Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
niedziela, 28 lutego 2010
Hakawati mistrz opowieści - Rabih Alameddine

Hakawati mistrz opowieści

„Słuchaj. Będę teraz twoim bogiem. Pozwól, że zabiorę cię w podróż poza kres twej wyobraźni. Pozwól, że opowiem ci historię.”

Dla mnie liczy się bardzo pierwsze zdanie. Pierwsze słowa muszą zaintrygować i zrobić na mnie wrażenie. A tutaj zachęcają, przyciągają, pobudzają wyobraźnię…

Potem albo właściwie w pierwszej kolejności okładka. Przyciąga kolorami, oryginalnością, egzotyką. Takie też jest całe dzieło.

To piękna baśniowa podróż… do Libanu, podróż w kulturę w historię. Inne spojrzenie na świat arabski. To wielowątkowa układanka, ukazująca doskonale libańską mentalność, kulturę i przebogatą tradycję. Tutaj przeplatają się światy: rzeczywisty z baśniowym, mitycznym, biblijnym, koranicznym. Widoczne nawiązania i inspiracje do znanych twórców i dzieł literatury: Homer, Owidiusz, Szekspir.

Kim jest hakawati? Hakawati zarabia na życie opowiadaniem historii. To jego praca, powołanie i przeznaczenie.  A przecież każdy człowiek ma swoją opowieść, każda opowieść ma swojego mistrza…

Informatyk, typowy Amerykanin z Los Angeles, wraca do rodzinnego miasta, żeby pożegnać się z chorym ojcem. Wie, że powinien zakończyć historię, która zaczęła się w tym samym miejscu wiele lat temu. Kiedy wokół łóżka umierającego ojca skupia się cała rodzina, Osama zaczyna swoją opowieść. Wskrzesza nie żyjących już od dawna ludzi, swoich pradziadków, zwariowane ciotki i barwnych wujków. Z nieprawdopodobnych historii wyłania się obraz intrygującego Libanu, który tętni życiem, buzuje od nagromadzonych opowieści i przenikających się kultur.

Alameddine opowiada nam cztery główne historie, które dzielą się na mniejsze opowieści, a one na kolejne drobniejsze. Wszystko tworzy harmonijną całość, zachowany jest ład, spójność. Czasem można się zgubić ale tylko pozornie. Owszem historie przeskakują szybko aczkolwiek bardzo płynnie, bohaterowie błyskawicznie się zmieniają, jest barwnie, interesująco, przyjemnie. Po chwili łatwo można odnaleźć sens i złożyć wszystko we właściwą jedność.

Te opowieści wciągają, dają wiele przyjemności i radości czytania. Nie można się nudzić.

Oprócz elementów baśniowych, wojowników, dżinów i demonów, wiele jest opowieści o rodzinie, o historii i korzeniach.

Utrzymana w baśniowej konwencji jest jak najbardziej współczesna, uzupełniana idealnie wspomnieniami i opowieściami z przeszłości.  Doskonałe połączenie.

Czytać Hakawati mistrz opowieści, oznacza wejście w inny świat, poznanie innej kultury, to chłonięcie niezwykłych historii i oddawanie się tej lekturze w pełni.


Hakawati mistrz opowieści / The Hakawati, przeł. Mateusz Borowski, Anna Gralak, Maria Makuch, s. 552, Wydawnictwo Znak, 2009

środa, 24 lutego 2010
Et si c'est vrai

Et si c'était vrai

„Identifier le bonheur lorsqu’il est à ses pied, savoir le courage et la détermination de Se baisser pour le prendre das ses bras...et le garder. C’est intelligence du coeur. L’intelligence sans celle du coeur ce n’est que de la logique et ça n’est pas grand chose. ” („Rozpoznać szczęście, które ma się u stóp, mieć determinację i odwagę, by się po nie schylić, wziąć je w ramiona... i zatrzymać. To mądrość serca. Bez mądrości serca pozostaje tylko logika, czyli bardzo niewiele.”)

Et si c’était vrai… to bajkowa i magiczna powieść o woli życia o dążeniu do realizacji celów, o walce o nie. O pięknie życia, o tym, jak ważne a zarazem kruche jest i dlatego właśnie tak bardzo trzeba o nie dbać i wykorzystać je ile się da.

Po wypadku samochodowym młoda lekarka Lauren zapada w śpiaczkę. Długo nie wraca do życia więc jej mieszkanie zostaje wynajęte młodemu architektowi Arturowi. Kilka miesięcy później Lauren powraca do opuszczonego przez siebie mieszkania … no właśnie i co się wydarzy, co połączy żyjącego przeszłością, ułożonego Artura i ambitną doceniającą życie Lauren.

To wzruszająca historia pełna ciepła i pozytywnych przesłań. To opowieść o wartościach, w które warto wierzyć, o bezradności w życiu i o przeznaczeniu. Jest miłość, przyjaźń, jest też ogromnie duża dawka humoru. Wielokrotnie zaśmiewałam się szczerze z dialogów bohaterów, dialogów zaistniałych tak naprawdę w poważnych sytuacjach. Levy doskonale to połączył. I jakaś taka nutka magii… mimo może naiwności pewnych wydarzeń, ich prostoty lub nierealności - urzeka, daje dużo radości.

“Tu veux comprendre c e qu'est une année de vie : pose la question à un étudiant qui vient de rater son examen de fin d'année. Un mois de vie : parles-en à une mère qui vient de mettre au monde un enfant prématuré qui attend qu'il sorte de la couveuse pour serrer son bébé sain et sauf dans ses bras. Une semaine interroge un homme qui travaille dans une usine aou une mine pour nourrir sa famille. Un jour demande à deux amoureux transis qui attendent de se retrouver.Une heure questionne un claustrophobe coincé dans un ascenceur en panne. Une seconde : regarde l'expression d'un homme qui vient d'échapper à un accident de voiture, et un millième de seconde demande à un athléte qui vient de gagner la médaille d'argent aux jeux olympique, au lieu de la médaille d'or pour laquelle il s'est entrainé toute sa vie. La vie est magique...” („Wyobraź sobie, że chcesz zrozumieć, czym naprawdę jest rok życia; zapytaj o to studenta, który oblał roczny egzamin. A miesiąc życia? Porozmawiaj o tym z matką, która urodziła wcześniaka i czeka, aby wyjęto go z inkubatora, bo dopiero wtedy będzie mogła przytulić swoje maleństwo, całe i zdrowe. A tydzień? Zapytaj człowieka, który pracuje w fabryce czy kopalni, żeby wyżywić rodzinę. Dzień? O tym powiedzą ci zakochani, rozdzieleni przez los i czekający na następne spotkanie. Czym jest godzina? O to trzeba zapytać osobę cierpiącą na klaustrofobię, którą awaria uwięziła na godzinę w windzie. Sekunda: popatrz w oczy człowiekowi, któremu udało się uniknąć wypadku samochodowego. O ułamek sekundy możesz zapytać sportowca, który na Igrzyskach Olimpijskich zdobywa srebrny medal, nie ten złoty, dla zdobycia którego trenował całe życie. Życie jest magią…”)

„…les rêves vécus à  deus forment les souvenirs les plus beaux. La solitude est un jardin, où l’âme Se desèche, les Fleury qui y poussent, n’ont pas de eprfum.” ("…marzenia snute we dwoje stają się potem najpiękniejszymi wspomnieniami. Samotność jest jak ogród, w którym dusza usycha, a kwiaty przestają pachnieć. ”)

„Parce que c’est pendant qu’on calcule, qu’on analyse les pour et les contre, que la vie passe , et qu’il ne Se passe rien.” („Widzisz, kiedy robisz chłodne kalkulacje, analizujesz wszystkie za i przeciw, to właśnie na tym upływa ci życie i nic się w nim nie dzieje.”)


Et si c'est vrai, s. 253, Robert Laffont, 2000

wtorek, 23 lutego 2010
Aimee i Jaguar. Historia pewnej miłości Berlin 1943 - Erica Fischer

Aimee i Jaguar. Historia pewnej miłości Berlin 1943

Po dłuższej przerwie wracam… wracam z opisem książki, której poszukiwałam już jakiś czas, a która długo nie mogła trafić w moje ręce. Książki intrygującej mnie opisem i recenzją, powieści, która nie rozczarowała.

Jest to też dla mnie bardzo ważna pozycja ze względu na poruszony problem Holocaustu, II wojny światowej i problemu niemiecko – żydowskiego. Ale tu widziany oczami kobiet.

Historia Aimée i Jaguar to historia miłości Niemki Elizabeth Wust - ustatkowanej ale nieszczęśliwej żony i matki 4 synów i odważnej i szalonej Żydówki Felice Schragenheim.

Erica Fischer wysłuchała opowieści 80-letniej Lilly Wust i opracowała ją w formie świadectwa. Po ukazaniu się książki w 1994 roku do autorki zaczęli zgłaszać się nieznani dotąd świadkowie, uzupełniając kolejne wydania o nowy materiał. Sprawia to, że narracja jest niezwykle ciekawa. Standardowa fabuła przeplatana jest pamiętnikiem Lilly, relacjami innych bohaterów, znajomych i rodziny Lilly i Felice, korespondencją kochanek oraz wierszami. Daje to szczegółowy obraz widziany oczami wielu osób, tak więc różnorodny, dający wiele możliwość interpretacji i odbioru wydarzeń.

Po kilkudziesięciu latach Lilly opowiada o swojej miłości, o tragedii, o emocjach. Sięga głęboko do swoich bolesnych wspomnień, do swojej przeszłości, z którą nigdy się nie pogodziła. Opowiada o życiu, które po wojnie straciło dla niej sens.

Erica Fischer ukazuje nam niezwykłą przemianę Aimée. Na początku zmienia całkowicie swoje życie stając się lesbijką i kochanką młodszej od niej o kilka lat Jaguar a potem ta fanatyczka nazizmu staje się zdecydowaną antyfaszystką, wrogiem całego narodu niemieckiego. Co ją do tego skłania? Wielka miłość przedstawiona na tle brutalnej i okrutnej rzeczywistości lat 1942 – 1945, świadomość bezsensu dziejących się wydarzeń? Trzeba odpowiedzi poszukać w tej powieści.

Powieści smutnej i przejmującej, dotykającej i skłaniającej do zamyślenia i refleksji. Trudnej ale pięknej i wyjątkowej ze względu na poruszany temat. Szczególnie polecam pasjonatom okresu II wojny światowej. Szczegółowo przedstawiony jest cały proces wykluczania ludzi narodowości żydowskiej z życia społecznego. Pozbawia się ich rozrywek, możliwości nauki i rozwoju, mieszkań, jedzenia aż w końcu wywozi i morduje.


Aimée & Jaguar. Historia pewnej miłości Berlin 1943, przeł. Katarzyna Weintraub, s. 298, Wydawnictwo Czarne, 2008

 


czwartek, 11 lutego 2010
Chłopiec w pasiastej piżamie - John Boyne

Chłopiec w pasiastej piżamie

Może po poprzedniej lekturze.. duża zmiana tematu. Ale lubię takie skoki. Pozwalają mi się bardziej wczuć, od razu pochłania mnie lektura ze względu na odmienną od poprzedniej tematykę.

Chłopiec w pasiastej piżamie to historia chłopca, historia przyjaźni, historia przemocy. Bohaterem powieści jest dziewięcioletni Bruno. Mieszka z rodzicami i siostrą w Berlinie. To ułożony, dobrze wychowany chłopiec, znający w domu dyscyplinę i przestrzegający jej. Zna tylko swój domowy światek, ma trzech najlepszych przyjaciół, z którymi lubi się bawić. Jego problemy to niski wzrost, dokuczająca mu siostra i tyle.  I nagle zostaje wyrwany ze swojego świata koniecznością przeprowadzki. Jego ojciec otrzymał awans i cała rodzina musi się przeprowadzić. Bruno przenosi się do Polski, gdzie w znacznie mniejszym domu, przez okno może obserwować ludzi zamkniętych za kolczastym ogrodzeniem. To jedyna rozrywka.

W pobliżu nie ma żadnych innych ludzi i Bruno czuje się samotny. Poznajemy świat „za oknem” widziany oczami dziecka, oczami nie rozumiejącymi na co tak naprawdę patrzą.

Przyjmuje on rzeczywistość rozgrywającą się po drugiej stronie ogrodzenia na tyle, na ile pozwala mu dziecięcy umysł i opisując go próbuje go oswoić, poznać.

Początkowo nieszczęśliwy i rozczarowany w nowym miejscu, brutalnie rzucony w nową rzeczywistość… odnajduje się, przyzwyczaja. Tak naprawdę wciąż nie wie, gdzie jest, po co i dlaczego wyjechali z Berlina, nie wie kim są ci wszyscy ludzie za ogrodzeniem. Rodzice unikają odpowiedzi więc Bruno pchany chęcią odkrywania nowego i realizowania się jako wielki odkrywca wyrusza na spacer.

I nagle przed jego oczami pojawia się „Kropka, z której się zrobił punkt, z którego się zrobiła plama, z której się zrobiła sylwetka, z której się zrobił chłopiec.”

To Szmul, który staje się jego przyjacielem. Przez rok przychodzi pod ogrodzenie, gdzie chłopcy rozmawiają, dzielą się przemyśleniami i wspomnieniami z dzieciństwa.

Ale Bruno wciąż nie rozumie. Wstrząsająca jest jego naiwność i dziecięca wiara w to, że to nie może być nic złego. Bruno porównuje swój los do losu Szmula. Deportacja bydlęcymi wagonami – przeprowadzka z Berlina do nowego domu w Polsce, zazdrość o możliwość spędzenia całego dnia w piżamie. Jak można być wtedy smutnym?

Cały ten świat mi widzimy przez pryzmat 9-letniego chłopca. To świat dziecięcy, oderwany od rzeczywistości,  nieskażony historią . Chłopiec patrzy ale nie dostrzega. A tymczasem jego oczami oglądamy jedne z najtragiczniejszych wydarzeń w historii ludzkości.  Spojrzenie niewinnych oczu na wojnę, na Żydów, na obóz koncentracyjny, władze niemieckie. To naprawdę przerażające

Chłopiec próbuje dowiedzieć się dlaczego? Jaka jest różnica między nim  a chłopcem i ludźmi zza ogrodzenia? „To nie ludzie, Bruno. Bruno zmarszczył brwi. Jak to? - spytał, niepewny, co ojciec ma na myśli. No, w każdym razie nie w naszym rozumieniu tego słowa.”

To zupełnie inne niż dotychczas spojrzenie na trudne i bolesne wydarzenia, na zbrodnie hitlerowskie, na obozy i eksterminację Żydów.

Niewinność wobec okrucieństwa. Nieświadomość wobec tragedii. Beztroska wobec bólu i cierpienia.

Dodatkowo: niezwykle prosty, pozbawiony emocji język potęguje emocje, całość daje do myślenia, nie pozostawia obojętnym.


Chłopiec w pasiastej piżamie / The Boy in the Striped Pyjamas, przeł. Paweł Łopatka, s. 180, Wydawnictwo Literackie, 2007

wtorek, 09 lutego 2010
Dziennik nimfomanki - Tasso Valerie

Dziennik nimfomanki

Dziennik nimfomanki to autobiograficzna historia kobiety uzależnionej od seksu, prostytutki z Madrytu: Czy są to opowieści skandalizujące, tak ja wszędzie jest napisane?  Tak mocno bym tego nie nazwała.

Autorka, z pochodzenia Francuzka, opisuje swe doświadczenia w dość odważny, otwarty sposób. Wiele tu bulwersujących scen, realistycznych, momentami wręcz naturalistycznych opisów, ale wiele też dziwnych, wręc nierzeczywistych. A jednak jest to także historia miłości...

Tak naprawdę jest to szczera i ciekawa historia kobiety, która poszukuje miłości i akceptacji. Szuka szczęścia i spełnienia.

Autorka zainteresowana jest tylko doznaniami cielesnymi. Stara się wyrazić za pomocą ciała, swoje uczucia, myśli. Nie przejmuje się, co myślą o niej inni ale szanuje się, do pewnego momentu za nic nie zgodziła się uprawiać miłości za pieniądze, wychodząc z założenia, że jest bezcenna. Uprawia miłość  z wieloma partnerami, bez względu na ich zawód, wiek czy stan majątkowy. To kwestia zaspokojenia jej aktualnej żądzy.

Val to kobieta wykształcona, ambitna, lubiąca wyzwania, bardzo wrażliwa. Świadczą o tym jej przemyślenia po spotkaniu z niepełnosprawnym, świadczą o tym jej opisy ukochanego mężczyzny.  Kiedy poznaje miłość i ulega jej, oddaje temu całą siebie. Wynikiem jest rozczarowanie i długi.. trzeba to zmienić. Rozpoczyna pracę w burdelu. Bo tylko taka nazwa tego miejsca pada, wielokrotnie. I tam.. rzadko kiedy seks przynosi jej fizyczną przyjemność. Wg mnie w tym momencie przestaje być nimfomanką… a staje się bardziej kobietą przygniecioną przez problemy dnia codziennego a potem przez miłość. Musi zarabiać.

W powieści nie można spodziewać się studium psychologicznego bohaterów, zawiłych dialogów, skomplikowanych figur stylistycznych. Tego wszystkiego tutaj nie znajdziemy.  Napisana prostym językiem, często wulgarnym ale z dużą dawką humoru powieść pozwala na szybkie przewracanie kolejnych stron.

Jednak przy tym wszystkim książka zaskoczyła mnie wielością przemyśleń, życiowych dylematów, odczuć, wspomnień z dzieciństwa, widoczny jest silny związek z rodziną, miłość do zwierząt, zamiłowanie do pięknej muzyki.

Bohaterka opuszcza dom publiczny lżejsza bardziej czysta… „ale chwile przeżyte w burdelu należą do najlepszych w moim życiu (…) odnalazłam tę nową kobietę, którą teraz jestem Czuję, że z każdym dniem zmieniam skórę, jak węże w niektórych porach roku. Moja jest teraz lżejsza, delikatniejsza, odpowiednio gładsza i bardziej wytrzymała na to, co mnie otacza.”

Lektura specyficzna, dziwna, pulsująca i żywa. Nie odkryje wielu nowych płaszczyzn.. ale warto.

„Zrozumiałam, że ludzie potrzebują, chcą, nazywać rzeczy po imieniu, upraszczając je za pomocą słów. Mylili się, uważając, że dzięki temu sami będą mogli je zrozumieć „

„Bezsprzecznie ból jest tym czynnikiem, który przeraża ludzi. Śmierć nie może być bólem, ale jeśli ból jest fizyczny, to śmierć jest ostatecznym stanem, w którym tracimy nasze „opakowanie”.”


Dziennik nimfomanki, s. 272, Świat książki, 2009

poniedziałek, 08 lutego 2010
Przedostatnie marzenie - Angela Becerra

Przedostatnie marzenie

„Twoje marzenia należą do ciebie, są jak twoje dzieci. Muszą być przy tobie; twoja siła je umacnia, a słabość osłabia. Nie możesz ich uzależniać od czystego kaprysu, a tym bardziej od wiatru, który wieje kiedy chce.”

"Twoja prawdziwa miłość jest Ci przeznaczona od zawsze. Nawet jeśli ją spotkasz późno - położyła specjalny nacisk na słowo późno - bo co to znaczy późno? Późno zależy od Twojego punktu widzenia, nie uważasz? Pomyśl, teraz jest późno w stosunku do rana, już jest prawie druga; ale jest wcześnie w stosunku do nocy. Tak więc nigdy nie jest późno. To zależy od Twoich potrzeb."

A jednak ponownie literatura Ameryki Łacińskiej.

Przedostatnie marzenie to jedna z piękniejszych powieści o miłości, jakie czytałam. To urzekająca, ciepła i wzruszająca opowieść o niespełnionej miłości, o życiu, o marzeniach i dążeniu do nich. Ta powieść, pełna uczuć, pełna subtelnych uniesień, opisów, niesamowicie gra na emocjach, czasami boli, drażni ale intryguje.

W małym mieszkaniu w Barcelonie policja dokonuje wstrząsającego odkrycia: na podłodze leży para sędziwych ludzi, ubranych w ślubne stroje, zastygłych w serdecznym uścisku. Dlaczego Joan i Soledad popełnili samobójstwo? Jak to możliwe, by nikt nie wiedział o ich związku? Ta tajemnica zmieni życie wszystkich, którzy będą próbowali ją rozwikłać. Dzieje niezwykłej pary sięgają roku 1936…

Autorka równolegle opisuje przeszłość i teraźniejszość. Poznajemy historię pary staruszków znalezionych martwych oraz ich dzieci, które zaintrygowane sytuacją starają się odkryć  tajemnicę rodziców, o której nie wiedzieli aż do ich wspólnej śmierci.

Wątki są zgrabnie połączone, przeplatają się, uzupełniają i idealnie dopasowują się do siebie wszystkie elementy układanki.

Młodzi bohaterowie poszukują prawdy o przeszłości, ale to ich poszukiwanie było tak naprawdę poszukiwaniem prawdy o samych sobie, o swoim życiu, o marzeniach, o zapomnianych pragnieniach, celach. Widza swoje błędy , odkrywają na nowo świat.

Jak wiele zmienić może śmierć? ile ze zmarłych pozostaje w żyjących? Czy życzenia puszczone latawcami mogą się spełnić? Czy miłość potrafi przetrwać wszystko? Czy mimo bólu i nieszczęścia powtórzyłoby się pewne kroki i decyzje w życiu? Czym jest upór i walka i wiara?

Ze stron powieści słychać muzykę fortepianu, słychać magiczne dźwięki, tak ważny element w tej powieści.

Język zwraca uwagę – niezwykle barwny i bogaty, metafory i opisy, przepiękny może czasami metafory przesadzone ale nie przeszkadza. Czyta się bardzo przyjemnie i lekko. Czytając wkradamy się w te chwile, w tę miłość, kradniemy słowa, chłoniemy je.

I choć okładka książki może odstraszać i sugerować tandetny harlequin, nic bardziej mylnego. Myślę, że okładki nie zawsze sugerują treść, a często wręcz przeciwnie.

Warto zaczytać się  w tej historii, warto odkryć w sobie pragnienia i marzenia, w które trzeba wierzyć, o które trzeba walczyć.

„… człowiek posuwa się w latach tylko w lustrze, że dusza jest wolna i może unosićsię wysoko ponad życiem; że prawdziwa miłość nie starzeje się i nie umiera.”

„…dobro i  miłość można znaleźć u ludzi całkiem obcych, czasem nie więzy krwi są tym, co łączy, istnieją więzy niewidzialne, zdolne siłą uczucia podnieść z upadku najnieszczęśliwszego z ludzi.”

„Wszyscy nosimy w duszy jaką śnutę, która przestała dźwięczeć… albo też zgubiliśmy jąw naszej drodze przez życie.”

„Muzyka nie ma narodowości ani credo; jest ruchem, ulotnym dźwiękiem. Wypływa z duszy i ku duszy zmierza, mimo atmosfery strachu i wrogich obozów.”

„Widzisz te żaglowce? Jeśli zaczniemy zawieszać na nich wszystko, co myślimy na ich temat, jakie to modele, kto nimi dowodzi, z jakiego skraju… przestaniemy cieszyć się prostym oglądaniem ich widoku na morzu. Kiedy patrzymy wolni od tego wszystkiego, to, na co patrzymy, zawsze będzie dla nas nowe. Podobnie dziej się z nimi.”


Przedostatnie marzenie / El sueno penultimo, przeł. Elźbieta Komarnicka s. 496, Świat książki, 2008

niedziela, 07 lutego 2010
Śmierć na ulicy Unzueta - Edmundo Paz Soldán

„Sądzisz, że przeszłość znika bez śladu? Że przyszłość tworzy się z niczego, ledwie zniknie teraźniejszość? W jakimś miejscu, na różnych współrzędnych, przeszłość trwa nienaruszona, a przyszłość czeka na chwilę, kiedy wyjdzie na scenę.”

Sięgnęłam po prozę Ameryki Łacińskiej. Edmundo Paz Soldán to reprezentant młodego pokolenia prozaików boliwijskich, który przedstawia nam latynoską powieść psychologiczną, thriller polityczny, romans.

Pedro Zabalaga wykładowca na amerykańskim uniwersytecie w Madison, aktywny komentator wydarzeń politycznych wraca do Rio Fugitivo, by napisać książkę o swoim ojcu, działaczu politycznym, zamordowanym na ulicy Unzueta przez oddziały dyktatora Montenegro. Pedro chce również rozwikłać zagadkę jego śmierci.

Inną przyczyną jest jeszcze ucieczka… Pedro ucieka przez Ashley, swoją studentką, w którą wdał się w niezwykle burzliwy i namiętny romans.

I oto ukazane nam jest zestawienie przeszłości i teraźniejszości . Pedro nowoczesny człowiek Internetu i nowych technologii, konformizmu i popkultury musi zagłębić się w kompletnie inne czasy, czasy rewolucji, chwytania za broń obronie ideałów. A jego rzeczywistość to rzetelne wykonywanie pracy, ukrywanie romansu. Czy jest w stanie zrozumieć swojego ojca sprzed lat?

Pedro zanurza się w przeszłość swojego kraju, w przeszłość swojego ojca i wreszcie w przeszłość całej swojej rodziny. W każdym przypadku odkrywa niezwykłe historie. Wiele tu polityki ale w znaczeniu, ludzi pochłoniętych polityką, gotowych umrzeć dla swoich racji, wiele idei i porywów, wiele konfliktów, przestępstw, narkotyków,  zdrad, różnorakiej problematyki społecznej.

Pedro musi zmierzyć się ze sobą, swoją namiętnością, ale też historią, wielością faktów, zagadek, labiryntów. A gdzieś pod spodem ukryta jest historia jego rodziny. Czy ją odkryje? Czy dobrze wybierze?

Urzekło mnie przedstawienie Ameryki Łacińskiej jako niesamowicie różnorodnej, barwnej, pełnej sprzeczności i konfliktów ale niezwykle wciągającej. Połączenie polityki, psychologii i romansu naprawdę daje doskonały efekt.

Doczytałam się, że wydawnictwo muchaniesiada.com to nowe wydawnictwo, które rozpoczyna serię powieści „postm@condo” w której prezentować będzie właśnie literaturę Ameryki Łacińskiej. Na pewno do niej wrócę.

„To moje miasto, ale lotnisko jest nowe, niedawno otwarte, pachnące świeżą farbą i plastikowymi pokrowcami, pejzaże ciągle się zmieniają i oddalają ode mnie. Taką cenę płaci ten, kto wyjeżdża: przedmioty nie tkwią tam, gdzie je zostawiłeś, ledwie odwrócisz się plecami, przyjaciołom rozmazuje się twoja twarz, krewni nie wychodzą po ciebie, bo odległość nadwyręża delikatne więzy i w końcu pękają. Zagubiona mapa wyspy skarbów. Wszystkich to spotyka, bo wszyscy, prędzej czy później, dokądś wyjeżdżają.”

„Z wielkich nienawiści mogą narodzić się wielkie miłości, ale żadna z nich nie będzie potrafiła do końca ukryć swych korzeni.”

„…miarą człowieka niekoniecznie jest sukces, tylko wielkość jego marzeń. Więcej warta jest porażka , kiedy próbujemy stworzyć coś o imponujących rozmiarach, niż triumf, gdy osiągamy coś poniżej naszych możliwości.”

„…świat pełen jest ludzi niewłaściwie lokujących uczucia, serc bijących do serc obojętnych, istnień na próżno poświęconych innym, a może nie na próżno, może zachowanie wierności własnym uczuciom to wyrafinowana forma odkupienia, pozwalająca wstąpić w rejony wyższe niż narcystyczne, banalne poszukiwania wzajemności.”

„Bo czas mija, a z nim my, i w mgnieniu oka znika nasza młodość, nasza rozkoszna, żarliwa skłonność do tego, co ulotne i złudne, miłość czasami się nie pojawia, a czasami czyni to potajemnie, a kiedy tak się zdarza, lepiej usłuchać, zaakceptować, ustąpić radości tworzenia rzeczy codziennych."


Śmierć na ulicy Unzueta / La materia del deseo, przeł. Tomasz Pindel, s. 248, Wydawnictwo muchaniesiada.com, 2006


piątek, 05 lutego 2010
Zaginiony symbol - Dan Brown

Zaginiony symbol

Książka oczekiwana od lat, po sukcesie poprzednich powieści. Poprzeczka była postawiona niezwykle wysoko, sam ją sobie autor tam umieścił. Czy dobrze? Czy mu się udało i tą powieścią zachwycić? Powtórzyć sukces?

Akcja rozgrywa się w Waszyngtonie w ciągu 12 godzin. Waszyngton. Harvardzki specjalista od symboliki, Robert Langdon na prośbę swego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, ma wygłosić wykład na Kapitolu. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że na wieczór nie zaplanowano żadnego odczytu, a po chwili na środku rotundy odkryte zostaje makabryczne znalezisko, niepokojąco naznaczone pięcioma tajemniczymi symbolami. Jego przesłanie jest dla Langdona oczywiste - to zaproszenie do dawno zaginionego świata skrywającego ezoteryczną mądrość. Kiedy okazuje się, że Peter Solomon, filantrop i prominentny członek loży masońskiej, został porwany, Langdon wie, że istnieje tylko jeden sposób, by ocalić przyjaciela: przyjąć tajemnicze zaproszenie i udać się tam, gdzie zaprowadzą go zaszyfrowane wskazówki. A poprowadzą go podziemnymi korytarzami do tajemnych komnat i świątyń ukrytych pod jednym z najpotężniejszych miast świata. Skrywa ono prastare sekrety loży masońskiej i odkrycia, których wielu wolałoby nie ujawniać. Rozpoczyna się szalona wędrówka i wyścig z czasem, bo Langdon ma zaledwie kilka godzin na dotarcie do celu. W przeciwnym wypadku jego przyjaciel zginie.

To bardzo wciągająca lektura o Założycielach Stanów Zjednoczonych, o potędze Wolnomularstwa - Loży Masońskiej. To też idealna reklama dla Waszyngtonu, która ma przyciągnąć tu turystów. Wiele szczegółów topograficznych, historycznych, architektonicznych, imponuje.

Połknęłam ją błyskawicznie… bo wciąga, bo intryguje. Oczywiście daje wiele przyjemności i zasadniczo nie jest źródłem wiedzy, nie powinna być… a jak jest naprawdę.

Owszem, powieść wciąga, ale nie wciąga tak jak poprzednie. Nie jest thrillerem, który kazał mi przy poprzednich publikacjach zagryzać paznokcie w oczekiwaniu na to, co dalej. Jednocześnie jest pasjonująca i niezwykle intrygująca… jako kryminał pełen napięcia i wartkiej akcji.

Co mi się nie podobało.

Powielony schemat: Robert Langdon i partnerka. Tutaj - Katherine Solomon / Kod Leonarda Da Vinci - Sophie Neveu / Anioły i demony – Vittoria Vetra. Może tak ma być, że profesor Langdon nie radzi sobie sam i potrzebna mu pomoc kobiety, za każdym razem spokrewnionej z pierwszą ofiarą, od której rozpoczyna się cała akcja.

Ale dla mnie już za dużo, za bardzo powiewa rutyną. Tak jak postać zabójcy Mal’akha, uderzająco podobna do Sylasa z Kodu… Do tego symboliczne ciało w muzeum. Zbyt dużo powtórzeń. Ale nie jest to najważniejsze.

Podoba mi się pozytywne przesłanie

„Jesteśmy budowniczymi – pomyślał. – Jesteśmy stwórcami. Od zarania dziejów człowiek wyczuwał, że jest w nim coś szczególnego, że kryje się w nim coś więcej. Pragnął mocy, której nie miał. Marzył o tym, aby latać i zmieniać świat we wszelki wyobrażalny sposób. I dokonał tego.”

"Gdyby przodkowie wiedzieli jak daleko zaszliśmy, uznaliby nas za bogów."

Na każdym etapie rozwoju cywilizacji mamy jako ludzkość swoje osiągnięcia. Coś, co dla naszych praprzodków wydawałoby się niemożliwe. I to jest niesamowite, bo świadczy, też o tym, że idziemy wciąż do przodu, że ani na trochę nie zatrzymujemy się. To znaczy, że człowiek może wiele. Jest w nim ogromna moc i możliwości.

„Nasz umysł, właściwie wykorzystany, może stać się źródłem nadludzkiej siły.”

Te słowa potwierdzone są działaniem bohaterów w tej powieści. I to mi się bardzo podoba. Intrygujące są opisy historyczne  i naukowe, szczególnie te ostatnie. Wątki naukowe i pseudonaukowe są fascynujące. Większość znajduje wytłumaczenie w rzeczywistości. Myślę też, że po krytyce wątków naukowych w poprzednich pozycjach, tutaj Brown lekko odpuścił, tutaj nowinki naukowe są bardziej przystępne, co wcale nie sprawia, że są mniej mądre wręcz przeciwnie. Ten aspekt bardzo zwrócił moją uwagę.

A już genialna jest deprywacja sensoryczna czyli stan świadomości uzyskany dzięki radykalnemu ograniczeniu dopływu bodźców ze wszystkich zmysłów. Rodzaj fizycznego środka psychodelicznego. Osiągnięcie tego stanu jest możliwe dzięki specjalnie skonstruowanemu kontenerowi, w którym ochotnik zanurza się w natlenionym perfluorokarbonie,  ma wrażenie, że się topi. Eksperyment taki stanowić może głębokie, nierzadko traumatyczne doświadczenie. Pozwala na wgląd do wnętrza własne psychiki, umożliwia stawienie czoła najskrytszym fobiom, a następnie przełamanie ich i sięgnięcie do źródła pierwotnej energii.

Inaczej trochę przedstawiony był Robert Langdon… trochę mniej zaradny, wręcz mało zorganizowany momentami. Doświadczał na sobie więcej brutalności, nie był już nietykalnym profesorem, który tylko miał do odegrania jakąś rolę ze względu na swoją wiedzę. Tu aktywnie uczestniczy we wszystkich wydarzeniach. Czasami aż pachnie mi to przesadą i naciąganiem pewnych faktów. Mało możliwe.

Zaginiony symbol - kilka wątków jednocześnie, mnóstwo odniesień, połączenie świata religii i nauki, tajemniczość, wielość symboli i zagadek – to cały Brown. Z małymi uwagami, ale nie zawiódł!!!


Zaginiony symbol / The Lost Symbol, przeł. Zbigniew Kościuk, s. 624, Wydawnictwo Albatros, 2010

Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~