Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
piątek, 31 grudnia 2010
Koniec roku - Wszystkiego Najlepszego w 2011

Cieszę się, że właśnie Zafonem przyszło mi kończyć ten rok, to dobre ukoronowanie tego czasu. Myślę, że 2010 był zdecydowanie udany jeśli chodzi o to, co czytałam. Było wiele książek, które mnie poruszyły, wzruszyły, wywołały przeróżne emocje, od fascynacji po znudzenie.

Mam nadzieję, że ten Nowy 2011 będzie obfitował w ciekawostki wydawnicze ale że także przyjdzie mi odkryć wiele powieści - perełek z lat poprzednich.

Nie przepadam za statystykami bo nie o ilości tu wszak chodzi, ale jako, że to pierwszy mój blogowy rok, niech będzie.

Ilość przeczytanych książek: 132

Bardzo żałuję, że tak mało przeczytałam w językach obcych, moich ukochanych.

Po angielsku: 3

Po rosyjsku: 1

Po francusku: 3

Chciałabym bardzo zmienić to w 2011, zobaczymy.

Dominowała literatura amerykańska - 32, zaraz za nią polska – 22, a podium zamyka literatura angielska – 13. Cieszy mnie również obecność na mojej geograficznej mapie literackiej takich krajów jak Liban, Peru czy Iran, oraz duży procent literatury skandynawskiej.

Cieszą mnie takie moje małe „odkrycia” jeśli chodzi o autorów, po których inne powieści chcę sięgnąć. Mam na myśli np. Haruki Murakamiego czy mistrzynię kryminału psychologicznego Charlotte Link, (którzy już czekają na półce), Annę Gavaldę.

Tytuł najlepszej książki przyznaję Sofi Oksanen i jej powieści Oczyszczenie.

Najgorsza to Sceny z życia pozamałżeńskiego – Manuela Gretkowska / Piotr Pietucha

Nudna Żółte cytrynki – Kajsa Ingemarsson

Życzę wszystkim, by Nowy Rok przyniósł wiele dobrego zarówno w życiu prywatnym jak i by postawił wiele ciekawych pozycji na Waszych czytelniczych ścieżkach i udostępnił wiele miejsca na domowych półkach.

Prywatnie, cieszę się, że 2010 dobiegł końca i z nadzieją patrzę w ten 2011. Na pewno będzie inny. Już nie mogę doczekać się wszystkich pozycji, po jakie sięgnę podczas tych 12 miesięcy. Ale w lutym pojawi się na świcie mała istotka, z którą będziemy pisać naszą własną powieść …

Pozdrawiam

Książę mgły - Carlos Ruiz Zafon

Przyznać się muszę, że jestem wielbicielką twórczości Zafona. Zaczęło się w 2005 roku od Cienia wiatru, potem długo wyczekiwana Gra anioła w 2008 r., Marina w 2009 i Książę Mgły.

Nie wiem czy publikacja tych powieści właśnie w takiej kolejności to sprytny zabieg marketingowy czy kompletny przypadek. Bo nie ukrywajmy, gdyby najpierw pojawił się w sprzedaży Książę Mgły lub Marina powieści tego autora przyciągnęłyby zupełnie innego czytelnika.

Ale nie będę tu porównywać książek tego autora ze sobą bo nie o to chodzi. Jako, że Książę mgły jest debiutem literackim autora (1992), jest pozycją typowo dla młodzieży (o czym też autor wspomina w przedmowie), tak właśnie staram się na tę pozycję patrzeć.

Jednocześnie jestem pewna, że wielu czytelników dorosłych, tak jak ja, z chęcią sięgnęło czy sięgnie po tę pozycję i zaczerpnie wiele przyjemności i radości z tej lektury. Tym bardziej, że książka pisana dla młodzieży nie jest pisana typowym młodzieżowym językiem, za co duży plus. Nie ma tu też jakiegoś wielkiego morału, prawienia kazań czy wykładów nauczycielskich. Są za to piękne wartości, zestawienie dobra ze złem.

Do małego miasteczka – osady rybackiej - sprowadza się rodzina Carverów, rodzice i ich dzieci: Irina, Alicja i Max. Zamieszkują w domu kiedyś należącym do rodziny Fleischmannów, których dotknęła wielka tragedia. Dzieci poznają Rolanda, kilkunastoletniego chłopca, wnuczka miejscowego latarnika. Tych młodych połączy prawdziwa przyjaźń, niewyjaśniona przeszłość kryjąca się w każdym zakątku miasteczka i na dnie morza, oraz wiele niebezpieczeństw. Życie rodzeństwa zmieni się bezpowrotnie i już zawsze będzie im towarzyszyć to, czego byli uczestnikami… Nie chcę zdradzać treści. Naprawdę warto samemu się w niej zatopić i odpłynąć na jakiś czas…

Autor jak zawsze świetnie buduje napięcie, wypełnia każdą stronę tajemnicą i magią, sprawia, że wszystko jest irracjonalne i trudno w to uwierzyć. Nic tu nie jest takie, jak się wydaje ale jednocześnie nic nie dzieje się przez przypadek. Owiane mgłą i niepokojem, kusi i nie pozwala się oderwać.

Zakończenie zaskoczyło mnie, przyznaję. I jest to tylko kolejnym dowodem wielkiego kunsztu tego pisarza oraz tego jak magicznym potrafi uczynić opisywany świat i bohaterów.

Powieści Zafona niosą ze sobą pełen uniwersalizm i wiele pozytywnego przesłania. Tak i Książę mgły mówi nam wiele o prawdziwej przyjaźni i o poświęceniu w jej imieniu. O przeznaczeniu, z którym nie można wygrać ale również o walce, jaką mimo wszystko warto podjąć.

A czysto wizualnie, podoba mi się okładka. Jest pełna tajemniczości, pełna jakiejś grozy, intryguje i po przeczytaniu powieści można stwierdzić, że doskonale oddaje jej klimat i tematykę. Zresztą mogę to powiedzieć o wszystkich okładkach, wydanych w Polsce powieści Zafona.

Liczę, że Muza nie pozwoli nam zbyt długo czekać na Pałac północy i Światła września – kolejne części tej trylogii.


Książę mgły / El Príncipe de la Niebla, przeł.Katarzyna Okrasko,  Carlos Marrodán Casas, s. 200, Wydawnictwo Muza, 2010

 

czwartek, 30 grudnia 2010
Tajemnica - Philippe Grimbert

Każdy człowiek ma jakąś tajemnicę. Każda rodzinę również kryje w sobie coś, o czym nie wiedzą wszyscy. Z czasem jedne nawet skrzętnie ukryte sekrety wychodzą na jaw, inne pozostają na zawsze w ukryciu. W tej niepozornej powieści poznajemy tajemnicę pewnej rodziny…

Wszystko zaczyna się od tego, iż mały chłopiec wymyśla sobie starszego brata – chłopca idealnego, tak różnego od niego. Philippe nie może pozbyć się uczucia, że jest rozczarowaniem swoich rodziców, że nie jest taki, jaki być powinien – jest wątły, chorowity -dlatego jego starszy brat jest tym lepszym - zdrowym i wysportowanym, który zawsze zwycięża. Dzięki temu mały może w pewien sposób poradzić sobie z samotnością, ze smutkiem, z poczuciem winy w stosunku do rodziców – wysportowanych i wspaniałych.

Po latach, dzięki bliskiej znajomej rodziny, dowiaduje się prawdy o historii swojej rodziny, prawdy sięgającej II wojny światowej, holocaustu i prześladowań. Musi skonfrontować tę wersję prawdy, jaką przekazali mu rodzice z tym, jak było w rzeczywistości, z opowieścią o wielkim złu wojny, ale również opowieścią o wielkiej miłości, zdradzie i pożądaniu. Chłopiec musi porównać także ten znany mu, wizerunek swoich doskonałych  rodziców, z tym nie do końca czystym i przejrzystym, z tym prawdziwym. Pihlippe jest przykładem niezwykłej spostrzegawczości dziecka, pokazuje jak wiele przeczuwać, czuć i zauważyć może dziecko. Nie zawsze rodzic jest w stanie ochronić je od zła, od tego, co uważa za niewłaściwe lub tego, co chce ukryć. Philippe powoli odkrywa, że przyczyną smutku ojca nie jest on sam ale ta dramatyczna przeszłość, straszne wydarzenia, jakie stały się jego udziałem w czasie wojny.

Wraz z odkrywaniem trudnej i bolesnej prawdy syn musi wybaczyć swoim rodzicom ale jednocześnie ma świadomość, że brzemię tej prawdy jest największą karą dla nich samych, znacznie większą niż dla niego.

Czytając należy się bardzo skoncentrować. Mimo iż rozdziały są bardzo krótkie, każdy niesie ze sobą wiele informacji, duży ładunek emocji, kłębiących się w małym chłopcu i jego rodzicach, przekazanych jednak językiem niezwykle surowym i chłodnym. Innym ważnym aspektem jest fakt, iż historię wojny widzimy oczami dziecka, to dziecięca wizja, pobawiona konkretów i szczegółów a jednak nie dająca wątpliwości, co tym bardziej świadczy o jej tragizmie.

Wspomnieć muszę, że Philippe Grimpert jest psychoanalitykiem, co uwidacznia się w jego opisie wnętrza bohaterów, opisie duszy, dogłębnie przeanalizowanym sposobie przeżywania,. Autor daje czytelnikowi również do zrozumienia, iż w swoim życiu niezwykle wiele zawdzięczamy przodkom. Nie można oderwać się od swoich korzeni, nie można zapomnieć o swoich bliskich, nie gubiąc przy tym własnego ja, nie gubiąc tożsamości. Zawsze wtedy jakaś cząstka człowieka ubywa a on sam staje się niepełnowartościowy.

Tajemnica to opowieść o sile pamięci i wspomnień, o potędze miłości.


Tajemnica / Un secret, przeł. Wiktor Dłuski, s.200, Wydawnictwo Nasz Księgarnia, 2010

 

środa, 29 grudnia 2010
Pomaluj to na czarno - Janet Fitch

"Płacimy za każdą sekundę piękna, jaką uda nam się ukraść."

Pomaluj to na czarno -  już sam tytuł wskazuje na barwy tej powieści. Ciemne, mroczne, pełne smutku i przygnębienia - bo taka jest ta powieść. Niesie jednak ze sobą niesłychaną ilość uczuć, wielkie pokłady emocji, bijące z głównych bohaterów.

Josie Tyrell ma 21 lat, pracuje jako modelka pozująca artystom, obraca się w towarzystwie punków. Ma wrażenie, że wraz ze spotkaniem Michaela jej życie całkowicie się zmieniło. Michael pochodzi z bogatej i sławnej rodziny, jego matka to światowej sławy pianistka a ojciec jest pisarzem. Josie czuje, że poznała swoją drugą połowę, człowieka, dzięki któremu odnalazła swoje miejsce, uwierzyła w siebie. On jej uświadomił swoją miłością, że jest coś warta, że nie ma znaczenia skąd pochodzi, jakie ma wykształcenie. Kochali się, uzupełniali się. Tak jej się przynajmniej wydawało do momentu gdy nie dowiaduje się, iż Michael popełnił samobójstwo.

Nagle całe jej życie zostaje wywrócone do góry nogami. Josie musi skonfrontować się z prawdą o mężczyźnie, którego tak naprawdę nie znała, choć wiedziała o nim najwięcej. Musi przyznać, że tak naprawdę on zbudował dla niej Michaela, który nie istniał, a swoje prawdziwe ja skrzętnie przed nią ukrywał. Tak jak przed swoją matką, drugą najważniejszą kobietą w jego życiu, czy nie ważniejszą? Z matką, z którą łączyły go przedziwne relacje, które przyjdzie czytelnikowi poznawać i odkrywać na każdej stronie powieści.

Dwie kobiety, które straciły ukochanego mężczyznę ale wciąż walczą o to uczucie, o jego względy. Jego śmierć staje się bodźcem, który sprawia, iż każda z nich chce dowiedzieć się więcej o nim samym, o tej drugiej kobiecie w jego życiu. Nie będzie to łatwe, gdy zetrzeć się mają ze sobą tak różne, wręcz skrajne charaktery. Tu pojawia się pytanie o możliwość porównania, zmierzenia smutku, żalu  i bólu po stracie ukochanej osoby? Czy jest to możliwe?

Josie wzbudza współczucie i litość w pierwszej części powieści. Gnębi ją poczucie winy, ma wyrzuty sumienia, obwiania się o śmierć ukochanego. Poznajemy jej życie z Michaelem, widzimy, czego została pozbawiona, widzimy jak jej kruchy świat został nagle rozbity a ona składa go kawałek po kawałku z elementów, których wcześniej nie znała. Czy rzeczywiście jest winna? Czy bezkompromisowy Michael, nie potrafiący odnaleźć się w jej rzeczywistości był tak czysty i przejrzysty?

Z czasem Josie zaczęła mnie drażnić. Rozumiem stratę, żal i ból, rozpacz. Ale czemu od razu wszystko to topić w alkoholu i w narkotykach, bo to właśnie ta młoda kobieta bez przerwy robi. Denerwowała mnie, przestała wzbudzać moją empatię. Tym bardziej, że pomimo wielkiego uczucia, jakim darzyła zmarłego nie była mu wierna za jego życia a i po jego śmierci szybko potrafiła znaleźć pocieszenie w łóżku, oczywiście będąc pod dużym wpływem alkoholu.

Trzeba jednak przyznać jej, że jest postacią z krwi i kości, pełną słabości, prawdziwą i szacunek dla niej, za tę ostateczną decyzję i odwagę co do życia. Bo Josie w końcu widzi, że to, za czym tak tęskniła nie jest prawdziwe, jest kłamstwem, że wiele z tego, w co tak wierzyła było fałszywe. I mimo iż: "Życie cuchnie – Jest jak ustawiona gra, w której zawsze wygrywa kasyno." To Josie podejmuje grę.

Przez całą powieść przewijają się wspomnienia z Michaelem w roli głównej. Wspomnienia Josie i jego matki, z różnych momentów jego życia. Poznajemy duszę tego mężczyzny, docieramy do końca jego dni, widząc jak wiele go gnębiło, w jak wielkiej depresji trwał, jak bardzo nie mógł uwolnić się od demonów przeszłości. Do końca nie znajdziemy tu odpowiedzi na pytanie, dlaczego Michael zechciał rozstać się z życiem. Możemy się tego domyślać, odkrywając kolejne dziwne i mroczne fakty z jego przeszłości, o których nie wiedział nikt lub tylko jedna z tych kobiet, które ponoć tak doskonale go znały.

Powieść, która boli, rozdziera i porusza. Mówi o stracie bliskiej osoby, o tęsknocie o tym, jak radzić sobie. Jest pełna szczegółów – myśli i uczuć bohaterów. Autorka pozwala czytelnikowi głęboko wniknąć w ich psychikę, nie dając nigdy odpowiedzi a jedynie wskazówki ...

"Czasami rzeczy, które się dzieją, są zbyt ciężkie i masywne, aby je poruszyć, wydają się podobne do wielkiej szafy albo potężnej czarnej skrzyni, których nogi z biegiem lat dosłownie wbiły się w podłogę."


Pomaluj to na czarno / Paint it black, przeł. Anna Dobrzańska – Gadowska, s. 496, Wydawnictwo Świat Książki, 2008

 

poniedziałek, 27 grudnia 2010
Jean Echenoz - Odchodzę

Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Jest na tyle dziwna, wręcz powiedziałabym dziwaczna, że sama nie wiem…

Bohaterem jest Felix Ferrer, paryski marszand, który po latach uporządkowanego i nudnego życia u boku żony postanawia od niej odejść. I to robi. Rozpoczyna nowe życie pełne przelotnych miłostek i romansów. Wydaje się być całkowicie wyluzowany, beztroski, żyjący z dnia na dzień, choć nie brak w jego życiu lęku o zdrowie, na które wciąż zwraca mu uwagę jego lekarz, czy też o kiepski stan interesów – handel sztuką stał się coraz trudniejszy.

Nagle coś zaczyna się dziać w życiu Felixa i oto wyrusza on w podróż na koło podbiegunowe w celu odnalezienia zaginionych dzieł sztuki. Wielka radość Felixa nie trwa długo, zaraz po sprowadzeniu ich do Paryża, zostają mu skradzione, a sam Ferrer dostaje zawału serca. To tak w skrócie. Nie będę zdradzać więcej, choć tym zawałem się nie kończy.

W każdym razie od samego początku cała fabuła wydawała mi się dość nietypowa, może nawet głupawa? Bo, mam wrażenie, nie o fabułę tu chodziło autorowi, a bardziej o formę, o to specyficzne poczucie humoru z jakim opisuje poczynania bohaterów, o ironię, sarkazm, a zarazem niebywałą lekkość stylu, pozorną niedbałość.

To powieść o wszystkim i o niczym. Wydała mi się momentami nijaka, nie przyciągnęła 100%  mojej uwagi.  Ale na pewno jest to powieść o tytułowym odchodzeniu. Bohater co i raz coś zostawia, opuszcza, zarówno ludzi jak i rzeczy, zaczyna coś nowego, goniąc za potrzebą odmiany ale w jakiś niesłychany sposób zawsze dobrze na tym wychodzi, choć nie porusza się do przodu. Felix jest rozdarty, niezdecydowany, szuka sensu życia, próbuje na wszelkie sposoby odnaleźć się w rzeczywistości i pokazuje jak zawiła może być psychika mężczyzny.

Autor prowadzi narrację dość monotonnie, nudził mnie momentami, narracja jest prowadzona w 3.os. co daje wrażenie jakby była bezosobowa. Ciągły tekst, bez wyodrębnionych dialogów (których zresztą nie ma wiele) tym razem, o dziwo, nie przeszkadza.

Nie zachwyciłam się, wręcz zmęczyłam. Rzekomy wątek sensacyjny (sprowadzenie i kradzież dzieł) nie przekonał mnie ani trochę, wyprawa, która mogła być niezapomnianą przygodą wcale nią nie była.

Jean Echeanoz zaliczany jest do spadkobierców francuskiej „nowej powieści” ale do mnie ona nie trafia. Wyraziście ale zbyt minimalistycznie.

(Muszę zwrócić uwagę na ciekawy nietypowy format tego wydania, 23x15 cm, dobrze się czyta i trzyma w ręku. Pierwszy raz z takim się spotkałam)


Odchodzę / Je m’en vais, przeł. Joanna Polachowska, s. 162, Wydawnictwo Noir sur le blanc, 2008

Rzeka tajemnic - Dennis Lehane

Nie oglądałam filmu sprzed 7 lat - podobno świetnego, w reżyserii Clinta Eastwoda - więc tym chętniej sięgnęłam po książkę bo również wiele dobrego o niej słyszałam.

To sensacyjna powieść, której głównym wątkiem jest morderstwo łączące na nowo a przede wszystkim konfrontujące po latach trzech kumpli z lat dziecinnych. Ale to jest tylko jeden wątek wysuwający się na pierwszy plan. W rzeczywistości powieść porusza poważne i głębiej ukryte problemy i zjawiska. To psychologiczny thriller pełen egzystencjalnych rozważań nad problemami społecznymi i cywilizacyjnymi, nad pojęciem odrzucenia w społeczeństwie, nad pojęciem prawdy i lojalności.

Ale zacznijmy od początku od pierwszej części książki, która jest podstawą objaśniającą późniejsze wydarzenia. Trzech jedenastolatków: Sean, Jimmy i Dean, mieszkających w jednej dzielnicy, spędza ze sobą wiele czasu po szkole. Pewnego dnia coś się jednak zmienia. Do tajemniczego samochodu zostaje zabrany jeden z nich - Dave i znika na cztery dni. Kiedy wraca, nic nie mówiąc, nie jest już sobą, nic już nie jest takie samo, a przyjaźń jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika.

I przenosimy się o 25 lat do przodu, gdzie Ci sami bohaterowie mieszkający w tym samym mieście, prowadzą dorosłe już życie, mniej lub bardziej udane. Sean jest policjantem, Jimmy byłym przestępcą ale ustatkowanym mężem i ojcem trzech córek, Dave również założył rodzinę ale pozostał zagubionym i dość dziwacznym osobnikiem, nie mogącym znaleźć miejsca zarówno w tym mieście jak i wśród tych ludzi.

W ten w miarę uporządkowany świat wkrada się nieszczęście. Katie – córka Jimmyego zostaje zamordowana, tej samej nocy Dave wraca do domu cały we krwi i nie potrafi do końca wytłumaczyć żonie co się wydarzyło więc staje się głównym podejrzanym. Sean prowadzi śledztwo, które prowadzi ku różnym podejrzanym, ma wiele niewyjaśnionych śladów i zagadek. Jimmy zaś spróbuje sam dowiedzieć się kto zabrał jego ukochaną córkę.

Sensacyjna intryga i morderstwo jest tu mniej więcej na równi z dramatem jaki dotyka człowieka. Autorka porusza problem traumy z dzieciństwa, która nie daje spokoju w dorosłym życiu, zasadniczo zmienia jego bieg i powoduje wiele problemów. Dave nigdy nie odzyskał równowagi psychicznej po strasznych wydarzeniach z dzieciństwa. Pozornie ułożył sobie życie, jednak nie jest ono takie, jak być powinno a Dave wciąż pozostaje ofiarą. Jego żona Celeste miota się między miłością do niego a lękiem przed tym Davem, którego nie zna. Nie potrafi być lojalna wobec niego i tak naprawdę w decydującym momencie poddaje się i zdradza go. Czego nie można powiedzieć o wiernie stojącej u boku Jimmy’ego Annabeth.

Również Jimmy i Sean po wydarzeniach sprzed 25 lat nie mogą odnaleźć spokoju, te wydarzenia w różny, zupełnie odmienny sposób, ale naznaczyły również ich życie. Skomplikowane relacje międzyludzkie są tu doskonale widoczne i rozpracowane przez autorkę. Wiele tu emocji, od miłości i oddania, przez strach, przerażenie, smutek i rozpacz, do nienawiści. Bohaterowie są prawdziwi, są skomplikowanymi osobowościami co czyni powieść niezwykle ciekawą i zbliża raczej do dramatu psychologicznego niż czyni z niej zwyczajny kryminał. O momentach, które mogą zmienić całe ludzkie życie, o roli przypadku w życiu człowieka, o tym, co każdy człowiek w swoim życiu musi zrobić, jaką ma rolę do spełnienia, o poszukiwaniu zemsty i sprawiedliwości.

Powieść porusza wiele kwestii i wzbudza wiele emocji, trzyma w napięciu, sugestywne opisy przyciągają i działają na wyobraźnię. Polecam!


Rzeka tajemnic / Mystic river, przeł. Łukasz Nicpan, s. 496, Wydawnictwo Świat Książki, 2003

sobota, 25 grudnia 2010
Zwierz w łóżku - Dorota Sumińska

W ramach małej odmiany sięgnęłam po książkę o dość ciekawej tematyce. To zbiór opowieści, wielce ciekawych historii z życia zwierząt i ludzi.

Dorota Sumińska - lekarz weterynarii, psycholog zwierzęcy i znawca świata zwierząt w opublikowanej przez Wydawnictwo Literackiej książce Zwierz w łóżku serwuje nam zestawienie świata zwierząt z ludzkim, ewidentnie wskazując na podobieństwa jakie łączą nas z przeróżnymi gatunkami zwierząt.

75 krótkich historyjek podzielonych jest według tematyki na 4 rozdziały, które traktują o skomplikowanych relacjach damsko-męskich, o emocjach, o tym, jak ludziom bliziutko jest do natury. Natury, którą człowiek tak nieszczęśliwie wykorzystuje i wypacza, błędnie chełpiąc się swoim człowieczeństwem, jako aspektem świadczącym o wyższości nad zwierzętami.

Wiele jest tu zebranej wiedzy o ludziach, o tym, jak postrzegają związki, jak traktują partnerów, jak kierują się emocjami. To bardzo pouczające gdyż ukazuje zwierzęcą stronę natury człowieka, pozwala dostrzec gatunek ludzki w prawdziwie krzywym zwierciadle. Z dużą dawką humoru i luzu autorka pomaga nam trochę zrozumieć samych siebie i cały otaczający nas świat. Na nowo przedstawia znaczenia pojęć i uczuć, które, jak nam się wydaje, doskonale już znamy i rozumiemy.

Wiele tu informacji naukowych, niezwykle ciekawych, można tu naprawdę zadziwić się barwnością, niezwykłością i różnorodnością świata zwierzęcego, dowiedzieć się wielu ciekawostek, które czasem wydają się aż nieprawdopodobne. Mnie zaskoczył na przykład fakt dominacji hien-samic w związku, system miłosny u pająków czy wielka, znacznie większa niż u człowieka, muzykalność słonia.

Zestawiając ludzi ze zwierzętami, Dorota Sumińska szuka w jednych i drugich podobieństw i różnic, zestawia ich reakcje na te same zjawiska, zawsze potrafi znaleźć analogie. Często zwraca uwagę, iż człowiek zachowuje się znacznie gorzej, bardzie niewłaściwie niż uporządkowani i dobrze zorganizowani przedstawiciele świata zwierząt jak również człowiek popełnia zdecydowanie więcej błędów.

Niektóre zjawiska wydają się oczywiste, jak na przykład słabość mężczyzn do kobiet, ich skłonność do wykorzystywania partnerek, czy wabienie ich „na dziecko”. Ale w porównaniu z takim samym zjawiskiem u kuraków czy ropuch nabierają trochę innego znaczenia. Urocze są wielkie pokłady miłości tkwiące w zwierzakach,  sposoby w jakie ją sobie okazują, ich stosunek do pocałunków czy dotyku.

Najbardziej chyba urzekło mnie opowiadanie o prawdziwej miłości na całe życie (Związek na śmierć i życie), która łączy parę kruków czy o rozstaniu krwawodziobów po śmierci potomstwa (Odchodząca miłość). Zaś w opowiadaniu Życie, miłość, śmierć Dorota Sumińska pięknie pointuje to, co najważniejsze, aż łza się zakręciła.

Zwraca uwagę naprawdę olbrzymia wiedza Sumińskiej. Bo by pisać o zwierzakach w taki sposób, trzeba wiedzieć o nich właściwie wszystko ale co ważniejsze, trzeba je naprawdę bardzo kochać i podziwiać.

Do tych opowiadań można wracać, czytać tylko wybrane, to wielka radość.


Zwierz w łóżku, s. 250, Wydawnictwo Literackie, 2009

piątek, 24 grudnia 2010
Boże Narodzenie

Wesołych Świąt!

Niech te dni będą wyjątkowe, pełne ciepła i radości, spędzone w gronie rodziny, bliskich niech pozwolą odpocząć, odetchnąć od zgiełku dnia codziennego. Niech atmosfera Bożego Narodzenia wypełni Wasze serca miłością i życzliwością, wiarą i optymizmem.


Pozdrawiam

 

Sputnik Sweetheart - Haruki Murakami

"Czy ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność?"

To powieść o samotności, o wielkiej samotności i poszukiwaniu samego siebie. O poszukiwaniu bliskości i przyjaźni. O braku zrozumienia, o niemożności znalezienia odpowiedniego sposobu wyrażenia siebie.

Opowiada ją bezimienny nauczyciel – zakochany w Sumire- głównej bohaterce. Ona zaś ślepo zakochana jest w Miu, która nie odwzajemnia jej uczucia. A właściwie kocha ją jako przyjaciela. Nikt z bohaterów nie może trafić na tę właściwą, upragnioną drogę.

Murakami pokazuje jak ludzie mogą być sobie bliscy, a jednocześnie tak bardzo oddaleni od siebie, tak nie do końca mogący odnaleźć siebie nawzajem, nie potrafiący się zrozumieć i istnieć ze sobą i dla siebie, są jak sputniki ziemi. Tak naprawdę, tylko czasem siebie dostrzegają i przez chwilę naprawdę „są razem”, żyją ze sobą. To tak doskonale oddaje całą prawdę o świecie, o ludziach. :

"Ostatecznie przypominamy samotne bryły metalu krążące po osobnych orbitach. Z oddali wyglądamy jak piękne spadające gwiazdy, które jednak w rzeczywistości są więzieniami, gdzie każda z nas tkwi zamknięta samotnie, zmierzając donikąd. Kiedy przecinają się orbity tych satelitów, możemy się spotkać. Może nawet otworzyć przed sobą serca. Ale tylko na krótką chwilę. Już w następnej pogrążamy się w absolutnej samotności. Dopóki nie spłoniemy i nie obrócimy się w nicość."

Dlaczego tak łatwo ludzie uciekają w samotność, zamiast trwać w przyjaźni? Czemu zamykają się i odgradzają od siebie? Czemu pokazują innych siebie, a prawdziwe oblicze chowają głęboko wewnątrz?

Bohaterowie są samotni, każdy z nich czegoś pragnie, poszukuje, ale nie może tego odnaleźć a wręcz przeciwnie, każdy w jakiś sposób coś traci bezpowrotnie.

Bo w tej powieści Murakami mówi dużo o tym jak radzić sobie z utratą, o tym jak zaakceptować przemijanie czasu, przemijanie rzeczy, przemijanie nas samych, bo w każdym momencie życia, w zależności od tego co się w naszym życiu wydarzy, jesteśmy inni. Coś się bezpowrotnie zmienia, tracimy cząstkę samych siebie i czujemy się niepełni.

"A więc to tak wygląda nasze życie. Nieważne, jak ogromna i straszna była strata, jak ważna rzecz, którą nam skradziono – wyrwano wprost z rąk – nawet jeżeli nas to całkowicie zmieniło, jeżeli pozostała z nas tylko wierzchnia warstwa skóry, nadal żyjemy tak samo – w milczeniu. Coraz bardziej zbliżamy się do kresu czasu, żegnamy z życiem, które zostaje w tyle za nami. Powtarzamy, często dość pomysłowo, niekończące się codzienne czynności. Za nami jest już tylko uczucie pustki."

Trochę tu przeczy sam sobie autor. Bo po stracie nigdy nie żyjemy tak samo, zawsze odciska ona na nas swoje piętno, mniejsze lub większe. Każdy człowiek też inaczej reaguje, inaczej sobie z tym radzi. Ale zawsze pozostaje pustka.

Tak jak została w sercu i w życiu Miu, po dramatycznych wydarzeniach sprzed 14 lat. Tak jak pozostała w Sumire, która nie mogła pogodzić się z odrzuceniem i brakiem miłości ze strony ukochanej osoby. Również narrator nauczyciel, nigdy nie mając Sumire, jednak tracił ją za każdym razem, gdy oddalała się od niego, do momentu ostatecznej utraty gdy zaginęła. Każdy z nas na pewno kiedyś tak się poczuł. A jeśli o tym zapomniał to ta powieść może na nowo przynieść refleksję na ten temat.

"Każdy z nas ma coś wyjątkowego, co może zdobyć tylko w wyjątkowym okresie życia. Coś w rodzaju małego płomyka. Nieliczni uważni i uprzywilejowani pielęgnują ten płomień, dbają o niego, trzymają go niczym pochodnię oświetlającą ich życie. Kiedy jednak ten płomień gaśnie, to już na zawsze."

To doskonała polifoniczna powieść zmuszająca do stawiania pytań. Może wywołuje na chwilę poczucie osamotnienia i opuszczenia ale porusza tę ważną strunę w duszy. Nie wiem czemu to dopiero druga powieść tego autora, jaką czytałam, muszę nadrobić. Mają one w sobie wiele niedopowiedzeń, ale przede wszystkim tę niesamowitość, która nie pozostawia obojętnym, która sprawia, że coś się w życiu zmienia. Że trzeba sobie odpowiedzieć na kilka pytań, dokonać czasem pewnych wyborów, odnaleźć swój ból, swoje pragnienia.

Zakończyć chcę kolejnym bardzo wymownym cytatem z tej powieści…

"Ale dokąd pójdę jeśli zgubię samą siebie?"


Sputnik sweetheart / Supūtoniku-no kobito, przeł. Aldona Możdżyńska, s. 264, Wydawnictwo Muza, 2007

Haruki Murakami na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/09/Norwegian-Wood-Haruki-Murakami.html

środa, 22 grudnia 2010
Lituma w Andach - Mario Vargas Llosa

Sięgam po Llosę z mieszanymi uczuciami. Tak jak zachwyciłam się Szelmostwami niegrzecznej dziewczynki czy Rozmową w Katedrze tak ciężko mi było przebrnąć przez Ciotkę Julię i Skrybę na przykład. Stąd też wątpliwość w tym przypadku ale nie poddaję się przecież :) I dobrze.

To co od razu rzuciło mi się w oczy to niezwykle barwny obraz peruwiańskiej kultury i jej mieszkańców. Od początku zagłębiamy się w sam środek krainy wciąż żyjącej przesądami i pradawnymi wierzeniami, pełnej zabobonów i duchów, oraz niebezpiecznej, w której toczy się wojna. Doskonale widać, że autor zna się na rzeczy jak nikt.

Kapitan Lituma zostaje przeniesiony w serce Andów i przyjmuje posadę kapitana posterunku, na którym pracuje wraz z pomocnikiem Tomasitem. Poszukują odpowiedzi na pytanie co stało się z trzema zaginionymi z kopalni. Droga do prawdy nie jest prosta tym bardziej, że policjanci narażeni się wciąż na niebezpieczeństwo ze strony grasujących w okolicy terrorystów. A do tego muszą mieć na uwadze na szeroką skalę rozprzestrzeniony bandytyzm, konfliktowość społeczeństwa, biedę i gwałty, korupcję wśród władz – to wszystko jest tutaj na porządku dziennym.

Dążąc do odkrycia prawdy Lituma wprowadza nas pośród jakże bogatą i kolorową zbieraninę mieszkańców, gdzie odnaleźć, mimo wszystko, możemy także wiele radości i pozytywnych emocji i uczuć.

Piękne widoki gór, andyjskich krajobrazów i okolic kontrastują ze złem szerzonym przez mieszkańców. Mieszkańców, którzy żyjąc w małej wiosce wcale nie żyją w zgodzie, wręcz przeciwnie.

Nocami policjanci, spędzając czas na posterunku opowiadają sobie własne koleje losu. A zwłaszcza Tomasito, który opowiada niezwykle barwną historię swojej znajomości z dziwką Mercedes, swojej do niej miłości, zrodzonej po tym jak uratował ją od tortur. Ta historia urzeka czytelnika, porywa i tak naprawdę najbardziej przypadł mi do gustu właśnie ten wątek.

Wiele tu tajemniczych opowieści, zagadek i klimatu dość powiedziałabym nierealnego, nieprawdopodobnego. Wiele opowieści, oprócz tych stanowiących główny wątek, ale opowieści, doskonale wkomponowujących się w całość, nie ma tu przesady czy przesytu. Każdy z aspektów tego wielowymiarowego świata potrafi przyciągnąć czytelnika. Można się z wzruszyć, można przestraszyć, można pośmiać i dobrze spędzić czas.

Autor po mistrzowsku miesza ze sobą różne wątki ale również plany czasowe, co wywołuje naprawdę spore wrażenie. Llosa po raz kolejny pozwala oderwać się całkowicie od rzeczywistości, przenosi w zupełnie nam nieznany świat, czasem bajkowy czasem wręcz przeciwnie ale robi to w niezwykle subtelny i malowniczy sposób, dostarczając przy tym odpowiednią ilość humoru i grozy, wątków społecznych kulturowych i politycznych. Daje też możliwość szerokiego spojrzenia na kraje Ameryki Południowej, na panującą tam sytuację, wzbudza respekt ale i przerażenie.

W sam raz dla wielbicieli tego charakterystycznego klimatu Llosy, jego realizmu magicznego, jego zdolności utrzymywania napięcia.


Lituma w Andach / Lituma en los Andes, przeł. Wojciech Charchalis, s. 296, Wydawnictwo Znak, 2009

 
1 , 2 , 3
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~