Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
niedziela, 31 stycznia 2010
Cosmétique de l'ennemi

Kosmetyka wroga - Amélie Nothomb

Cosmétique de l'ennemi

„La cosmétique , ignare, est la science de l’ordre universel, la morale suprême qui détermine le monde.”

Kosmetyka wroga, niewielka książka o naprawdę prostej fabule. Na paryskim lotnisku, w hali odlotów siedzi Jerome Angust. Czeka na opóźniony samolot. To właśnie jest miejsce akcji, trwającej nie więcej niż 3 godziny. W pewnym momencie dosiada się do niego nieznajomy. Rozpoczyna się dialog, który jest jedynym ale wystarczającym elementem, budującym napięcie.  Mimo początkowej niechęci i prób ignorowania, obrazy  przybysza - wciąga się w rozmowę. Poddaje się opowieści, bierze udział w tej dziwnej grze słownej i emocjonalnej, odpowiada na pytania. Jest ciekawy a w tym przypadku ciekawość to rzeczywiście pierwszy stopień do piekła…

Pochodzący z Holandii Textor Telex nie zwraca uwagi na liczne próby zniechęcenia go. Sprawia wrażenie chorego psychicznie, dziwnego… opowiada o swojej przeszłości, o swoim życiu. Ma wielką wiedzę o swoim rozmówcy i mówi coś, czego tamten się nie spodziewa a co czytelnika zaskakuje…

Dialog jest dość niezwykły, odsłania ukryte strony duszy człowieka, głownie te ciemne i negatywne. Wiele w nim emocji, prawdy o ludzkiej naturze.

Widoczny jest tu uniwersalizm sytuacji. Zwykłe oczekiwanie na samolot, rzecz, która każdemu może się przydarzyć. Jerome jest człowiekiem jak my, jednym z nas, a sytuacja w jakiej się znalazł – standardowa, nie raz wszak ktoś siedząc koło mnie rozpoczynał rozmowę, a właściwie monolog, bo ja udziału brać w tym dialogu nie chciałam. Uniwersalizm przejawia się również w fakcie, iż każdy może kryć w sobie mroczną tajemnicę, coś, o czym chce zapomnieć. Każdy ma też w sobie wewnętrznego wroga. „ ... cette partie de toi que tu ne connais pas mais qui te connaît trop bien.”

Ta mała realistyczna powieść właściwie opowiadanie ma w sobie wiele elementów grozy ale także wiele humoru i aluzji. Jednak czuć napięcie, dialog intryguje, postać nieznajomego i sposobu w jaki prowadzi dialog, skłania do dalszego czytania. Trzeba się dowiedzieć, co jest dalej. Zakończenie idealne do całości. Po odsłonięciu tożsamości Textera już można je przewidzieć ale to nie przeszkadza.

Ciekawa i wciągająca pozycja, do głębszego zastanowienia.

Je crois en l'ennemi. Les preuves de l'existence de Dieu sont faibles et byzantines, les preuves de son pouvoir sont plus maigres encore. Les preuves de l'existence de l'ennemi intérieur sont énormes et celles de son pouvoir sont écrasantes. Je crois en l'ennemi parce que, tous les jours et toutes les nuits, je le rencontre sur mon chemin. L'ennemi est celui qui, de l'intérieur, détruit ce qui en vaut la peine. Il est celui qui vous montre la décrépitude contenue en chaque réalité. Il est celui qui vous met en lumičre votre bassesse et celle de vos amis. Il est celui qui, en un jour parfait, vous trouvera une excellente raison d'ętre torturé. Il est celui qui vous dégoűtera de vous-męme. Il est celui qui, quand vous entreverrez le visage céleste d'une inconnue, vous révélera la mort contenue en tant de beauté.”


Cosmétique de l'ennemi, s. 120 , LGF - Livre de Poche, 2001

piątek, 29 stycznia 2010
Biegnij - Ann Patchett

Biegnij

„…lepiej  było coś zrobić, uczestniczyć w czymś wielkim i być za to zastrzelonym, niż nigdy nie bronić żadnej sprawy i umrzeć jak wszyscy inny.”

Czym jest rodzina, jak silne potrafią być więzi rodzinne, miłość i przywiązanie? Jak wielka może być miłość do dziecka a jednocześnie lęk o nie? Na te pytania odpowiada Ann Patchett w swojej powieści.

To ciepła i wzruszająca powieść, ukazująca pewne zależności, zbiegi okoliczności, nieprzewidywalność losu i tego, co nam przyniesie. Pokazująca jak najmniejszy kroczek może zmienić całkowicie nasze życie, jak może zmienić kierunek, w którym idziemy.

Główni bohaterowie to Doyle i jego synowie Tip i Teddy i Sullivan. Pewnego dnia… Na ośnieżonej i śliskiej jezdni dochodzi do wypadku. Teddy, Tip i ich ojciec Doyle wracają z odczytu politycznego.  Tip zostaje wypchnięty spod kół samochodu przez kobietę, przypadkową osobą, która sama bardzo ucierpiała i trafia do szpitala. Na śnieżnej drodze pozostaje jej córka. Doyle’owie postanawiają się nią zająć, czując pewien dług wdzięczności ale też chcąc pomóc jedenastolatce. I tutaj szybko się dowiadujemy, że dziewczynka doskonale zna swoich nowych opiekunów, zna ich mieszkanie, ich nawyki i codzienne życie. A dlaczego? Trzeba przeczytać…

Porządek i spokój w domu zostaje zaburzony. Z Afryki wraca też niespodziewanie Sullivan i wszyscy muszą stawić czoła nowej sytuacji. Próby nawiązania kontaktu nie kończą się dobrze. Trzeba rozwikłać zadawnione spory, szczerze porozmawiać, odkryć się, zmienić priorytety. Oddać coś ale nigdy za koszt marzeń.

Ten jeden dzień zmienia życie bohaterów. Okazuje się, że to, co pozornie wydawało się poukładane nie jest takie w rzeczywistości. Trzeba uświadomić sobie, że w natłoku spraw i zajęć każdego dnia, gdzieś zatracamy samych siebie. To Kenia pomaga wszystkim przejrzeć na oczy, odnaleźć sens… staje się iskierką motywującą do działania i walki o to, co kochają.

Czas wciąż biegnie – nie czeka na nas, nabiera tempa. Jest jak Kenia, biegnąca po bieżni hali sportowej Harvardu. Tkwimy w jakimś kole, które się zamyka, kiedy nie mamy odwagi podjąć decyzji, kiedy nie potrafimy go przerwać poprzez stanowcze zachowanie. Okazuje się, że lęk jest zbyt wielki.

Biegnij odnosi się również do Kenii – w bieganiu odnajduje spokój, wyładowuje złość, biega by uniknąć łez, biega dla swojej mamy. Bieganie odczuwa jako swoje powołanie i cel w życiu

Smutek i radość, utracone szanse ale i nadzieje… warto!

Bardzo podoba mi się okładka tej książki… Może to błahostka ale porusza mnie i wiele mówi.

„Zauważamy jedynie tych, którzy nas pokonają w wyścigu.”


Biegnij / Run, przeł. Marta Majchrzak - Jabłońska, s.320, Wydawnictwo Rebis, 2008

Ann Patchett na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/05/Asystentka-magika-Ann-Patchett.html

http://miedzystronami.blox.pl/2010/10/Belcanto-Ann-Patchett.html

wtorek, 26 stycznia 2010
Pamiętam jak biegłem - Ron McLArty

Pamiętam jak biegłem

"Życie to śmieszna sprawa. Mamy wzloty i upadki, mijają lata i zimy, ale gdzieś, kiedyś jest dobrze."

Pamiętam jak biegłem to dziwna powieść. Prosta powieść o życiu. Dziwny jest sam bohater Smithson Ide, który podróżuje po kraju na rowerze. Ma w tym pewien cel. Ale od początku.

Na co dzień Smithson Ide pracuje w fabryce zabawek, mieszka z rodzicami. Jest czterdziestosiedmioletnim samotnikiem z dużą nadwagą, nadużywającym alkoholu nieporadnym i nieodpowiedzialnym dziwakiem.  Przepuszcza czas między palcami, nie robi nic pożytecznego… To prosty człowiek, prosty aż do bólu. Ale dlatego tym bardziej jest w nim coś, co sprawia, że chcemy podróżować z nim, wczuwać się w jego historię.

Kiedy dowiaduje się o wypadku samochodowym rodziców, nawet do końca nie uświadamia to sobie , bo jest pijany.  Jest obecny przy śmierci każdego z nich a potem porządkuje pozostałe po nich rzeczy i tam właśnie znajduje wiadomość o niedawnej śmierci zaginionej wiele lat temu, chorej psychicznie siostry – Bethany. I postanawia wyruszyć w drogę. To jest impuls, który każe mu zejść do garażu rodziców i po prostu wsiąść na rower… i jechać przed siebie.  Bohater pragnie odebrać ciało dziewczyny znajdujące się w kostnicy na drugim końcu Stanów Zjednoczonych.

Pamiętam jak biegłem to powieść drogi. Cała droga Smithy’ego przeplatana jest jego wspomnieniami. Są to różne wspomnienia podkreślające charakter głównego bohatera, i ludzi, którzy go otaczali. Podobnie przedstawieni są również Ci, których podczas swojej podróży spotyka Smithy. To ludzie specyficzni, w jakiś sposób podobni do Idy’ego ze względu na ich przeszłość, na wielość przeżyć, które wpływają na ich teraźniejsze dorosłe życie.

Wszystkie te małe wycinki, małe sceny z podróży, łączą się w całość w postaci Smithy’ego. Ukazują mu pewne obszary życia, o których nie widział lub o których zapomniał. Musi się angażować w to, co się dzieje po drodze. Musi podejmować decyzje, musi wrócić do życia, uwierzyć w siebie i w ludzi. Znowu zwiększa się jego poczucie własnej wartości. Zaczyna doceniać najmniejsze rzeczy, doceniać ludzi, w których widzi dobro.

Smithy uczy się sam siebie. Uczy się reakcji na codzienne wydarzenia, uczy się przyjaźni i miłości. Odpowiada sobie na liczne pytania z dzieciństwa, uświadamia sobie czym jest miłość. Widzi bezsens swojego dotychczasowego dorosłego życia, które zmarnował. Ale jest to wniosek konstruktywny, budujący, pomagający zmienić się.

To powieść prosta ale jednocześnie głęboka, z przesłaniem, wzruszająca, ciepła. Przenosi nas na rower, którym jedziemy ramię w ramię ze Smithym obserwując jego przemianę, jego dojrzewanie, jego podróż w głąb samego siebie.  Daje nadzieję, pozwala uwierzyć…

"Człowiek musi się nauczyć patrzeć na uwielbianą osobę cudzymi oczyma. To tak, jakby trzeba było stać się zupełnie innym człowiekiem, żeby móc uważnie się przyjrzeć. Dobrzy ludzie chronią swoich ukochanych, nawet jeśli oznacza to udawanie, że wszystko jest w porządku."


Pamiętam jak biegłem / The memory of running, przeł. Alina Siewior - Kuś, s. 440, Wydawnictwo Sonia Draga, 2006

 

niedziela, 17 stycznia 2010
Po prostu razem - Anna Gavalda

Po prostu razem

Pełna melancholii i czułości powieść Po prostu razem naprawdę mnie poruszyła. Niezwykle subtelnie zagrała na emocjach, pomagając trochę odkryć samą siebie, wydobywając pewne ukryte cechy charakteru. Pomogła uświadomić sobie kilka rzeczy, pokazała jak wiele jeden człowiek może zrobić dla drugiego, nawet o tym nie wiedząc, jak ludzie potrafią wpływać na innych i zmieniać ich życie na lepsze. Tak było z bohaterami tej powieści.

Camille, wrażliwa dusza artystyczna, zamknięta w sobie dwudziestosześciolatka pasjonująca się malarstwem. Powoli zmienia siebie, swoje życie i całe otoczenie, w którym żyje. Miała ciężkie dzieciństwo, właściwie całe jej niedługie życie było trudne. Musiała od nowa nauczyć się funkcjonować, cieszyć się, tym, co ma, i ludźmi, którzy ją otaczają.

Franck, który pod skorupą i powłoką agresywnego „twardziela” skrywa wrażliwego mężczyznę, doskonałego kucharza.

Philibert,  zdziwaczały aczkolwiek bardzo uroczy, zakompleksiony, jąkający się sprzedawca pocztówek, pochodzący z arystokratycznej rodziny. Niezwykle inteligentny erudyta, pasjonat historii.

Paulette – schorowana staruszka, babcia Francka, nie radzi sobie już z codziennymi wyzwaniami i samotnym życiem. Rozpamiętuje przeszłość, ubolewa nad teraźniejszością.

„Widzisz… Najgorsze, gdy się starzejesz, to… Nie to, że ciało odmawia posłuszeństwa, nie, to są wyrzuty sumienia… Wracają, nawiedzają cię, męczą… W dzień… W nocy… Cały czas… Przychodzi moment, kiedy nie wiesz, czy masz oczy zamykać, czy otwierać, żeby je przegonić…”

Bohaterowie stoją w miejscu, marzą ale tych marzeń nie realizują, nie mają odwagi i wiary.

Wszyscy oni, poturbowani przez życie odnajdują nową drogą dzięki sobie na wzajem. Muszą przezwyciężyć swoje ograniczenia i walczyć o lepsze życie. Nigdy by im się nie udało, gdyby los nie zetknął ich ze sobą. „Po co komu emocje, jak nie można się nimi podzielić?” Sami nie mają na tyle siły, by zmierzyć się z życiem ale razem… mają wsparcie, mają przyjaźń i miłość. Odnajdują samych siebie szczęście i wolność. Uczą się też odpowiedzialności za innych. Dorośli do pewnych rzeczy i teraz dumnie idą naprzód, bez lęków, ze spokojem w sercu.

„Ręka to fajna sprawa. Nie angażuje specjalnie osoby, która ją daje, a bardzo uspokaja tę, która ją otrzymuje…”

„Ludzie nie mogą ze sobą żyć przez swoją głupotę, a nie różnice między nimi…”

Muszę zwrócić uwagę na formę narracji, jaką prezentuje w tej powieści Gavalda. Bo też nie wiem, czy jeszcze gdzieś taką spotkałam. Cały tekst „pocięty” jest na małe części, akapity, dialogi. Czasem to tylko kilka słów. Często w dialogach nie jest zaznaczone, kto wypowiada dane słowa ale wszystko napisane jest w takim sposób, że nie ma problemu, by rozpoznać. Dużo jest wulgaryzmów ale każde z nich ma swoją określoną rolę do odegrania i dzięki nim Franck (bo to on je wypowiada) jest tak barwną postacią. Do tego czyta się naprawdę szybko i tak przyjemnie….

Wiele gorzkich tematów porusza Anna Gavalda, ale wiele jest humoru również i ironii. Naprawdę genialna współczesna literatura. Powiew radości i optymizmu. Opowieść o bliskości, jakiej każdy człowiek pragnie, choćby się nigdy do tego nie przyznał.


Po prostu razem / Ensemble c'est tout, przeł. Hanna Zbonikowska - Bernatowicz, s. 464, Świat książki, 2005

 

Anna Gavalda na moim blogu:

http://miedzystronami.blox.pl/2010/03/Je-laimais-Anna-Gavalda.html

http://miedzystronami.blox.pl/2010/04/Pocieszenie-Anna-Gavalda.html

sobota, 16 stycznia 2010
Ostatni wykład - Randy Pausch

"...mury wznosi się nie bez powodu. Wyrastają nie po to, by nas powstrzymać. Wyrastają po to, by nam pokazać, jak bardzo czegoś pragniemy."

"...Mury istnieją po to, by powstrzymywać ludzi, którzy nie pragną czgoś dostatecznie mocno."

"Czas to wszystko, co masz. I możesz się pewnego dnia dowiedzieć, że masz go mniej, niż sądzisz."

"Zbyt wielu ludzi przechodzi przez życie, narzekając na swoje problemy... gdyby człowiek spożytkował jedną dziesiątą energii potrzebnej na narzekani i wykorzystał ją do rozwiązania problemu, to byłby zdumiony faktem, jak łatwo poradzić sobie z pewnymi sprawami."

"Przesłanie, jakie niosą ze sobą historie, brzmi następująco: narzekanie nie sprawdza się jako strategia. Wszyscy dysponujemy ograniczonym czasem i energią. Ilekroć żalimy się na swój los, nie pomoże nam to osiągnać naszych celów. I nie uszczęśliwi nas."

"Kiedy ludzie budzą w tobie nazadowolenie, keidy doprowadzają cię do gniewu, dzieje  siętak dlatego, że być może nie dałeś im dość czasu."

"Doświadzenie to coś, co zyskujesz, kiedy nie zyskałeś tego, czego pragnąłeś."

12:35, bezsennatoja , Cytaty
Link Dodaj komentarz »
Ćwiczenia z utraty - Agata Tuszyńska

"Żyje się, jakby czas był niograniczony, jakby nam obiecano wieczność. Nie wolno popełniać tego błędu. Nie wolno odkładać życia na później."

"Bądź odważny w walce, im bardziej pozbawiona nadziei, tym twoje nastawienie bardziej godne podziwu."

"W tym, jak traktujesz swoje nieszczęście, leży klucz do jego opanowania."

"Nie boję się niebycia(...) Ale trudno się pogodzić z myślą, że za mało daliśmy innym. Że nasz los był obojętny, nieważny. Boimy się, że nie zdołaliśmy zostawić wyraźnego śladu, że nie dość kochaliśmy, tworzyliśmy, bawiliśmy się, że jeszcze nie wszystkiego spróbowaliśmy, nie doświadczyliśmy, nie dość(...) Czy jest odpowiedni moment na odejście? Cy można nasycić się życiem do dnia, nażyć się i namarzyć i spełnić tyle, by o opuzczeniu ziemskiej codzienności myśleć z ulgą?"

"Rozgość się w teraz, w dziś, w tej chwili. Jakby była jedyna, ostatnia i ostatczna."

 

12:22, bezsennatoja , Cytaty
Link Dodaj komentarz »
Gdybym Ci kiedyś powiedziała - Judy Budnitz

"Pomyślałam, jakie to dziwne, że życie obrasta człowieka nieproszone niczym chwast. Z początku człowik mówi sobie, że nie będzie żył w ten czy inny sposób, wydaje mu się, że jest wolny, ale nie pamięta prawie o drobnych wyborach, których stal dokonuje. Z latami życie stopniowo zamyka się wokłół człowieka, twardniejąc jak skorupa, osaczając ze wszystkich stron, obwarowując meblami, długami, nawykami, wpędzając w coraz ciaśniejsze kanały, aż w końcu człowiek stwierdza, że nie ma już żadnego wyboru i moż tylko aż do końca dreptać w jednym kierunku."

"Nie możesz zmienić imienia(...) Jest zapisane w twoim akcie urodzenia, nie możesz go zmienić. I nigdy nie uciekniesz od miejsca twojego pochodzenia. Przeszłość zawsze jest z tobą, nie możesz jej przepędzić, ubierając się w zmyślone imię i udając kogoś innego."

"Widzieć go kiedy bedzie stary. Tylko tgo pragnęłam od życia."

12:07, bezsennatoja , Cytaty
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 stycznia 2010
Street Boys - Lorenzo Carcaterra

Street Boys

Street Boys… niezwykła opowieść o odwadze, o dążeniu do wolności. Wzruszająca…

Akcja rozgrywa się w Neapolu, we wrześniu 1943 roku. Miasto zostało zbombardowane, ludzie zginęli lub zostali ewakuowani do obozów pracy. Jednak w Neapolu zostały dzieci, które podczas ataku zdołały się ukryć. To właśnie te dzieci, w wieku od 7 do kilkunastu lat staną się bohaterami. Bohaterami sami dla siebie, bo nikt ich odwagi i wytrwałości nie będzie w stanie ocenić.

W opuszczonym mieście, nie podlegającym już nikomu – Mussolini został aresztowany – grupa niemieckich żołnierzy ma dokończyć akt zniszczenia i całkowicie zniszczyć wszystko, co pozostało. „Allow no stone in Naples to stand.”... If the city can’t belong to Hitler, it will belong to no one.”
Taki rozkaz otrzymał Colonel Rudolph Von Klaus. Przyzwyczajony do zwycięstw, nigdy nie przegrał walki, i choć wstydzi się tej misji, podejmuje się jej i tym razem również pewny jest zwycięstwa. Co może się wydarzyć zniszczonym mieście ,zamieszkałym tylko przez małe dzieci? Do końca nie wierzy w to, co się dzieje, kiedy jego żołnierze giną jeden za drugim a czołgi wybuchają a cała armia zostaje pozbawiona broni i możliwości. To postać niejednoznaczna. Długo ma wątpliwości co do tego, czy może walczyć przeciwko dzieciom, tak samo jak przeciwko dorosłym, jak przeciwko wyszkolonym żołnierzom.

“They were all children forced to bear the burden of adults, surviving on the barest essentials, living like cornered animals in need of shelter and a home. They had been scattered throughout the city, gutter rats in soiled clothing, enduring the daily thrashings of a war started by strangers in uniforms who spoke of worlds to conquer.”

To właśnie oni tworzą małą armię – Street Boys ( jest wśród nich również dziewczynka). Kierując się słowami „It is better to live one day as a lion than a thousnad years as a lamb” podejmują walkę, choćby ceną miało być ich życie. Nic im ni pozostało, wielu z nich widziało, jak giną ich bliscy, w tym mieście są ich wspomnienia, to miasto to całe ich życie i dlatego nie mogą go oddać. Mają tylko tę chwilę by wygrać wszystko lub zginąć. Z pistoletami, bombami – niewypałami, wykopanymi z ziemi zdeterminowani walczyć i obronić miasto lub umrzeć ale próbując.

Na uwagę zasługuje jeden z głównych bohaterów Steve Connors – amerykański żołnierz, wysłany do Neapolu w poszukiwaniu swoich towarzyszy broni. Staje się jednym z żołnierzy małej armii, wspiera dzieciaki, choć na początku nie wierzy w zwycięstwo. Nie wierzy w wielką siłę marzeń, w wytrwałość i upór nastoletnich żołnierzy. Poświęca się jednak i ramię w ramię z nimi niszczy niemieckie wojsko. Może wydać się przerysowany … ale jego postać zrobiła na mnie wrażenie.

Vincenzo Soldari – to przywódca całej grupy. Dumny i stanowczy, pewny siebie ale wrażliwy. „If I’m going to die, I’ll die here, in my city. On my streets.”

Od początku do końca akcja nie zwalnia, wiele się dzieje. Daje to szeroki obraz II wojny światowej, takiej, jak wyglądała we Włoszech. Do tej pory nigdy nie spojrzałam na wojnę od ich strony, nie znałam też szczegółów jej przebiegu w tamtych rejonach.

Czytając tę powieść nie mogę uniknąć skojarzenia z inną. I choć naprawdę różnią się od siebie w wielu aspektach to coś jest takiego, że na myśl przychodzi mi Молодая Гвардия - Александра Фадеева. ( Aleksander Fadiejew - Młoda Gwardia). Tutaj autor ukazuje walkę podziemnej organizacji podczas okupacji niemieckiej. Ale walkę nie tylko za pomocą broni.  Tutaj był to szereg działań utrudniających "życie" Niemcom. Również polecam.

Street Boys wzrusza, i urzeka. Pojawiają się też elementy humorystyczne,  niezwykle ciekawe dialogi.Wiele trafnych spostrzeżeń widocznych jest w porównaniu kultury włoskiej i amerykańskiej i rozumieniu świata.

Ta powieść to także portret przemocy i zła. Pokazuje, że każdy płaci swoją cenę podczas wojny.

„… you didn’t need to die in order to lose you life in war” …”No one really survives the war

To pierwsza powieść Loreno Carcaterry, jaką przeczytałam ale w kolejce czekają już dwie następne. Te najsłynniejsze.


Street Boys, s.352, Wydawnictwo Simon&Schuster Inc, 2003

 

poniedziałek, 11 stycznia 2010
Wahadło Foucaulta - Umberto Eco

Wahadło Foucaulta

…najstraszliwsze zagadki przybierają maskę szaleństwa, chcą bowiem ukryć, iż są zagadkami. Teraz myślę natomiast, że świat jest zagadką, łagodną, a nasze szaleństwo czyni ją straszną, gdyż chce objaśnić według swojej zasady.”

Wahadło Foucaulta została nazwana erudycyjną powieścią sensacyjną. Trzej mediolańscy intelektualiści, zainteresowani historią, próbują odkryć tajemnicę zakonu i tajnych zamierzeń templariuszy i legendarnych różokrzyżowców. Bohaterowie powieści wymyślają własny Plan. Na ich drodze stają zagadkowe postacie, a nagromadzenie niesamowitych wypadków sprawia, że zacierają się granice rzeczywistości. Zostają wplątani w całą serię zagadkowych i niebezpiecznych zdarzeń. Odkrywanie rzekomej prawdy przeradza się w obsesję. Rezultaty dociekań prowadzą do sytuacji znacznie bardziej dramatycznych, niż ktokolwiek mógł to przewidzieć. Dochodzi nawet do zbrodni.

Umberto Eco nie udziela żadnych odpowiedzi, wszystko pozostawia odbiorcy, bawi się, prowadzi grę z czytelnikiem i skłania go do wyciągania własnych wniosków.

W tej wielowątkowej powieści Eco zastanawia się nad spiskową teorią dziejów i balansuje między erudycją i schematami kultury popularnej.

To nie jest powieść łatwa. I nie czyta się jej lekko. Trzeba się przebić przez mądrość, ogrom faktów o naturze historycznej i filozoficznej, ciekawostki i skomplikowane wywody ale jak tylko się to osiągnie powieść wciąga.

Powieść łączy ze sobą średniowiecze i czasy współczesne. To specyficzne wehikuł czasu, prawdziwa uciecha dla osób pasjonujących się historią. Ale oczywiście nie tylko. Czytanie tej powieści to prawdziwa przygoda i przyjemność. Aczkolwiek bywa trudno.

Eco wyśmiewa wszelkie świętości. Manipuluje faktami historycznymi, stwarza nową spiskową teorię dziejów, pokazuje jak łatwo jest opierając się na "prawdzie" dojść do naprawdę paradoksalnych wniosków. Ponieważ wszystko zależy tak naprawdę od interpretacji...

Ogromny szacunek dla Umberto Eco za znajomość tematu i erudycję.  Za wyobraźnię i łączenie jej z faktami historycznymi. Do tego opowiada to z niezwykłym poczuciem humoru a czasem z ironią.

„Człowiek może przez całe życie odczuwać wyrzuty sumienia nie dlatego, że wybrał błędnie, gdyż tego można przynajmniej żałować, ale że nie potrafi dowieść samemu sobie, iż nie wybrałby błędnie.”


Wahadło Foucaulta / Il Pendolo de Foucault, przeł. Adam Szymanowski, s. 678, Wydawnictwo Noir sur Blanc, 2007

sobota, 09 stycznia 2010
My sister

"...love has all the lasting permanence of a rainbow - beautiful while it's there, and just as likely to have disappeared by the time you blink."

"There ar some things we do because we convince ourselves ut would be better for everyone involved. W tell ourselves that it's the right thing to do, the alteruistic thing to do. It's far easier than telling ourselves the truth."

"You can stay up all night still not count the ways to lose the people you love."

"There are two reasons to not tell the truth - because lying will get you what you want, and because lying will keep someone from hetting hurt."

"... people you love can surprise you every day. That maybe who we are isn't so much about what we do, but rather what we're capable of when we least expect it."

"Life sometimes gets so bogged down in the details, you can forget you are living it. There is always another appointment to be met, another bill to pay, another symptom presenting, another uneventful day to be notched onto the wooden wall. We have synchronized our watches, studied our calendars, existed in minutes, and completeyly forgotten to step back and see what we've accomplished."

14:23, bezsennatoja , Cytaty
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~