Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
sobota, 31 grudnia 2011
Danuta Wałęsa - Marzenia i tajemnice

Danuta Wałęsa jako Pierwsza Dama nie zwracała na siebie uwagi, zawsze stojąc z tyłu, skromna ale ułożona, potrafiąca odnaleźć się w każdej sytuacji, dbająca o zwyczaje i etykietę. Sięgnęłam po tę książkę, chcąc dowiedzieć się o tej kobiecie tego, czego nikt nie wie, bo nikomu nie pokazywała swojego prawdziwego oblicza, dbając bardzo mocno o swoją prywatność. I spełniłam swoje oczekiwania. Poznałam kobietę silną i zarazem pełną pokory, dla której najwyższą wartością, do dnia dzisiejszego, jest rodzina i dobro dzieci. Poznałam też relację bardzo wiarygodnego świadka dotyczącą początków Solidarności, działalności w podziemiu, strajków, oraz działalności SB. Ale nie Lech Wałęsa i jego wkład w historię jest przedmiotem zarówno książki jak i mojej recenzji ale Pani Danuta i jej wkład w scalanie rodziny i dbanie o jej dobro.   

Od zawsze była dla innych, nigdy nie myślała o sobie, nigdy nie płakała. Potrafiła sprostać wszystkim wyzwaniom i to ze stoickim spokojem. Czy to chodziło o odbiór Nagrody Nobla w Oslo, czy, będąc ciężarną, odwiedzanie męża w strajkującej stoczni czy wyjazd, zaraz po jego aresztowaniu, po świniaka zamówionego na święta. Wychodziła z założenia, że za wszystko się w życiu płaci, ale wszystkiego człowiek musi się nauczyć sam i przygotować podłoże do zdobywania doświadczeń. Pełna wiary w dobro i dobrych ludzi, często doznawała rozczarowań w obliczu zdrad przyjaciół. W ludziach przede wszystkim widziała ich osobowość, duszę i serce, a nie stanowisko czy funkcję. Całe swoje życie, tak burzliwe i dynamiczne, potrafiła ze spokojem i opanowaniem, z podniesioną głową, bez paniki iść naprzód, walczyć o to, co uważała za najcenniejsze. Ten spokój pozostał jej na całe życie.

Nie miała łatwo. Można by powiedzieć, typowa Matka Polka, typowa przedstawicielka Polskiej rzeczywistości tamtych lat. Ale nie do końca. Bo ona musiała znieść znacznie więcej. Ciągłą nieobecność męża; w zależności od sytuacji politycznej: przychylne lub negatywne komentarze, wytykanie palcami, wyszydzanie lub nadmierną sympatię, tłumy pod oknami i w domu. To ona musiała prowadzić "dom otwarty" dla dziesiątek ludzi odwiedzających jej rodzinę każdego dnia. To na nią spadała "odpowiedzialność" za los wielu ludzi, proszących ją o pomoc, czy to jako żonę przewodniczącego Solidarności, czy potem Panią Prezydentową. A pomijając wszak stronę polityczną jej życia, musiała być matką dla ośmiorga dzieci. Nie zaznała stagnacji, nie zaznała spokoju, nie poznała smaku miłości w rozumieniu wzajemnej pomocy, wsparcia i uzupełniania się.

Bo w związku Państwa Wałęsów występował ścisły, choć niepisany, podział ról. On zarabia pieniądze, a ona ma dbać o rodzinę i dzieci. Nic nowego, można powiedzieć, zwłaszcza w tamtych czasach. Ale w tym przypadku na barki Pani Danuty spadło zbyt wiele. Będąc w jej centrum, odcinała się, jak mogła od polityki. Zresztą, mąż nigdy jej nie wtajemniczał w swoje działania, nie pytał o zdanie, nie prosił o radę. Dość chłodny, zaangażowany w sprawę, która przesłaniała mu cały świat, nie potrafił okazywać uczuć.

Ta książka to dobre źródło wiedzy o latach rozkwitu Solidarności, o tym, co dla mnie, urodzonej zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego, stanowiło dość długo niewiadomą.

Co mi się nie podobało? Wypowiadanie się i wydawanie wyroków o różnych ludziach polityki. Czasem, owszem, Pani Danuta uzasadniała swoje ostre słowa ale często opierała się na tym, iż każdy powinien już daną wiedzę posiadać i wiedzieć co oceniana osoba złego zrobiła (oczywiście w odniesieniu do Lecha Wałęsy) a przecież każdy dane wydarzenie może interpretować w inny sposób, a młody czytelnik może w ogóle nie mieć o tym pojęcia. Poza tym podkreślając swoją niechęć do polityki, oraz brak zainteresowania nią, nie powinna również pod jej kątem oceniać poszczególnych działaczy.

Narracja pierwszoosobowa, język prosty, zwięzły i tym bardziej prawdziwy bo zupełnie  nieoszlifowany, niepoprawiany. O rzeczach w życiu najważniejszych Danuta Wałęsa mówi zwyczajnie ale zarazem wzruszająco. Wielokrotnie się powtarza, zarówno kilka słów jak i całe zdania ale umówmy się, nie jest pisarką i można jej to wybaczyć. Tym bardziej, że wspomnieć i przelać na papier całe swoje życie nie jest łatwo.

To opowieść życiowa, pełna mądrych i przemyślanych wypowiedzi, podpartych głębokim, zdobytym ciężką pracą doświadczeniem. Danuta Wałęsa miała wiele marzeń, na pewno nie spełniło się do dziś to najważniejsze, o posiadaniu, w pełnym tego słowa znaczeniu, męża. Tym bardziej Danka budzi we mnie ogromny szacunek i podziw. Przyznam, że znacznie większy niż jej mąż, do którego nigdy nie byłam przekonana, a jego obraz nakreślony na stronach tej książki, wcale nie sprawił, że zmieniłam zdanie. Kiedy on stawał się bohaterem podnoszącego się z zastoju społeczeństwa, ona była bohaterką dnia codziennego dla swojej rodziny.

To prawda, jak mówi włoskie przysłowie, że za każdym silnym mężczyzną stoi jeszcze silniejsza kobieta i bez Danuty nie byłoby takiego Lecha.

* Książka pięknie wydana, z licznymi fotografiami, z relacjami bliskich o Pani Danucie.


Marzenia i tajemnice, s. 552, Wydawnictwo Literackie, 2011

środa, 28 grudnia 2011
Jeden dzień - David Nicholls

Jedna z lepszych powieści przeczytanych w tym roku. Porywająca, psychologicznie zgłębiająca charaktery bohaterów, mówiąca wiele o życiu, jego prawdziwym obliczu, upływie czasu i nieprzewidywalności losu. I o przyjaźni w różnych jej obliczach. Jest też miłość…

 Dex i Em. Em i Dex. Główni bohaterowie to typowe przeciwieństwa, które potwierdzają regułę o ich przyciąganiu. Emma, dość nieśmiała, konserwatywna, zdystansowana, pozbawiona pewności siebie ale pełna ideałów. Dexter jest bogaty, pewny siebie, chce zawojować świat. Każde z nich widzi w drugim to, czego sami nie dostrzegają. Łączy ich specyficzna więź. Spotykają się w 15 lipca 1988 po uroczystości rozdania dyplomów i spędzają razem noc. Od tego momentu ich ścieżki życiowe wciąż będą się przeplatały. Ich spotkania, kontakty etc będziemy mogli obserwować każdego roku tylko przez jeden dzień, właśnie dzień św. Swithina, 15 lipca. W tradycji angielskiej pogoda 15 lipca jest wróżbą na kolejne 40 dni. Tak i dla bohaterów ten dzień jest wróżbą na kolejne długie lata.

Akcja ukazana jednego dnia każdego roku to niezwykle ciekawy zabieg, z którym spotykam się pierwszy raz. Co roku obserwujemy bohaterów, widzimy kim się stali, często bez podania wprost przyczyn, po prostu musimy sami wywnioskować jak spędzili poprzedni rok, co ich doprowadziło do miejsca, w jakim się znajdują.

Za każdym razem przyjaźń Emmy i Dextera jest w innym stadium. Z każdym rokiem, kiedy zmienia się ich życie, zmieniają się oni sami, zmienia się ich podejście do siebie wzajemnie. A wszystko zależy od tego, czego nowego się w życiu nauczyli, jakich problemów zaznali, jakie porażki i sukcesy mogą zapisać na swoim koncie. A dzieje się naprawdę wiele. I kiedy Emma stara się odnaleźć własne miejsce i pracę o jakiej marzy, Dex poszukuje sławy w telewizji, topi porażki w alkoholu i zanurza się w objęciach kolejnych kobiet. Ale potrafią być dla siebie, poszukują się, tęsknią, wspierają i w tym wszystkim nie są słodcy. I to tyle jeśli chodzi o treść, żeby nie zdradzić za dużo…

W tej powieści bohaterami – nie tylko głównymi – są ludzie tacy, jak my. Prawdziwi, borykający się z problemami, przytłaczającą rzeczywistością, która pozbawia złudzeń, staje na drodze do spełniania marzeń, nie daje tego, czego pragniemy.

Bohaterowie są pełni emocji, skomplikowani wewnętrznie, nie dający się jednoznacznie określić. Ich życie udowadnia nam, iż są momenty i ludzie, o których nigdy nie zapomnimy, a które na zawsze mogą nas zmienić. Warto pomyśleć, czy są wokół nas ludzie, dzięki którym jesteśmy tacy, jacy jesteśmy… Jest też upływający czas, który może nas zmieniać ale pewne rzeczy pozostają niezmienne, a Em i Dex doskonale nam to udowadniają.  

Narracja jest uporządkowana, prowadzona z dwóch perspektyw daje nam szczegółowy pogląd o sytuacji. Autor doskonałe połączył wątki, akcja jest niezwykle dynamiczna (co zaskakuje jako, że jest to powieść obyczajowa) ale zarazem pozwala się zastanowić, zatrzymać. Ciekawe dialogi, humor, czasem ironia, przyciągający uwagę język to tylko niektóre z zalet sprawiające, że tę powieść się połyka. Co więcej, nie kończy się tak jak, każdy pewnie by przypuszczał. Zaskoczenie i prawdziwe życie.

To opowieść inteligenta, błyskotliwa i przewrotna. A do tego wzruszająca ale daleko jej do ckliwości. Wywołuje przeróżne emocje, mi nie pozwalała się oderwać i sprawiła, że bardzo związałam się z bohaterami. Każdy poszukuje swojej drogi w życiu, każdy ma marzenia, każdy popełnia błędy. Ważne jest co potem zrobimy, czy będziemy umieli błędy przekuć w ważne doświadczenie życiowe, będące wskazówką. Czy będziemy umieli podążać odnalezioną drogą. Drogą do swojej duszy, do serca kogoś szczególnego, drogą do celu, jakim jest szczęście i bycie dobrym.


Jeden dzień / One Day, przeł. Małgorzata Miłosz, s. 447, Wydawnictwo Świat Ksiązki, 2011

niedziela, 25 grudnia 2011
Opowieści przy kawie - alexander McCall Smith

Opowieści przy kawie to dobra rozrywka i do tego w sam raz do czytania w leniwe popołudnie przy kawce, nie jest to już jednak to samo… To bezpośrednia kontynuacja 44 Scotland Street i jej lektura musi być poprzedzona lekturą tej pierwszej. Wiele wątków ma tu swój ciąg dalszy, poza tym nie da się wczuć w opowiadane historie bez dokładnej znajomości charakteru bohaterów, tak dobrze zarysowanych w części pierwszej.

Jak już przy bohaterach jestem, to cieszy mnie, iż tym razem McCall Smith pozwolił im naprawdę rozwinąć skrzydła, pokazać jeszcze więcej ze swojej osobowości. Potrafią zaskoczyć i wywoływać przeróżne emocje. Z każdym możemy obcować trochę dłużej choć nie każdy wzbudzał we mnie entuzjazm, nie wszystkie opowieści śmieszyły.

Bruce po utracie pracy postanawia rozkręcić własny biznes. Nie zmienił się nic a nic i wciąż jest tym zakochanym w sobie lalusiem. Jego postać nie zaskakuje, a bawi całą niedorzeczności przekonań, podejmowanymi decyzjami i ich motywacją. Obok Bertiego jest zdecydowanie najbardziej udaną postacią w tej części, wyrazistą, konkretną i rzeczową. Zadufany w sobie aczkolwiek nie pozbawiony uroku.

Na największą uwagę zasługuje Bertie i losy jego rodziny. Bo teraz nie tylko mowa o jego zaborczej matce Irene, ale również ojcu. Stuart wszak pragnie brać czynny udział w życiu swojego syna, co możliwe jest tylko przy przeciwstawieniu się woli Irene - to daje ciekawy i komiczny efekt. Bertie jest uroczy. Zdominowany przez mamę pragnie wreszcie uwolnić się z pęt jogi, lekcji włoskiego, lekcji gry na saksofonie i być normalnym chłopcem: łowić ryby, oglądać pociągi i nade wszystko nie ubierać ogrodniczek w kolorze różowym (poprawka, jak mówi Irene, w kolorze zgniecionej truskawki). Chcąc się usamodzielnić chłopiec buntuje się (bardziej po cichu i niewidocznie niż wprost) i podejmuje liczne próby bycia zwyczajnym i normalnym. 

Jest Pat, która jednak nie wprowadza zbyt wiele swoją historią. Domenica bije rekordy w filozoficznych wywodach, a Matthew poszukuje spisku w związku ojca z młodszą kobietą. Wszyscy są tak do bólu zwyczajni, ze swoimi przywarami, pragnieniami, ambicjami i lękami. Wywołują uśmiech lub irytację, jak w życiu. Możemy im towarzyszyć i możemy dostrzec w nich samych siebie, lub kogoś z sąsiedztwa, w końcu Smith prezentuje nam dużą różnorodność osobowości. To ogromny plus.

Niestety wg mnie McCall Smith nie powtórzył sukcesu pierwszej części. Trochę za dużo tu wątków, niektóre historie bym wyrzuciła jak na przykład wątek Ramseya Dunbartona. Domenica przesadzała z mądrościami, podobnie jak Angus, który mnie drażnił. Pat była nijaka, sama nie wiedziała czego chce.

Miłośnicy tej serii wiedzą już, że nie mogą oczekiwać akcji czy sensacji. Tu chodzi o odpoczynek, o luz i relaks przy kawie. Na to można liczyć.

Nie można odmówić autorowi doskonale poprowadzonej narracji, świetnej kształtnej formy i bogatego aczkolwiek potocznego języka, który idealnie oddaje właśnie rozmowy, plotki. Forma jak poprzednio – powieść w odcinkach, z których każdemu nadano tytuł i opatrzono rysunkami. Taka zbieranina różnych tematycznie fragmentów została doskonale połączona w zgrabną powieść. 

Niezobowiązująco, dla wyłączenia się, dla posmakowania szkockich klimatów zapraszam do zapukania w drzwi kamienicy przy 44 Scotland Street i poplotkowania przy kawie o tym, co nas w życiu spotyka…


Opowieści przy kawie / Espresso Tales, przeł. Elżbieta McIver, s. 336, Wydawnictwo Muza, 2011

McCall Smith na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/12/44-Scotland-Street-Alexander-McCall-Smith.html

piątek, 23 grudnia 2011
Wszystkiego najlepszego!

Święta tuż tuż
Życzę więc blogowiczom, czytelnikom, miłośnikom literatury i wszystkim wszystkim wokoło
chwili oddechu, refleksji i zamyślenia.
Spędźcie to Boże Narodzenie w gronie najbliższych
w spokoju, radości, z uśmiechem na twarzy.
Poczujcie zapach igliwia, zapalcie świeczki – symbol ciepła płynącego z naszych serc .
Niech  te święta będą magiczne, jedyne w swoim rodzaju.
I niech nie zabraknie książkowych prezentów wysypujących się z wypchanego Mikołajowego worka.
 
Wesołych Świąt!

czwartek, 22 grudnia 2011
Rozinnych cipłych świąt - Magda Parus

U podstawy świąt Bożego Narodzenia w naszej kulturze leży głęboka ich celebracja, w spokoju, radości, zgodzie i rodzinnej atmosferze. Niestety, rzeczywistość coraz częściej bywa inna a udowadnia nam to w swojej powieści Magda Parus. Powinien sięgnąć po tę książkę każdy, kto zachwyca się świętami już w listopadzie, myśląc tylko o oprawie a nie o tym, co ważne i prawdziwe w tym czasie.

Bohaterkami są dwie siostry: Kamila i Lena. Kamilę poznajemy jako pierwszą. Jest w trakcie przygotowywania  Świąt Wielkanocnych. Apodyktyczna, wiecznie niezadowolona, prowadzi swoje "nieciekawe" życie u boku męża Henia i synka Adusia (który jest już studentem). Kamila całkowicie dominuje swoich mężczyzn, narzeka na małą zaradność męża a co za tym idzie brak odpowiednich finansów, jednakże co tu ukrywać, podoba jej się możliwość dyrygowania wszystkim i wszystkimi. Nieczuła, obojętna, pod pozorem dbania o atmosferę świąteczną robi po prostu tak, by jej było wygodnie. Drażniła mnie od pierwszej strony. Wiecznie też zazdrości męża swojej siostrze Lenie.

U tej drugiej spędzamy Boże Narodzenie i to kilka lat pod rząd. Lena mieszka z Grzegorzem i dwiema córkami, Kasią i Anią. Właśnie przeprowadzili się do nowego dużego domu, który miał być spełnieniem ich marzeń. Snobistyczny Grzegorz zarabia dużą kasę i wraz z Leną do bólu rozpieszczają swoje córki prezentami. Przynajmniej na początku. Z każdym kolejnym rokiem, są dla siebie coraz bardziej obcy, a to w dużej mierze za sprawą mamusi Grzegorza, która z nimi zamieszkała. Grzegorz coraz częściej staje po stronie rodzicielki, podważając autorytet i pozycję żony w domu. Co roku mniej ze sobą rozmawiają, więcej się kłócą, aż dochodzi do całkowitego rozpadu ich związku gdy święta muszą spędzać oddzielnie, licytując się na prezenty podarowane córkom.

Obie siostry trwają w nieszczęśliwych związkach, obie na siłę próbują dbać o świąteczną atmosferę, która już dawno nie istnieje. Choć nie mają ochoty, mechanicznie co roku powtarzają te same czynności, choć drażnią je mężowie i dzieci nie pisną ani słówka, bo to Wigilia, bo to atmosfery w tym okresie popsuć nie można. Samotne i zagubione nie potrafią odnaleźć sposobu na szczęście swojej rodziny, bo o ich własnym nie ma co nawet wspominać.

Święta u Parus są trudne i nieprzyjemne, są tylko okazją do udawania, do podtrzymywania jako takich relacji ze względu na dzieci, ze względu na to, iż "tak trzeba". To czas kiedy relacje bliskich zamiast zacieśniać się i polepszać całkowicie się rozpadają, zanikają, albo przekształcają się we wrogość. I dlatego nie zawsze ten okres świąt jest radosny, gdy spędzić go trzeba "na siłę".

Te święta to całkowite zaprzeczenie tego, jak święta powinny wyglądać. Bo wszak czy najważniejsze są prezenty, ich jakość ilość i cena? Te rodziny są doskonałym odzwierciedleniem kierunku, w jakich coraz większa część naszego społeczeństwa podąża. Ich problemy są tymi, z którymi na co dzień my się zmagamy. Faworyzowanie jednego dziecka, alkoholizm, uleganie presji matki, konflikt matka-synowa.

Magda Parus bardzo brutalnie aczkolwiek realistycznie i plastycznie odtwarza nam życie bohaterów znudzonych swoją codziennością, bohaterów, których męczy ten sam schemat co roku, ta sama monotonia. Święta to nie kolorowy, ciepły czas, to katastrofa, do której bardzo łatwo można doprowadzić, przekraczając tę niewidoczną i delikatną granicę, zapominając o istocie tego okresu. Przeczytajcie, pomyślcie!


Rodzinnych ciepłych świąt, s.184, Wydawnictwo Muza, 2011

wtorek, 20 grudnia 2011
Zapiski niewidomego taty - Ryan Knighton

Bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność. To ciągły lęk o bezpieczeństwo dziecka, to ciągły stan gotowości, nieustanna czujność. A dla człowieka niewidomego, jakim jest bohater Zapisków niewidomego taty - Ryan, musi to być podwójnie trudne. Ale nie myślcie, że bohater się nad sobą użala, że oczekuje współczucia czy litości, wręcz przeciwnie. Chce tylko przedstawić swój sposób myślenia, swoją codzienność, swoje zmagania się z ograniczeniami,  jakie narzuca mu jego ślepota. A czyni to z dużym dystansem, dawką ironii i humoru.

Ryan i Tracy Knighton są szczęśliwym małżeństwem. Jego schorzenie – retinopatia – powoduje stopniową utratę wzroku. Oboje nauczyli się z tym żyć, zaakceptowali to jako część ich codzienności. Ich związkowi niczego nie brakuje choć sam Ryan nie rozpisuje się na temat sentymentów czy romantyzmu. W opisie dominuje pragmatyzm choć na pierwsze miejsce wysuwa się również pragnienie posiadania rodziny. Tracy przyzwyczajona jest do dużej ilości obowiązków, jakie na niej spoczywają, świadomie zdecydowała się na takie życie, jej postawa jest naprawdę godna podziwu. Widać wielkie uczucie łączące tych oboje, ale jest to inny schemat niż w tradycyjnym związku bo tutaj to kobieta musi dominować, to ona dostaje w prezencie skrzynkę  narzędziami, to ona musi być zaradna i samodzielna.

Pierwsza część pamiętnika to starania o dziecko. Pierwsza ciąża poroniona, leczenie, starania o kolejną. Udało się. Na świecie pojawia się mała Tess, a życie bohatera wywraca się do góry nogami. Każdy człowiek uczy się jak być rodzicem, ale Ryan odkrywa swoje rodzicielstwo i to bardzo powoli. Z każdym dźwiękiem wydawanym przez Tess, z każdą łzą, których roniła nie mało, z każdym gestem Ryan uczył się swojej córki, uczył się siebie i wspólnych reakcji. Jest człowiekiem, który jako mężczyzna ma poczucie odpowiedzialności za żonę, córkę i ich życie. Jednak wie dokładnie, że czasem po prostu musi się usunąć, musi stanąć z boku, by nie przeszkadzać.

Naprawdę nie jest łatwo być ojcem gdy wszystko, co musisz zrobić wokół dziecka jest ekstremalnym wyzwaniem. Zmiana pieluchy, spacer, zwykłe czynności wokół malucha. Niejednemu rodzicowi sprawia to kłopot ale po chwili dochodzi do wprawy. No właśnie, ale do tego niezbędna jest praktyka. Nie każda kobieta jednak odda swoje maleństwo w ręce niewidomego, by mógł się uczyć i praktykować. Potrzeba do tego ogromnego zaufania, odwagi i miłości.

Choć do końca nie może pogodzić się z faktem iż nie może być dla Tess, tym, czym dla niego był jego ojciec, Ryan potrafi się śmiać z siebie, ze swoich błędów. Stara się żyć normalnie, choć o normalności mu daleko i jest tego w pełni świadomy. Ale nie poddaje się, bo miłość do dziecka potrafi wiele przezwyciężyć.  Choć może to długo trwać warto się starać, warto podejmować kolejne wyzwania, zresztą, nie ma się wyjścia, by w końcu usłyszeć od swojej córeczki „chodź”, poczuć w swojej dłoni jej malutką dłoń, i pozwolić jej być swoimi oczami na świat.

Będąc nie bieżąco z pieluchami, pierwszymi spacerami, próbami zrozumienia potrzeb niemowlaka potrafię docenić swoje możliwości, potrafię docenić tym bardzie starania Ryana i wyrozumiałość i poświęcenie Tracy.

Te szczere zapiski to pełna optymizmu, pogody ducha i nadziei opowieść o walce z własnymi ograniczeniami i barierami, pozornie nie do pokonania. To również dla czytelnika ciekawe doświadczenie, możliwość czerpania radości, siły i uporu od niewidomego ojca.

"Nasze ciała wymuszają wzajemny dystans, tworzą barierę, którą przez całe życie staramy się na różne sposoby przełamać. Posyłamy na drugi koniec pokoju głosy. Spojrzenia. Prosimy od ługi uścisk. Fizyczną intymność dotyku, smaku i zapachu zachowujemy dla wybranych. Jeśli dwoje ludzi ma prawdziwe szczęście, dziecko spina tę przepaść między nimi. Zbliżamy się do siebie. Z oddzielnych atomów stajemy się cząsteczką."

"Na tym polega ironia. Im mniej mamy, tym więcej mamy do stracenia."

"Dziecko zetknie się w swoim życiu z myśleniem magicznym. Kiedy nie mamy nad czymś kontroli, wymyślamy mechanizmy. Rytuały, przesądy i gesty oswajające naszą bezradność, ograniczające nasz strach."


Zapiski niewidomego taty / C’mon Papa. Dispatches From a Dad in the Dark, przeł. Anna Nowak, s. 288, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

piątek, 16 grudnia 2011
Dziewczynka w zielonym sweterku - Krystyna Chiger, Daniel Paisner

Literatura faktu opisująca wojnę, Holokaust, obozy koncentracyjne, łagry, nienawiść, ludzką tragedię i wszelką przemoc i terror totalitaryzmu zawsze porusza mnie, szokuje, budzi niepokój i jakiś lęk. A przedstawiona z perspektywy dziecka, któremu przyszło zmagać się z rzeczywistością w tych trudnych czasach, tym bardziej.

Krysia – główna bohaterka i zarazem autorka tego dokumentu - pochodziła z żydowskiej rodziny i tak naprawdę miała wszystko. Wraz z rodzicami i bratem Pawełkiem mieszkała w pięknym dużym domu we Lwowie. Nie brakowało im niczego, tata prowadził własne przedsiębiorstwo, był znanym i utalentowanym stolarzem. Sytuacja zmieniła się wraz z wejściem do Lwowa wojsk radzieckich. Chigerowie stracili służbę, stracili dom, wydzielano im jedzenie, przenoszono z miejsca na miejsce, by na koniec umieścić w getcie. Szybko jednak podjęto decyzję o ostatecznej likwidacji Żydów z getta więc trzeba  było się ratować. Ignacy Chimer jako człowiek bardzo zaradny, zdeterminowany, gotowy zrobić wszystko dla swojej rodziny obmyślił plan ukrycia się w lwowskich kanałach, by tam przeczekać czas okupacji, jednocześnie licząc, że nie będzie to trwało długo.

Podczas rozeznania terenu, w kanałach spotkał Leopolda Sochę, drobnego złodziejaszka-kanalarza, który podjął się pomocy uciekinierom i zaproponował opiekę i ukrycie w kanałach. Gdy wszyscy chcieli ich zniszczyć tylko ze względu na pochodzenie Poldek wraz ze Stefanem Wróblewskim i Jerzym Kowalowem wyciągnęli pomocną dłoń. Oczywiście nie za darmo, bo codziennie otrzymywali sowite wynagrodzenie. Ale, jak się okazało, nie o to tu chodziło, bo nawet kiedy środki się skończyły Socha wciąż przychodził, wciąż wspierał już wtedy również jako przyjaciel.

Rozpoczyna się dramatyczna i traumatyczna walka o przetrwanie w warunkach urągających ludzkiej godności. Ale nie godność była tu na pierwszym miejscu ale potrzeba przeżycia. Dzięki dostarczanym przedmiotom użytkowym potrzebnym w codziennym życiu „więźniowie” podziemi starają się zbudować jakąś namiastkę normalności. Muszą jakoś funkcjonować, choć towarzyszą im setki szczurów, wszy, wilgoć, chłód, liczne choroby, ciemność i nieustający strach. Nikt nie rozpacza nad brakiem higieny czy prywatności. Liczy się życie, o które walczą do samego końca. I choć wielokrotnie śmierć zaglądała im w oczy liczne małe cuda pomagały im przetrwać. Ich grupa wciąż się zmniejszała, aż pozostało 10 osób, którym się udało znów po 14 miesiącach ujrzeć blask słońca.

Niesamowite, że w takim okrutnym świecie, w dramatycznych wojennych czasach byli tacy ludzie jak Leopold Socha. Ten niezwykle odważny i o wielkim sercu człowiek był dla swoich podopiecznych przewodnikiem, łącznikiem z rzeczywistością, który chcąc odkupić swoje winy i grzechy, ryzykował własne życie, kosztem swojej rodziny spędzał czas z Krysia i jej braciszkiem. Uratował 10 osób a wiadomo, że „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat.”

Nie ukrywam, nie raz popłynęły moje łzy. To bardzo wstrząsająca historia, smutna i ukazująca ogrom zła i nienawiści Niemców do narodu żydowskiego. Ale to również historia, która daje nadzieję, ukazując walkę ludzi o każdy najmniejszy choć strzępek człowieczeństwa. Ludzi, którzy tworząc wspólną intymność z obcymi próbowali istnieć w nowej społeczności, nowej rzeczywistości zachowując resztki godności i tworząc namiastkę cywilizowanego życia.

Jako mamę poruszyły mnie relacje z getta, kiedy to masowo zabierano wszystkie dzieci, a matki nie mogąc się z tym pogodzić kończyły ze swoim życiem. Przerażająca i poruszająca jest historia Gieni, która w kanałach powiła dziecko i musiała wybierać między życiem jego a życiem współtowarzyszy niewoli.

Trudno mi jest wyobrazić sobie to, co przeżywali Ci ludzie. My, żyjący w XXI, mający wszystko, czego nam tylko potrzeba nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć tych ludzkich tragedii, jakie każdego dnia miały miejsce w okresie II wojny światowej.

Historia Krysi i rodziny Chigerów udowadnia po raz kolejny, jak wiele ludzie potrafią przeżyć. Wojna nie jest w stanie zabić ich dusz, nie jest w stanie pozbawić ich człowieczeństwa. Ci ludzie są dowodem na to, jak wiele można poświęcić, ile serca okazać, dobroci i współczucia.

W swojej opowieści Krysia często się powtarza, ale nie wymagam, by spisując po tylu latach swoją historię autorce udało się tego ustrzec. Krystyna Chimer pisała w oparciu o wspomnienia swoje ale również dziennik swojego taty. Pamięta wiele z tamtego okresu, liczne wydarzenia, anegdoty, śmieszne sytuacje, tragiczne i ciężkie chwile. Jest obiektywna na tyle na ile pozwala jej serce, bo czasem nad emocjami zapanować się nie udało. Dzieli się tym wszystkim z czytelnikiem, nakazuje mu razem z nią i jej rodziną to przeżywać, by potem tym mocniej zastanowił się, zamyślił, zatrzymał na chwilę.


Dziewczynka w zielonym sweterku / The Girl in the Greek Sweter A life in Holocaust’s Shadow, przeł. Beata Dżon, Wydawnictwo Naukowe PWN

wtorek, 13 grudnia 2011
Biedny Tom już wystygł - Maureen Jennings

To moje pierwsze spotkanie z Mureen Jennings i detektywem Murdochem. Pierwsze i jakże udane.  XIX Toronto z zachwycającą dokładnością odzwierciedlone przez autorkę, wyraziści, zróżnicowani i ciekawi psychologicznie bohaterowie, intrygująca oryginalna postać detektywa, zajmująca intryga i w końcu sam tytuł powieści gwarantują doskonałą zabawę i rozrywkę intelektualną.

Podczas nocnego obchodu zaginął konstabl Oliver Wicken, człowiek znany i wielce szanowany, lubiany i podziwiany. Na jego poszukiwania wyrusza detektyw William Murdoch, podążając trasą, jaką przemierza każdego wieczoru strażnik. Niestety odnalezione zostaje ciało Wickena, z przestrzeloną głową, z dziwnie zatkniętym między nogami rewolwerem oraz listem pożegnalnym, sugerującym samobójstwo z miłości.  Wszystko wskazuje, iż konstabl sam odebrał sobie życie, jednak intuicja Murdocha nakazuje mu zbadać znacznie więcej szczegółów, podążyć śladami przez innych niezauważonymi.

Na jaw wychodzi wiele interesujących faktów. Konstabl, choć jest to zabronione na służbie, widziany był z kobietą, choć nie powinien posiadać kluczy do opuszczonego domu, jednak je miał i to właśnie tam znaleziono go martwego. W toku śledztwa zaś, ten niepozorny mężczyzna, wzorowy brat i syn, okazuje się mieć dwie narzeczone, z których każda gorąco zaświadcza o ich miłości.

Rozpoczyna się fascynujące, pełne niespodziewanych wydarzeń,  odkrywanych powoli tajemnic i zagadek, śledztwo. Z zachwytem zagłębiałam się w kolejne intrygi, brnęłam z detektywem przez mroczne ulice XIX kanadyjskiej metropolii, jego śladem wnikałam w najczarniejsze odmęty ludzkiej natury, obcowałam z występkiem i zbrodnią , wczuwałam się w sytuację bohaterów. Równolegle ze śledztwem toczy się historia rodziny Eakinów. Ojca Nathaniela, który ożenił się po raz trzeci z Peg, kobietą młodszą od jego dzieci: Augusty, Franka i Jariusa, a którzy to serdecznie macochy nienawidzą, czemu jawnie dają wyraz.  Brudne rodzinne sekrety, nieczyste sumienia członków tej rodziny być może w jakiś sposób wiążą się z tajemniczą śmiercią konstabla.

Do czego doprowadzi Murdocha intuicja, doświadczenie i wiedza, jak również zgłębienie ludzkiej psychiki i moralności? Pewne jest, że autorka dostarcza czytelnikowi nie lada rozrywki, dzięki akcji płynącej powoli pozwala uważnie śledzić sytuację, analizować zachowania poszczególnych bohaterów i ich postępowanie.

Jeszcze jedna ważna rzecz! Maureen Jennings daje szansę na wnikliwe zapoznanie się z rzeczywistością XIX Toronto, obyczajowością, mentalnością, religijnością.  Szczegółowo opisuje rzeczywistość widzianą oczami różnych grup społecznych, z detalami prowadzi nas przez dom dla obłąkanych czy ukryty pod przykrywką szkoły muzycznej dla dorosłych dom publiczny. W każdym calu zadbała o detale, o realizm.  Zaskakuje i zadziwia niezwykła plastyczność przedstawionych wydarzeń czy postaci, ich sugestywność.

Sam detektyw wydaje się postacią zwyczajną, jakby nie wysuwającą się na główny plan, a jednak wzbudza sympatię, nawet śmieszy, tym bardziej, że i jego poznajemy troszkę od strony prywatnej, jako borykającego się z problemami miłosnymi i religijnymi niespełnionego mężczyznę.

Idealny klimat, dbałość o szczegóły, wierność historii, autentyzm, sprawiają, że przenosimy się w przeszłość i u boku detektywa przemierzamy deszczowe, smutne, ponure i wręcz przygnębiające miasto. Do tego tytuł, którego uzasadnienia poszukiwałam wraz z każdą przekręcaną stroną, a który w bardzo pokrętny sposób nawiązuje (jeśli w ogóle można tak powiedzieć) do zawartości fabuły.

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Oficynka.


Biedny Tom już wystygł / Poor Tom is cold, przeł. Anna Sawicka-Chrapkowicz, s. 360, Wydawnictwo Oficynka, 2011

niedziela, 11 grudnia 2011
Innego życia nie będzie - Maria Nurowska

Powieść ukaże się 18.01.2012, nakładem wydawnictwa WAB.

Stefan Gnadecki młodość ma już za sobą. Lata dojrzałości również, jest po prostu starym człowiekiem, który z trudem się porusza, żyje samotnie, a jego życie mija na rozpamiętywaniu przeszłości. A przeszłość ta zdeterminowana była przez jego karierę polityczną oraz liczne małżeństwa i miłości. Pewnego dnia otrzymuje pocztą przesyłkę z Ameryki. A w niej dzienniki, spisywane przez jego pierwszą żonę Wandę…

On był Wojewodą w Szczecinie, ona jego sekretarką. Bardzo szybko między nimi zaiskrzyło. I choć jego mama była zdecydowaną przeciwniczką ich związku, pobrali się, a z ich miłości poczętych zostało dwóch synów. Teściowa szczerze nienawidziła Wandy i osiągnęła cel -  rozłączyła młodych, co nie było znów takie trudne gdy syn chętnie wybrał drogę kariery politycznej. Rozstał się z Wandą, zabierając jej syna Michała, ona pozostała z drugim, narodzonym już po ich rozstaniu.

Powieść Marii Nurowskiej to rozrachunek Stefana z systemem, to rozrachunek Stefana z życiem i przeszłością. To smutna opowieść Wandy o miłości, która trwa całe życie, która mimo cierpienia, wykazuje zrozumienie i szacunek. Za sprawą dzienników Wandy poznajemy wzajemnie relacje małżonków, sytuację polityczną, uwarunkowania, problemy. Wspomnienia przeplatane są teraźniejszym życiem Stefana, jego uwagami dotyczącymi czytanych wspomnień, jak i rzeczywistości i przeszłości widzianej jego oczami.

Miłość i polityka. Co jest silniejsze?

Stefan jako część systemu całkowicie się mu podporządkowywał. Kariera to była piękna, błyskotliwa aczkolwiek krótka. Władza wymagała posłuszeństwa, całkowitego z nią utożsamiania, jednolitych poglądów, a na scenę szybko zaczęli wkraczać nowi. Stefan nie był w stanie dotrzymać kroku, dźwignąć ciężaru władzy, a ta władza odbierała takim jak on, to, co mieli najważniejsze: rodzinę, życie, duszę… System upadł a on wraz z nim. Zniknęły przywileje i zaszczyty,  kiedy to zrozumiał było już za późno, nie miał odwagi działać właściwie, a oczy się kiedyś otwierają i wtedy ta świadomość boli. Jedyne czego wtedy pragnął to wyrazić skruchę, dać wyraz swojemu żalowi, przeprosić za zło, które wyrządził. Gdy chciał się ukorzyć nikt go nie słuchał bo szybko wybaczono dawnym ubekom i pozostali bezkarni, nikt już nie szukał winnych. A w nim została ta przeszłość, trawiąc i niszcząc go od środka. Mimo, iż nikt go już nie kontroluje, nie sprawdza, nie wisi nad nim czujna ręka władzy, on wciąż nie potrafi oderwać się od przeszłości. Jedyne, czego pragnął to poddać się surowej ocenie, stanąć przed „sędzią” życiowym, który go uwolni od odpowiedzialności i cierpienia.

Stefan był słabym człowiekiem, czego sobie przez długi czas nie uświadamiał. Próbował stawać ramię w ramię z silniejszymi ale nie widział, że pozostaje daleko w tyle i w ostatecznym rozliczeniu zarówno w swoim gorzkim romansie z komunizmem jak i w życiu poniósł porażkę. Co mu pozostało na starość? Niezamknięte rozdziały z przeszłości, na zamknięcie których nigdy nie miał odwagi; śmieszność; wszechobecny lęk przed byciem zbędnym w nowej rzeczywistości, w końcu, a może przede wszystim walka o zachowanie człowieczeństwa.

A co pozostało Wandzie? Jej życie, po rozstaniu, nigdy nie było już szczęśliwe. Stefan zdominował je do ostatnich dni. Wyjechała z młodszym synem do USA, gdzie nie potrafiła się odnaleźć, gdzie walczyła z wyrzutami sumienia z powodu niemożności pokochania swojego syna tak do końca. Miłość do Stefana przesłoniła jej wszystko, nie pozwoliła oddać siebie, nie dała wolności. Wanda nigdy nie znalazła już siebie i swojego miejsca. Kto był w tym wszystkim bardziej nieszczęśliwy?

Kiedy do Polski przyjeżdża Stefan-syn ze zwłokami Wandy z celem pochowania jej w rodzinnym gronie Gnadeckich i spotyka się z bratem Michałem i ojcem, wiele się zmienia. Rzeczywistość widziana oczami „obcokrajowca” wydaje się być całkiem inna, spojrzenie na życie matki i żony tym bardziej. To spotkanie symboliczne i pozornie tylko chłodne a jednak przepełnione emocjami i uczuciami dojrzałych mężczyzn…

Bohaterowie Nurowskiej są wyraziści, pełni przeciwieństw ale dzięki temu prawdziwi. Język powieści jest prosty do bólu. Wanda w swojej zwyczajności, małomiasteczkowości i naiwności jest dość pretensjonalna, momentami drażni ale do czasu, gdy poznajemy jej życie w Ameryce i wnikamy głęboko w jej samotność i tęsknotę za jedyną utraconą miłością. Miłością, której ustrój, czasy, nieprzychylność ludzi nie pozwoliły kwitnąć i istnieć.  

Innego życia nie będzie i od każdego z nas zależy co z nim zrobimy, jakie decyzje będziemy podejmować i czym się kierować. Pozornie prosto ale z dużą dawką emocji ukrytych Maria Nurowska pokazuje nam nieszczęścia ludzi, tak sobie bliskich, a jednak tak dalekich i sobie obcych. Porusza i zastanawia. Kolejny raz!

Za egzemplarz próbny powieści dziękuję Pani Justynie z Wydawnictwa WAB


Innego życia nie będzie, s. 223, Wydawnictwo WAB, 2012

czwartek, 08 grudnia 2011
Zapach rozmarynu - Ewa Marcinkowska-Schmidt, Danuta Marcinkowska

Kontynuacja Lawendowego Pyłu mnie nie rozczarowała, wręcz przeciwnie chyba bardziej zachwyciła niż część pierwsza. Autorki po raz kolejny przemawiają w imieniu kobiet, portretując kilka ich pokoleń. To te z nich, które podczas II wojny światowej i po jej  zakończeniu pozostały na kresach, po przesunięciu granic starały się zachować polskość, stawić czoła nowym porządkom, nowej władzy, a zarazem życiu i srogiemu losowi. A ten ich nie oszczędzał.

Wydarzenia historyczne przeplatają się z życiem codziennym dwóch rodzin, w których to kobiety po raz kolejny obdarzone są siłą, uporem, kobiety ponownie dźwigają na swoich barkach ciężar utrzymania rodziny, dbania o dzieci.

Bohaterki tej powieści są jeszcze bardziej nieszczęśliwe niż w części poprzedniej. Żadna nie stworzyła udanego i szczęśliwego małżeństwa, żadna nie osiągnęła tego, o czym marzyła. Doświadczały śmierci mężów, śmierci dzieci, rozstań z bliskimi, którzy uciekali do nowej Polski. Musiały same brać odpowiedzialność za codzienne wybory i same poświęcać się w imię dobra dzieci. Zastanawiam się tylko czy taka naprawdę była rzeczywistość tamtych czasów? Skąd tyle smutku, tyle nieszczęśliwych życiorysów i to w obrębie jednej rodziny? Matki, córki, synowe…

Do tego przejmująca walka o zachowanie tożsamości w czasach stalinowskim represji, zsyłek i przesiedleń. Gdy ciągle zmiany władzy, języka urzędowego, nazw ulic sprawiają, że ludzie nie wiedzą w jakim kraju żyją, kim są. Nie rozumieją też konieczności tych wszystkich przemian, bo ta wielka historia jest jakby poza nimi choć silne poczucie patriotyzmu i odpowiedzialności za ukochaną ojczyznę istnieje zarówno w ich umysłach i sercach.

Niektóre, jak Anna, nie chcą opuszczać rodzinnych stron, innym – Anieli – się nie udaje, Halina długi czas się waha. Tęsknią za rodziną, która zamieszkała w nowej Polsce, widzą ten kraj jako raj, niespełnione marzenie. Czy rzeczywiście? Może jednak, jak mówi Grażyna, nie ważne jak nazywa się miejsce, w którym żyjemy, ważne czy umiemy je pokochać. Ważny jest też nasz dom, ten, który tworzymy wewnątrz siebie, w swoim sercu i swojej pamięci. To jest dom, do którego zawsze możemy wrócić.

Prostym i codziennym językiem Dorota Marcinkowska-Schmidt i Danuta Marcinkowska przedstawiają na tle powojennych zawirowań losy zwykłych ludzi. Nostalgicznie, z nutką zamyślenia i melancholii widzimy jak życie ludzi zmienia się w zależności od tego jak zmienia się świat. A ten wszak nie stoi w miejscu. Wraz z nadejściem nowych czasów, zmieniają się zwyczaje, tradycje, priorytety i nic już nigdy nie będzie takie samo. Nie wszyscy potrafią się z tym pogodzić, żyjąc wspomnieniami.

Losy naszych bohaterek, Anny, Jadwigi, Czesi czy Haliny doskonale ukazują nam znaczenie małych drobiazgów w codziennym życiu. Ukazują nam, że na losy człowieka wpływ może mieć każdy szczegół, każda najmniej błaha decyzja i trzeba się liczyć ze wszystkim.

Tocząc się w szybszym tempie niż część pierwsza Zapach rozmarynu wzrusza, porusza, opowiada wielopokoleniową historię uporu, walki o tożsamość, poświęcenia i siły więzów rodzinnych.


Zapach rozmarynu, s. 210, Wydawnictwo Klucze, 2010

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~