Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
wtorek, 20 marca 2012
Spadkobiercy - Kaui Hart Hemmings

Najbardziej obyczajowa powieść, jaką miałam okazję trzymać w ręku. Co nie znaczy, że zwyczajna i banalna, o nie. Ale tak do bólu prawdziwa i realistyczna, a do tego poruszająca w całej swojej prawdzie o otaczającym nas świecie. To moje pierwsze skojarzenie z powieścią Spadkobiercy.

Rodzina Matta Kinga od pokoleń jest w posiadaniu większości wysp Hawajskich. To bogacze, którzy stają przed koniecznością podjęcia decyzji o sprzedaży swych włości lub też ich zachowaniu wraz z długami i problemami.

Jak wiadomo, pieniądze szczęścia nie dają więc i tym razem nie chronią rodziny Matta przed tragedią. Jego żona Joanie ulega wypadkowi podczas wyścigów łodzią motorową. Sztucznie podtrzymywana przy życiu leży w szpitalu, gdzie odwiedzają ją mąż i córki. Właśnie, dwie dorastające dziewczyny. Siedemnastolatka Alex, buntowniczka, która ma za sobą doświadczenia narkotykowe oraz dziesięcioletnia Scottie, zapatrzona w siostrę i swoje koleżanki, próbuje dorównać im w niegrzecznym zachowaniu, wulgarnym języku i szaleństwie. Jak okiełznać takie dwie nastolatki, jak znaleźć równowagę między pracą a życiem prywatnym? Wszak do tej pory życiem Matta była praca; spełniony zawodowo, lubiący swoją codzienność, która niewiele miała wspólnego z prawdziwym życiem. I nagle to życie fikcją się kończy, a bohater musi zdać egzamin na dorosłego, na ojca. Musi zmierzyć się z problemami, o których do tej pory nie miał pojęcia, musi wniknąć w świat dwóch zbuntowanych dziewcząt, zrozumieć ich język i potrzeby, otoczyć troską i miłością, jakiej potrzebują.  

Matt jest przykładem człowieka, który potrafi kochać prawdziwą miłością i choćby jego postępowanie w świetle tajemnicy, która ujrzy światło dzienne, wydawało się dziwne i niezrozumiałe, ja uważam, że jest dowodem jego oddania, siły wybaczania i potęgi miłości. Jak na osobę postawioną w tak trudnej sytuacji, w obliczu utraty żony, Matt radzi sobie naprawdę dobrze. Może zbyt wiele się dzieje, zbyt wiele odpowiedzialności na niego spada, by mógł się załamać i poddać. I nawet te chwile zwątpienia, które go dopadają, chwile złości na Joanie nie są w stanie wytrącić go z równowagi.

Autorka może nie stworzyła fantastycznych portretów psychologicznych bohaterów ale doskonale ukazała ich reakcje i działania w sytuacji, gdy oczekują tak naprawdę na śmierć najbliższej im osoby. To czekanie każdy z nich wypełnia czym innym, innymi emocjami, innymi przemyśleniami, a jednak to wydarzenie ich jednoczy, pomimo odmienności charakterów i faktu, iż nie znają się prawie wcale.

Hawajska codzienność pod palmami, z drinkiem w ręku lub na desce surfingowej  – to dla turystów ale mieszkający tam mają swoje życie i problemy. Ta sielanka idealnie kontrastuje z rozgrywającym się w rodzinie Kingów dramatem. Ból i cierpienie bohaterów są tym bardziej widoczne im mocniej świeci słońce i im dłużej leżą na rajskiej plaży. Autorka porusza problemy życiowe i skłania do refleksji nad tym, jak dobrze znamy swoich bliskich, czy można wybaczyć błędy i odmienić swoje życie.

Narracja pierwszoosobowa, poprowadzona z męskiej perspektywy nie jest pozbawiona typowo żeńskich reakcji i obserwacji, może za sprawą konieczności wcielenia się Matta, po trosze, w rolę mamy. Prostym językiem aczkolwiek dobitnym, nawet z elementami humoru opowiada Kaui Hart Hemmings o gorzkim i trudnym życiu w raju. Gorzkim a jednak z przebłyskiem nadziei i wiarą w lepsze jutro.

Fakt historia to przewidywalna ale nie efekt zaskoczenia stanowić może o jej wartości, a aspekt obyczajowości i realizmu.  

Bohaterowie powieści są spadkobiercami ale takimi, jak my wszyscy bo nie tylko o fortunie tu mowa. Dostajemy w spadku doświadczenia i przeszłość naszych przodków, konsekwencje ich i naszych poczynań, nad czym warto się zastanowić.

"Myślę, że w ten sposób przekonujemy się, że kogoś kochamy: gdy nie wyobrażamy sobie, że możemy coś przeżyć bez tej drugiej osoby."

*Jak ja nie lubię filmowych okładek. Czy mają przyciągnąć uwagę większej ilości czytelników?


Spadkobiercy / The Descendants, przeł. Hanna de Broekere, s. 352, Wydawnictwo Znak, 2012



piątek, 16 marca 2012
Kobieta w lustrze - Eric Emmanuel Schmitt

Z ogromnym entuzjazmem sięgnęłam po Kobietę w lustrze. Twórczość Pana Schmitta darzę sympatią, a samego autora szacunkiem i podziwem. Czytając nie mogłam się jednak zdecydować czy powieść mi się podoba czy nie, co trwało aż do końca, kiedy to wybrałam.

Trzy kobiety, trzy odmienne charaktery, trzy całkowicie różne życiorysy, trzy inne epoki. Co więc łączy bohaterki? To, że zdecydowanie różnią się od utartych i przyjętych  danej epoce norm i wzorców kobiet, są „inne” poprzez swoje pragnienie zmian, niechęć do udawania kogoś kim nie są i wtłaczania swego życia w sztywne ramy. Rozpaczliwie i uparcie poszukują swojej drogi, własnej tożsamości i miejsca w świecie, w którym, dla takich jak one, wyłamujących się, nie podążających drogą konwenansów i przyjętych obyczajów, nie ma miejsca, zaś jest wiele nienawiści. Niezrozumiane i odtrącane, na oślep, bez drogowskazów idą naprzód, korzystając z przypadków, szczęśliwych trafów, życzliwości losu i niektórych ludzi, spotykanych po drodze. A to wszystko w imię bycia sobą.

Anne ucieka sprzed ołtarza, czując potrzebę obcowania z przyrodą, zwierzętami, światem mistycznym i metafizycznym. Ta XVI – wieczna mistyczka nie chce podążać w kierunku wyznaczonym przez rodzinę, tzn. małżeństwo, chce się spełnić, wstępuje więc do beginażu i poświęca życie Bogu. Kocha wszystko i wszystkich, z dziecięcą naiwnością i ignorancją oraz doświadczeniem i mądrością weterana idzie przez życie.

Hanne – nieszczęśliwa żona, wciąż pod presją posiadania potomstwa.  Nie mogąc i nie chcąc sprostać oczekiwaniom otoczenia oddaje się swojej pasji kolekcjonowania szklanych kul millefiori, stopniowo angażując się w nową metodę badawczą: psychoanalizę.  

Anny to współczesna gwiazda filmowa, która nie podołała presji otoczenia, wpadła w nałogi a sensem jej życia stał się seks z przypadkowymi partnerami, ryzyko i zaspokajanie różnych fantazji. Światem ,w którym ona żyje rządzi pieniądz i sława, ale tylko ta zbudowana na skandalach i ciekawych wydarzeniach a nie ta, stawiająca człowieka wysoko za to, kim jest i co sobą reprezentuje. Tam prawda nikogo nie interesuje, liczy się pieniądz, o czym skutecznie przypomina wciąż agentka Anny Johanna.

Od każdej z tych kobiet czegoś się wymaga, zarówno czasy jak i ludzie mają wobec bohaterek swoje plany i wymagania. A Schmitt udowadnia, że w każdym czasie, w każdej rzeczywistości, w każdym świecie można złamać reguły, można wydostać się z ram konwenansów i sztywności, można zawalczyć o swoje marzenia, pasje i szczęście. Wiele można, a nawet trzeba, poświęcić dla bycia sobą.

Każda z bohaterek jest bardzo wyrazista. Schmitt również przedstawia nam historię każdej z nich w zupełnie odmienny sposób posługując się innym językiem, stylem, kładąc nacisk na przeróżne elementy. I tak czytając o każdej z nich czujemy charakter danej epoki, widzimy, co liczyło się w społeczeństwie w wieku XVI, co w XX w a co współcześnie. wnikamy w dusze kobiety, czując to, co ona, widząc jej oczami, dostrzegając to, co dla niej najważniejsze. Odsłaniając psychikę każdej autor pozwolił nam dostrzec 3 różne światy, ogromny plus za to. Pamiętajmy również, że to wciąż mężczyzna tak pięknie pisze o kobiecej psychice i wnętrzu.

Czy autor pozwolił bohaterkom osiągnąć to, co zamierzały? Jak Schmitt połączył losy tych kobiet? Nie chcę zdradzać ale zrobił to bardzo umiejętnie, zgrabnie, naturalnie i bez nacisku i sztuczności.

Ale wracając do tego, co mogło mi się nie podobać podczas czytania. Historia Anne mnie lekko drażniła. Ta młoda mistyczka wydawała mi się przeraźliwie mdła, a niektóre jej przemyślenia, wizje, wierzenia i fantazje tak wymyślone, że aż infantylne. Dlatego podobało mi się jak doskonale kontrastowała z jej historią historia gwiazdy filmowej Choć ta ostatnia opowieść najbardziej mi przypadła do gustu to jednak jako bohaterkę najbardziej cenię Hanne.

 Powieść zastanawia, uczy, jest w pewnym sensie wskazówką a już na pewno potwierdza kunszt Pana Schmitta i po raz kolejny ukazuje piękną duszę pisarza. Ważne jest również, że kobiety Schmitta mogą być wzorem. Pokazują wielki upór w poszukiwaniu samych siebie i własnego szczęścia i pomagają odpowiedzieć na pytanie kim jesteśmy, jaką drogę powinniśmy obrać.


Kobieta w lustrze / La femme au miroir, przeł. Łukasz Müller, s. 457, Wydawnictwo Znak, 2012

niedziela, 11 marca 2012
Wrześniowe dziewczynki - Maureen Lee

Jeśli ktoś z Was, Drodzy czytelnicy, jest wielbicielem literatury skoncentrowanej na ukazywaniu zawiłości ludzkiego losu to zdecydowanie powinien sięgnąć po Wrześniowe dziewczynki. Jeśli do tego fascynują Was losy człowieka na tle wojennej zawieruchy to już bez wątpienia dobrze trafiliście.

Rok 1920, wrześniowy deszczowy dzień. Do Liverpoolu przybywa Colm i Brena Caffrey wraz z dwoma synami. Paddy – brat Colma, który miał zorganizować swoim bliskim dom i pracę nie pojawia się w umówionym miejscu, a ciężarna Brenna z mężem muszą radzić sobie sami. Kiedy nadchodzi czas porodu, przypadkiem trafiają do domu Nancy – gospodyni w domu Państwa Allardyce. Pani domu – Eleanor rodzi dokładnie w tym samym momencie. I tak na świat przychodzą dwie wrześniowe dziewczynki, a losy tych jakże różnych rodzin na zawsze się ze sobą splatają.

Eleanor i Brenna reprezentują zupełnie odmienne światy. Pracująca od dziecka uboga Irlandka, potrafiąca cieszyć się z drobiazgów, mądra życiowo i praktyczna Brenna nie zna ani trochę życia jakie prowadziła Eleanor. Ta Angielka miała bogactwa, dom, pieniądze, zaś nie znała pojęcia zaradności życiowej i szczęścia. Czy dane im będzie znaleźć nić porozumienia?

Połączyła je ta noc i dwie dziewczynki Od tego momentu te rodziny będą podążać jedną drogą aczkolwiek z wieloma wybojami i ścieżkami. Każdej z nich nie obcy będzie smak szczęścia ale i smak goryczy, każda przeżyje niejedną tragedię i pozna czym jest żal, rozpacz, smutek, zdrada. Gdy rozpocznie się II wojna światowa życie Caffrey’ów i Allardyce’ów będzie jak ta trzcina na wietrze, przechylać się w różne strony. Każda z matek będzie musiała pozwolić swoim dzieciom żyć na własną rękę i brać odpowiedzialność za ich decyzje. Każda będzie musiała mierzyć się z wyjątkowo okrutną i trudną rzeczywistością, ucząc się żyć w lęku, bólu i bez fałszywej dumy i próżności.

Maureen Lee doskonale oddaje codzienność podczas wojny, zmaganie się z okrutnym losem i jego wyrokami. Bardzo wiarygodnie zestawia ze sobą dwie rodziny, ukazując jednakże jak bardzo ludzie się potrafią zmienić, jak bardzo los może człowieka doświadczyć i wyznaczyć inne priorytety.

Dawno nie spotkałam się z tam przekonującą metaforą zmienności ludzkiego losu, jego nieuchronnością i nieprzewidywalnością. Widzimy tutaj jak w jednej chwili wszystko się może w życiu odmienić i to, czego nie spodziewalibyśmy się jednego dnia, następnego jest już wielce wiarygodne.

Czas płynie. O tym nie daje autorka zapomnieć swoim bohaterom. Uczy ich życia, uczy pokory i spokoju jednocześnie nie zabierając im radości życia i optymizmu. Bohaterowie są naprawdę ciekawi, a nie jest ich mało wszak mijają lata i wrześniowe dziewczynki też zakładają rodziny, mają przyjaciół… Każdy członek rodziny jest wyrazisty, a jego decyzje i działania są odpowiednio umotywowane. Każdy jest inny, reprezentuje jakąś inną cechę charakteru, wnosi coś, czego nie da się zastąpić.

Tylko jedna Nancy, osoba zespalająca obie familie, posiada wszystkie te najlepsze cechy. Jest dobrym duchem, pomocą, nadzieją, wsparciem i azylem zarówno dla matek, jak i dzieci, wnucząt. Przeżywszy kilka pokoleń obu rodzin wciąż z takim samym zapałem podchodzi do życia, do wychowania dzieci, do świata.

Lee potrafi zainteresować, zahipnotyzować tak, że czytelnika rozsadza ciekawość co dalej? Jak potoczą się losy poszczególnych postaci? Gdzie rzuci ich wojna, kogo spotkają na swojej drodze, jak będą się odnajdywać w nowej rzeczywistości, u boku bliskich, którzy nie są już tacy, jak kiedyś.

Akcja nie pędzi, często jednemu etapowi w życiu bohaterów autorka poświęca dużo czasu, wnikając w szczegóły, a innym razem skraca opisywany okres czasu. Niektóre wydarzenia łatwo przewidzieć i są może mało wiarygodne ale to nie ujmuje powieści zbyt wiele. Zwrócić uwagę bym chciała na mocno zarysowany element obyczajowości. Laureen Lee daje czytelnikowi doskonały wgląd w życie obywateli angielskich, nie ukrywając niczego począwszy od pracy przez życie kulturalne, politykę, trudy wojny. Powieść ta niesie w sobie wiele prawdy o życiu, często tej smutnej choć prawdziwej, ale i wiele optymizmu, nadziei i wiary. Uczy radości z rzeczy najmniejszych. Wciąga i fascynuje.


Wrześniowe dziewczynki / The September Girls, przeł. Ewa Morycińska – Dzius, s. 472, Wydawnictwo Świat Książki, 2011



poniedziałek, 05 marca 2012
Nim zapadnie noc - Michael Cunningham

Nie czytałam słynnych Godzin Michaela Cunninghama i nie wiem czy po nie sięgnę, gdyż Nim zapadnie noc mnie nie przekonała, nie wciągnęła, nie miała "tego czegoś".

Pierwsze co mi się narzuca to określenie twórczości tego autora jako trudnej, ze względu na tematykę ale głównie manierę, sposób prowadzenia narracji. Cunningham po prostu mnie zmęczył swoim do bólu amerykańskim stylem. Być może dlatego, że tak bardzo nawiązuje i jest podobny w sposobie pisania do Virginii Woolf, którą charakteryzowało opisywanie rzeczywistości poprzez mała fragmenty, zlepki drobiazgów, odłamków, przeżyć, odczuć. 

Pretensjonalnie, minimalistycznie, strasznie poważnie autor opowiada nam historię Petera, właściciela galerii sztuki i jego żony Rebeki – redaktorki czasopisma poświęconego sztuce. Tak, bo właśnie głównie w kręgu sztuki będziemy się tu obracać.  Wystawy, spotkania z artystami, snobistyczne przyjęcia, znowu artyści i ich najnowsze dzieła, nudne domowe życie upływające w rytmie rzadkiego seksu i coniedzielnych telefonów do mieszkającej w Bostonie córki – tak wygląda życie bohaterów. Do tego jak większość mężczyzn po 40-ce Peter przeżywa kryzys wieku średniego. Wciąż wraca myślami do zmarłego przed ponad dwudziestu laty brata homoseksualisty, a jego życie zmienia się jeszcze bardziej gdy w domu zjawia się brat Rebeki "Myłek" (od słowa pomyłka) tzn. Ethan. Młodzieniec to szczególny, z bogatą przeszłością, uzależnieniem od narkotyków, człowiek na etapie przemian i poszukiwania tożsamości i własnego miejsca w świecie.

I co się dzieje? Myłek fascynuje Petera, wzbudza w nim zupełnie niespodziewane i nieznane uczucia. Życie bohatera się zmienia. Peter poszukuje stabilizacji emocjonalnej, którą wciąż zaprzepaszcza powrót do przeszłości. Peter w swoim świeci z górnej półki często odwołuje się do Manna i pozuje na wielkiego intelektualistę. W końcu, a właściwie przede wszystkim, Peter nieustannie dąży do piękna i poszukuje go wszędzie. W świecie kultury: w sztuce, muzyce, literaturze ale również w Myłku.

W powieści niewiele się dzieje. Sennie płyniemy przez życie bohaterów, aż do dość zaskakującego finału. Dziwne ale momentami miałam wrażenie, że nie wiem o czym czytam, bo treść zupełnie nie wnosiła nic do fabuły, coś na zasadzie sztuka dla sztuki, gadanie byle gadać. Bohaterowie oprócz tego, że amerykańscy, to charakterystyczni i przyznaję, dobrze wykreowani.

Cunningham pisze o pięknie, o utraconej młodości, o erotycznej fascynacji, o uczuciach i poszukiwaniu siebie ale fakt, iż często wykorzystywał konwencję strumienia świadomości w połączeniu z licznymi dygresjami, przemądrymi nawiązaniami do różnych dziedzin kultury czy filozoficznymi wywodami sprawiał, że obiór był trudniejszy, a w ostatecznym rozrachunku, przyznaję, doprowadził mnie do znużenia.

Sztucznie budowany dramatyzm nie trafił do mnie, zbytnie silenie się na dzieło ambitne i wybitne, równie się nie sprawdziło.


Nim zapadnie noc / By Nightfall, przeł. Jerzy Kozłowski, s. 272, Wydawnictwo Rebis, 201

czwartek, 01 marca 2012
Oplątani Mazurami - Katarzyna Enerlich

Pani Katarzyna Enerlich prezentuje nam 18 opowiadań magicznych bo i traktujących o magicznym miejscu. Wszak każdy, kto choć raz odwiedził Mazury, błądził po mazurskich lasach i wsłuchiwał się w szum jeziora potwierdzi, że ten region kusi niepowtarzalnym urokiem i niezaprzeczalną magią.

Wczytując się w tę, niewielką objętościowo, pozycję możemy usłyszeć prawdziwe odgłosy przyrody, możemy poczuć na swojej skórze powiew wiatru znad jeziora. Do tego mamy możliwość zgłębić historię terenów dawnych Prus Wschodnich i poznać typową mazurską duszę.

Każde z opowiadań poświęcone jest innemu tematowi jednak myślę, że potrafię znaleźć dla nich wspólny mianownik. Są to ludzie: szczerzy, prawdziwi, naturalni, oddani swojej ojczyźnie mazurskiej, przywiązani do korzeni i tradycji. Jest to powrót do przeszłości, przemijanie i wspominanie tego, co minęło, tych, co odeszli…

Autorka w przepiękny, sentymentalny ale stonowany jednocześnie sposób pokazuje, że czas płynie jednak pewne rzeczy się nie zmieniają. Choć odchodzą najbliżsi, choć współczesność tak silnie wypiera to, co dawne Mazury się nie zmieniają, nie zmienia się miłość do nich ich mieszkańców.

Bohaterowie są różnorodni. Wszyscy są to jednak ludzie prości, którzy z pokorą i oddaniem uczą się zrozumienia dla wyroków losu. To ludzie, których źródłem jest mazurska ziemia, którzy wyjechali i po latach wracają i często stawiają czoła nowej rzeczywistości lub stają się na powrót dziećmi, przeżywają ponownie to, co kiedyś stanowiło sens ich życia. Wszyscy ludzie mają tu imiona i nazwiska, część z nich istniała. Prowadzili niby zwyczajne życie, a jednak piękne, ciężkie ale z optymizmem witali każdy dzień. Potrafili kochać prawdziwie, miłością, której czasem nawet śmierć nie niszczy.

W tych krótkich formach autorka zdołała przekazać najprostsze, uniwersalne prawdy. Mówi o nieuchronności losu, o tym, jak łatwo zmarnować swój czas, o przeszłości, która potrafi ukarać i zadrwić. Przypomina, że od pewnych rzeczy nie uciekniemy i przekonuje, że ziemia zawsze będzie, zawsze jest miejsce, gdzie można wrócić.

Opowiadania nie są długie, zaledwie kilka stron. Ale i to wystarczy, by zaczarować czytelnika. Muszę przyznać, że silnie oddziałują na emocje, nie tylko za sprawą poruszanej tematyki, ale języka jakim są opisane. Naprawdę dawno nie spotkałam się z tak barwnym, malowniczym, pełnym metafor językiem, idealnie dopasowanym do tematyki, do klimatu, atmosfery…

Urzekło mnie opowiadanie Rzeka. Urzekło i jednocześnie poraziło swoją prostotą i wzniosłością, pięknem mówienia o miłości, tej dojrzałej, tej trwającej do późnej starości. Przepięknie metaforycznie o bliskości i dotyku a właściwie jego braku mówi Enerlich w opowiadaniu Bezdotyk.  

Jak śnieg z deszczem, Einsidelei, Powrócona, Spotkanie – moje ulubione. Ale każde z tych opowiadań zasługuje na uwagę, na chwilę refleksji…


Oplątani Mazurami, s. 124, MG Wydawnictwo, 201

Katarzyn Enerlich na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2011/03/Czas-w-dom-zaklety-Katarzyna-Enerlich.html

Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~