Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
wtorek, 27 kwietnia 2010
Pocieszenie - Anna Gavalda

Wiele słyszałam o Pocieszeniu ale nie chciałam się sugerować więc sięgnęłam po tę pozycję oczekując tego, co zawsze u Gavaldy: czułości, poruszającej prostoty, ciekawych postaci, specyficznej narracji. Czy po raz kolejny Gavaldzie się udało? Zdecydowanie, choć początek był trudny.

Wiele krytycznych opinii dotyczyło tym razem narracji. Niestety muszę się zgodzić z tym, że pierwsze 200 stron zdecydowanie różniło się pod względem narracji od pozostałych 370. I tę drugą część czytało mi się znacznie łatwiej i przyjemniej. Ta pierwsza pełna była chaosu, miałam wrażenie, że jest nieuporządkowana, za dużo w niej przerywników, niedomówień, przeskoków. Co nie zmienia jednak faktu, że całą powieść czyta się dobrze. Jednak często zatrzymywałam się nad poszczególnymi akapitami, myślami wydarzeniami…

I tak czytelnik wnika w świat głównego bohatera Charlesa Balandy, czterdziestosiedmioletniego architekta, męża i ojca. Balandzie jednak daleko do szczęścia, żyje obok swojej żony Laurence, nie ma już między nimi porozumienia ani chęci naprawiania ich związku. Całym jego życiem stała się praca, której poświęca najwięcej czasu. Jest samotny, smutny i czuje się niezrozumiany. I w tej właśnie szarości dnia codziennego Charles otrzymuje list, trzy ręcznie nakreślone słowa, bez podpisu, które przenoszą naszego bohatera i nas samych do przeszłości. Narracja prowadzona z poziomu bohatera w teraźniejszości miesza się z przeszłością, stąd też potrzeba trochę czasu na odnalezienie sensu, porządku i poukładania wszystkiego we właściwej kolejności.

Balanda dowiaduje się o śmierci kobiety, która wywarła największy wpływ na jego życie w dzieciństwie a potem w dorosłości, to Anouk, mama jego przyjaciela i sąsiada. Charles musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, wrócić do tego, czego nie skończył, co nie zostało wyjaśnione a co nieproszone wraca teraz, po wielu latach. I podejmuje wyzwanie, stawia czoła przeszłości, choć ta jest bardzo bolesna. Wracają wspomnienia, przyjaźń, miłość, rozczarowania. I pojawia się też szansa na nowe przeżycia, nowe doznania. Bo w tej powieści autorka chce nam przekazać, że nieważne ile mamy lat, ile mostów spalonych za nami, ile złych wspomnień z przeszłości, nowe życie zawsze da się rozpocząć. Byle tylko podjąć ryzyko, byle spróbować. Przeszłości nie zmienimy i nie uwolnimy się od niej nigdy, jeśli nie pozwolimy jej odejść, jeśli nie pogodzimy się z demonami przeszłości. Ale jest przyszłość, o którą można i trzeba zawalczyć.

Dużo w tej powieści wielokropków i to w miejscach, w których konieczny jest ciąg dalszy wypowiedzi. Ale są one po to, by czytelnik dopowiedział sobie co dalej, by przemyślał zachowanie bohatera a tym samym, może niektóre swoje zachowania i reakcje. Wiele sensu trzeba odnaleźć między wersami, między poszczególnymi słowami.

Podoba mi się ostatnia część powieści. Kiedy Charles rysuje, a Gavalda to opisuje. To jest rzeczywistość, nowa rzeczywistość, w której żyje bohater. Symbolicznie narysowana ale przecież nie musi taka być, nie jest. To zależy tylko od bohatera, a wżyciu od każdego z nas.

Dużo ciepła, delikatności i spokoju niesie ze sobą Anna Gavalda. Stawia wiele pytań, a nie często daje odpowiedzi. Ale w losach bohaterów przekazuje najważniejszy sens, pocieszenie, że naprawdę warto zacząć od nowa i warto żyć. Gavalda po raz kolejny zachwyca.


Pocieszenie / La consolante, przeł. Magdalena Kamińska - Maurugeon, s. 576, Świat Książki, 2009

Anna Gavalda na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/01/Po-prostu-razem-Anna-Gavalda.html

http://miedzystronami.blox.pl/2010/03/Je-laimais-Anna-Gavalda.html

poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Biała gorączka - Jacek Hugo-Bader

Jacek Hugo-Bader jest reporterem „Gazety Wyborczej”. Od lat fascynuje go Rosja i kraje byłego ZSRR. Na kilka wypraw po tych krajach poświęciłw sumie około czterech lat.

Biała gorączka to efekt jego samotnej podróży na trasie Moskwa – Władywostok w 2007 r. Składają się na nią reportaże napisane podczas tej przeprawy łazikiem ale także z wizyty w Mołdawii i na Ukrainie.

Bieda i alkoholizm, korupcja i łapówkarstwo, przemoc i przestępstwa, handel ludźmi i organami, samobójstwa, wyzysk i kryminał wszędzie wokoło to Rosja Badera. A nieszczęśliwy, biedny, często żyjący w nędzy lub na marginesie, często narkoman lub nosiciel HIV, obojętny na swój los, to zwykły obywatel tego kraju.

Podróż ma swój początek w Moskwie.  Miejscu, gdzie ścierają się ze sobą poglądy, interesy, mieszają się grupy społeczne, ukazana jest hierarchia. Mamy tu szczegółowy opis funkcjonowania „mientów” czyli milicjantów, szeroko rozwiniętej narkomanii, subkultur. Poznajemy rosyjski slang. Przechodzimy przez Rosję: tutaj drugą Afrykę pod względem ilości zakażeń wirusem HIV. Bo tutaj nie tylko narkomania i niebezpieczny seks są przyczynami zakażeń ale bardzo często transfuzje krwi.

Korupcja jest wszędzie i obejmuje przedstawicieli różnych grup społecznych. Sam żebrak na ulicy rozlicza się z milicjantem, do tego lekarze a dalej mafia i haracze. Wszyscy są ze sobą w jakiś sposób powiązani, zależni od siebie co sprawia, ze oddzielnie stają się bezsilni a razem sprawiają, że zanikają wszelkie prawa obywatelskie i wytwarza się nowy swoisty zdegenerowany system funkcjonowania państwa. Bader zwraca uwagę na zarobki ludzi, na nędzę, na ochronę środowiska, porusza wiele bolesnych tematów.

A potem Hugo-Bader podróżuje dalej na północ, na wschód, na Syberię. Im dalej, tym poznajemy bardziej dzikich ludzi, odkrywamy pierwotność ich zachowań, brak chociażby instynktu samozachowawczego w codziennym działaniu i życiu. A przede wszystkim widzimy tytułową „białą gorączkę”, poznajemy historię ludzi, którzy dokonują samounicestwienia poprzez uzależnienie od alkoholu.

Biała gorączka to faktycznie „…delirium tremens, jedna z najczęstszych psychoz alkoholowych. Pojawia się dwa, trzy dni po przerwaniu pijackiego ciągu. Zaczyna się od bezsenności, niepokoju, a potem przychodzą halucynacje. U jednych wzrokowe, u innych słuchowe. Widzą dziwne, bardzo ruchliwe postaci, stwory, zwierzęta. Słyszą głosy, które ich obrażają, grożą im, wymyślają, oskarżają albo każą coś zrobić, na przykład popełnić samobójstwo albo wziąć siekierę i odrąbać sobie rękę.”

Jednak i w tym wielkim, przerażającym ogromie nieszczęścia i patologii znaleźć można jednostki, które chciały zmienić swoje życie, którym się to udało.

Druga część poświęcona jest byłym krajom ZSRR, Ukrainie. Wnikamy w szczegóły życia górników, dowiadujemy się o katastrofach w kopalniach, dziesiątkach ginących ludzi. Poznajemy kiedyś słynną Jałtę, Mołdawię, razem z Baderem podróżujemy nad Bajkał.

Dla znającego język rosyjski Biała gorączka to świetne źródło dodatkowej wiedzy, słownictwa potocznego, a także kopalnia wiedzy o kulturze, zwyczajach, specyfice bardzo zróżnicowanego społeczeństwa rosyjskiego. Bader pisze językiem przejrzystym, nie pozwala się czytelnikowi zgubić, często żywo reaguje na to, co słyszy, czasem wplata trochę humoru ale najczęściej bez upiększeń oddaje całą prawdę.

Mogłabym i bardzo bym chciała przytoczyć wiele przykładów patologii, przerażających każdego Europejczyka ale to trzeba przeczytać, poznać motywację ludzi i ich argumenty, by nie spłycać do suchego opisu. Hugo-Bader to wszystko zawarł w swoich reportażach. Bo Biała gorączka jest o ludziach, nie o krajobrazach, a o ludziach - ich życiu, ich poglądach. To historia plemion i pojedynczych jednostek wpleciona w historię imperium. Autor prezentuje nam smutny i przygnębiający obraz narodu pogrążonego w marazmie, obojętności, pozbawionego chęci i inicjatywy, a żyjącego wyobrażeniami o wielkiej sile i potędze. Tutaj widzimy, że o potędze Rosji decyduje ilość ludności, wielkość terytorium, ropa i gaz. A wszystkie problemy tego kraju wydają się nie mieć wpływu na postrzeganie Rosjan przez nich samych. To jest głęboko zakorzenione w ich psychice, duchowa niezdolność do podjęcia jakiegokolwiek działania, duchowy i psychiczny zastój.

Każdy kolejny reportaż, każda kolejna opowieść wprawiała mnie w coraz większe osłupienie ale przede wszystkim wywoływała smutek. Bo ja naprawdę myślałam, że takie czasy i taka Rosja już przeminęła. Przypuszczam, że wielu z nas tak myślało.


Biała gorączka, s. 385, Wydawnictwo Czarne, 2009

czwartek, 22 kwietnia 2010
Niebanalna więź - Sarah Waters

Niebanalna więź długo czekała na mojej półce na swoją kolej. Sarah Waters jako znawczyni powieści wiktoriańskiej osadziła akcję swej powieści w Anglii, końca XIX w.

I kłaniam się jej za tak dokładną znajomość epoki. Poprzez opisy zwyczajów panujących w domu szlachetnie urodzonych, przez szczegóły dotyczące garderoby do niezwykle szczegółowego opisu więzienia o zaostrzonym rygorze – miejsca, gdzie ma miejsce większa część powieści.  Z Millbank bije groza i smutek. To miejsce mroczne, ponure, ciemne i przygnębiające. Przechodząc przez jego kolejne pomieszczenia odczuwamy wilgoć, chłód, widzimy lochy, gdzie krnąbrne więźniarki trafiają za karę, poznajemy narzędzia, służące ich okiełznaniu. To buduje strach a jednocześnie stwarza aurę tajemniczości.

Imponuje psychologia postaci Margaret Prior.  To wrażliwą dama z nieszczęśliwą przeszłością, która nie mogąc pozbierać się po śmierci ojca, podjęła próbę samobójczą. Od dłuższego czasu na lekach, nie może uwolnić się od matki, jest więźniem samej siebie, swoich lęków, swojego stylu życia, rodziny i własnych namiętności z przeszłości. Za radą lekarza postanawia znaleźć sobie zajęcie, by zająć czymś myśli – zostaje panią wizytującą w więzieniu. Ma być wsparciem dla uwięzionych, pomagać im w procesie resocjalizacji poprzez rozmowę i okazywane zrozumienie.

Tam spotyka Selinę Dawes – medium, która jeszcze do niedawna znana była w szerokich kręgach angielskiej arystokracji a która trafiła do więzienia za spowodowanie śmierci jednej ze swoich „klientek”.

Między tymi bohaterkami nawiązuje się więź, emocje, namiętność, tylko czy jest to niebanalna więź? Szczerze, intrygował mnie początek, zaskoczył, jak najbardziej pozytywnie genialny koniec. A pomiędzy? Troszkę mnie nudziło, nie czułam wielkiego napięcia. Owszem więzienie, elementy mistyczne i magia towarzysząca spirytystycznym seansom, sztuczkom iluzjonistycznym robiła wrażenie ale sama akcja nie wciągnęła mnie tak, jak tego oczekiwałam. Nie podobała mi się Margaret, nie przekonała mnie. Za dużo w jej relacji z Seliną patosu i egzaltacji.

Duży plus dla autorki za:

konstrukcję powieści. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia dwóch głównych bohaterek: Margaret Priori i Seliny Dawes. Odróżnia je rodzaj czcionki jak również styl i język. Prior pisze bardziej poetycko, używa literackiego języka, podczas gdy Selina opisuje krótko i zwięźle, bez zbędnych środków stylistycznych, sucho referuje bieg wydarzeń;

konstrukcję fabuły. Losy bohaterek poznajemy stopniowo, owiane są tajemnicą, nie brakuje intrygi. Poprzez opisywanie wydarzeń przez obie bohaterki mamy obraz teraźniejszości (więzienie, wizyty Margaret w więzieniu) jak i przeszłość (życie Seliny). W ten sposób czytelnik ma pełną wiedzę na temat bohaterek. Ale czy na pewno? Czy Waters może w związku z tym zaskoczyć akcją?

Czytając Niebanalną więź nie do końca wiemy, czy to, co czytamy dzieje się w tej powieści naprawdę, czy jest może jakimś omamem, wizją, snem na jawie. Czasem miałam wrażenie, że autorka umiejętnie gra z czytelnikiem, manipuluje nim, prowadzając go w coraz to mroczniejsze zakątki londyńskiego więzienia a zarazem coraz bardziej pozwalając mu zagłębić się w psychikę bohaterek. Nie wiadomo do końca, co jest wiarygodne, nie wiemy czasem gdzie jest granica między rzeczywistością a ingerencją sił z zaświatów. Konstrukcja i forma imponujące a fabuła po drodze zagubiła coś z tej magii, by zakończyć się w nieprzewidziany i naprawdę zaskakujący sposób.


Niebanalna więź / Affinity, przeł. Magdalena Moltzan - Małkowska, s. 328, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2009

wtorek, 20 kwietnia 2010
Bękart ze Stambułu - Elif Şafak

Do Bękarta ze Stambułu dwukrotnie „podchodziłam” w księgarni i tyleż razy odkładałam tę powieść na półkę. Za trzecim razem nie odłożyłam i nie żałuję.

Ta niezwykle barwna, pełna humoru podróż do przeszłości, podróż przez Stambuł…

Poznajemy dwie rodziny: turecką i ormiańską. W Stambule żyje rodzina Kazanci, której członkami są wyłącznie kobiety. Nad mężczyznami ciąży przedziwna klątwa: umierają przedwcześnie, żaden nie przeżył 40-tki. Jedyny żyjący męski reprezentant rodziny uciekając przed klątwą wyjechał do Stanów Zjednoczonych i mieszka w Arizonie. Rodzina to dość dziwna i ekscentryczna. Każda z kobiet jest inna i aż dziw, że prababcia Mateńka, babcia Gulsum, cztery jej córki: Banu, Cevriye, Ferie i Zeliha oraz Asya – córka ostatniej z nich potrafią się porozumieć i funkcjonować pod jednym dachem.

Asya nie zna swojego ojca, jest tytułowym „bękartem”, pozornie próbuje odciąć się od przeszłości, bagatelizuje ją, buntuje się ale tak naprawdę i intryguje ją jej własna historia, tożsamość jej ojca i jej kraju.

Swojej tożsamości poszukuje również Armanusz, córka Ormianina i Amerykanki, która nie potrafi odnaleźć siebie, nie wie kim jest, nie może pogodzić się z przeszłością narodu ormiańskiego. Tym bardziej, że po rozwodzie matki z przedstawicielem rodziny Czachmaczian, staje się pasierbicą Mustafy – Turka. To sprawia, że Armanusz nie wie, w którą stronę iść i które tradycje kultywować, tureckie, czy amerykańsko – ormiańskie. W poszukiwaniu własnych korzeni wybiera się w podróż do Stambułu – do rodziny swojego ojczyma.

Obie młode bohaterki muszą stawić czoła przeszłości, muszą zmierzyć się z historią własnej rodziny i własnego narodu. A Spotkanie Armanusz i Asyi (i jej rodziny) to początek…  Sekrety, tajemnice, przeszłość … wszystko powróci.

Okazuje się, że przeszłość rodzin pełna jest wydarzeń, które wszyscy chcą wymazać ze swojej pamięci. Przeszłość ma wielki wpływ na każdego człowieka. Czy można całkowicie ją odrzucić, wyprzeć z pamięci i swojego życia? Czy możliwa jest „amnezja celowa” zastosowana po to, by nie pamiętać, czegoś czego nie chcemy? Te pytania zadaje autorka. Pokazuje nam również, że nie można zapominać historii nie można nie pamiętać czy wypierać ze swojej świadomości, ale jednocześnie trzeba patrzeć w przeszłość, nie można żyć tylko tym, co było.

Elif Şafak porusza niezwykle kontrowersyjny problem relacji turecko – ormiańskich. Jeden z bohaterów powieści nazwał masakrę Ormian podczas I Wojny światowej ludobójstwem. (Całość wypowiadanych przez bohaterów opinii spowodowała, że autorka została oskarżona o „obrazę tureckości” i pozwana do sądu. Sprawę jednak wygrała, zarzuty oddalono a autorka uniknęła trzech lat więzienia) – z czym naród Turecki się nie zgadza, wręcz odrzuca a często po prostu nic o tym nie wie. To Armanusz żyje tą przeszłością w przekonaniu, że każdy odbiera to podobnie… jednak jej zetknięcie z Turkami w Stambule udowadnia, że jest wręcz przeciwnie. To, co dla niej wciąż jest wielką tragedią dla narodu tureckiego jest czymś, co przeminęło, czemu nie warto poświęcać czasu.

Fabuła jest bardzo bogata, żywa. Język pełen barw. Wielość opowieści, wątków, przenikanie się historii, środowisk, kultur i losów bohaterów może chwilowo sprawiać, że czytelnik poczuje się zagubiony ale to tylko potęguje efekt, bardziej wciąga, intryguje.

Zwraca uwagę Stambuł, (gdzie ma miejsce większa część powieści) który jest pełen magii i życia. Wciąż w ruchu i pośpiechu a jednak czas potrafi tam zwolnić w takich miejscach np. jak Café Kundera, ulubione miejsce Asyi.

Czytając Bękarta ze Stambułu zastanawiamy się też nad znaczeniem tytułu każdego rozdziału. Każdy rozdział to nazwa jakiegoś składnika: cynamon, orzeszki piniowe, pestki granatu. Wszystkie później złożą się na deser „aşure”, który finalnie odegra bardzo ważną rolę.

Ta powieść ma swój zapach, ma swój niepowtarzalny charakter, który tworzą bohaterki, historia, sekrety.

"...słów raz wypowiedzianych nie da się cofnąć, albowiem wszystko, co w życiu robimy, staje się faktem i natychmiast odchodzi w przeszłość."

"Kiedy przychodzimy na świat, każdy z nas wtapia się w ciągłość czasu, a przeszłość wciąż żyje w teraźniejszości. Wywodzimy się z jakiejś rodziny, kultury, jakiegoś narodu."


Bękart ze Stambułu / Baba ve Pic, przeł. Michał Kłobukowski, s. 560, Świat Książki, 2009

niedziela, 18 kwietnia 2010
Zapach cedru - Ann-Marie MacDonald

Zapach cedru mnie wciągnął, do tego stopnia, że nie mogłam się oderwać, chciałam tylko czytać i czytać… A jak zamknęłam książkę, po przeczytaniu ostatniej strony, nie wiedziałam, co powiedzieć, co pomyśleć. Chyba nigdy nie miałam tak dziwnych i mieszanych uczuć po przeczytaniu książki. Dlaczego? Bo powieść ta szokuje i poraża, budzi niesmak ale też rozczula. Niesie ze sobą niespotykaną dawkę przeróżnych emocji od zachwytu po obrzydzenie.

Zapach cedru to saga rodzinna kilku pokoleń rodziny Piperów ale nie tylko. To również historia kilku innych rodzin… To również niezwykle bogata panorama obyczajowości Kanady od lat 90-tych XIX w do lat 70-tych XX w.

Jednak przede wszystkim Zapach cedru to bogate studium psychologiczne bohaterów, to studium rozchwianych relacji międzyludzkich a przede wszystkim relacji rodzinnych. Relacji dziwnych, złych, skrzywionych. Relacji, w których pojawiają się przeróżne dewiacje, przemoc, molestowanie seksualne, pedofilia, kazirodztwo, morderstwo, fanatyzm religijny ale również pozytywne wartości i uczucie choć czasem na tle tych pierwszych trudno je wychwycić.

Poznajemy Materię, która brew woli rodziców w wieku trzynastu lak ucieka z domu ze stroicielem fortepianów Jakubem i rozpoczynają nowe, własne życie. Materia rodzi córkę Katarzynę, oczko w głowie Jakuba, niezwykle piękną i  utalentowaną (śpiew). Potem rodzi kolejne córki, Mercedes i Franciszkę. Śledzimy życie sióstr od narodzin, czasem nie wierząc w to, co je spotyka. Z każdą stroną poznajemy tę rodzinę coraz lepiej, wnikamy w jej tajemnice i sekrety, które kładą się cieniem na życiu bohaterów. Postaci w powieści Ann MacDonald są niezwykle misternie skonstruowane, zbudowane bardzo konsekwentnie od początku do końca. Każdy poszukuje swojego miejsca, poszukuje prawdy i sensu. W każdym kłóci się dobro ze złem. (Choć postać zdeprawowanej Franciszki niesamowicie mnie drażniła. Ale taka właśnie ma być)

To powieść piękna i zarazem smutna. To powieść o moralnym upadku i zarazem dobroci. Mówi o tym, jak bardzo każda decyzja wpływa na nasze życie, jak głęboko w nas zostaje, tkwi w nas na zawsze i albo rujnuje albo wręcz przeciwnie, buduje.

To specyficzne studium zła niezwykle działa na wyobraźnie, zabiera w inny świat.  Wspaniała lektura od pierwszej do ostatniej strony.


Zapach cedru / Fall on Your Knees, przeł. Jan Kraśko, s. 560, Świat Książki, 2009

sobota, 17 kwietnia 2010
День ангела

Dzień anioła - Ирина Муравьева

To powieść niezwykła. Zarówno jeśli chodzi o treść jak i formę. To powieść wielopłaszczyznowa -  połączenie historii i życia prywatnego. To spojrzenie na świat, głównie Rosję, z dwóch różnych stron, ze strony Rosji i Zachodu. Powieść obejmuje czasy po rewolucji, okres przemian, kolektywizacji i głodu w Rosji. Ale także dzieje się w teraźniejszości w naszych czasach w Ameryce, opisując życie młodych ludzi, z różnych kultur i krajów.

Jeśli chodzi o formę. Mamy tu narrację w teraźniejszości, mamy pamiętnik z lat 50-tych oraz listy z lat 30-tych. Wydarzenia czasem pokrywają się ale widziane są oczami innych osób, z innej perspektywy.  Autorka niezwykle zgrabnie połączyła wspomnienia z tym, co dzieje się teraz.

To powieść wielopokoleniowa, kolejna jakby saga rodzinna, opisująca losy trzech pokoleń rosyjskich emigrantów, szukających swojego miejsca w życiu.

Ale jest to również powieść historyczna. Poprzez dokładne opisy strasznej historii, przemian w Rosji w latach 30-tych, poprzez niezwykle szczegółowy a przy tym szczery i przejmujący opis kolektywizacji i wielkiego głodu w Rosji i na Ukrainie.

W powieści dużo się mówi o rozliczeniu z przeszłością. Zarówno w wymiarze narodowym ale przede wszystkim w wymiarze prywatnym, indywidualnym bohaterów. Przeszłość nie daje spokoju, wracają wszystkie błędne decyzje podjęte w życiu, wyrzuty sumienia i ta świadomość, że nic nie można już zmienić. Myślę, że porusza to również problem odpowiedzialności przed swoimi następcami, dziećmi, wnukami, przed następnymi pokoleniami.

Ale jest to też powieść o codziennym życiu zwykłych ludzi, o tym, jak żyć dobrze i w  spokoju, jak żyć w zgodzie z samym sobą i swoimi przekonaniami. Jak radzić sobie z tym, co przynosi los, ze stratą, ze smutkiem, z samotnością? Jak wybierać między powinnością i uczuciami?

W końcu to powieść o miłości. Bez względu na okoliczności i problemy,  o miłości do życia, o miłości do drugiej osoby.  O miłości złej, miłości grzesznej, miłości uzależniającej. Ale miłości, o którą bohaterowie chcą i potrafią walczyć i stawić jej czoła.  O wielkiej sile namiętności, silniejszej niż dobro. O potrzebie prawdy i odpowiedzi na pytanie czy zawsze warto ją znać?

Zwracają uwagę długie zdania. Ale przede wszystkim piękne opisy, bardzo obrazowe metafory.

День ангела to ujmujące połączenie genialnej treści z ciekawą formą. Głęboka i zmuszająca do refleksji. Niestety jako, że ukazała się w Rosji z końcem stycznia, na polskie wydanie trzeba będzie poczekać.

 


День ангела, s. 352, Wydawnictwo Эксмо, 2010

wtorek, 13 kwietnia 2010
Lawendowy pył - D. Marcinkowska, E.Marcinkowska-Schmidt, K.Schmidt

„Opowieści rodzinne przepływają obok nas. (…) Niektóre znamy na pamięć. Jedne nas bawią, inne nudzą. Ale są obecne. Nie zwracamy na nie uwagi, kiedy są. Podnosimy głowy, kiedy zastępuje je cisza.”

Ale te właśnie opowieści rodzinne są zapamiętanie przez bohaterki, zatrzymane w ich świadomości i przekazane nam.

Lawendowy pył to saga rodzinna. To historia rodziny opowiedziana przez kobiety: babcię, matkę i wnuczkę. „Jesteśmy najstarszymi córkami najstarszych córek”. To kronika rodzinna i powieść zarazem, ukazująca rzeczywistość kobiet, widzianą ich oczami. To historia Polski widziana z kobiecej perspektywy.

Śledzimy losy rodziny autorek, rodziny w której właśnie kobiety pokazane są w zwykłej codzienności, kobiety muszą iść na kompromisy i zapominać o swoich marzeniach w imię spełnienia marzeń mężów. Trafnie przedstawione jest ich poświęcenie w imię miłości, w imię dobra rodziny. I choć wcale nie są przekonane o swoim wyborze, choć wcale nie chcą, poświęcają się … a często los udowadnia, że jednak nie było warto. Ale nawet wtedy to kobiety  mają w sobie tę siłę, która pozwala walczyć o swoje szczęście mimo wszystko. Trzem autorkom udaje się dobrze oddać kobiece role i postawy : żony, córki, matki. To udowadnia jak wielki na kobietach ciężar spoczywa w codziennym życiu, jak wiele od nich zależy. W czasie wojny musiały ukrywać dobra przed Sowietami i Niemcami, dbać o dzieci i uciekać z nimi przed wywozem, opuszczać rodzinne domy, walczyć o swoją narodowość. Po wojnie to one wciąż były odpowiedzialne za dom, dzieci i za swoich  mężów tylko w innej rzeczywistości.

Powieść pokazuje jak historia i los mogą wpłynąć na życie człowieka, jak mogą zmienić jego wybory i decyzje, jak diametralnie odmienić mogą ich życie.  A zarazem prezentuje nam codzienność w jej całkowitym wymiarze, bez upiększeń, jasne i ciemne strony w zmieniającej się rzeczywistości i otoczeniu. Co ważne, nie jest to ckliwa powieść z typu tych „dla kobiet”, jest pozbawiona sentymentalizmu i tanich, płytkich emocji. Jest prawdziwa i szczera.

Napisana bardzo prostym językiem. To mnie bardzo zaskoczyło, ale myślę, że to też miało podkreślać fakt, że to była zwykła rodzina, jak wiele innych, która walczyła z losem, starała się przetrwać. A ich historia była „zwykła” i prawdziwa. Momentami dość niedbałe opisy ale w żaden sposób to nie zniechęca i nie psuje wrażenia.

Niezwykle ciepła, wzruszająca i rodzinna powieść. Może skłania troszkę do zadumy nad losami naszej rodziny, naszej mamy, babci, prababci, cioci i kuzynek… Na pewno nie wiemy do końca jak wyglądało życie w ich czasach, jak przyjmowały każdy kolejny dzień, jak dzielnie potrafiły stawiać czoła szarej rzeczywistości wojennej, powojennej, komunistycznej i tej nowej rzeczywistości lat 90-tych i później do samej współczesności.

Niestety rzuca się w oczy duża ilość błędów i literówek ale tutaj już uwaga do korektora nie do autora. Ale jednak wpływa to na komfort czytania.


Lawendowy pył, s. 480, Wydawnictwo Klucze, 2009


czwartek, 08 kwietnia 2010
Ulisses z Bagdadu - Eric Emmanuel Schmitt

Eric Emmanuel-Schmitt po raz kolejny udowodnił swój kunszt, swoją zdolność do zaintrygowania czytelnika, zainteresowania tematem, zadziwienia ale takiego pozytywnego. Mamy niezwykłe postaci, pełne rozterek i dylematów ale też pełne życia i woli walki. Nie zniknął dowcip autora, ciekawa forma narracji i to ciepło, którego zawsze jest dużo w książkach autorstwa Schmitta.  Taki jest też Ulisses z Bagdadu. I mimo, iż jest powieścią dość smutną, daje nadzieję.

Autor używa historii Odysa do nakreślenia historii współczesnego wygnańca, z tą różnicą, że ten Ulisses nie wraca do kraju, ale z niego ucieka. Chce raz na zawsze uciec i zapomnieć o swojej ojczyźnie, z którą się nie identyfikuje i z którą nic go nie łączy. Dramatem bohatera stało się to, ze przyszło mu żyć w kraju tyranii i despotyzmu i dlatego chce odnaleźć lepsze, „swoje” miejsce (Anglia – Londyn). Saad Saad przekonany jest, że to właśnie tam czeka go lepsze jutro, przyszłość, szczęście i praca, dzięki której będzie mógł pomóc mamie i siostrom pozostałym w Iraku. Saad wyrusza w podróż a towarzyszy mu duch ojca.

Niestety droga do raju nie jest prosta. Okazuje się, że cała Europa nie jest przychylna imigrantom. Schmidt porusza problem nielegalnych imigrantów i ukazuje sposób ich postrzegania przez Europejczyków (surowy, jednoznacznie przyporządkowujący uchodźców do kategorii niższej ludzi). Ukazuje współczesnego wygnańca, człowieka samotnego i wyobcowanego, pozbawionego tożsamości i języka. Zastanawia się nad faktem przynależności: każdy człowiek rodząc się zostaje „przyporządkowany” do rasy, kraju, w którym się urodził, jego kultury, obyczajów, które go ukształtują, rozwiną światopogląd. I wydaje się, że w rękach każdego z nas pozostaje decyzja czy wyjechać a tym samym zmienić swą przynależność. Nic bardziej mylnego. Saad Saad po wyjeździe z Iraku staje się jeszcze bardziej Arabem niż przedtem. Dopiero Europejczycy dają mu to odczuć, czuje różnicę i widzi jak się do niego odnoszą inni.

Czy miejsce urodzenia musi przekreślać człowieka? Jaką cenę musi zapłacić człowiek, który urodził się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie? Człowiek, który pragnie szczęścia, który tuła się po świecie w nadziei odnalezienia swojej „Anglii”?

Bez względu na smutek i powagę tematu, Eric-Emmanuel Schmitt utwierdza nas w  przekonaniu, że zawsze jeszcze zostaje nadzieja. To jest niezwykle optymistyczny wydźwięk powieści.

O poszukiwaniu spokoju, wolności i własnej tożsamości. Do myślenia, do zastanowienia się nad istotą narodowości i przynależności narodowej. Dla przeżycia przygody wraz z tytułowym Ulissesem z Bagdadu … Polecam!

„Kiedy patrzymy wstecz na swoje życie, aż huczy w nim od  owych „dlaczego”, których wcześniej nie słyszeliśmy, roi się od poplątanych ścieżek, które wcześniej postrzegaliśmy jako prostą drogę.”

„Sny nie mówią nam o tym, co się zdarzy, ale o tym, co dzieje się teraz. Nie mówią o przyszłości, ale odkrywają teraźniejszość, dokładniej niż wszelka myśl. Twoje sny podpowiadają ci, kim jesteś (...) Zycie na jawie pogrąża nas w niebycie, bowiem rozprasza nas i każe patrzeć na innych. Tylko sen odsłania nas takich, jacy jesteśmy naprawdę.”


Ulisses z Bagdadu / Ulysse from Bagdad, przeł. Jan Maria Kłoczowski, s. 320, Wydawnictwo Znak, 2010


środa, 07 kwietnia 2010
Wszystkie moje matki - Luiza Piotrowicz

Oto poznajemy Weronikę, kobietę trzydziestoletnią, która wiedzie niezwykle uporządkowane i przewidywalne ale tak naprawdę sztywne życie prawniczki. Właśnie otrzymała awans w kancelarii, w której pracuje. Wie do dawna, że była adoptowana a jej biologiczna matka zmarła. Tymczasem na jaw wychodzi od lat skrywany przez jej rodziców sekret. Matka żyje, Weronika znajduje list zaadresowany do niej, który to rodzice chcieli przed nią ukryć. Martyna (biologiczna matka) urodziła w szpitalu psychiatrycznym. Weronika staje przed wyborem, zignorować to i żyć dalej swoim życiem czy wrócić do przeszłości i zmierzyć się z nią i samą sobą.

Nagle to ułożone i miłe życie, cały świat, jaki przez lata bohaterka sobie zbudowała zaczyna się chwiać w posadach. Weronika rzuca wszystko i wyjeżdża do Bieniawy na spotkanie z przeszłością.

I mamy zestawienie światów i ludzi.

Weronika - uwielbiająca powtarzalność i rutynę, stojąca zawsze na dystans by ocenić rzeczywistość z perspektywy, wierząca uparcie w to, że życie da się zaplanować od początku do końca. Nigdy nie angażowała się w związki, interesował ją tylko seks, któremu oddawała się automatycznie, nie wierzy w miłość. Nie uznaje snów i marzeń, bo marzą i śnią tylko nieudacznicy albo ludzie, którym czegoś w życiu brakuje lub nie mają planów.

Ta kobieta musi zmierzyć się ze światem ,w którym czas płynie wolno, w którym nie myśli się tylko o przyziemnych sprawach, w którym najważniejsza jest miłość, emocje, uczucia, gdzie żyje się nie tylko dla siebie ale i dla innych.

Nagle się gubi, znika jej uporządkowanie, szuka siebie. Miota się między starym życiem a tym, które właśnie poznaje. Nagle pozwala sobie na spontaniczność, na luz, zmysłom daję uciechę. Inaczej patrzy na czas, uczy się cierpliwości. Nie pędzi, na wszystko może popatrzeć dwa razy, bez pospiechu nieskończoność się ciągnie.

Jej światopogląd zostaje zestawiony ze światopoglądem ludzi, który kochają, chcą żyć razem a ona ironicznie, twardo i realistycznie bo nie można sobie pozwalac na słabość na miłość.

Weronika odnajduje swoją matkę. Powoli poznaje swoją przeszłość, przeszłość kobiet z jej rodziny, które miały wpływ na każde kolejne pokolenie więc także i na nią. One kształtowały kobiecą linię w tej rodzinie. Ta świadomość staje się dla niej zbyt trudna, bolesna ale trzeba stawić jej czoła. Sięgnięcie do przeszłości to też droga do odnalezienia istoty kobiecości, mocy kobiety, jej siły i uporu do walki. Kobiety z przeszłości to również „matki” to nie tylko ta biologiczna i adopcyjna. Jest ich wiele. Jak się bohaterka przekonuje, każda miała wpływ na nią.

W trakcie pobytu Weroniki u Martyny dzieje się wiele dziwnych rzeczy. To, co rzeczywiste miesza się z tym, co urojone. Zaciera się czasem granica między rzeczywistością a snem i widzeniem -  omamem. Momentami można się zgubić, może jest tego trochę za dużo. Nie wiadomo też co jest objawem choroby psychicznej a co po prostu przypadkiem, przywidzeniem lub też niezwykłą wiedzą na temat świata i życia. Może to choroba, której tak Weronika się boi dotknęła również ją, dziedzicznie? A może  po prostu ona widzi to, co przed większością z nas jest ukryte.

Książka jest pełna goryczy, refleksji i smutku. Wiele tu przemyśleń i filozoficznych myśli, niezwykle sugestywne opisy przeżyć. Wiele refleksji na temat życia, Boga, sensu życia i wiary. Ciekawe ujęcie relacji matka – córka, przejmujący opis starości, metafory dające do myślenia. Książka mnie bardzo zaintrygowała, uświadomiła wpływ przeszłości na nas, na nasze życie, na to jacy jesteśmy. Ale też pokazała, co jest ważne w życiu teraźniejszym.

„Słowa potrafią zaskakiwać. Czasami okazuje się, że dotychczas niepotrzebne, potrafią wtargnąć podstępnie w życie i już nie dać spokoju.”

„Czasami, kiedy wydaje się nam, że dokładnie wiemy, co chcemy zrobić, nagle coś przestaje funkcjonować, wypada jakiś trybik z doskonałej maszynerii. Człowieka ogarnia wtedy niepokój, boi się. A potem okazuje się, że właśnie to niepojęte zdarzenie nabiera głębokiego sensu. Zaczynamy na nie patrzeć z zupełnie innej perspektywy, postrzegamy je jako działanie nieświadomie celowe, jakby wszystko, co dotychczas nam się wydarzyło, miało prowadzić do tego właśnie punktu… niektóre zdarzenia w naszym życiu nie są pozbawione jakiegoś głębokiego znaczenia.”

„Snów się boją tylko ci, co uciekają przed sobą. A w nich na pewno nie ma spokoju.”

„Słowa potrafią pocieszyć i utulić. Potrafią też krzywdzić i ranić – i to bardzo głęboko. Ale ich najokrutniejszym orężem jest niemożność zapomnienia – raz rzuconych nikt już nie cofnie, nie wymaże…”

„Czasem lepiej jest nie wypełniać niczym czasu, tylko pozwolić, żeby leniwie przepływał z jednego miejsca w drugie i mijał po drodze kolejne godziny. Czasem lepiej jest nie mówić, tylko w milczeniu czekać, aż mrok skryje wszystkie niepokoje i lęki.”

„…czas – ten pasożyt, który nie umie istnieć sam z siebie, bo musi przemijaniem naznaczać rzeczy i ludzi. Inaczej go nie ma.”


Wszystkie moje matki, s. 328, Wydawnictwo Replika, 2010

czwartek, 01 kwietnia 2010
Jeśli zostanę - Gayle Forman

Jeśli zostanę to powieść właściwie dla młodzieży. Ale nie tylko. Myślę, że wielu dorosłym jest w stanie wiele uświadomić. Bo nie jest to infantylna pozycja dla nastolatek. Niesie ze sobą coś więcej.

To historia dziewczyny, która w jednej chwili traci całą swoją rodzinę a sama walczy o życie. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o życie czy się poddać? Z jednej strony utrata bliskich i niemożność życia bez nich, z tą bolesną świadomością z drugiej miłość, miłość do mężczyzny, miłość do muzyki. Mia została sama z tym wyborem, wsparciem mogą być słowa bliskich, które wypowiadają przy jej łóżku.

Na początku poznajemy całą szczęśliwą rodzinę, która ma dzień wolny i postanawia się wybrać na wycieczkę. Mia, jej brat Teddy i rodzice. A chwilę potem już tylko wypadek. I Mia, która opuszcza swoje ciało i obserwuje i opowiada całą historię.

Dziewczyna walczy o życie w szpitalu, widzimy kolejnych członków rodziny i przyjaciół, którzy ją odwiedzają, kolejne operacje. Ale Mia też wspomina, prezentuje sceny z przeszłości, rozpamiętuje dawne wydarzenia. Te wszystkie wspomnienia mają pomóc bohaterce w podjęciu decyzji, zostać czy odejść? Jednak nie jest to łatwe, obrazy są nie jednoznaczne, nie wskazują jasno jednej drogi.

Co mnie urzekło? Niezwykłe ujęcie muzyki. Jako coś, co połączyło Mię i Adama, jako coś, co pozwala żyć, daje wolę walki i siłę. Muzyka jest bohaterem, jest jedną z ważniejszych płaszczyzn powieści. Łączy się z niewiele emocji, przeżyć. Tak jak w życiu. Życie bez muzyki byłoby smutne i pozbawione radości. Tak też życie Mii.

Powieść czyta się błyskawicznie. Fabuła jest mało skomplikowana ale niesie ze sobą wiele emocji, wywołuje dość silne wrażenia. Trochę odchodzi od standardów, wciąga. Traktuje o miłości i przyjaźni, więzach rodzinnych i samotności, godzeniu się z przeszłością i walce o przyszłość. Czasem naprawdę wiele zależy od nas samych, więcej niż nam się wydaje w codziennej bezsilności.


Jeśli zostanę / If I stay, przeł. Hanna Pasierska, s. 248, Nasz Księgarnia, 2008

Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~