Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
środa, 30 listopada 2011
Ta druga - Karolina Wilczyńska

Proszę, niech nie zniechęci Was okładka. Ckliwy romans, trójkąt miłosny, życie nieszczęśliwej kochanki lub zdradzanej żony – czyż nie z tym kojarzy nam się zarówno tytuł jak i okładka? A co za tym idzie mało ambitnie, banalnie i przyziemnie. A więc muszę stwierdzić, że nic bardziej mylnego. Okładka zupełnie nie oddaje tego, co w środku, a to z kolei jawi się dobrym kawałkiem literatury psychologicznej. Bo Karolina Wilczyńska subtelnie, a zarazem dobitnie ukazała problem mało nagłaśniany, na pewno rzadko będący przedmiotem literatury, a z którym na pewno wiele osób się spotyka po ślubie, a mianowicie trudne kontakty z teściową. Trudniej bywa w relacji synowa – teściowa i jak w każdych relacjach, choć tutaj chyba nawet częściej, każdy ma swoje racje, którymi się kieruje, łatwo o nieporozumienia, niedopowiedzenia.

Powieść jest jakby monologiem, a właściwie serią przemyśleń Leny, która jest doskonałym przykładem tego jak można samemu zatruć sobie życie i pozbawić się szansy na szczęście, spełnienie, spokojną rodzinną egzystencję.

Wychowywana przez babcię (mama zmarła po porodzie, taty nigdy nie znała) w szacunku dla pieniędzy, których nigdy za wiele nie miała, pragnąca bliskości i troski matki, wydaje się być najszczęśliwsza gdy poznaje wymarzonego mężczyznę Tomasza i wchodzi do jego bogatej rodziny. W jego matce chce odnaleźć tę, której nigdy nie miała, chce czuć się kochanym członkiem rodziny i tak też chce być traktowana. Czy tak jest naprawdę? Dlaczego więc wciąż czuje się gorsza, na drugim miejscu? Dlaczego musi zabiegać o uwagę córki i męża i czy rzeczywiście tak jest? Zapatrzona wciąż w teściową, która wydaje się rządzić, dominować i zabierać powoli wszystko, co ta posiada i kocha, tonie w nieprzerwanych analizach swoich zachowań i wypowiedzi, grzęźnie w ogromie wyimaginowanej złośliwości i agresji płynącej w jej kierunku od mamy męża. Zapętlając się w emocjach, myślach, błędnych interpretacjach pozwala sobie stracić z oczu to, co najważniejsze. Niechęć, odnajdywanie coraz to nowych przejawów wrogości przysłania jej całe życie stanowiąc nowy jego sens.

Na początku współczułam, ubolewałam nad losem pokrzywdzonej synowej, potem jednak widziałam już, że Lena sama się nakręca, tworzy błędne koło przypuszczeń, założeń i domysłów, a co za tym idzie negatywnie się nastawia. Na jej przykładzie widzimy do czego może doprowadzić błędne postrzeganie innego człowieka, nakręcanie samej siebie w oparciu o swoje wyolbrzymione przemyślenia.

Bardzo łatwo oceniać innych, nie próbując nawet ich zrozumieć. Bardzo łatwo tym samym stracić szansę na przyjaźń, na miłość bliskich i jednocześnie łatwo ranić. Postawa Leny niejednego skłoni do zastanowienia się czy rzeczywiście wszystko o wszyscy są przeciwko nam? Czy rzeczywiście to my jesteśmy w różnych sytuacjach stroną poszkodowaną? Może czasem szczera rozmowa, chęć zrozumienia i głębszego poznania potrzeb drugiej osoby może wszystko odmienić?

Wiele emocji niesie ze sobą ta powieść, wiele smutku i żalu, wiele cierpienia i tęsknoty za bliskością, czułością i troską innych. To historia samotności, niezrozumienia, ale jednocześnie historia niosąca nadzieję na nowe życie, budowanie nowej tożsamości w oparciu o wiarę w siebie i wsparcie rodziny.

Wzrusza i zastanawia, porusza i daje nadzieję na zmiany, na odkupienie win, na nowe życie. Pani Wilczyńska skonstruowała ciekawą fabułę, pisze bardzo prawdziwie i życiowo, z dużą lekkością, prostotą a zarazem wrażliwością.

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu Replika


Ta druga, s. 264, Wydawnictwo Replika, 2011

wtorek, 29 listopada 2011
Powrót Młodego Księcia - Alejandro Guillermo Roemmers

Któż nie pamięta słynnej małej książeczki autorstwa Antoine’a Saint-Exupéry’ego? Mały książę w sercach i umysłach wielu zajmuje ważne miejsce ze względu na to, co wniósł swoją skromnością, wrażliwością i co dzięki niemu zrozumieliśmy.

A co nam prezentuje A.G. Roemmers? Czerpanie z dorobku arcydzieł w dodatku przez autora zupełnie innego, kontynuowanie lub jak mówi okładka dopełnianie dzieła, uznanego za klasykę  – nie ukrywam nieufność walczyła we mnie z zaintrygowaniem. Jednak nie oceniam dzieła po tytule, okładce czy narzucającym się nawiązaniom do innych utworów – ciekawość wygrała.

Alexandro Guillermo Roemmers podróżuje przez Patagonię. Pewnego dnia jadąc autostradą zauważa na poboczu "skulony kształt", który okazał się być chłopcem. Zabierając go do samochodu nie spodziewa się, jak ciekawą podróż zarówno autem po autostradzie ale przede wszystkim metafizyczną zapewni mu ta dziwna postać. Młody Książę wyruszył na poszukiwane pilota, od którego otrzymał pudełko z barankiem. Chcąc go odnaleźć, usłyszeć zapewnienie o szczerości oraz przyjaźni opuszcza swoją różę, swoją małą planetę i po raz kolejny wyrusza na ziemię.

Lektura wiele czasu nie zajmie, znacznie mniej niż rozmyślanie nad prawdami i mądrościami zawartymi w tekście, wypływającymi z postaci samego Młodego księcia i jego postępowania. I o ile rad, uwag, sentencji, mądrości może się wydawać czytelnikowi zbyt dużo o tyle warto chociażby dowiedzieć się jak potoczyły się dalsze losy  tego uroczego chłopca. Młody Książę dorósł, to jest jednak ten sam mały chłopiec, który kiedyś trafił na ziemię, ten sam, który kochał swoją różę, dbał o swoją planetę, ten sam, który otrzymał w pudełeczku małego baranka. Wrażliwy, niewinny, bardzo sentymentalny, a także bezinteresowny i czuły. Zagubiony wśród ludzi, nie znający prawdy o świecie, wiecznie poszukujący… To chłopiec, który zadaje wiele pytań, pozornie prostych i zwyczajnych, dotyczących najzwyklejszych spraw, na które jednak często dorosłemu trudno odpowiedzieć. Ale dzięki temu sam dorosły uświadamia sobie pewne prawdy, dociera do niego sens pojęć takich jak życie, szczęście, miłość. Dyskusja filozoficzna, jaką prowadzi ten niedoświadczony chłopiec z mężczyzną, który już wiele ma za sobą i dźwiga bogaty bagaż doświadczeń, sprawia, że trzydniowa podróż, jaką odbywają jawi się dla tego pierwszego podróżą w głąb siebie.

Dla czytelnika jest zaś to okazja do spojrzenia z innej perspektywy na siebie, na swoje życie, ludzi nas otaczających. Jest to okazja do chwili refleksji nad tym jacy jesteśmy, jak postrzegamy świat i jakie emocje kłębią się w nas. Czy potrafimy być szczęśliwi? Czy nie zatracamy swoich ideałów i marzeń, ulegając łatwej drodze, sile materializmu czy wygodzie? Czy zachowaliśmy w sobie dziecięcą niewinność czy trud życia do końca zmienił nas w poważnych, aż do przesady? W końcu, czy potrafimy żyć pełnią życia, mierzyć się z problemami, uczyć się na błędach, przyjmować zmiany z otwartymi rękoma i sercem, skupić się na teraźniejszości i tym, co mamy, czy umiemy przebaczać sobie, pochylić się nad słabszym i w końcu czy potrafimy kochać – bo to jest właśnie najlepsza droga do prawdziwego szczęścia.

W każdym człowieku możemy odnaleźć kogoś bliskiego, każdy też może nas czegoś nauczyć i coś wnieść w nasze życie. Dlatego też nie oceniajmy po pozorach, nie mierzmy swoją miarą, zatrzymajmy się czasem i zastanówmy nad sobą i życiem. Może pomoże w tym świadomość tego, iż Młody Książę żyje tu, między nami…

"Po prostu dać nura w rzeczywistość i pozwolić sobie płynąć z prądem. Skupić się na życiu, odczuwaniu i cieszeniu się każdą chwilą, a nie ulegać męczącej obsesji ostatecznego celu podróży. W końcu celem egzystencji jest samo istnienie, odczuwanie. Kiedy człowiek natyka się na przeszkody, ma okazję stać się czymś nowym, nową formą, która umocni tylko jego istotę i pozwoli mu płynąć dalej, podobnie jak rzeka płynie wciąż do przodu, choć zmienia się jej łożysko. Najważniejsze to być całkowicie i prawdziwie żywym, z otwartymi zmysłami, z całą naszą zdolnością do kochania, do bycia, do cieszenia się, do tworzenia, tu i teraz, a nie dać się uwięzić w przeszłości albo przyszłości."

Oczywiście to już nie jest Mały Książę, to nie jest Saint-Exupéry ale warto spróbować spojrzeć na tę powieść w oderwaniu od klasyki. Naprawdę warto!

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Pani Aleksandrze z wydawnictwa WAB


Powrót Młodego Księcia / The Return Of The Youun Prince, przeł. Agnieszka Walulik, Wydawnictwo WAB, 2011

poniedziałek, 28 listopada 2011
Ocalony - Włodzimierz Zaczek

Czy w życiu wszystko zależy tylko od nas? Czy może jesteśmy zależni od zrządzeń losu, lub innych ludzi? A może ufając swojemu Aniołowi Stróżowi możemy być spokojni o swój los i bez lęku iść naprzód? Odpowiada nam na te pytania bohater powieści Włodzimierza Zaczka Ocalony. Nie znamy jego imienia, poznajemy zaś historię jego długiego życia. Zechciał on opowiedzieć ją pisarzowi – Wojtkowi. Poprosił o opublikowanie swojej biografii ale dopiero po jego śmierci. Każdego dnia Wojciech przybywa do położonego na odludziu domku, gdzie staruszek mieszka ze swoją wnuczką Hanią. Przy kieliszeczku koniaku czy kawie Wojciech wsłuchuje się w pozornie zwyczajną historię, jakich wiele.

Od wczesnego dzieciństwa, kiedy to bohater wraz z rodziną został wywieziony do obozu, przez osierocenie, ucieczkę, udział w wojnie, demobilizację, pierwsze próby odnalezienia się w nowej powojennej rzeczywistości, miłość, fortunę towarzyszymy bohaterowi w chwilach radości i smutku, śledzimy jego sukcesy i porażki, widzimy jak uczy się samotności i szczęścia, gdy już je spotyka. Wychowany w duchu miłości i szacunku do bliźniego, doświadczając w swoim życiu wiele okrucieństwa, zła, nigdy nie nienawidził, nie potępiał, nie czuł złości, nie mścił się. Może też za sprawą tajemniczej osoby, towarzyszącej mu w różnych ciężkich chwilach jego życia. Jej istnienie to coś, co nie pozwala myśleć o losach staruszka jak o zwyczajnych i powtarzalnych. Czyta się je dobrze, choć, rzeczywiście, nie raz już słyszałam i czytałam podobne historie. Nie powalają ale myślę, że ważne są wnioski jakie z nich możemy wysnuć oraz wartości, jakie przekazują.

Przede wszystkim uczą nas, co jest w życiu najważniejsze, jak wielką siłę ma pieniądz i nie jest to wcale siła budująca, a wręcz przeciwnie. Pieniądz potrafi zburzyć spokój w rodzinie, zniszczyć miłość czy przyjaźń. Czasem znacznie łatwiej żyć bez nich, dzięki czemu można również uniknąć wiele problemów. Wiele pozytywnych wartości płynie z powieści Ocalony. Najważniejsza to ta o sile więzi rodzinnych, o miłości, o poświęceniu dla bliskich.

Styl Zaczka jest dość prosty, zwyczajny, nie pozbawiony humoru choć mocno okrojonego i zdystansowanego. Historia jest pełna dramatycznych wydarzeń, nad którymi jednak bohater nie rozpacza, nie emocjonuje się, nie przesadza. Pierwsze niezwykłe wydarzenia, mające miejsce w życiu bohatera zadziwiają, zastanawiają, intrygują jednak wszystkie kolejne już wywołują zdumienie, niedowierzanie i pozbawiają tekst realizmu i autentyzmu zmieniając go w baśń, w przypowieść, sama nie wiem.

Czytelnik nagle zostaje osaczony przez cuda, świadczące o wielkiej roli Anioła Stróża czy Boga w naszym życiu. Na tyle silnie i mocno autor akcentuje znaczenie wiary w Boga, że wywołuje wręcz skutek odwrotny. Owszem cuda się zdarzają ale nie w takiej ilości w życiu jednej osoby. Ich przesadzona ilość wcale nie sprawiła, że uwierzyłam mocniej. Cuda te można by tłumaczyć pokorą bohatera, spokojnym przyjmowaniem tego, co przynosi los. Może właśnie wtedy mamy szansę na taką „bożą opiekę”? Kto wie? Nie zmienia to jednak faktu, że naszą powieść czyni to mniej prawdopodobną. Na szczęście na ziemię sprowadza czytelnika znowu zakończenie, za co należy się ogromny plus Zaczkowi. Widzimy, jakie potrafi być życie, jak nieprzewidywalne, zaskakujące, pełne zbiegów okoliczności. Jak w jednej chwili może się zmienić i jak wiele czynników składa się na szczęście, na sukces.

Specyficzna lektura, może zbyt mocno przekonująca czytelnika do wiary ale jednak nakazująca zastanowić się nad życiem, jego sensem i tym, co je kształtuje.


Ocalony, s. 214, Wydawnictwo Bernardinum, 2011

piątek, 25 listopada 2011
Gdański depozyt - Piotr Schmandt

Zdjęcie w sepii sugeruje klimat lat dawnych i słusznie. Bo oto przenosimy się do Wolnego miasta Gdańska, ostatnie chwile przed wybuchem II wojny światowej.

Czas płynie dość zwyczajnie choć czuć już w powietrzu narastające poczucie zagrożenia związane z nadciągającymi działaniami wojennymi.

Dziać się zaczyna od momentu gdy dyrektor Komisariatu Rządu Rzeczypospolitej otrzymuje tajemniczą propozycję udziału w akcji przejęcia „gdańskiego depozytu”. Ten, należący do Eufrozyny Ostrogskiej, jawi się jako wielki skarb, jednak miejsce jego przechowywania pozostaje przez długi czas nieznane, chętnych do podziału nie brakuje, a cała sprawa musi pozostać w głębokiej tajemnicy. Choć ta, jak często bywa, jest dość wątpliwa. Poza Dyrektorem, referentem i majorem jak również ich informatorem Georgiem Rookiem, w  całą sprawę okazuje się być zaangażowanych znacznie więcej osób, mało przyjemnych i miłych, wszak konkurują ze sobą o wielki skarb. Strona niemiecka i polska do końca spierają się o przynależność depozytu do danego kraju, w końcu jego historia i rodowód wcale nie są tak jednoznaczne. Niebezpieczne wydarzenia, misternie uknuta intryga i zagadka pochłaniają coraz więcej czasu i starań wszystkich zainteresowanych. Nie ma lekko, sprawa wymaga sprytu, przebiegłości, dyskrecji i szybkości. Liczy się czas, trzeba wszak nie tylko odnaleźć depozyt, zagłębić się w jego historię ale i znaleźć jego właściciela, co nie będzie proste.

Z każdym bohaterem wiąże się jakaś historia, opowieść, a wszystkich łączy magiczna więź miłośników bogactwa i zysku. Pan Schmandt w sposób znakomity powiązał ze sobą wszystkie wątki tej historii. Potrafi wprowadzić czytelnika w błąd, nakazuje mu niezwykłe skupienie i uwagę. Zgrabnie i umiejętnie przechodzi od jednego bohatera do drugiego, łącząc ich niewidzialną nicią, która ukaże się dopiero na sam koniec, kiedy to wszystko się wyjaśni. Mimo dużej ilości bohaterów, każdy jest inny, wyrazisty, szczególny. Każdemu poświęca autor czas, kreśli te postacie z dokładnością i wyczuciem. Są śmieszni, poważni, mają swoje słabości i popełniają błędy. Sprawa depozytu na jakiś czas dominuje w ich życiu, choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

Nagłe zwroty akcji, niespodziewane rozwiązania, liczne zagadki i niedopowiedzenia, a co za tym idzie nieporozumienia, wydarzenia zupełnie nie do przewidzenia sprawiają, iż Gdański depozyt jest doskonałym kryminałem ale z odpowiednim podłożem historycznym, niebanalnymi bohaterami.

Cała fabuła ukazana jest na znakomitym tle obyczajowym, bo nie można odmówić autorowi autentyzmu, realizmu i dobrego ujęcia realiów, w jakich przyszło naszym bohaterom żyć, a które nie okazują się być łatwymi czy bezpiecznymi. Ciekawie ujęty podział Niemcy – Polacy i wszystkie związane z tym niuanse w rozwarstwieniu społeczeństwa.

Nie da się ukryć, Schmandt dopracował każdy, najmniejszy nawet szczegół. Drobiazgowość, rzetelność opisu, fantazja i precyzja w jednym sprawiają, że powieść tę czyta się bardzo przyjemnie.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka.


Gdański depozyt, s. 310, Wydawnictwo Oficynka, 2011

niedziela, 20 listopada 2011
Na Syberię - Per Petterson

 

Po przeczytaniu drugiej powieści Pera Pettersona mogę powiedzieć, że nie jest to literatura łatwa ani lekka. Nie jest wesoła, wręcz przeciwnie, przygnębia i smuci. Mam wrażenie, że Petterson rozciąga nad swoimi bohaterami jakieś fatum, stawia ich w obliczu trudnych sytuacji, wikła w trudne relacje rodzinne i nie daje wielu szans osiągnięcia szczęścia czy spokoju wewnętrznego. Tak jak i w przypadku Kradnąc konie pomysł na fabułę dobry, duży potencjał, czy wykorzystany?

Nie nazwę głównej bohaterki bo nie ma ona imienia. Poznajemy jej historię widzianą oczami sześćdziesięcioletniej już kobiety. Opowiada czytelnikowi o swoim życiu od najmłodszych lat, o życiu w którym najważniejszym i najbliższym człowiekiem, a także głównym punktem zaczepienia był brat Jesper. Wychowują się w domu, gdzie nie okazuje się uczuć, matka dawno zapomniała o czułości wobec córki, ojciec – chłodny i surowy; jednym słowem dom, który można było nazwać domem tylko poprzez istnienie rodzeństwa.

Zarówno bohaterka jak i jej brat mieli swoje marzenia, chcieli opuścić Danię i jechać tam, gdzie widzieli dla siebie świetlną przyszłość, gdzie wierzyli, że czuć będą się dobrze, a życie będzie łatwiejsze. On zakochany w Maroku, ona wciąż tęskniąca za ogromem przestrzeni i ciepłem kojarzącym się z drewnianymi domami mroźnej Syberii. O ile jemu udaje się zrealizować marzenia, jej pozostają tylko w sferze planów i wyobraźni, dlaczego? Według mnie nie miała wystarczającej siły i uporu ale oprócz tego plany pokrzyżowała wojna. Czy jednak uznać ją za wytłumaczenie skoro można było walczyć o marzenia?

W wyniku wybuchu II wojny światowej bohaterce przychodzi się rozstać z Jesperem. Ten, czynnie udzielający się w licznych działaniach antyniemieckich, w rezultacie musi uciekać. Ona zaś nie dociera do wymarzonej krainy, a tylko do niedalekiej Norwegii. Tam, w samotności, stawia czoła nowej codzienności, wypełnionej jedynie pustką i tęsknotą za bratem. Jej wspomnienia często są bardzo chaotyczne, czas po wojnie przeplata się z okresem młodzieńczym. Choć wspomnień dziecięcych zdecydowanie najwięcej jest na początku książki. Są dość szczegółowe, opisujące relacje z rodzicami, dziadkami, szkolnych rówieśników, atmosferę i charakter miasteczka i społeczności, w której żyli. To, co łączy wspomnienia młodsze i te starsze to smutek, wypływający z każdego zdania, to jakieś poczucie rozczarowania, utraty, poczucie niespełnienia. To te emocje, które kobieta przeżywszy już 6 dziesięcioleci znać może doskonale. Kobieta, której życie zakończyło się, zanim tak naprawdę się zaczęło.

Mam mieszane uczucia. Bohaterka mnie nie do końca przekonała do siebie. Nie mogłam zrozumieć jej postępowania, jej marazmu. Rozumiem zamysł autora aczkolwiek coś nie tak... Wydaje mi się, że nie do końca wiedziała, już w okresie powojennym, czego chce. Opowieść o tych dniach była jakby rozmyta, a samo opisywane życie bez wyrazu, bez celu i sensu. Tak się chyba właśnie czuła…

Pomimo smutku, cieszę się z tego kolejnego spotkania z literaturą skandynawską. Podobało mi się ujęcie perspektywy z kobiecego punktu widzenia oraz studium charakteru bohaterki.

Per Petterson mnie zastanawia i intryguje. 

*Przyznam, że okładka powieści nie zapowiada tego, co w środku.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Pani Violetcie z Wydawnictwa W.A.B.


Na Syberię / Til Sibir, przeł. Iwona Zimnicka, s. 272, Wydawnictwo W.A.B. 2011

Per Petterson na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/10/Kradnac-konie-Per-Patterson.html

czwartek, 17 listopada 2011
Siostrzyca - John Harding

Siostrzyca zaskakuje. Na początek swoim tytułem, zaraz potem językiem, ciekawą fabułą i niebanalną postacią głównej bohaterki, a potem zakończeniem. 

Anglia, 1891 r, stary dwór położony gdzieś pośród lasów, pól, w odosobnieniu, tajemniczy i zapomniany. Zamieszkują go Florence i Giles, rodzeństwo, nad którymi pieczę sprawuje gospodyni domu Pani Grouse oraz pomagająca jej służba. Rodzice dzieci nie żyją, a te są dla siebie rodzeństwem przyrodnim. Ich przeszłość owiana jest tajemnicą, jest tylko wuj, który nie wykazuje zainteresowania pociechami, mieszka w innym mieście i nie uczestniczy w życiu dworu Blithe. Ma tylko jeden najważniejszy warunek, bezwzględny zakaz edukowania Florence, wszak edukacja nie jest dla dziewczynek.

Beztroskie życie dzieci upływa na zabawie do momentu obowiązkowego wyjazdu Gilesa do szkoły. W obliczu samotności Florence znajduje sobie zajęcie. Kiedy odkrywa ogromną bibliotekę z tysiącami woluminów na półkach, sama podpatrując, podpytując uczy się czytać, by wkrótce w zaciszu biblioteki spędzać długie godziny nad książkami lub też po kryjomu wynosić je do swojego pokoju. To jakby pierwsza część powieści. Druga skupia się wokół guwernantki, zatrudnionej w Blithe House po tym jak Giles, ze względu na swoją zbyt wrażliwą naturę i usposobienie, zostaje odesłany ze szkoły do domu. Nauczycielka jest przeznaczona tylko dla niego, zaś Florence skupia się w dużej mierze na obserwowaniu jej, podejrzewając o niecne zamiary. Utwierdzają ją w tym przekonaniu kolejne dziwne wydarzenia, których jest świadkiem…

Fabuła – genialna. Nie ma czasu się zatrzymać, pędzimy z trudem próbując nadążyć za niezwykle pomysłową Florence. Jej wyobraźnia dyktuje takie działania, że czytelnik może tylko śledzić opowieść z otwartymi ustami, nie mogąc nadziwić się ile pomysłów i jakich może rodzić się w głowie 12 – letniej dziewczynki. Można podejrzewać Flo o wymyślanie, o jakieś problemy umysłowe, ale zarazem nie da się nie być przekonanym o całkowitej logiczności i właściwości jej poczynań. Co jest prawdą a co fantazją, co istnieje tylko w wyobraźni żyjącej literaturą małej dziewczynki? Tym ciekawszą postacią jest ta mała dziewczynka. Niejednoznaczna, niebanalna, zagadkowa i fascynująca. Z jednej strony gotowa oddać wszystko w imię miłości do swojego brata, gotowa walczyć, by stanąć w obronie bliskich ale z drugiej, bezwzględna, surowa i okrutna dla tych, którzy zechcą ją skrzywdzić.

Jej opowieść wywołuje lekki niepokój, poprzez delikatnie budowane napięcie, potęgowane za sprawą wszechobecnych przeklętych luster, mroczności i tajemniczości dworu, skrzypiących schodów, długich i ciemnych korytarzy…

Pierwszoosobowa narracja sprawia, że lektura jest niezwykle dynamiczna, żywa. O jej oryginalności stanowi jednak, przede wszystkim, język. Florence bowiem posiada bowiem swój własny, którym raczy czytelnika, jednocześnie unikając go w dialogach z bliskimi. I tak na przykład dźwięk dochodzący zza okna to zzaoknowy dźwięk, kiedy dostarczono jej niewygody to ją uniewygodniono, chodzenie po schodach to schodkowanie, a po korytarzu korytarzowanie. Początkowo dziwi, utrudnia czytanie, by zaraz potem nawet rozczulać, stać się całkowicie zrozumiałym i niedostrzegalnym pośród zwyczajnych słów, a zarazem oddającym doskonale klimat i charakter opowiadanej historii.

Jak się zakończy historia podejrzliwej, błyskotliwej i inteligentnej Florence, czy uda jej się wygrać walkę o brata i czy jej wyobraźnia rzeczywiście może jest zbyt wybujała i do czego ją doprowadzi? Trzeba się przekonać, tym bardziej że zakończenie powieści, nie dość, że pędzące w zatrważającym tempie to jeszcze jest nie do przewidzenia, ciekawe, stawiające więcej pytań niż dające odpowiedzi. Nagle to, co układało się w całość, znajdowało wyjaśnienie okazuje się być zupełnie innym. A Florence, trudno powiedzieć czy okazuje się być niewinną dziewczynką, intrygantką, czy odkrywcą wielkiej i przerażającej tajemnicy?

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mała Kurka


Siostrzyca / Florence and Giles, przeł. Karolina Zaremba, s. 288, Wydawnictwo Mała Kurka, 2011

wtorek, 15 listopada 2011
Żydówka Noemi - Jerzy Stegner

Ciekawe… Jak teraz zastanawiam się nad swoją wiedzą dotyczącą Holokaustu, pogromu Żydów w gettcie, to widzę właśnie tylko to, śmierć, nędzę, cierpienie, martyrologię, heroizm, złych Niemców, dobrych pokrzywdzonych Żydów. Czyż nie tak budowana była nasza świadomość dotycząca II wojny światowej? Moja i na pewno wielu innych czytelników. Opierając się na Marku Edelmanie, Nałkowskiej, Borowskim, Krall, nasze pojęcie jest dość ograniczone. I nie to, żebym była zdziwiona tym, co odkrywa przed nami autor ale po prostu otworzyły mi się oczy. Jerzy Stegner przedstawia nam rzeczywistość inną, od tej znanej, czarno-białej. Prezentuje prawdziwe oblicze warszawskiego getta, a właściwie powinnam powiedzieć oblicza, bo jest ich wiele.

To oczywiste getto, pełne nędzy, ubóstwa, walki o każdy kawałek chleba, getto zarazy, robactwa, wszechobecnej śmierci, żebraków i zbiórek ludności na Umschlagplatz, by zaraz potem wywieść ich do obozu w Treblince i unicestwić w komorach gazowych. Ale jest też getto szmuglerów i handlarzy w którym to łączą się ze sobą Polacy, Niemcy, Żydzi a ich wspólny celem jest biznes, handel, przemyt, pieniądze. Mamy też getto bogaczy, którzy zaraz w sąsiedztwie umierających z głodu ludzi, jedzą najwykwintniejsze potrawy, ubierają się strojnie i nie chcą widzieć, co się dzieje pod ich oknami. Oraz getto lokali, prostytucji, wykupywania się od śmierci. W każdym z nich obok siebie żyją dobrzy i źli, ofiary i kaci.

Każdy radzi sobie jak może, kombinuje, bez wyrzutów sumienia, bo przeżyć jakoś trzeba, a cóż jeśli przy tym śmierć poniosą inni, takie czasy, nie liczy się sposób, jeśli skuteczny, każdy jest dobry. Stegner nie ocenia i nie daje żadnych przesłanek, by klasyfikować w jakikolwiek sposób bohaterów. Nie ma podziału na dobrych i złych, bohaterowie są niejednoznaczni, świadomie lub też zupełnie przez przypadek. Sytuacja, w jakiej się znajdują nie pozwala pozostać obojętnym, nakazuje się opowiedzieć, wybrać, iść w którymś kierunku, złym lub nie. Ci, którzy nie wybiorą, będą postawieni przed faktem dokonanym, wybrano za nich, okoliczności, ludzie, świat – tym ciężej więc będzie im stawić czoła sytuacji.

Zaczęłam od opisu rzeczywistości, dla której tłem właściwie jest tylko fabuła, dość ciekawie skonstruowana choć nie porażająca. Pewnej zimowej nocy 1942 na strychu swojego mieszkania młody chłopak Leszek spotyka żydowską dziewczynę, Noemi. Pokrótce opowiada mu swoją historię, by następnego dnia zniknąć, z chęcią powrotu za mury, do rodziny. Co ciekawe, jest to powieść jakby bez tytułowej bohaterki. Jej „fizyczny” udział w powieści nie jest wielki, a jednak zasługuje na miano tytułowej. Leszek wiedziony tęsknotą, miłością, zauroczeniem, rozpoczyna poszukiwania dziewczyny. Nie będą łatwe, wymagać będą poświęceń, narażenia na niebezpieczeństwo, przekraczania granic getta. Bohater z młodego, niewinnego będzie musiał zmienić się w dojrzałego, po tym jak stanie w obliczu okrucieństwa, jak dostrzeże, że świat nie jest czarno-biały i nie tylko Niemcy są w tej wojnie katem, a nie każdy Żyd ofiarą. Społeczno-obyczajowe tło dla powieści kryminalnej, której akcja dzieje się w takich czasach i okolicznościach – to coś nowego.

Powieść zrobiła na mnie wrażenie przede wszystkim dzięki odsłonięciu zasłony z ukrytym za nią światem. Światem zła i okrucieństwa, cwaniactwa, przebiegłości, pieniądza i nielegalnego handlu, czyli tak naprawdę światem, jaki znamy z codzienności, może tylko w innym wymiarze. W kontekście takiej prawdy, nie dziwi więc niechęć do wydania tej powieści przez władze komunistyczne w latach 80-tych Wszak jej niepoprawność polityczna, jej odbieganie od ustalonych i utwierdzonych stereotypów martyrologii są jasnym i logicznym wyjaśnieniem.

Warto spojrzeć z innej strony, by mieć pełny obraz wojny.


Żydówka Noemi, s. 368, Gdański Kantor Wydawniczy, 2010

piątek, 11 listopada 2011
Marzycielka z Ostendy - Eric-Emmanuel Schmitt

To nie pierwsze moje spotkanie z Panem Schmittem ale pierwsze jeśli chodzi o opowiadania. A te chwyciły mnie za serce. Dlaczego? Przede wszystkim, już po kilku stronach czułam, że skierowane są do mnie. Niezwykle bliskie sercu, takie zwyczajne, a jednak ujmujące, wzruszające i wzniosłe.

Nie sposób opowiadać o czym traktują te historie, nie zdradzając zbyt wiele szczegółów. Pięć opowiadań, różni bohaterowie, doświadczeni przez los. Zupełnie niepowiązane ze sobą historie, jednak połączone poprzez miłość, śmierć, marzenia, wspomnienia, lęki.  Opowiadania te wypełniają liczne prawdy uniwersalne, które, jakby się zastanowić, są oczywiste ale ujęte w taki sposób, że wydają się być czymś niezwykłym, wydaje się czytelnikowi, że właśnie odkrywa je po raz pierwszy.

Najwięcej prawi Schmitt o miłości. Mogłoby się wydawać, że to już było, ale jednak miłość w tych opowieściach mimo wszystko porusza jako siła zdolna połączyć wszystkich, miłość potrafiąca przetrwać lata w oczekiwaniu na spełnienie, miłość nie pozwalająca zapomnieć, miłość zwyczajna, a zarazem romantyczna i wzniosła, miłość przekonująca do tego, iż piękno tkwi w sercu i duszy człowieka, nie w jego wyglądzie, w końcu miłość, w obliczu której okazuje się, że człowiek nie zna siebie samego.

Autor ukazuje nam potęgę wyobraźni, udowadnia do czego mogą doprowadzić złudzenia, jak wiele krzywdy można wyrządzić sobie poprzez uleganie sugestii, ukazuje wyższość realności nad fikcją. Pięknie mówi o tym, że warto kochać i jak pięknie i dobrze jest być kochanym, a wspomnienia pozostają w nas na zawsze, nawet jeśli pozbędziemy się rzeczywistych dowodów na wydarzenia z przeszłości. Na samym końcu zaś przekonuje, iż umieramy dopiero wtedy gdy spełnimy się, gdy nasze życie się wypełni i jesteśmy gotowi by odejść.

Myślę, że o siła tych opowiadań tkwi w ich prostocie. Prostota ta zachwyca od pierwszych stron, w połączeniu z subtelnością języka tworzy piękną, poruszającą całość.

Trudno mi powiedzieć, które opowiadanie najbardziej mnie poruszyło, każde wydawało mi się lepsze, pełniejsze, wnoszące coś ważnego. Kobieta z bukietem – ostatnie w kolejności -to opowiadanie doskonałe puentujące cały zbiór ale wszystkie niosą ze sobą przesłanie, bardzo jasne i nie trzeba się go doszukiwać. Po prostu trzeba samemu się o nim przekonać.

Dodatkowy plus za uwagę poświęconą literaturze. (opowiadania Marzycielka z Ostendy, Kiepskie lektury).

"Wymarzona kobieta to nie ta, o której marzy ona sama, ale ta, którą widzi mężczyzna."

"Z wielkiej miłości nie da się wyleczyć. [...] Ponieważ jeśli wyleczy się pan, to znaczy, że nie było to warte zachodu."


Marzycielka z Ostendy / La reveuse d’Ostende, przeł. Anna Lisowska, s. 320, Wydawnictwo  Znak, 2009

wtorek, 08 listopada 2011
Sztuka wskrzeszania - Hernán Rivera Letelier

Przenieśmy się na chwilę w lata 40-te XX wieku na chilijską pustynię i do małych chilijskich miasteczek, gdzie ludzie w euforii i prawie ekstazie oczekują na odwiedziny proroka, następcy Chrystusa, a naczelna wioskowa prostytutka okazuje się głęboko wierzącą chrześcijanką, codziennie modlącą się do figury Matki Boskiej Szkaplerznej, stojącej u wezgłowia jej łoża rozpusty. Brzmi absurdalnie i surrealistycznie? Bo takie właśnie jest, taka jest powieść chilijskiego pisarza Hernána Rivery Leteliera. Pełna ekspresji, ironii i groteski, satyra ośmieszająca fałszywych proroków.   

Domingo Zárate Vega vel Chrystus z Elqui jest wędrownym prorokiem, przepowiadającym rychły koniec świata. To jakby parodia wieszcza, błaznujący profeta, którego życie trochę przypomina żywot świętego, który tak naprawdę nim nie jest. Bo obserwując życie Chrystusa z Elqui ostatnią myślą, jaka przyszła mi do głowy była ta o jego świętości. Ubrany, owszem w zgrzebny habit, w sandałach z opon, nieuczesany ale za to pełen chuci przemierza małe wioski i miasteczka, głosząc nauki Pana oraz swoje prawdy i przekonując wiernych do wątpliwych metod ziołolecznictwa czy udzielając przedziwnych porad życiowych, mających ułatwić codzienny byt. Witany zarówno z entuzjazmem - przez wiwatujący i oczekujący go tłum, popadający czasem i w histerię, jak również z rezerwą i wrogością przez niewierzących czy też zwyczajnych realistów.

W gruncie rzeczy to taki pozytywny, nikomu nie szkodzący boży pomazaniec, szaleniec. Z jednej strony śmieszny, momentami rozczulający, ale również żałosny i żenujący. W tym jednak cały jego urok. Kontrowersyjny, zwariowany i barwny ma za zadanie wyśmiać fałszywą pobożność, przesadne przywiązanie do biblijnych nauk, zdewociałych posłańców bożych, którzy przekonani o swojej misji bożego posłannictwa dorabiają dodatkowo ideologię, mającą na celu zakpienie z ludzi ślepo wierzących, uznających religię chrześcijańską za jedyne i niepodważalne źródło wiedzy oraz wyznacznik dobrego życia.

Odnoszę wrażenie, że autor nie boi się świętości, nie tyle nie szanuje żadnej, bo tego nie wiem, ale nie unika mocnych słów, nie boi się przekraczać granic i norm moralnych. Skonstruował rzeszę ciekawych, wyrazistych bohaterów, spośród których każdy specyficzny i odmienny a wszyscy wzbudzają sympatię czytelnika. Oprócz tego, doskonale przedstawiona rzeczywistość lat 40-ych XX wieku, życie w małych chilijskich miasteczkach, w których życie poza pracą w kopalni saletry ogranicza się albo do modlitwy albo do stosunków płciowych.

Bo o tym wszak tu wiele się mówi. Przecież mamy Magalenę Mercado, pobożną dziwkę, świętą nierządnicę, codziennie modlącą się do swojej figurki Matki Boskiej Szkaplerznej, ale również w jej obecności obsługującą kolejnych klientów. To właśnie do niej zmierza główny bohater chcąc z niej uczynić swoją uczennicę i kochankę.

Wszystkie zabawne wydarzenia, jakie mają miejsce w Syfie ( potoczna nazwa Providencii) oscylują wokół rzekomych cudów Domingo, jego kazań oraz batalii o Magalenę, jedynego źródło prawdziwej uciechy w mieście. Z dystansem do opisywanej rzeczywistości, wyjątkowo kwiecistym językiem, potrafiącym zachwycić samym choćby barwnym i obrazowym opisem zwyczajów łóżkowych prostytutki Hernán Rivera Letelier łączy magię z realizmem, zaskakuje i serwuje nam dawkę naprawdę egzotycznej i wesołej przygody.


Sztuka wskrzeszania / El arte de la resurrección, przeł. Barbara Jaroszuk, s. 248, Wydawnictwo Muza, 2011

niedziela, 06 listopada 2011
Wyniki konkursu!!!

Witam wszystkich niecierpliwie oczekujących na wyniki konkursu. Serdecznie dziękuję za udział, cieszę się, że konkurs zyskał swoich zwolenników. 

Nie przedłużając już przejdę do ogłoszenia wyników.

Lista uczestników ( w kolejności zgłaszania):

Przygotowanie do losowania:

A szczęście komuś dziś przyniesie mój synek. I choć trochę to trwało bo wszystkie karteczki trzeba obejrzeć... 

Zwycięzca może być tylko jeden, a dzisiaj jest to:

Gratuluję zwycięzcy i proszę o kontakt na maila. Wierzę, że lektura przyniesie wiele satysfakcji. 

A na następny konkurs zapraszam w okolicach Świąt Bożego Narodzenia.

Pozdrawiam

 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~