Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
środa, 31 marca 2010
I była miłość w getcie - Marek Edelman

Nienawiść jest łatwa. Miłość wymaga wysiłku i poświęcenia.”

I była miłość w getcie.  „Miłość? Nie! I miłość. Razem z „i”. Bo miłość nie byłą w getcie jedyna ani najważniejsza.”

To inne spojrzenie na Holokaust. Bo jak mówił sam Edelman „istnieje olbrzymia biblioteka na temat Holokaustu, ale wyobraźcie sobie, była wtedy jeszcze miłość…” Nikt nigdy nie pytał o to, bo w pierwszej kolejności należało opisać tragedię eksterminacji, okrucieństwo Holokaustu.

Nie jest to książka napisana przez Marak Edelmana a tylko podyktowana przez niego, spisana przez Paulę Sawicką. Na pewno nie rozpatruje się tego w kategorii zwykłej powieści, nie ocenia się języka, fabuły, podejście jest inne niż do standardowej powieści. Tu jest kawałek historii ale historii i codziennego życia. Tu jest miłość.

To świadectwo dramatycznych wydarzeń, świadectwo życia w getcie, świadectwo trudnych dni, wypełnionych śmiercią, cierpieniem i bólem. Ale to również świadectwo wielkich uczuć, miłości, przyjaźni, sympatii i empatii.

W tamtych trudnych chwilach ludzie się kochali, pożądali, byli ze sobą blisko a chwile te często były najszczęśliwszymi i jednymi z ostatnich w ich życiu. Ale z tych chwil czerpali siłę, z miłości czerpali siłę. W takich chwilach miłość nabierała jeszcze większego znaczenia i wartości. I nawet wtedy ludzie potrafili kochać udowadniając tym że kochać można zawsze, w każdych warunkach.

Marek Edelman opisuje różne rodzaje miłości, bezwarunkowej, ogromnej z poświęceniem życia: miłość kobiety i mężczyzny (chłopak zasłania ciężarną dziewczynę, kiedy wróg celuje prosto w jej brzuch z lufy karabinu), miłość matki do dziecka (matka  połyka truciznę, żeby oddać numerek życia swojej córce) i dziecka do matki (córka idzie za matką do wagonu, chociaż może zostać i żegna ukochanego słowami: „Niestety musimy się rozstać, mama nie może iść sama w taką drogę.”,  miłość przyjaciół, gotowych sobie pomóc, oddać życie.

Autor wiele miejsca poświęca wydarzeniom historycznym, powstaniu, codziennemu życiu. Czasem może się wydawać, że mało w tym opisie miłości ale z tych codziennych wydarzeń, zwykłych czynności, też przebija uczucie. Miłość była tam wszechobecna. A Marek Edelman zbiera do siebie te małe cząstki, od każdego człowieka, od przyjaciół , zbiera te nieme dramaty i opisuje. Opis jest dość suchy, zupełnie pozbawiony emocji, bez zaangażowania psychicznego. Bo Marek Edelman już to widział, już przez to przeszedł. Teraz chce dać świadectwo tych przerażających tragedii, które dotykały ludzi mu bliskich, których znał na co dzień. Ukazuje nienawiść, strach, okrucieństwo i upokorzenia.

Edelman, jak sam mówi, nie chce odzwierciedlać wydarzeń w sensie historycznym bo wiele  na pewno się zatarło w jego pamięci. On to pozostawia historykom a opisuje wszystko tak, jak widział. Tak jak mówi autor przedmowy Jacek Bocheński, w takich sytuacjach nie ma „naprawdę”. Bo nie ma też jednej prawdy o tych chwilach. Każdy ma inną „pamięć”. A Marek Edelman otwiera przed nami swoją.

Czarno białe zdjęcia z getta i mapa z zaznaczonym terenem getta potęgują wrażenie.


I była miłość w getcie, s. 200, Świat Książki, 2009

wtorek, 30 marca 2010
Białe zeszyty - Sonia Raduńska

Białe zeszyty długo przeleżały u mnie na półce zanim zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję. Nie wiem dlaczego. Może ze względu na tematykę, czekałam na bardziej odpowiedni moment? A może sam opis nie do końca mnie przekonywał i zachęcał? Trudno mi teraz jednoznacznie stwierdzić.

Jest to dziennik intymny dojrzałej kobiety, matki dwojga dzieci, która po śmierci męża próbuje na nowo odnaleźć siebie. Siebie i swoje miejsce w świecie. Chce znów uwierzyć w siebie jako kobietę, a może właściwie po raz pierwszy. Chce kochać i być kochaną, za to jaka jest. Sonia dokonuje świadomych wyborów, bierze na siebie odpowiedzialność za nie. Krok po kroku wychodzi z depresji i buduje siebie na nowo.

Są to wyznania bardzo prywatne i intymne. To wymaga dużo odwagi, by o tym opowiedzieć, by całkowicie się odsłonić. Sonia swobodnie pisze o swoim codziennym życiu, o wzlotach i upadkach, porażkach i małych zwycięstwach. Dużo w tym emocji i przeżyć, smutku i bólu, lęków ale też radości, sukcesów, uśmiechu.

Wszystkie te emocje łączą się ze sobą, przeplatają, pozwalają bohaterce się oczyścić ale może są też trochę oczyszczeniem dla czytelnika…

Sonia szuka, rozpoznaje, doświadcza nowego, chce poznać siebie i mechanizmy jakie nią kierują. Ale również stara się zrozumieć świat. Chce zrozumieć swoją potrzebę miłości i samotności, niezależności i bezbronności. Pisze o tym, jak wielkie znaczenie mają właściwe relacje z innymi ludźmi.

Jest  to w pewnym sensie dowód na to, że trudności i cierpienie nie są przeszkodą na drodze do pięknego życia, nie przeszkadzają się cieszyć nim, dostrzegać to, co pozytywne i piękne w otaczających nas ludziach i rzeczach.

Co mi się nie podobało? Sonia nie potrafi do końca zawalczyć o siebie. Drażniła mnie jej uległość wobec Pawła, czekanie tylko na jego reakcję, na jego ruch. Tak jakby sama nie potrafiła podejmować decyzji, jakby była w jakiś sposób ubezwłasnowolniona i pozbawiona poczucia indywidualności i odrębności. Czytałam i złościłam się, jak tak można, czemu ? Każdy wpis to Paweł i Paweł… wiało momentami monotonią. Wydawałoby się, że przypomina to trochę rozterki nastolatki czekającej na jakiś sygnał sympatii. Mam wrażenie, że w tej miłości zatracała siebie, pozwalała sobą manipulować i zapominała o tym, czego ona pragnie. Trochę jakby za mało silnej woli. A to jest właśnie ta zmiana, która miała się w niej dokonać.

Nie do końca też odnalazłam się w tej formie dziennika. Tzn, sama forma jest mi bliska, lubię czytać dzienniki ale tutaj przeszkadzał mi brak porządku i ładu. Panował chaos i zagubienie, pojawiały się krótkie urwane zdania, zdania wyrwane z kontekstu, co w sumie powinno być zrozumiałe, bo dziennik to nasze myśli.. .ale tutaj to raziło. Trochę zbyt dużo egzaltacji i impresji.

Duży plus za listy… pisane ręcznie do przyjaciół. Przypomniało mi to jak bardzo lubiłam pisać listy, tak zwyczajnie długopisem na białej kartce lub kolorowej papeterii. I jak dawno tego nie robiłam. Zbyt dawno…

„Wśród bliskich są i tacy, z którymi wspólna fala nie zdarza się  nigdy. Ci ludzie bolą. Boli brak naturalnej łatwości, szczerości, chociaż tak bardzo by się chciało.”

„Można razem kołysać się w objęciach albo razem patrzeć w sierpniowe gwiazdy, ale Boga doświadcza każdy osobno, absolutnie sam. Tak jak sam się rodzi i sam umiera. „

„Bliskość zrodzona z odbierania na jednej fali (poczucia wspólnoty i zrozumienia) i z dużej ilości spędzonego wspólnie czasu – tworzy dużą zależność. Nową normalność.”

”Jak trudno jest akceptować kochanego człowieka, gdy jest on w sprzeczności z moim wyobrażeniem o tym, jaki być powinien.”

„…ważna jest radość z dzisiejszego dnia, ale nie pragnij, by ona trwała też jutro. Jutro przyjdzie inny smutek lub radość, a pojutrze inna radość albo smutek.”

„Ludzie nie są zainteresowani słuchaniem o czyimś szczęściu, radości, powodzeniu. Jakby nie mogło im to przejść przez uszy.”

„Marzeń i oczekiwań jest znacznie więcej, niż można zrealizować.”


Białe zeszyty, s. 336, Wydawnictwo WAB, 2007

sobota, 27 marca 2010
Król szczurów - James Clavell

Tym razem sięgnęłam po trochę starszą powieść. Król szczurów porusza tematykę obozową. Ale jest to zupełnie inne przedstawienie tematu obozu i jego jeńców niż to miało miejsce u Herlinga – Grudzińskiego, Borowskiego, Sołżenicyna, bo Clavell ukazuje życie obozowe nie od strony cierpienia i bólu, do czego byliśmy przyzwyczajeni, ale od strony życia codziennego.

Jest to powieść niezwykle realistyczna niezwykle oddaje atmosferę obozu jenieckiego.  Może temat wojny i obozów wydaje się już oklepany ale ta powieść jest dowodem na to, że jednak nie. Że wciąż można o tym pisać oryginalnie, z innej perspektywy.

Jest rok 1945. Koło Singapuru, w japońskim więzieniu Changi przebywa 10 tysięcy jeńców alianckich. Bohaterami jest kilkunastu spośród  nich.

Amerykański kapral nazwany Królem wyróżnia się na tle pozostałych. Pozostaje nieugięty i nie akceptuje obozowych regulaminów, realiów. Chce żyć jak człowiek wolny i niezależny. Dlatego nie brakuje mu niczego. Z pomocą sprytu, odwagi i inteligencji potrafi zdobyć wszystko, jedzenie, lekarstwa i jeszcze mieć z tego zysk. Jest bogaty, ma to, czego innym brakuje, tzn. ubranie i pożywienie. Inni szanują go poprzez swoją interesowność i chęć odniesienia korzyści.

Żołnierze żyją tu każdym dniem, każdym jajkiem i miską ryżu. Nie wiedzą co dzieje się poza obozem (bezwzględny zakaz posiadania radia), chorują na tropikalne choroby, tracą nadzieję. Wola przetrwania na zmianę w nich umiera i rodzi się kiedy mogą coś w szarości tego świata „ugrać” dla siebie. Cały ten świat jest światem uporządkowanym i zhierarchizowanym. Często rządzi ludźmi wola przetrwania, instynkt samozachowawczy bez względu na skutki i konsekwencje, jakie musieliby ponieść inni. Cynizm, żerowanie na innych to staje się powszedniością. Jednak autor nikogo nie ocenia, postacie nie są jednoznaczne.

Cały ten świat i jego życie codziennie przypomina mi jednak Sołżenicyna w jego Jednym dniu Iwana Denisowicza. Bo przecież jeśli uda się przeżyć dzień, zdobyć coś dla siebie, uniknąć kary, umknąć oficerowi to jest dobry dzień. Wszystko jest wszak kwestią przystosowania. Tak jak szczury ludzie potrafią dostosować się do wszystkiego, do każdych warunków, wszędzie odnajdą swoje miejsce i nauczą się nawet czerpać korzyści wynikające z ich położenia.

Jednak można w tym świecie odnaleźć marzenia, męską prawdziwą przyjaźń… Autor poświęca też trochę miejsca psychologii swoich bohaterów, to wbrew pozorom złożone charaktery. Autor ukazuje zmiany w nich zachodzące, ukazuje wpływ przyjaźni na człowieka, ale też wpływ żądzy i chciwości.

A sam Król? Jest postacią niejednoznaczną i każdemu czytelnikowi pozostaje jego ocena. Od samego początku miałam wrażenie, że jest postacią tragiczną. Pozorny szacunek i chciwość jakie okazują w stosunku do niego współwięźniowie nie są dobrym sposobem do zbudowania silniejszych więzi. Wyjątkiem jest Marlowe.

Król Szczurów naprawdę warty jest poświęconego mu czasu. A jeśli kogoś zniechęca poważna tematyka obozowa niech nie da się zmylić. Czyta się dobrze, dość lekko. Można się wręcz wczuć w tę atmosferę i przez chwilę poczuć jak więzień Changi, obserwujący z boku, wszystko, co się dzieje.

"Bo Królem jest zawsze najsilniejszy, nie tylko dzięki samej sile, ale dzięki sile, sprytowi i szczęściu. Królem wśród szczurów."

"Człowiek stoi zawsze na rozstaju dróg. I jeżeli naprawdę jest człowiekiem, to w grę wchodzi nie tylko jego własne, ale także cudze życie."

"Człowiek to człowiek, bez względu na to, skąd pochodzi, z jakiej rodziny i jaki ma stopień. Jeżeli go poważasz, to zwracasz się do niego z respektem."


Król szczurów / King rat, przeł. Małgorzata Grabowska, Andrzej Grabowski, s. 424, Wydawnictwo vis-a-vis/Etiuda, 2010

wtorek, 23 marca 2010
Koralina - Neil Gaiman

Koralina to historia małej dziewczynki, której rodzice nie poświęcają zbyt wiele czasu. Musi sama organizować sobie czas. Oni zajęci pracą nie zauważają córki. Mieszkają w mieszkaniu w starym wiktoriańskim domu, gdzie za sąsiadów mają pana Bobo, starca, który stworzył cyrk myszek oraz dwie artystki, Panna Forcible i Panna Spink.

Pewnego dnia Koralina odkrywa w domu dziwne drzwi, za którymi jest ceglana ściana i korytarz. Mała wchodzi do tego korytarza i tu zaczyna się cała historia.

Za drzwiami wszystko wygląda prawie tak jak w jej mieszkaniu i nawet rodzice są. Druga mama i drugi tata. Koralina powoli odkrywa ten alternatywny świat, zagłębia się w niego. Jest on znacznie piękniejszy i bardziej kolorowy, bardziej oryginalny i niepowtarzalny.

Jednak nie wszystko może być tak piękne jak się wydaje. Wielka miłość drugich rodziców do Koraliny, rzeczywistość, w której dostanie ona wszystko,  czego zapragnie. Druga mama okazuje się być złą wiedźmą, która porywa rodziców Koraliny i ukrywa ich dusze, a samą Koralinę chce mieć na zawsze dla siebie. Dziewczynka podejmuje walkę o swoje życie i o dusze rodziców. Musi rozpocząć grę z Drugą mamą by uwolnić wszystkich ukrytych za tajemniczymi drzwiami.

Ale nie jest sama, pomaga jej talizman, jaki otrzymała od zaprzyjaźnionych sąsiadek oraz kot, który w tym drugim świecie mówi. Do tego dochodzi jej odwaga, spryt i mądrość, którymi się wykazuje podczas gry.

Ta opowieść doskonale pobudza fantazję, przejście do „drugiego świata” jest opisane niezwykle szczegółowo. Cała Koralina jest przepełniona detalami, szczegółowymi opisami wydarzeń i miejsc.

Wiele tu osobliwych i dziwnych wydarzeń. Są chwile lekko straszne, są pełne napięcia ale i radosne i wesołe, jak to w baśniach. Bo to jest taka baśń dla dorosłych.

Koralina wielokrotnie była porównywana do Alicji w krainie czarów. Jednak myślę, że to nie do końca trafne porównanie. Alicja...  pełna jest abstrakcyjoności, surrealizmu, błyskotliwości i niedopowiedzeń i dwuznaczności. Tego wszystkieg nie znajedziemy w Koralinie. Ale jeśli nie patrzeć na tę opowieść Neila Gaimana przez pryzmat Alicji... to ciekawe oderwanie od rzeczywistości, nie do końca łatwe ale to coś innego, ciekawa przygoda. Polecam!

„Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.”

„… łatwiej bać się czegoś, czego nie widzimy.”


Koralina / Coraline, przeł. Paulina Braiter, s. 176, Wydawnictwo MAG, 2009

poniedziałek, 22 marca 2010
Zagubiona przeszłość - Jodi Picoult

Delia Hopkins ma kochającą rodzinę – narzeczonego Erica i córeczkę Sophie,  ustabilizowane życie. Pewnego dnia w jej domu zjawia się policjant przynosząc wiadomość, która rujnuje jej bezpieczny świat. Młoda kobieta dowiaduje się, czegoś na temat swojej przeszłości. Wiadomość ta zmienia całkowicie jej życie, skłania do przemyśleń, do poszukiwana samej siebie do poszukiwana własnej tożsamości i tożsamości najbliższych jej osób. Jak ma zareagować kiedy dziwne sny, które zaczęły ją nawiedzać nie są tylko snami a okazują się wspomnieniami?

Autorka stawia szereg pytań w swojej powieści:

Jak wielkie znaczenie ma sama pamięć ? jaką rolę w życiu każdego człowieka odgrywa jego przyszłość i jak może wpłynąć na teraźniejszość?

Jak daleko musi zajść kłamstwo, aby człowiek sam zaczął w nie wierzyć ?

Jakie figle płata nasz umysł:

„Czy człowiek może zapomnieć o tym, co się zdarzyło i czy może pamiętać coś, czego nigdy nie przeżył.

Picoult po raz kolejny przedstawia dylematy moralne, porusza ważne tematy: problem alkoholizmu, praw ojca do opieki nad dzieckiem, rodzicielstwa ogólnie, przyjaźni, miłości, lojalności.

Zastanawia się nad tym, co jest ważne w życiu, jakie wspomnienia i wydarzenia kształtują nas i sprawiają, że jak dorośniemy jesteśmy właśnie tacy..

„Wspomnień nie ma się pod ręką przez cały czas. Trzeba je wywoływać, odświeżać, odkurzać. Ogląda się je jak obrazy w muzeum, dla przyjemności, dla rozrywki. A skoro tak, to musi się czasem zdarzyć, że jakieś wspomnienie gdzieś się zawieruszy.”

Forma powieści, co zwraca uwagę,  jest taka jak w Bez mojej zgody. Wydarzenia relacjonują poszczególne osoby, związane z akcją powieści. To daje czytelnikowi możliwość szerokiego spojrzenia na to, co się dzieje, z każdej strony, z perspektywy każdego bohatera.

Teraźniejszość zgrabnie przeplata się z przeszłością, powstałą na bazie wspomnień bohaterów. Napięcie jest budowane powoli, są przyspieszenia akcji, w żadnym razie nie ma nudy.

Każdy czytelnik zdąży wybrać, którego z bohaterów darzy sympatią, którego nie. Nie wiem jakoś wyjątkowo silnie narzuca mi się konieczność takiego wyboru w tej powieści. Nie podoba mi się główna bohaterka, jej postawa, jej zachowanie. Delia nie może odnaleźć siebie i nie potrafi się z tym pogodzić. Ale drażni to, że ona sama nie wie czego chce. Czasem kieruje nią egoizm,  nie potrafi zrozumiećsamej siebie, nie rozumie swojego partnera. Wg mnie nie jest dobrze zbudowaną postacią.

Za to ogromną sympatią, od pierwszych wypowiedzianych przez niego słów, darzę Fitza, przyjaciela Dee i Erica. To trójka bohaterów, którzy znają się i przyjaźnią od dzieciństwa. Dzieciństwo to widzimy również z perspektywy każdego z nich.

Dużo jest:

O miłości do rodziców o tym, że nie dzieci należą do rodziców,  to rodzice należą do dzieci ..O tym jak widzą nas inni i jacy przez to chcemy się stać. O miłości pięknej.. która mnie wzruszyła. Miłości ojca do dziecka, miłości mężczyzny do kobiety.. piękna.

Dużo jest ciepła i wzruszenia, refleksji... warto się zatrzymać i odpowiedzieć na kilka pytań, jakie ta powieść stawia przed nami.. Porusza jakieś ukryte struny...  A przy tym jest lekka.

Nie żałuję żadnej minuty poświęconej na jej przeczytanie.

„Nie zawsze się rozumie decyzje, które podejmują nasi bliscy, ludzie, których kochamy. A jednak to wcale nie oznacza, że musimy przestać ich kochać. I to nie jest kwestia zrozumienia, tylko wybaczenia.”

„Przeszłości nie da się wymazać;  Przeszłość można ukryć, można ją zatuszować, zasłonić, żeby nic nie było widać - ale zawsze pozostanie świadomość tego, co jest pod spodem.”

„Bo nie ma drugiej szansy na zrobienie pierwszego wrażenia. Każde następne spotkanie, każda rozmowa, to już tylko naprawianie błędów popełnionych za tym pierwszym razem.”

„Miłość to nie jest równanie, jak wmawiał mi kiedyś twój ojciec. Nie kontrakt i nie szczęśliwe zakończenie. Miłość - to tablica, po której sunie kreda, to ziemia dźwigająca na sobie budynki i tlen w powietrzu, którym oddychamy. To miejsce, do którego zawsze wracam, dokądkolwiek zdążam.”

„Dlaczego nie wierzysz w Boga?

- A dlaczego ty wierzysz?

- Chyba dlatego - odpowiada - że są na tym świecie rzeczy tak cudowne, że po prostu nie można przypisywać całej zasługi człowiekowi.

- A inne są tak potworne, że nie można na niego zwalić całej winy…”

„Każdy z nas przychodzi na świat skrzywiony w ten czy inny sposób, a niektórzy pragną za wszelką cenę znaleźć osobę, która będzie idealnie do nich dopasowana. Poszukiwania mogą trwać nawet całe życie. Ale jeśli dopisze ci to szczęście i znajdziesz taką osobę, zaczynasz się odkształcać, zmieniać na siłę, bo wydaje ci się, że dzięki temu będziesz tak samo idealna jak ona. Tylko że, oczywiście, kiedy próbujesz się do niej zbliżyć, okazuje się, że przestaliście do siebie pasować.”


Zagubiona przeszłość / Vanishing Acts, przeł. Michał Juszkiewicz, s. 432, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2005

 

sobota, 20 marca 2010
25 godzina - David Benioff

Montgomery Brogan – dwudziestosiedmiolatek, który marzył o zostaniu strażakiem, ma przed sobą 7 lat w więzieniu za handel narkotykami. Poznajemy go w przed dzień, kiedy to ostatni raz ma spotkać się z przyjaciółmi: swoją dziewczyną Naturelle, dość niejednoznaczna w swoim zachowaniu, sama nie wie czego chce; Frankiem - specjalistą od transakcji giełdowych, pewnym siebie i cwanym oraz Jakobem – zakompleksionym, nieśmiałym, szukającym siebie i swojego miejsca w życiu nauczycielem. Ostatni wieczór jest pełen przemyśleń, podsumowań ale też lęków, każdego z bohaterów. To chwila prawdy, również dla przyjaźni głównych bohaterów.

To dość ciekawe doświadczenie duchowe ale także trzymająca w napięciu powieść sensacyjna . (Są porachunki z Rosjanami, nielegalne interesy.) Co można zrobić w ciągu 24h? Czy w tym czasie przychodzi do głowy człowiekowi, który kolejne 7 lat swojego życia musi spędzić w więzieniu. Który nie wie, czego spodziewać się po wyjściu stamtąd ani czy w ogóle spodziewać się wyjścia. Wie, że nic już nie będzie takie samo, że dotychczasowe życie odchodzi w niepamięć. A jest to tym trudniejszego dla kogoś takiego, jak Monty – pewnego siebie przystojniaka, który zawsze potrafił walczyć o swoje, który ma siłę przebicia i popularność.

Monty na pozór jest twardy ale boi się, boi się i na pozór buntuje przeciwko wszystkim i wszystkiemu – jego monolog robi naprawdę wrażenie. A już na pewno w wykonaniu Edwarda Nortona w ekranizacji tej powieści (reżyseria Spike Lee a scenariusz również David Benioff)

Ta specyficzna powieść, przyciąga formą. Czyta się ją błyskawicznie i ja osobiście miałam wrażenie, że widzę wszystko na ekranie.

Jest zgiełk wielkiego miasta, jest kilku bohaterów, którzy w tym mieście muszą się odnaleźć. Oni wszyscy jak i cały świat w jakim żyją trwa w moralnej bierności. Nikt tu się nie sprzeciwia, nie buntuje. Monty wie, że dorobił się na narkotykach, niszcząc tym życie wielu ludzi, Naturelle nigdy mu nie powiedziała by się z tego wycofał, bo zawsze miała wszystko, czego zapragnęła. Frank nigdy nie powiedział przyjacielowi, że robi coś złego choć jest o tym przekonany, tak jak o tym, że Monty zasłuży na karę. A jak zachowują się w przeddzień rozstania?

Ciekawe studium osobowości Montgomeryego. Ciekawa pozycja.


25 godzina / 25th hour, przeł. MartaLewandowska, s. 248, Wydawnictwo  Java Sp. z o.o. , 2003


David Benioff na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/Miasto-zlodziei-David-Benioff-1.html

czwartek, 18 marca 2010
Dom w Riverton - Kate Morton

Po Dom w Riverton sięgnęłam przypadkiem. Nie żałuję. To przyjemna i ciekawa powieść obyczajowo – historyczna.

Grace, kobieta, która przeżyła cały XX wiek, u progu śmierci postanawia wyjawić swemu wnukowi sekret, który nosiła przez całe życie. Przebywa długą podróż z krainy dzieciństwa, przez wiek dojrzewania do świata dorosłych. W młodości pracowała jako służąca w rezydencji Riverton. Wizyta młodej pani reżyser Urszuli (kręci film o samobójstwie młodego poety, co miało miejsce właśnie w rezydencji Riverton w 1924 r. a co jest kulminacja całej historii )  budzi w niej wspomnienia, które chciała wyrzucić z pamięci. Wraca myślami do lat młodości, do historii rodziny Hatrford. Pojawia się niebezpieczeństwo, że długo skrywana tajemnica wyjdzie na jaw…

Już okładka zapowiada jakiś niezwykły klimat, zapowiada sensację i sekrety i skandale. Autorka daje niezwykły opis dworu, opis życia mieszkańców dworu (życie arystokracji). Bogactwo przestronnych pokoi kontrastuje ze skromnością pomieszczeń dla służby. Ale i osobom z wyższych klas jak i służbie autorka poświęca wiele miejsca.

Doskonały portret Anglii na przełomie lat dwudziestych XX w. - w momencie zmian na tronie jak też przemian społecznych.

Historia rodzinna (do których to ostatnio tak mnie ciągnie) przedstawiona jest na tle I wojny światowej.  Następuje przejście z jednego świata w zupełnie inny, nowy, do którego ludzie muszą się dostosować, nauczyć w nim żyć. Stare maniery, etykieta arystokracji musi odejść w niepamięć w zestawieniu z nowoczesnością, otwarciem na świat, emancypacją kobiet i techniką. Przykładem tego są siostry Emmeline i Hannah. Tak różne a jednak złączone szczególnymi więzami.

Duży plus za narrację z punktu widzenia starszej kobiety. Opowieść Grace, żyjącej pod koniec XX w. płynnie przechodzi do wydarzeń lat 1914- 1924, do tego pojawiają się wycinki z pracy, fragmenty scenariusza filmowego. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością, zagadki i tajemnice powoli się odkrywają, dawkowane subtelnie i z wyczuciem.

Dużo jest szczegółów, detali w opisie każdego bohatera i każdej sceny. Napięcie i zainteresowanie czytelnika – utrzymują się do samego końca. Czyta się niezwykle dobrze. To powieść łącząca kryminał, sagę rodzinną, romans, powieść społeczno – obyczajową.

To powieść o konieczności bycia potrzebnym, o niespełnieniu i niemożności poddania się panującym zasadom. O poszukiwaniu siebie i tłumieniu własnego ja. W końcu o wielkiej lojalności i przywiązaniu.

Przyznaję, nie jest to szczyt szczytów, ale nie jest to czytadło. Dla wielbicieli klimatów dworskich Anglii początku XX w, dla wielbicieli opowieści rodzinnych, tajemnic z przeszłości – idealna.


Dom w Riverton / The Shifting Fog, przeł. Anna Gralak, s. 576, Wydawnictwo Muza, 2010

środa, 17 marca 2010
Studnia życzeń - Katarzyna Leżeńska

„Nie mamy wpływu na to, jakie historie o nas samych zechcą opowiedzieć inni, bo te opowieści pisze przypadek, zbieg okoliczności i kapryśna pamięć bliźnich, a nie ich bohaterowie.”

Sięgnęłam po Studnię życzeń w oczekiwaniu czegoś łatwego i lekkiego. Chciałam odpocząć. Odpoczęłam ale książka do szczególnie łatwych nie należy. Wciąga niezwykle. Jest pełna barw, przeplata życie teraźniejsze z przeszłością. Pełna ciepła.

Hanka to trzydziestosiedmioletnia wdowa, wychowująca nastoletniego syna. Wciąż żyje przeszłością, nie może wrócić do normalnego życia, nie chce boi się, trwa w tej rzeczywistości, jaką ma. Samo przetrwanie wymaga od niej wiele pracy, wysiłku, czasu. Ma firmę księgową, musi zarabiać więc siłą rzeczy swoje życie prywatnie odłożyła na później żeby nie powiedzieć na zawsze.

Gdy otrzymuje możliwość zamieszkania lub wyremontowania domku (po babci) w Narwii niespodziewanie zaczyna analizować przeszłość swojej rodziny i odkrywa tajemnicę.  Wraca do przeszłości a to za sprawą opowieści pani Doroty – przyjaciółki babci. Dorota szczegółowo i wnikliwie przedstawia historię rodziny sióstr Hordyńskich. I tu ukazuje się ciekawy i niezwykle barwny opis podlaskiej wsi lat trzydziestych u progu wojny.  Poznajemy świat naszych babek i prababek, który jest ciekawszy niż kiedykolwiek mogłyśmy sobie wyobrażać. Wiedza o życiu jakie prowadzili inni członkowie naszej rodziny, np. babcie, jak naprawdę wyglądała ich młodość ich pierwsze sukcesy i porażki, miłości i nienawiści, w tych innych dla nas tak dziwnych czasach. – może okazać się niezwykle ciekawa.

Hanka to jakby tylko pretekst do tego,  by pokazać inny świat, by pokazać inne spojrzenie, inny wymiar przeznaczenia. By pokazać siłę miłości i śmierci, oraz niezwykłą niszczącą wszystko siłę historii.

Losy sióstr Hordyńskich pozwalają Hance zrozumieć swoje życie, uświadomić sobie, że jej los nie jest wielką tragedią a ona sama nie jest wyjątkowa i wybrana. Ta opowieść daje jej siłę motywację do walki o normalne szczęśliwe życie.

Studnia życzeń pozwala się zastanowić nad tym jak podchodzimy do naszego życia. Każdy problem i tragedia wydają się największe bo dotyczą nas. Wydaje nam się, że przypada nam los najgorszy z możliwych. A tymczasem jest inaczej. Tylko trzeba więcej dystansu do tego nabrać. Więcej odwagi, bo nazywanie wszystkiego tragedią "nie zwalnia nas z trudniejszych życiowych egzaminów”.

„Najdziwniejsze w końcu świata jest to, że następnego dnia, miesiąc później, a nawet dwa lata po tym, kiedy zawaliły się wszystkie plany, nadzieje i marzenia, nadal trzeba żyć, podejmować decyzje, a nawet planować, choćby obiad.”

Ważne jest by spojrzeć na siebie w szerszej perspektywie, by dostrzec, że jesteśmy częścią swojej rodziny, częścią historii.

Ta historia mnie wciągnęła. Wiele barwnych wątków, historii… Bardzo lubię czytać o losach rodzin, o poznawaniu przeszłości przez bohaterów, w pewnym sensie o sagach rodzinnych. Pozwala to odkrywać bogactwo szczegółów, inny świat…

Tytułowa studnia życzeń stała na podwórku rodziny Hordyńskich. Czy spełniała życzenia?

Na pewno wiele w tej powieści ludzkiego niespełnienia i nieszczęścia. Ale jest też wiedza o tym, jak pokonywać trudności, jak budować relacje międzyludzkie. Każdy z nas ma taką małą studnię w czysto metaforycznym znaczeniu… Bo każdy wypowiada swoje małe i większe życzenia…


Los lituje się czasem nawet nad tymi, których dotychczas nie rozpieszczał, choć i w tych rzadkich wypadkach gotuje im szczególne niespodzianki.”

„Wiesz, dziecko, kiedy życie zaczyna trwać za długo?(...)Wtedy, kochana, kiedy na całym świecie nie ma już nikogo, kto by cię pamiętał jako dziecko.”

„Ludzie, którzy nie umieją rozwiązać własnych problemów i obnoszą je po świecie wypisane na czole, na ogół chętnie pouczają bliźnich. Co ciekawe, to właśnie oni podsuwają jednoznaczne, radykalne rozwiązania, na które sami nigdy by się nie zdobyli.”


Studnia życzeń, s. 296, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2005

wtorek, 16 marca 2010
Je l'aimais - Anna Gavalda

Kochałem ją - Anna Gavalda

"Au bout de combien de temps oublie-t-on l’odeur de celiu qui vous a aimée?" ("Po jakim czasie zapomina się zapach kogoś, kto nas kochał?")

Chloe to matka dwóch córek, żona Adriena, który zostawił ja dla innej kobiety. Po porzuceniu nie może się odnaleźć, wrócić do normalnego życia, jej każdy dzień wypełniają łzy. Nieoczekiwanie znajduje wsparcie i pocieszenie u swojego teścia, Pierr’a.  Pierre, zatwardziały drań, wydający się egoistą bez serca, przy Chloe otwiera się i zaczyna mówić o swoim życiu. O swojej utraconej miłości, kobiecie, którą kochał. Cień Matyldy chodzi za nim krok w krok, całe jego życie wypełniają wspomnienia, nic nie jest już takie, jakie być powinno. Pierre stracił radość życia. A dlaczego? Bo pokochał Matyldę miłością dojrzałą i był wtedy po 40-tce, miał żonę i dzieci. Nie znalazł w sobie odwagi, by porzucić dotychczasowe życie.

Stracił tą, którą najbardziej kochał… myśląc, że to właściwa droga. Obowiązek był ważniejszy w tamtej chwili. Ale czy postąpił dobrze? Co mówi o tym dwadzieścia lat później?

Gavalda porusza trudny temat. Mówi o uczuciach trudnych. O porzuceniu: o tym, kto porzuca i kto jest porzucony, o miłości ponad wszystko,  o tchórzostwie. O konflikcie miłości i obowiązku…

Daje do myślenia, każe zastanowić się nad zbyt pochopnym podejmowaniem każdej decyzji. Od niej może wiele zależeć…

Autorka zestawia dwie osoby doświadczone przez życie, stojące po dwóch stronach. Opisuje ich relacje, wymianę zdań, emocje. Dużo w nich bólu ale i ciepła.

Przedstawia piękny opis miłości Pierra do Matyldy. Jego słowa wzruszają:

"J’aime être avec toi parce que je ne m’ennuie jamais. Même quand on ne se parle pas, même quand on ne se touche pas, même quand on n’est pas dans la même piece, je ne m’ennuie pas. Je ne m’ennuie jamais. Je crois que c’est parce que j’ai confiance en toi, j’ai confiance en tes pensées . Tu peux comprendre ça? ?Tout ce que je vois de  toi et tout ce que je ne vois pas, je l’aime. Pourtant je connais tes défauts. Mais justement, j’ai l’impression que tes défauts vont bien avec mes qualités. Nous n’avons pas peur des memes choses. Même nos demons vont bien ensemble ! Toi, tu vaux mieux que ce que tu montres et moi, c’est le contraire. Moi, j’ai besoin de ton regard pour avoir un peu plus de... (Uwielbiam być z Tobą, bo nigdy się nie nudzę. Nawet kiedy nie rozmawiamy, kiedy się nie dotykamy, kiedy nie przebywamy w tym samym pokoju, ja się nie nudzę. Nigdy się nie nudzę. Myślę, że to dlatego, że Ci ufam, ufam Twoim myślom. Potrafisz to zrozumieć? Wszystko, co w Tobie widzę, wszystko, to czego nie widzę, kocham w Tobie. Znam przecież Twoje wady. Ale właśnie mam wrażenie, że Twoje wady doskonale się łączą z moimi zaletami. Nie boimy się tego samego. Ale nasze demony idealnie do siebie pasują! Ty jesteś lepsza, niż to pokazujesz, a ja wręcz przeciwnie. Ja potrzebuję Twojego spojrzenia by okazać troszkę więcej...")

Gavalda po raz kolejny mnie poruszyła. Podoba mi się styl jej pisania, jej forma układania dialogów, przerywane akapity, poruszająca, subtelna.

"Le bonheur était là et je l’avais laissé passer pour ne pas me compliquer l’existence. C’était si simple pourtant. Il suffisait de tendre la main.Le reste se serait arrangé d’une façon ou d’une autre." (Szczęście było tam, a ja porzuciłem je, przechodząc obok, aby nie komplikować sobie życia. To było proste. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę. Wszystko inne ułożyło by się w ten czy inny sposób."


Je l'aimais / Kochałem ją, s. 157 Le dilettante, 2002,

 

Anna Gavalda na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/01/Po-prostu-razem-Anna-Gavalda.html

http://miedzystronami.blox.pl/2010/04/Pocieszenie-Anna-Gavalda.html

poniedziałek, 15 marca 2010
Władca Barcelony - Chufo Lloréns

Władca Barcelony

Jeden z największych hiszpańskich bestsellerów ostatniego roku. Ale właściwie czemu?

Lubię książki z tego okresu, Katedra w Barcelonie, Filary z ziemi -  mnie urzekły. Przeczytałam je jednym tchem. Ale tutaj… pozostaje spory niedosyt. Czegoś brakuje. Ale i spory przesyt, zbyt dużo oczywistości, mdłości i powtórek. Próba odwzorowania Katedry … nie przynosi sukcesu.

Barcelona, rok 1052. Wychowany w nędzy Marti Barbany ma 19 lat, gdy trafia do pysznego i dumnego miasta. Oszołomiony możliwościami, jakie niesie ze sobą życie w metropolii, zrobi wszystko, aby stać się pełnoprawnym obywatelem, zasłużyć na miłość dziewczyny z bogatego rodu i odmienić swój los. Dzięki inteligencji i odwadze, a także smykałce do handlu stopniowo buduje fortunę i zyskuje powszechny szacunek. Standardowo, jak to w takich powieściach, pojawiają się tacy, którzy zazdroszczą i chcą zaszkodzić Martiemu.

Jest też inny bohater – hrabia Ramon Berenguer, historia jego miłości do kobiety poślubionej innemu. A wszystko to skutkuje konfliktami i duża ilością wydarzeń.

No dobrze, czyta się bardzo szybko, dynamiczna akcja jest widoczna, to może plus ale pod warunkiem, że nie uderza ta oczywistość. Mnie drażniła. Zbyt długo się akcja rozkręca. Fabuła prosta. To nie jest takie średniowiecze, jakie mnie urzeka w tego typu powieściach

Co zwraca uwagę? (pozytywnie) Dość dobry opis wydarzeń historycznych. Nie są na pierwszym planie, mają być tłem dla głównego bohatera. Przedstawione przejrzyście i przystępnie. Sporo informacji na temat topografii i gospodarki Barcelony ( handel w czasach średniowiecza) .

Jak to na dworze średniowiecznym są intrygi i podstępy, namiętności i zdrady, wielkie kariery i duże pieniądze, sporo miejsca poświęcone dworskiej etykiecie.

Z Filarami Ziemi powieść ta ma niewiele wspólnego, z Katedrą w Barcelonie jeszcze mniej … ( oprócz kopiowana z niej,  ale nie o to chodziło, miała tak samo porywać )

Często narzucało mi się również porównanie z Hrabim Monte Christo Aleksandra Dumasa… postać Martiego ma przypominać trochę Edmunda Dantesa… ale to też nie udane.

Zbyt prosto, zbyt przewidywalnie.


Władca Barcelony / El donaré la Terra, przeł. Jerzy Żebrowski, s. 736, Wydawnictwo Albatros, 2009

 

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~