świecie nie ma nic równie cennego i ważnego, jak ta cholerna wolność, która potrafi się podporządkować temu, kto da więcej. I powiesz, że ta dziwka ceni sobie miłość między ludźmi i że zawsze ucieka tym, którzy chcą ją zniewolić, że zawsze daje zwycięstwo temu, kto ją szanuje i nie ma pewności, że zdoła ją zatrzymać w swoim łóżku."

Od niewinnych i prostych zadań, przez propagandowe akcje, po te najtrudniejsze wyroki na oficerach niemieckich, bracia przechodzą długą drogę do wolności. Wiele tu się dzieje, ze szczegółami opisane są liczne akcje, dające poczucie, iż czytamy powieść sensacyjną.

Napisaną językiem dość prostym, przystępnym – dało się odczuć, iż narracja prowadzona jest przez młodego chłopaka, czasem naiwnego, czasem w swej prostocie rozumowania aż rozczulającego. Narrator daje czytelnikowi możliwość zapoznania się z prawdziwym, codziennym życiem ludzi w tamtych czasach. Pozwala zajrzeć za kulisy ich walki o wolność, wczuć się w ich losy, poznać znaczenie przyjaźni, miłości, braterstwa, wierności – to element beletrystyki. Jest on uzupełniony o dziennikarskie relacje, szczegółowe opisy prawdziwych wydarzeń, nazwiska, pseudonimy, daty.

Ciekawa powieść, dowód na istnienie wielkich uczuć w czasie wojny, dowód na to jak wielkie może być poświęcenie w imię dobra Ojczyzny. Momentami nasuwało mi się podobieństwo do rosyjskiej powieści Młoda Gwardia Aleksandra Fadiejewa, z większą jednak sympatią dla tej drugiej.

To zupełnie inny Levy, niż ten znany mi z powieści: A jeśli to prawda, Gdzie jesteć czy Moi przyjaciele, moje kochanki. Inny i choć nie równie dobry to warty sięgnięcia po niego.


Dzieci wolności / Les enfants de la liberté, przeł. Krystyna Szeżyńska – Maćkowiak, s. 320, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, 2009

 Marc Levy na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/02/Et-si-ctait-vrai-Marc-Levy.html

wtorek, 26 kwietnia 2011
Czytelniczka znakomita - Alan Bennett

"Życia nie można włożyć między książki. Trzeba je tam znaleźć."

Czytelniczka znakomita bawi i relaksuje. Dość wyszukany język, dobrze dobrany humor, odniesienia do innych powieści sprawiają, że czytanie tej małej powieści to ogromna przyjemność.

Oto królowa angielska podczas spaceru ze swoimi psami trafia na bibliotekę objazdową. Bardziej z kurtuazji, ale również ciekawości wypożycza książkę. Wiedziona poczuciem obowiązku czyta powieść po czym po tygodniu oddaje i wypożycza kolejną. W ten sposób rozpoczyna się jej przygoda z literaturą, budzi się w niej chęć czytania, poznawania, analizowania…

I ta nasza królowa, zawsze dobrze ułożona, zadbana, uporządkowana, punktualna, dbająca o stosunki z poddanymi i innymi władcami całkowicie wsiąka w świat literatury. To nic, że pragnie cały czas poświęcać czytaniu, każe sobie dostarczać wciąż nowe pozycje, chce prowadzić konwersacje wyłącznie na tematy związane z przeczytaną przez nią poezją czy prozą. Ona również, całkowicie zapamiętana w książkach, zapomina o funkcji, jaką pełni, o swojej roli w państwie, zapomina o odpowiedzialności i obowiązkach. Wszystko może poczekać. Również wygląd przestaje być dla niej ważny, zmienia się jej styl, upodobania.

Niestety, tylko ona, oraz Norman – pracownik kuchni, którego poznała w objazdowej bibliotece, a którego uczyniła swoim osobistym doradcą w dziedzinie literatury – podzielają jej zapał. Sekretarz, premier, cały naród ubolewają nad przemianami zachodzącymi w ich monarchini, widząc w tym najzwyklejsze starzenie się ich władczyni, więc po cichu próbują walczyć z nowym wrogiem.

Autor wychwala czytanie. Cała powieść to szereg zalet czytelnictwa, to opis pięknego świata literatury, to opisy wpływu książek na człowieka. Książki uwrażliwiają, zmieniają podejście do świata, otwierają umysł, umożliwiają rozwój intelektualny i duchowy. Są przeznaczone dla każdego bez względu na status społeczny czy wiek.

Tylko czy ludzie potrafią to docenić? Niezrozumienie nowej pasji królowej ukazuje jak często w naszym świecie namiętność do czytania jest nie rozumiana a Ci czytający nazywani są samolubami i egoistami. Fakt, że autor uczynił bohaterką królową i to właśnie królowej nową pasją jest literatura, tym mocniej symbolizuje uniwersalizm czytania. Królowa uosabia każdego z nas. Bo czyż nie zdarzyło się nam pozostać w łóżku z dobrą książką, albo wynaleźć wiele wymówek dla innych zajęć byle by tylko nie wypuszczać z ręki dobrej powieści?

Książka dla wszystkich moli książkowych, wielbicieli literatury i innych. :)

"Cały urok czytania, myślała, tkwił w pewnej obojętności książkowej materii: literatura ma w sobie coś wyniosłego. Książki nie zabiegają o czytelnika, jest im obojętne, kto je czyta. Dla nich wszyscy czytelnicy są równi, nie wyłączając jej samej. Książki budują demokratyczną wspólnotę, pomyślała, literatura to republika".

"Odkryła, że każda książka wiedzie ku innej książce: gdziekolwiek skręciła, otwierały się przed nią coraz to nowe drzwi i dnia nie starczało już na to wszystko, co chciałaby przeczytać".


Czytelniczka znakomita / The uncommon reader, przeł. Ewa Rajewska, s. 113, Wydawnictwo Media Rodzina, 2009

 

poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Klucz Sary - Tatiana de Rosnay

Vélodrome d'hiver to stadion w Paryżu – tor kolarski, w pobliżu wieży Eiffla. Nazwa Vél’ d’Hiv to również symbol największych masowych aresztowań francuskich Żydów. 16 i 17 lipca 1942 to dni, kiedy hitlerowcy wspólnie z francuską, kolaborującą z nimi, policją dokonali obławy stanowiącej część ogólnoeuropejskiego planu hitlerowskiego zakładającego odosobnienie i wymordowanie Żydów. Francuzi jednak dokonali więcej niż im rozkazano. Polecono im dostarczyć określoną ilość Żydów, oni jednak poszli dalej w swojej nadgorliwości i aresztowali wszystkie małe dzieci pochodzenia żydowskiego. Łącznie Francja zesłała prawie osiemdziesiąt tysięcy ludzi, w tym wiele dzieci, spośród których prawie żadne nie przeżyło. W wyniku obławy Vél’ d’Hiv do obozów zesłano ponad 4 tyś dzieci. Właśnie te wydarzenia są punktem wyjściowym powieści Tatiany de Rosnay.

Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw, w przeszłości i teraźniejszości. Jedną z narratorek jest dziesięcioletnia Sarah Starzyński, po której rodzinę przychodzą właśnie policjanci tej nieszczęsnej lipcowej nocy 1942 r. Sarah zdaje dokładną relację z wydarzeń, opisuje swoje przeżycia, mówi o lęku i emocjach, o tragizmie sytuacji i jego oddziaływaniu na małą dziewczynkę. Dramatyzmu tamtym wydarzeniom dodaje jeszcze jedna ważna rzecz. Sarah chcąc chronić swojego czteroletniego braciszka, zamyka go na klucz w ich kryjówce, szafce, o której nikt nie wie. Przekonana, że szybko wrócą do domu zostawia go zamkniętego.

Przewiezieni na stadion, a potem do obozów, mających być przedsionkami prawdziwej śmierci czyli Auschwitz, rozdzieleni z rodzinami, tysiące ludzi oczekiwało w niepewności na to, co przyniesie los. Sarah udaje się uciec. Zdeterminowana, by dotrzeć do domu, uratować brata, rusza w podróż, przyciskając do piersi klucz. Czy jej się uda?

W 2002 roku Julia, amerykańska dziennikarka, żona Francuza, mieszkająca w Paryżu otrzymuje temat do opisania, właśnie Vél’ d’Hiv. Jako Amerykanka nic nie wie o obławie i aresztowaniach, temu nie można się dziwić. Ale nie wie o tym również większość narodu francuskiego. Te tragiczne wydarzenia przeszły jakby bez echa, zaś zdecydowanie wstrząsnęły naszą bohaterką. Postanawia dowiedzieć się więcej na ten temat, tym bardziej, że jej rodzina okazuje się w jakiś sposób powiązana z tamtymi wydarzeniami, z rodziną Starzyńskich. W jaki sposób? Julia trafia na ślad Sary i jej celem jest odnalezienie jej, jeśli żyje i poznanie prawdy. I chyba również potrzeba otrzymania wybaczenia. Te działania całkowicie zmienią jej życie, zmienią ją samą.

Powieść pozwoliła mi dowiedzieć się więcej na temat Holocaustu we Francji. Przyznaję, prawie nic na ten temat nie było mi wiadomo. Autorka zgrabnie połączyła fikcję z faktami.

Powieść jest ciekawie skonstruowana. Rozdziały w narracji tych dwóch bohaterek przeplatają się, przy czym w opisie wydarzeń 1942 nie ma zbędnego patosu czy przesady, styl jest ten sam w toku trwanie całej powieści, zwyczajny i prosty. Fabuła zaskakuje i intryguje.

Ta historia wciąga. Książka, oprócz ważnych tematów historycznych, mówi o odzyskiwaniu własnej tożsamości, o tym jak prawda o naszych przodkach może odmienić nas samych, wpłynąć na myślenie, zmienić podejście do życia. Mówi o pogodzeniu się z przeszłością, o wpływie jej na życie teraźniejsze. Polecam!


Klucz Sary / Sarah’s Key, przeł. Maciej Sulmicki, s. 352, Wydawnictwo Muza, 2007

sobota, 23 kwietnia 2011
Nikczemne historie - Monika Piątkowska

Nikczemne historie to zbiór dwunastu opowiadań, które w mianowniku mają jedno i to samo: nikczemność. Nikczemność, niegodziwość, bezwzględność i zło, które mogą powstać w każdym czasie w każdym miejscu i w każdym człowieku to podstawowe tematy poruszane przez Monikę Piątkowską.

Autorka umiejscawia akcję opowiadań w różnych miastach, najczęściej w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku, a bohaterami czyni przeróżnych ludzi, pochodzących ze wszystkich grup społecznych.

Bohaterowie postępują źle lub są powiązani w jakiś sposób ze zbrodnią, a motywacja ich czynów jest różna, albo źle pojmowane poczucie sprawiedliwości albo zemsta, albo tak naprawdę brak jest jakiejkolwiek motywacji.  Postępowanie bohaterów często zastanawia, zmusza do zastanowienia się nad samą istotą nikczemności, nad złem. Tym bardziej, że wielokrotnie bijące ze stron tej powieści zło różni się od tego, jak się tradycyjnie je postrzega. Nie wszystko też jest proste i wyraźne, czasem finał opowiadania jest inny, niż by się czytelnikowi mogło wydawać, czasem pozornie nikczemność wcale tak naprawdę nią nie jest.

Autorka prezentuje wiele odmiennych historii, za każdym razem zaskakuje czymś innym, nie powiela schematu czy pomysłu. Są to opowiadania według mnie przedziwne. Nie tylko w swojej treści – często musiałam dłużej zastanowić się nad sensem danego opowiadania, nad jego treścią i przekazem. Ale również dziwne pod względem emocji, jakie wywołują. Często bowiem najpierw trzeba odpowiednio się zdystansować do tego, co czytamy by móc lepiej pojąć sens opisywanych wydarzeń. Jest tu wieloznaczność i każdy opisywane wydarzenia może interpretować w inny sposób. Należy czytać między wierszami, odnaleźć ukryty sens. A potem odwołać się do swojego sumienia, by zrozumieć człowieka i mroczną stronę jego natury.

Najbardziej podobało mi się opowiadanie Bezimienna, Warszawa 1897 i Historia nie istnieje. To proza trudna, przyznaję, zaskoczyła mnie choć nie zachwyciła.

"Milczałem więc, bo to najlepsza forma rozmowy, w istocie każdy, kto rozpoczyna dialog, oczekuje od partnera ciszy. Potrafimy bowiem w całości zapełnić ją sobą, wszyscy jesteśmy próżni i wszyscy uważamy, że lustro, w którym ugrzęźliśmy, jest za ciasne."

"człowiek przeżywając życie, nie wie w istocie, co przeżywa, potrzebuje czasu albo tragedii, by ujrzeć prawdę minionych wydarzeń i rozpoznać ich sens. Prosto rzecz ujmując, dopiero po czasie wiemy, czy przyjemne spotkanie w istocie takie było, czas potrzebny jest, by mogły ujawnić się konsekwencje tego spotkania, niekiedy i po to, byśmy mogli przejrzeć samych siebie i nasze zdradzieckie prawdy."


Nikczemne historie, s. 344, Wydawnictwo W.A.B., 2009

czwartek, 21 kwietnia 2011
Hiszpański smyczek - Andromeda Romano-Lax

To powieść przede wszystkim o wielkiej pasji, o namiętności do muzyki, do wiolonczeli. Do instrumentu, na którym,  chłopiec tak mały i na dodatek chromy, pozornie nie mógłby grać. To powieść o przemianach społeczno - kulturowo-politycznych w dwudziestowiecznej Hiszpanii. To powieść choć może przerażać gabarytami, wciąga i daje się pochłonąć.

To opowiadana chronologicznie historia życia Feliu. Feliu miał mieć na imię Felix ale urzędnik pomylił litery. Wychowany bez ojca, dość biednie, z czwórką rodzeństwa szybko zrozumiał, że jego przeznaczeniem jest muzyka. Szukając swojej drogi, dzięki smyczkowi – ostatniemu podarunkowi od zmarłego ojca - i koncertowi gwiazdy Al- Cerraza odnalazł to, czego szukał – wiolonczelę. Pokochał ten instrument całym sercem i oddał mu swoje życie. Pobierał nauki w Barcelonie, grał na dworze królewskim w Madrycie pod protektoratem króla.

Nikt w niego nie wierzył, zaczynał od skrzypiec przez fortepian; od prostego grajka, do wirtuoza wiolonczeli. Kolejne szczeble nauki, kolejne szczeble kariery. Ciężką pracę i wiele wyrzeczeń Feliu przekuwał w sukcesy i wielkie osiągnięcia. Wiele podróżował dając koncerty w różnych miastach, wiele lat spędził grając w duecie z tym, który rozbudził w nim miłość do instrumentu – Al Cerrazem – a potem jako trio z Avivą, żydowską skrzypaczką.

Pasja pasją a rzeczywistość rzeczywistością. Nadeszła wojna, pierwsza potem druga. Każda z nich wiązała się z wielkimi przeobrażeniami w Hiszpanii. Każda wymagała opowiedzenia się po którejś stronie, wybrania tego, co dobre lub złe. Artyści, jako ludzie znani i popularni narażeni są na większą krytykę są stale obserwowani, a ich decyzje komentowane. Feliu musiał podjąć wiele decyzji, wybrać między tym, co powszechnie uznawane za dobre a złem, musiał zrozumieć, że jego wybory mogą być interpretowane w kontekście politycznym. Czy muzyka może służyć dobru lub złu? Czy może być piętnowany muzyk, który zagra przed taką a nie inną publicznością? Czy muzyce można się oddać w pełni i całkowicie gdy światem targają wojny i zło panoszy się wszędzie wokoło? Ciekawie to interpretuje autor powieści.

Andromeda Romano-Lax pokazuje co znaczy iść za swoją gwiazdą, dążyć wytrwale do postawionego sobie celu i nie poddawać się. Właśnie wytrwałości i ciężkiej pracy wiele Feliu zawdzięcza. Bo może nie od razu zamierzony plan się powiedzie, może nie od razu osiągnie się cel, ale to dlatego, że na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce. Czasem trzeba poczekać, dojrzeć, by wiedzieć że to już. Ale należy być uważnym, bo można też przegapić swój moment i wtedy już za późno. Wiele jednak w życiu zależy od nas samych, choć nie zawsze mamy wpływ na wszystko, to najczęściej możemy sami decydować o naszym losie.

Ta książka pełna jest muzyki. Muzyka wybrzmiewa z każdej ze stron powieści. Niebywałe jest jak językiem typowo specjalistycznym, opisującym muzykę można mówić o rzeczach z nią nie związanych. Muzyka może wyrażać wszystko, każdą najmniejszą nawet emocję, jak się okazuje może nawet opisywać czyjeś życie, świat, wszystko… Muzyka może też budzić przeróżne emocje, od złych do tych pięknych i nieskalanych.

Hiszpański smyczek to powieść wielowymiarowa, pełna odniesień do prawdziwych wydarzeń. Dużo jest tu prawdziwych istniejących postaci, autor doskonale łączy fikcję literacką z prawdą. Dużo miejsca poświęca autor polityce. Przeobrażenie Hiszpanii z monarchii w republikę, zmiany rządów, relacje z Hitlerem i odniesienia do faszyzmu… w drugiej części powieści było tego może zbyt wiele i w moim przypadku spowolniło to czytanie. Ale to tylko mały minus.

Polecam każdemu przeżycie tej hiszpańskiej przygody z mocnym choć zarazem melancholijnym dźwiękiem wiolonczeli, odgłosem smyczka dotykającego jej delikatne struny… A wszystko opisane delikatnym, poetyckim językiem


Hiszpański smyczek / The Spanish Bow, przeł. Andrzej Wajs, s. 608, Nasza Księgarnia, 2010

sobota, 16 kwietnia 2011
Żona piekarza - Marcel Pagnol

Do małego prowansalskiego miasteczka sprowadza się nowy Piekarz Aimable ze swoją piękną żoną. Bez problemu integruje się z mieszkańcami, piekąc dla nich doskonały i smaczny chleb. Mieszkańcy, jak to w małych mieścinach, wiedzą o sobie wszystko, przyjaźnią się, ale nie brakuje też skłóconych - sprzeczki i swady są na porządku dziennym ( zresztą opisane z niezwykłym humorem, ironią i dystansem). Jednak szybko przychodzi im się zjednoczyć w słusznym celu. Mianowicie, żona piekarza ucieka z pasterzem i porzuca swojego męża. Ten nie może uwierzyć w to, co się wydarzyło. Niestety brak żony u jego boku powoduje również brak weny do wypieku chleba, więc także miasteczko cierpi na niewierności Piekarzowej. Wszyscy solidarnie wspierają swojego żywiciela, aktywnie – poszukując żony jak i biernie – dobrą radą i wsparciem emocjonalnym.

W sytuacji kryzysowej potrafili odłożyć na bok swoje własne żale, pretensje i w imię wyższego dobra połączyli siły. Potrafili iść na kompromisy w swoich waśniach, zapomnieć o swoich potrzebach.

Czy uda im się odnaleźć Piekarzową? Jak zachowa się Piekarz? Pagnol na jego przykładzie opisuje piękne uczucie, czystą i prawdziwą miłość, ale robi to niezwykle oryginalnie, inaczej niż dotychczas spotykało się w powieściach. Ukazuje siłę oddania i przywiązania.

To taka bajka dla dorosłych, z morałem, z uniwersalnymi wartościami, prawdami oczywistymi, odrobiną refleksji. Do tego z dużą dawką humoru, ogromną lekkością, prostotą ale w żadnym wypadku nie banałem.

To książka niebanalna, o czym świadczy również jej forma. Napisana w formie dramatu, z podziałem na role doskonale oddaje całą akcję, ciekawie kreuje i wyodrębnia bohaterów i sprawia, że czyta się leciutko i błyskawicznie z uśmiechem na twarzy.

Gorąco polecam, można oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć w mlowniczych realiach francuskiej prowincji.


Żona piekarza / La Femme du boulanger, przeł. Krzysztof Chodacki, s. 240, Wydawnictwo Esprit, 2010

piątek, 15 kwietnia 2011
Cappuccino - Mariella Righini

Cappuccino to kameralna paryska kawiarenka, gdzie podają najlepszą kawę.  To również ulubione miejsce czterech paryżanek, które właśnie tutaj spędzają piątkowe wieczory. Jak to kobiety spotykają się, by poplotkować, opowiedzieć o tym, co wydarzyło się w minionym tygodniu w ich życiu, o mężczyznach, romansach, miłości i pragnieniach. Zwierzają się sobie ze swoich problemów, udzielają rad. Nieświadome, że wszystkim ich rozmowom przysłuchuje się Ottavio. Ottavio serwuje kawę w Cappuccino. Z pochodzenia Włoch, student Akademii Sztuk Pięknych, zafascynowany osobowościami i życiem klientek kawiarni z każdym dniem coraz bardziej uzależnia się od wizyt Sylvany, Ilony, Lily i Diany.

Nie mogłam pozbyć się skojarzenia, jakie nasuwało mi się podczas czytania. Mianowicie w bohaterkach widziałam bohaterki słynnego Seksu w wielkim mieście. Kobiety pod czterdziestkę, robiące karierę, bogate, z bujnym życiem emocjonalnym i erotycznym, bezpruderyjne i wyuzdane ale w rzeczywistości zagubione, niedojrzałe, nie do końca zdające sobie sprawę czego pragną, narcystyczne, czasem zarozumiałe,

Relacje z ich życia czyta się ot tak, po prostu, bez większych emocji, bez emocjonalnego zaangażowania w ich losy. Momentami wydawały mi się te historie zbyt puste, zbyt banalne, zbyt przyziemne, a ich bohaterki zbyt idealne. Za dużo tego wszystkiego. Za dużo relacji z randek, seksu, związków… ale to dlatego, że ja po prostu tego typu rozmów nie lubię.

Znacznie bardziej zainteresował mnie Ottavio, który z każdym tygodniem coraz gorzej znosił czas bez tych szczególnych opowieści, co piątek musiał dowiedzieć się co nowego się wydarzyło. Do tego stopnia, że czuł ogromny niedosyt i smutek, gdy ktoś zajął stolik jego ulubionych klientek i nie mógł usłyszeć bieżącej relacji. Podsłuchiwanie zza baru stało się jego drugim życiem. Chłonie te opowieści, na początku nie podobają mu się, ale z czasem ulega urokowi kobiet, czerpie naukę i wiedzę z ich doświadczenia, poznaje zupełnie inne życie. Zresztą wielokrotnie porównuje życie Paryżan do swojego skromnego włoskiego życia u boku skromnej i cnotliwej narzeczonej.

Ottavio jest również wielkim wielbicielem kawy. Z pasją i miłością opowiada o metodach jej przygotowania, o zapachu, o smaku. Aż nabiera się ochoty na gorące cappuccino, z wyrysowaną w czekoladzie literką… ( Ottavio swoim klientkom serwował kawę z pierwsą literą ich imienia).

Czyta się lekko i łatwo. Czasem zaskakiwał mnie język, ale tylko we fragmentach o Ottavio, pięknie wypowiadał się zarówno o kawie jak i o czterech bohaterkach. Trochę zbyt „kobieco”, zbyt bajecznie ale w wolnej chwili można przeczytać.


Cappuccino, przeł. Małgorzata Szyszkowska, s. 207, Wydawnictwo Świat Książki, 2001

środa, 13 kwietnia 2011
Koniec świata w obrazkach - Robert Goolrick

Jeśli bym nie dokończyła tej powieści miałabym o niej zupełnie inne zdanie niż po tym, jak doszłam do ostatniej strony. Dlaczego? Bo po dość zwyczajnej, często brutalnie szczerej relacji z życia krzywdzonego psychicznie i fizycznie przez rodziców chłopca, pojawia się mocne uderzenie w postaci relacji z wydarzenia, które trwale napiętnowało bohatera, zniszczyło mu życie, było przyczyną większości jego niepowodzeń. I potem rozmyślania… pełne traumy, lęku i smutku aż do wyjaśnienia przyczyn powstania tej powieści. Sam koniec jest naprawdę przejmujący, broni całą powieść, nadając jej jakiś taki szczególny wydźwięk.

Koniec świata w obrazkach zaskoczyła mnie jeszcze jedną rzeczą. Mianowicie relacją między tytułem i treścią. Naprawdę czytając poszczególne rozdziały, widząc oczami wyobraźni wszystkie opisywane wydarzenia, miałam wrażenie, że przeglądam obrazki… układam z nich jeden wielki obraz. Dziwne uczucie ale myślę, że to nie lada sztuka, plus dla autora.

To książka ciekawie napisana. Pierwszoosobowa, rozdzielona narracja skacze po różnych okresach z życia bohatera, prezentując krótkie aczkolwiek wyraziste, przejrzyste ujęcia z różnych lat, od chłopięcych, przez młodzieńcze aż do teraźniejszości gdy jest już w podeszłym wieku. Tym samym całą przyczynę nieszczęśliwego życia, bohater wyjawia dopiero na końcu i podoba mi się to. To dało element zaskoczenia, niespodziankę, wręcz wywołało szok.

Czasami miałam wrażenie, czytając, że poszczególne akapity nie łączą się ze sobą, że panuje w tej powieści chaos, ale to tylko złudzenie. Przeczytawszy dalej, wszystko składało się w całość.

Ta książka mną wstrząsnęła, pokazała jak wielka jest siła pamięci, jak trudno skrzywdzonemu człowiekowi odnaleźć się zwykłym życiu, w zwyczajnych emocjach po tym jak odebrano mu w dzieciństwie radość życia, poczucie bezpieczeństwa, wiarę w życie i w ludzi, w uczucia i szczęście. A pozostawiono tylko przeraźliwe uczucie smutku, bezradności i samotności. Pozostawiono przede wszystkim głęboko ukryty lęk. Lęk przed sobą samym, przed innymi, przed życiem w pełni, przed faktem, że nigdy nie da się wygonić z pamięci i wspomnień przeżytego koszmaru.

Wrażenie robi również zestawienie pozornie pięknego, szczęśliwego życia rodziny, ich przyjęć koktajlowych, szumu i gwaru pijanego towarzystwa z ukrywanym nieszczęściem małego chłopca.

Tę powieść odczuwa się zmysłami, czuje się powagę i surowość słów, ból ziejący z każdej strony.

"Zabawne, co zatrzymujemy w pamięci, skoro o tylu sprawach zapominamy. A pamiętamy na ogół bezładnie i większości wspomnień nie potrafimy oszacować."

"Młodość przemija.  Nigdy nie docieramy tam, gdzie zamierzaliśmy się znaleźć, i wszystko wydaje się płaskie, głupie i niewarte zachodu. W końcu to my sami stajemy się najcięższym brzemieniem, jakie musimy nieść."

"…człowiek wcześnie decyduje, jak bardzo będzie szczęśliwy, a potem po prostu taki się staje."

"Rzeczywistość dostarcza nam zamienników. Zastępuje nimi to, co kiedyś było dla nas nieodzowne, robiąc miejsce na inne sprawy w naszych sercach."

"Życie ma urok, który nie blaknie. Nawet wśród koszmarów nocy wyczuwamy dążenie do łaski, które nas nie zawodzi."


Koniec świata w obrazkach / The End of the Word as We Know It. Scenes from a Life, przeł. Anna Skucińska, s. 210, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Zaskoczony radością - C.S. Lewis

Do rozpoczęcia przygody z twórczością C.S.Lewisa zbieram się już dość długo (mam na myśli prozę bardziej filozoficzną a nie Opowieści z Narnii). W końcu się zdecydowałam i zaczęłam jakby od początku, tzn. od autobiografii chcąc poznać autora, wiedzieć przy kolejnych powieściach jak to się wszystko zaczęło, co go ukształtowało, sprawiło, że ma takie a nie inne poglądy.

Co innego też przeczytać biografię człowieka pisaną przez osobę postronną, a co innego dowiedzieć się jak on sam widział samego siebie. Poczynając od dzieciństwa, z dużą tęsknotą opisuje ważniejsze wydarzenia i epizody ze swojego życia. Szczerze i otwarcie, nic nie ukrywając, dzieli się przeżyciami, wyznaniami i wspomnieniami, wprowadza nas w swój świat. Robi to nadzwyczaj umiejętnie dzięki swojemu darowi do opowiadania. Co więcej, nie jest to zwykłe opowiadanie, Lewis prowadzi dialog z czytelnikiem, wielokrotnie zwraca się wprost do niego, tłumacząc coś, uprzedzając bieg wydarzeń.

Skupia się na swoim życiu wewnętrznym, dając dostęp czytelnikowi do swoich intymnych sekretów i wprowadzając go na drogi swojego umysłu, tłumacząc podejmowane decyzje i ich zmiany. Idąc przez życie Lewis doznawał wiele dobrego ale i wiele złego. Odchodził od Boga ale ostatecznie się nawrócił, co działo się stopniowo, powoli dając świadectwo wiary.

Wiemy wszyscy, że człowieka w dużej mierze kształtuje otoczenie, w jakim przebywa i przede wszystkim ludzie, wśród których przebywa. Im poświęcił autor wiele miejsce, swoim bliskim przyjaciołom, kolegom szkolnym oraz nauczycielom. Autobiografia Lewisa to też obraz dekadenckich realiów przełomu XIX i XX wieków. To rzetelny, pozbawiony upiększeń i przesady opis szkolnictwa, czy wydarzeń wojennych.

Dość trudno pisać o bigorafii czy autobiografii. Ale na pewno jest to powieść bardzo barwna, żywa i prawdziwa, bo widziana oczami zarówno dojrzałego mężczyzny jak i małego chłopca. Powieść o wierze i jej braku, powieść o rodzinie, o książkach, o radości, jaką można czerpać z każdego dnia życia. To też powieść o drodze, jaką każdy człowiek musi przebyć, by zrozumieć siebie, by dostrzec ogromne znaczenie przyjaźni, powieść o odnajdywaniu celu, o upartym dążeniu do niego. Dużo tu smutku i bólu ale jest radość… i pamiętać należy, że odnaleźć ją można w najmniejszych nawet rzeczach. To powieść do zastanowienia się, do refleksji, dla każdego.


Zaskoczony radością / Surprised by joy, przeł. Magdalena Sobolewska, s. 352, Wydawnictwo Esprit, 2010

 

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~