Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
czwartek, 09 sierpnia 2012
Drugi oddech - Philippe Pozzo di Borgo

"Kalectwo i choroba to ciąg załamań i poniżeń. Wówczas nadzieja jest tchnieniem życia; żeby je dobrze wykorzystać, trzeba wziąć drugi oddech. Maratończycy wiedzą, czym on jest. To coś w rodzaju stanu łaski. Oddech uspokaja się, pogłębia, ból znika. Dusiłem się przez czterdzieści dwa lata. Dusimy się, chcąc żyć zbyt szybko, okazać się najlepszymi, wygrać wyścig. Ci, którzy po kilkudziesięciu kilometrach oddychają lepiej, potrafią wyobrazić sobie metę. Celem jest boska uczta, odnaleziona miłość".

Po książkę autorstwa Philippe Pozzo di Borgo sięgnęłam z jednego powodu, a mianowicie z zachwytu nad filmem Intouchable – Nietykalni. Spodziewałam się zupełnie czego innego, gdyż myślałam, że treść będzie dokładnie odzwierciedleniem fabuły filmu, a tak nie było, co jednak nie ma wpływu na pozytywną ocenę książki.

Drugi oddech to historia Philippe’a, jego walki o życie, to historia wielkiej miłości i przyjaźni. W pierwszej części bohater opowiada o tym, iż miał dość łatwe i szczęśliwe życie, pochodził z bogatej rodziny i miał wszystko, czego zapragnął. A przede wszystkim wielką miłość. Jednak w pewnym momencie los przestał być łaskawy. Po wielu poronieniach u Beatrice zostaje zdiagnozowany nowotwór i podczas jej walki z chorobą Philippe ulega groźnemu wypadkowi na paralotni, w wyniku którego łamie kręgosłup i jest całkowicie sparaliżowany. Wkrótce Beatrice umiera a nasz bohater musi stawić czoła samotności, rozpaczy i swojej niepełnosprawności. Staje w obliczu wyboru: poddać się lub podjąć wysiłek, walczyć.

Chcąc żyć, Philippe potrzebuje pomocy w codziennych czynnościach i po licznych castingach zatrudnia do pomocy Abdela. (To stanowi fabułę drugiej części). Powiedzieć, że bohaterowie się diametralnie różnią to mało, powiedzieć, że to jak niebo i ziemia to wciąż nie wystarcza. Począwszy od pochodzenia, statusu społecznego i majątkowego, przez charakter, styl życia – różni ich wszystko, a dorzucić należy jeszcze różnice kulturowe. Powinni ominąć się szerokim łukiem. Co więc sprawia, że stają się sobie tak bliscy?

Zmagania z losem, z cierpieniem, z utratą ukochanych ludzi sprawiają, że bohaterowie potrafią się doskonale porozumieć, każdy wnosi do życia drugiego powiew świeżości i optymizmu. Bohaterowie są dowodem na to, iż pewne wartości są niezmienne bez względu na wiek, rasę, klasę społeczną.

Wspólnie bohaterom łatwiej jest walczyć z przeciwnościami losu ale przede wszystkim z samym sobą i własnymi słabościami. Mając u boku przyjaciela, który rozumie, który sam doświadczył tego samego można zebrać siły i odwagę i podjąć ryzyko, jakim jest życie po przejściach.

Pomimo chaosu w niektórych momentach ta książka jest bardzo szczera i prawdziwa. W życie czytelnika wnosi naprawdę powiew optymizmu i daje nadzieję.  Prezentuje niezwykłą wolę walki, siłę i chęć przetrwania, dystans do siebie i swoich ułomności w jednoczesnej afirmacji życia, a do tego piękną przyjaźń. Philippe Pozzo di Borgo opowiada o wielkiej woli walki, nawet w obliczu niepowodzeń, o poświęceniu i ofiarach, jakie warto ponieść w imię szczęścia drugiego człowieka.


Drugi oddech / Le second souffle suivi du Diable gardien, przeł.  Beata Geppert, s. 240, Wydawnictwo WAB, 2012

poniedziałek, 06 sierpnia 2012
Dom na krawędzi - Maria Nurowska

Dom na krawędzi to kontynuacja powieści Marii Nurowskiej Drzwi do piekła.

Daria Tarnowska wychodzi na wolność. Spędziła sześć lat w więzieniu, skazana za zabójstwo męża Edwarda. Pobyt za kratami był dla niej swoistym oczyszczeniem, był dla niej czasem, który poświęciła na dogłębną analizę siebie, swojego życia i relacji z innymi ludźmi.  Wielkim wsparciem była dla niej opiekunka Iza, która odegrała, jak się okazało, bardzo ważną rolę w jej życiu również a może przede wszystkim po opuszczeniu więzienia.

Wyjście zza krat to jednak tylko pozorna wolność. Są jeszcze wspomnienia, mary z przeszłości, są w końcu trudności w przystosowaniu się do nowego życia, tak różnego i innego od tego, jakie wiedzie się przed wyrokiem. Nic już nie jest takie, jak było. Trzeba na nowo nauczyć się rzeczywistości, trzeba znowu nauczyć się siebie samej. Na pewno nie można tego dokonać  mieszkając w willi, z którą wiążą się tylko przykre wspomnienia, ból i nieszczęście. Daria przybiera imię Marta i postanawia poszukać swojego miejsca w górach. W Tatrach znajduje miejsce, które ma stać się jej domem. Remontuje dom na urwisku i przekształca w pensjonat. Tutaj odnajduje ją Iza, podrzucając jej swoją córkę Olę, by Daria się nią zajęła. Tutaj też na nowo zejdą się drogi więźniarek:  Maski, Zuzanny, Agaty. Wiele emocji w walce o zwyczajną codzienność, o normalność i szczęście. Wreszcie wiele emocji w próbie wybaczenia samej sobie.

Daria w nowym życiu potrafiła dać sobie szansę. Mimo wątpliwości a wręcz przekonania, że nie zasługuje, że nic już jej nie czeka, a tym bardziej miłość dziecka czy mężczyzny, potrafiła sobie wybaczyć i rozpocząć nowe życie. Co więcej potrafiła otworzyć drzwi swego serca dla kobiet – przyjaciół oraz dla mężczyzny.  Znalazła w sobie siłę i chęci, tak potrzebne do wejścia w nowy świat, w nowe otoczenie, by po prostu żyć.  Odnalazła w sobie emocje i uczucia, których wcześniej nie znała. Jest stanowcza i twarda, mimo przeciwności losu. Z licznymi przemyśleniami, prześladowana wspomnieniami, z podążającym za nią cieniem zbrodni, cieniem przeszłości idzie naprzód.

Powieść jest napisana w formie listów. Daria pisze do Izy. To bardzo osobiste, pełne wyrzutów, żalu i smutku intymne wyznania. To też ostatnia książka Darii, w której postanawia udowodnić Izie jak wielką krzywdę wyrządziła jej a przede wszystkim swojej córce Oli. Swoim listem Daria daje również dowód na to, jak człowiek, bez względu na to, co go spotkało w przeszłości, potrafi się podnieść, potrafi wrócić do życia. Mało tego. Daria – Marta daje przykład tego, jak wciąż można pozostać kobietą i jak w każdym momencie tę kobiecość można w sobie na nowo obudzić.

Zastanawia i szokuje niesamowita zależność bohaterki od Izy, tej która była jej wsparciem w więzieniu, a która w tej części powieści okazała się diametralnie innym człowiekiem. Niesamowita przemiana.. co prawda wcześniej mogliśmy ją obserwować tylko zza więziennych krat a przecież wiadomo, że życie poza nimi jest zupełnie inne i człowiek może się całkiem zmienić, ale jednak. Iza zaskakuje u budzi mieszane uczucie, bliższe jednak niechęci. Ale też trzeba się jej uważniej przyjrzeć bo jest ciekawą postacią mimo iż wywołująca negatywne emocje.

Dom na krawędzi wydaje mi się bardziej przystępny w treści. Czyta się łatwiej ze względu na to, iż autorka nie przeplata przeszłości z wydarzeniami bieżącymi.  Po prostu się chłonie treść, myśli się o tym, co się wydarzy. To gdzieś tkwi w środku i skłania do wielu przemyśleń. Inaczej też odbiera się bohaterkę gdyż teraz pozostawiona właściwie samej sobie, wystawiona na najcięższą próbę musi działać, musi walczyć nawet może w trudniejszej rzeczywistości niż ta więzienna. Wciąż coś się dzieje, wciąż Daria-Marta musi się z czymś zmierzyć.

Dom na krawędzi to tytuł bardzo symboliczny. Ta krawędź to nie tylko urwisko, nad którym dom stoi. To również symbol życia na granicy przeszłości i teraźniejszości, symbol życia starego i nowego, tego co dobre i właściwe a tego, co nie wskazane.  Dom na krawędzi to wreszcie metafora życia na krawędzi:  niepewnego, pełnego zawirowań, problemów.

Po raz kolejny o silnej kobiecej psychice, o nowych możliwościach, szansach i nadziejach, o sile wybaczenia. Po raz kolejny Maria Nurowska wchodzi w moje życie i skłania do refleksji.

Polecam!


Dom na krawędzi, s. 270, Wydawnictwo Znak, 2012

Książka ukaże się w sprzedaży 23 sierpnia

Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie pani Idze Noszczyk z wydawnictwa Znak

Po przerwie...

Bardzo długo mnie nie było. Niestety nie udało mi się połączyć licznych domowych obowiązków z literaturą, a już najmniej z pisaniem recenzji. Spróbuję raz jeszcze. 

Kilka pozycji czeka na recenzję, na początek jednak wracam z recenzją najnowszej powieści Marii Nurowskiej Dom na krawędzi.

piątek, 18 maja 2012
Sekretna córka - Shilpi Somaya Gowda

Indie i Stany Zjednoczone, dwa kraje między którymi istnieje przepaść nie do pokonania.

Z Indii pochodzi Kavita i Jasu. Kavita po raz drugi powiła córkę, a córki wszak nie są potrzebne społeczeństwu, które stoi na skraju załamania ekonomicznego i któremu potrzebne są męskie ręce do pracy. Pierwszą odebrał jej Jasu zaraz po porodzie. Nigdy więcej jej nie widziała, nie słyszała. Nie pozwoliła, by druga podzieliła los swojej siostry. Kavita dopięła swego i oddała małą Ushę do sierocińca w Bombaju. Całe życie prześladuje ją tęsknota, żal, wyrzuty sumienia za tym, co utraciła. Choć powiła syna, tak oczekiwanego i potrzebnego, jako matka nigdy nie pozostała spełniona. Pewne decyzje w życiu człowieka pozostawiają ślad na całe życie… a wręcz zmieniają diametralnie jego bieg.

Ze Stanów zaś pochodzi Somer, lekarka, która wraz z mężem Krishnanem musi zmierzyć się z kolejnym poronieniem. Jej szanse na dziecko są zerowe, musi oswoić się z myślą, że nigdy nie zostanie prawdziwą mamą. Kris pochodzi z Indii, dzięki temu, łatwiej mu sfinalizować adopcję dziecka z bombajskiego sierocińca.

Usha, po błędzie urzędnika Asha, zostaje adoptowana przez amerykańsko – indyjskie małżeństwo. Mała dziewczynka łączy dwie rodziny z różnych krańców świata, łączy również ze sobą dwie odmienne kultury, pośród których jest naprawdę zagubiona i bezradna. Po której stronie się opowiedzieć? Które życie jest jej prawdziwym, w których tradycjach i zwyczajach odnajdzie swoje "ja" ? Czy można żyć na pograniczu dwóch kultur bez konieczności wyboru?

Jedna dziewczynka, dwie kochające ją kobiety. Kavita nie może przestać myśleć o tym, jaka była, jaką się stała i czy nie dotknęło jej jakieś nieszczęście. Somer boi się, że Asha zechce poznać swoją przeszłość, że w zestawieniu z bogatą i ciekawą kulturą Indii oraz dużą kochająca rodziną straci miejsce w sercu przybranej córki. Czy można pokonać bariery międzykulturowe? Czy miłość macierzyńska może być wystarczająco silna i prawdziwa jeśli nie ma połączenia więzami krwi? Jak pogodzić życie prywatne – miłość do córki i męża z karierą zawodową? Coś trzeba poświęcić, jak zatem nie stracić szacunku i autorytetu chociażby w oczach męża.

Wiele problemów porusza Shilpi Somay Gowda. Międzynarodowa adopcja, bezpłodność, ubóstwo, bariery kulturowe. Skupia się na tym, jak istotne zdaje się świadomość przynależności kulturowej, jak ważne jest poszukiwanie i odnalezienie własnej tożsamości - to niezbędny krok, do tego by iść naprzód. Zwraca uwagę na to, czym jest macierzyństwo, jak ważną rolę spełnia rodzic i jak wielka odpowiedzialność na nim ciąży. Przypomina, że dziecko to nie rzecz, nie zabawka, nie maszynka do realizowania naszych niespełnionych marzeń. Podkreśla i akcentuje siłę kobiet, ich upór, zdolność do wyrzeczeń i do walki o to, co kochają.

Podobała mi się narracja, biegnąca dwutorowo. Prezentowane są na zmianę historie dwóch rodzin. Obserwujmy jak Kavita, Jasu i Vijay wychodzą z ubóstwa, odbijają się od dna i walczą o szczęście, które okazuje się być w najmniejszych nawet rzeczach. Potem zaś widzimy jak wielkie szczęście Somer, Krisa i Ashy nagle gdzieś ulatuje, jak pozwalają niedopowiedzeniom, różnicy religii, kultur zdominować ich życie. Czytelnik wciąż zmienia środowisko, sam zaczyna utożsamiać się z którymś z miejsc, mimowolnie porównuje, analizuje.

Sekretna córka to doskonałe źródło wiedzy o współczesnych Indiach. (również ze względu na obecność słów w hindi oraz słowniczek umieszczony na końcu powieści). A dodatkowo silnie skontrastowane z Ameryką. Dobrobyt, bogactwo i cywilizowane warunki życia w zestawieniu z ubóstwem, slumsami i brakiem szans. I właśnie, to tylko pozorne zestawienie bo w rzeczywistości w slumsach Bombaju udało się odnaleźć nadzieję. Udało się odnaleźć uśmiech i szczęście na twarzach matek, kochających swoje dzieci. To właśnie Indie, że swoją ferią barw, zapachów, przypraw intrygują, fascynują, przyciągają. Mamy szanse zagłębić się w niezwykłą atmosferę tego miejsca, patrząc zarówno oczami biedoty, jak i ludzi żyjących na poziomie. Dzięki wielu odmiennych perspektywach widzimy prawdziwe Indie, ze wszystkimi cieniami i blaskami.

Autorka unika upiększeń lub przesadnych wzbudzających litość smutnych opisów, jest obiektywna, rzetelna i wnikliwie analizuje opisywane problemy. Bardzo plastycznie przedstawia nam bogactwo Ameryki, ubóstwo Indii, czułam się jakbym patrzyła na to wszystko własnymi oczami.

Wiele tu uczuć, wiele ciepłych emocji związanych z dramatycznymi wydarzeniami takimi jak utrata i narodziny dziecka dziecka, życiowe wybory, wzajemny szacunek. Przede wszystkim autorka pokazuje, iż dwa światy, pozornie wykluczające się mogą się połączyć. Ale potrzeba do tego wiele zaangażowania, chęci, kompromisów. I miłości, bez niej nic nie istnieje, bez niej wszystko traci sens i znaczenie.


Sekretna córka / Secret Daughter, przeł. Natalia Charitonow, s.408, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2010

wtorek, 15 maja 2012
Trucizną mnie uwodzisz - Jennifer Clement

Na szczęście nie trucizną uwiodła mnie Jeniifer Clement, a swoim stylem: poetyckim i dwuznacznym; sugestywnością opisów i prawdziwością emocji. Bo ta powieść to przede wszystkim palące słońce Meksyku, zapach melonów, pasja i namiętność, emocje i tęsknoty.

Emily Neale mieszka z tatą, wychowuje się bez mamy. Ta zaginęła w tajemniczych okolicznościach podczas zakupów na targu. Mamę zastępuje jej Matka Agata, siostra zakonna, posiadająca w swojej pieczy sierociniec, założony dawno temu przez przodków Emily. Ta dziewczyna ma dość nietypowe zainteresowania. Fascynują ją święci, wie doskonale kto jest patronem chorych, biednych, szczęśliwych etc. Wie, kiedy obchodzą swój dzień. Paradoksalnie, interesują ją również historie kobiet – morderczyń, o których to pisze się w gazetach, a które to wycinki Emily kolekcjonuje. (każdy rozdział uwieńczony jest właśnie taką historią, faktem z życia kobiet morderczyń). Spokojna i cicha, pomocna, oddana dzieciom w sierocińcu, pasjonatka faktów, informacji, książek.  W jej uporządkowane życie wkracza pewnego dnia Santiego, nigdy niewidziany kuzyn, który diametralnie zmienia jej życie i sprawia, że gubi się w tym, co właściwe, moralne, a tym, co zakazane i powszechnie potępiane. Okazuje się, że człowiek bardzo szybko potrafi się zmienić a życie jak zawsze, samo reżyseruje bieg wydarzeń, nie sugerując się naszymi decyzjami.

Jennifer Clement prezentuje dość oryginalny styl. Uwodzi tajemnicą, wszechobecną i odczuwalną, a jednak nie ukazaną wprost. Doskonale operuje słowem, przy czym nie mówi wszystkiego wprost, wiele pozostawia do odczytania czytelnikowi między wierszami. Wymaga skupienia i myślenia. Pobudza wyobraźnię, rozpala. Dla mnie był to piękny spektakl, w którym krok po kroku można delektować się odkrywaniem nowego fragmentu tajemnicy, poznawaniem nowego oblicza bohaterów.

Mimo wolnej akcji nie można się nudzić, bo sposób w jaki autorka prezentuje nam tajemnicze wydarzenia, mające miejsce w domu Emily, sprawia, że czujemy jakyśmy tam byli, czuli zapach melona, dotykali przedmiotów i kwiatów niespodziewanie pojawiających się w jej pokoju. Oprócz zbrodni, która wręcz wisi w powietrzu, nie da się odgadnąć biegu wydarzeń, autorka prowadzi nas po zakamarkach duszy bohaterki, wplątuje w grę prowadzoną przez nieobliczalnego Santiego, mami i intryguje.

Postaci wykreowane przez Jennifer Clement są oryginalne, są wypełnione emocjami i namiętnościami. Choć sama Emily wydaje się do bólu zwyczajna, poprawana i nawet nudna ze swoimi dziwacznymi zainteresowaniami, jednak patrząc na świat jej oczami, możemy dowiedzieć się o niej czegoś więcej, możemy wczuć się w nią, w jej sposób postrzegania i odbierania rzeczywistości. Dzięki temu widzimy jak w rzeczywistości usilnie poszukuje samej siebie, poszukuje prawdy o życiu swojej mamy. Jednocześnie walczy z wyrzutami sumienia, wywołanymi zakazaną miłością.

Trzeba zwrócić uwagę nie tylko na sam tytuł powieści, już zastanawiający, jako, że nikt nie kojarzy trucizny z uwodzeniem ale i na wizualną jej odsłonę. I nie mówię tu tylko o spalonej meksykańskim słońcem okładce książki ale również o zwiastunie filmowym, z jakim spotkałam się po raz pierwszy.

Trucizną mnie uwodzisz to prawdziwa uczta dla ducha.

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mała Kurka


Trucizną mnie uwodzisz / The Poison That Fascinates, przeł. Karolina Zarembam s, 208, Wydawnictwo Mała Kurka, 2010

niedziela, 13 maja 2012
Drwal - Michal Witkowski

Forma, styl, język, słowa, konwencja… tak pokrótce oddam moje wrażenia odnośnie powieści Michała Wiśniewskiego.

Na początku nie mogłam się odnaleźć w pełnej autoironii, aluzji, uszczypliwości i chaosu stylistyce Witkowskiego. Potem zaczęło mnie to bawić, tę szczególną żonglerkę słowną odbierałam jako naprawdę ciekawy zabieg. A potem, w kontekście słabej akcji, kiedy nie działo się po prostu nic, bo kryminał, który kryminałem nie był mnie rozczarował, ten styl zaczął mnie męczyć i nie obronił powieści ostatecznie.

Bohater Michał Witkowski, pisarz, celebryta uzależniony od antydepresantów i papierosów typowy wytwór wielkiego miasta, popkultury, ofiara lansowanych w mediach trendów. Nagle, zmęczony życiem w mieście, ciągłą pogonią za pieniądzem, uzewnętrznianiem się na facebook’u postanawia odpocząć od szołbiznesu, zaszyć się gdzieś, zespolić z naturą, w spokoju pisać i przezwyciężyć chwilową niemoc twórczą. Choć od cywilizacji ucieka, rozstać mu się z nią trudno, gdyż jest typowym gadżeciażem. Trafia do Międzyzdrojów do pewnego drwala Roberta, u którego podnajmuje pokój. Tutaj uparcie poszukuje tematów do swojej prozy, wnikliwie bada życie swojego właściciela, natrafia na ślad rzekomego śledztwa i samobójstwa, jednym słowem poszukuje wątków na siłę, przy czym ten kryminalny, tak rozreklamowany, na takie miano nie do końca zasługuje.

I co? I nic, nic się nie dzieje, nic nie stanowi o akcji powieści, nic nie wciąga. Rozmowy z właścicielką baru, poszukiwanie sensacji to tylko naciąganie fabuły, wydłużanie jej. A o treści i wartości tej prozy niewiele to stanowi. Wiele dzieje się przypadkiem, ot tak po prostu, nagle, bo tak jest wesoło i śmiesznie. Na siłę, niemrawo, strasznie chaotycznie, bez przekonania. Obowiązkowo już w prozie u autora jest luj. Jest bo jest, Michał kupuje go sobie za piwko w cenie 0,99 zł. Luj Mariusz to część miejscowego kolorytu, klimatu to nieodłączny element tamtejszej rzeczywistości i tej rysowanej nam przez pisarza. Autor kpi i wyśmiewa wszystko i wszystkich, mocno wypowiada się na temat otaczającego nas świata w pewnym momencie dla mnie było za dużo. Nie szczędzi wulgaryzmów, które w jego wypadku jakby wydają się zrozumiałe i naturalne.

Język niezwykle przystępny, prosty – dla każdego. Choć strumień świadomości sprawiał, że czułam się mocno zagubiona. Autor ukazuje ogrom swojej wiedzy i poziom intelektu poprzez liczne aluzje społeczne i kulturowe: muzyczne, filmowe literackie, które nie pozostały bez echa. Pierwszym moim skojarzeniem był Ghost writer, potem oczywiście Gombrowicz i wielu innych.

Kryminał to żaden, powieść akcji również, jest obyczajówka, jednak sama nie wiem o czym traktuje Witkowski. Na pewno z dużym dystansem mówi o samym sobie i za to ogromny szacunek. Odkrywa siebie, podaje nam na tacy siebie-ciotę, siebie-maniaka leków, siebie-pisarza,  siebie-fana nowinek i technologii, siebie, takiego jakim jest naprawdę.

Nie ujmuję niczego autorowi, bo styl i kunszt pisarski naprawdę zasługują na uwagę ale to jednak za mało na całą powieść, bo sprawnością językową, ekstrawagancją, słowami i ironią również można się znużyć kiedy pisanie jest tylko dla samego faktu pisania i pisze się właściwie o niczym. Zmęczyłam się. Może zbyt dużo leków?  A może to ja nie rozumiem?  

 


Drwal, s. 440, Świat Książki, 2011

piątek, 11 maja 2012
Cudze życie - Frédérique Deghelt

Majówka majówką, lenistwo mnie ogarnęło ale czas się zebrać do recenzji. Powieść na pozór łatwa lekka i przyjemna zaskoczyła mnie wnikliwością analizy psychologicznej głównej bohaterki, choć również nie obyło się bez rozczarowania zbytnią prostotą.

Wyobraźcie sobie, budzicie się pewnego dnia, obok człowieka poznanego wczoraj, który okazuje się być Waszym mężem od lat 12. Do tego trójka dzieci… i całkowite poczucie bezradności i zagubienia, bo tych 12 lat zupełnie nie pamiętacie. W takiej sytuacji znajduje się Marie, bohaterka powieści Frederique Deghelt Cudze życie. Oficjalnie jako żona Pabla, matka i kobieta dojrzała i doświadczona zupełnie nie przystaje do tej zwariowanej i szalonej, pragnącej wolności 25-latki, jaką była jeszcze wczoraj. Co się wydarzyło, dlaczego Marie odcięła się od tej innej siebie, wyparła kobietę, którą kiedyś była? Czy rzeczywiście chce na powrót stać się tą Marie? Czy warto poszukiwać dawnej siebie? Na te pytania autorka stara się nam udzielić odpowiedzi.

Sam pomysł mi się podoba. Choć motyw amnezji w literaturze jest znany to jednak całość wypadła dość oryginalnie i w całym tym swoim braku pamięci, Marie była wiarygodna i prawdziwa. A to było najważniejsze. Rzeczywiście czułam jej zagubienie, jej konsternację w momentach kiedy powinna wiedzieć rzeczy oczywiste, kiedy musiała odnajdywać się w nowych sytuacjach jako doświadczona przecież już mama, gdy tymczasem w ogóle nie pamiętała, że kiedykolwiek była w ciąży czy rodziła. Nie ukrywajmy, to musiało by być niezwykle trudne i frustrujące.

Każdy nowy dzień jest w aktualnej sytuacji wyzwaniem dla Marie. Odprowadzenie dzieci do przedszkola, spotkania ze znajomymi, w rzeczywistości zupełnie nieznanymi ludźmi, a przede wszystkim udawanie, że wszystko jest w porządku. Bo Marie zdecydowała się milczeć, mając nadzieję, że stan rzeczy wróci do normy. Ukrywa przez Pablem swój zanik pamięci, co doprowadza do tego, że staje się w jego oczach zupełnie inną kobietą. Ta relacja między małżonkami jest bardzo ważna, bo na pewno każdy zadałby sobie pytanie, czy w takiej sytuacji kiedy osoba, z którą żyjemy od 12 lat staje się nagle całkowicie inna, nie zwrócilibyśmy na to uwagi?

Tylko kilku osobom, czasem zupełnie przypadkowym Marie zdradziła swój sekret. Stara się, tym samym, z małych strzępów wspomnień innych ludzi, z pomocą własnej intuicji, zbudować swoją wizję przeszłości, pobudzić swoją pamięć. Wizyty u psychiatry, śledztwo na samej sobie ma sprawić, że sobie przypomni kim była i przede wszystkim dlaczego chciała stać się kimś innym.

Autorka zgrabnie prowadzi narrację, odpowiada na pytania, jakie rodzą się w czytelniku w toku czytania aż do zakończenia, które stanowi wyjaśnienie. To jednak okazuje się nie być najważniejszym. Sami, czytając, przekonacie się, że o co innego tu chodzi, mianowicie o dwoje ludzi, o ich życie, o ich szczęście, o to, jakie działania podejmują w imię szczęścia i dobra drugiego. Czy zapomnienie to szansa na wybaczenie i nowe życie?

Ta powieść niesie ze sobą sporo prawdy o codziennym życiu każdego z nas, warto dlatego po nią sięgnąć. Tym bardziej, że czyta się lekko i mimo trudnej momentami problematyki, przystępnie.


Cudze życie / La vie d’une autre, przeł. Krystyna Szeżyńska - Maćkowiak, s. 240, Wydawnictwo Świat Książki, 2010

niedziela, 29 kwietnia 2012
Ostatni mieszkaniec - Aravind Adiga

Aravind Adiga serwuje nam obraz wielkiego miasta: to Bombaj ze wszystkim, co ma do zaoferowania: brudem, slumsami, problemami mieszkańców, biedą, korupcją etc.

Osiedle Vishram, położone w ścisłym sąsiedztwie slumsów, staje na celowniku bogatego dewelopera Dharmena Shaha.. Chce na jego miejscu zbudować ekskluzywny apartamentowiec i dlatego, chcąc dokonać rozbiórki, oferuje mieszkańcom ogromne sumy pieniędzy za ich mieszkania. W takim mieście społeczność skupia się silnie wokół swojej dzielnicy, osiedla, bloku. Opisany mikroświat bombajskiego osiedla do złudzenia przypominał mi ten ukazany na Alternatywy 4. Przeróżne charaktery, typy ludzkie, tworzą nietuzinkowy konglomerat ludzi w różnym wieku, różnego pochodzenia. Wszyscy wszystkich znają i wiedzą o nich wszystko, a czego nie wiedzą dosłyszą przez cienkie ściany. Zaprzyjaźnieni, życzliwi sobie, pomocni, lojalni i uczciwi. Czy naprawdę? Czy jest coś co może poróżnić członków tej spółdzielni?

Kiedy członkom tej hinduskiej społeczności zostanie złożona ta intratna propozycja, reakcje na nią będą różne. Większość się zgodzi, planując już w myślach nowe  mieszkania, spełnianie marzeń etc. Ci najbardziej oporni zostaną przez masę lub samego dewelopera przekonani / przekupieni. Poza jednym. Emerytowany nauczyciel Masterji uparcie odmawia. To mieszkanie to całe jego życie, to jego wspomnienia po nieżyjącej żonie i córce. Dziewiętnastoletnia córka została brutalnie wypchnięta z pociągu, żona zmarła przed rokiem na raka trzustki. Bohater chce zachować swoją wolność, którą w tym wypadku jest dla niego mieszkanie, azyl, schronienie, świątynia wspomnień. I mimo, iż jest on z góry skazany na porażkę – z tą wielką zdeterminowaną tłuszczą sąsiadów nie ma szans- ciekawie jest obserwować jego zmagania, jego walkę o wolność i normalność, jego relacje z sąsiadami, które nagle z przyjacielskich zmieniają się we wrogie. Z osoby szanowanej i cenionej staje się znienawidzonym i upartym obcym, który nie chce pomyśleć o dobru innych ludzi, współlokatorów w Vishramie.

Doskonale Adiga ukazuje jak zmieniają się stosunki między mieszkańcami. Jak chciwość i żądza pieniądza zmieniają człowieka, budzą najgorsze instynkty. Choć wiemy co mają na celu działania sąsiadów, zaskakują wciąż swoimi pomysłami i sposobami na pozbycie się nielojalnego współlokatora. Posuwając się nawet do namówienia syna Masterjiego do zerwania kontaktów z ojcem.

Dla mnie Masterji – choć osoba niejednoznaczna w kontekście swoich relacji z członkami rodziny – uosabiał walczącego o to, co kocha, co mu jest potrzebne. Jest reprezentantem tej mniejszości, która potrafi odmówić, wyzbyć się służalczości i poddaństwa, zrezygnować z wielkich pieniędzy i splendoru. Ma silną wolę, ma upór, w przeciwieństwie do pozostałych mieszkańców, którym cyferki, jakie mają pojawić się na ich kontach, zupełnie przesłoniły świat. Dając sobą manipulować i zarządzać, wierzą, że osiągną swój cel = duże pieniądze = spełnione marzenia.

Autor jest konkretny w opisie tej społeczności, wydaje się rzetelny i obeznany z tematyką. To dziennikarz, który wiernie oddaje zaobserwowaną przez siebie rzeczywistość. Rzeczywistość pełną mroku, okrutną, pozbawioną skrupułów, w której ludzie nie liczą się z innymi, są zdominowani przez silniejszych i im się wiernie podporządkowują. Co jest uderzające to fakt, że tacy ludzie mogą istnieć w każdym zakątku świata. Taka społeczność jest nad wyraz uniwersalna i na tyle prawdziwa w swoim sposobie bycia, że aż wielce prawdopodobna.

Podobnie jak pierwsza powieść tego autora Biały tygrys, tak i Ostatni mieszkaniec to dobra proza. Reporterska szczegółowość, sugestywny język, ciekawe ujęcie tematu wraz z jego uniwersalizmem sprawiają, że powieści te czyta się jak powieści obyczajowe, kryminały, z intrygą i napięciem. Prawdziwe oblicze indyjskiej rzeczywistości robi wrażenie.


Ostatni mieszkaniec / Last man in Tower, przeł. Ludwik Stawowy, s. 488, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011

Aravind Adiga na moim blogu:

 http://miedzystronami.blox.pl/2010/11/Bialy-Tygrsy-Aravind-Adiga.html

niedziela, 22 kwietnia 2012
Więzień nieba - Carlo Ruiz Zafón

Nie wiem dlaczego ale nie spodziewałam się, że powstanie kontynuacja słynnego Cienia wiatru. Tamta powieść była dla mnie idealna, zakończona, pełna. A tu proszę. Czy już z założenia Więzień nieba nie jest skazany na porażkę w pojedynku? Nie uniknie wszak porównań z częścią pierwszą, a tej nie sposób dorównać. Ale nie przesądzajcie, tylko sięgnijcie po nowe losy Daniela Semprere i Fermina Romero de Torresa.

Wracamy do Barcelony, jest rok 1957. Daniel prowadzi spokojne życie u boku swej idealnej żony Bei, wychowują małego Juliana. Do ożenku szykuje się właśnie Fermin, który wpadł w sidła kochanej Bernardy. Księgarnia nie prosperuje najlepiej, trudno tu mówić o biznesie, bardziej o pasji i hobby, a to na rachunki nie starcza. Szara rzeczywistość jednak ma w zanadrzu więcej niespodzianek. Otóż Daniel musi zmierzyć się z przeszłością swojego przyjaciela. Fermin, zawsze milczący i tajemniczy, nigdy nie zdradził wiele ze swojej przeszłości. Tym razem trapiony brakiem własnej tożsamości, niezbędnej do wstąpienia w związek małżeński, dzieli się z Danielem swoimi rozterkami, a tym samym otwiera wrota do mrocznej przeszłości, kiedy jako więzień trafił do zamku na górze Montjuic. Tam przyszło mu poznać Davida Martina, kontrowersyjnego pisarza, uznanego za niepoczytalnego i niezrównoważonego, a jednak człowieka myślącego i sprytnego. W tym miejscu nikt nie liczy się z drugim człowiekiem, a już na pewno nie naczelnik Maurice Valls, który zrobi wszystko, by stać się sławnym i bogatym kosztem swoich podopiecznych. Pobyt w tym więzieniu to walka o życie. Jaki związek może mieć Więzień Nieba, bo tak nazywany jest Martin, z Danielem?

Od pierwszych stron spodobał mi się styl pełen ironii, humoru, ciętych uwag, których autorem głównie był Fermin. To ten sam Zafon. Ale atmosfera już nie do końca ta. Historia opowiedziana przez Fermina jest dość dramatyczna ale nie robi wrażenia, nie jest już tak hipnotyzująca.  Czyta się doskonale, lekko i z zapartym tchem ale… no właśnie takie "ale" się pojawia i nie mogę tego do końca nazwać, określić. Poza tym w pierwszej części było więcej treści, więcej powagi i mroku, więcej rzeczy ważnych. I więcej o Cmentarzu Zapomnianych Książek. I ta mroczna, aczkolwiek piękna i urzekająca Barcelona… Wiem, chciałam nie porównywać ale to silniejsze.

Wiele nawiązań do Cienia wiatru rzecz jasna, ale również do Gry anioła, która to wychodzi spod pióra uwięzionego Martina. Jest też bardzo ważne i znaczące nawiązanie do Dumasa i Hrabiego Monte Christo. I tutaj niestety muszę powiedzieć „nie”. O ile nawiązanie do treści, wspomnienie w jakikolwiek sposób danej powieści jest w porządku to powtórzenie dokładnie tego samego motywu – bardzo charakterystycznego bo dotyczącego ucieczki z więzienia na zasadzie "po śmierci" – jest już według mnie przesadą. Pamiętam, że gdy czytałam Dumasa, te sceny zrobiły na mnie ogromne wrażenie, sam pomysł, a dodatkowo jego opis mnie zafascynowały. Tutaj to nie dziwiło, nie zaskakiwało.

Mam wrażenie, że Więzień nieba jest niedokończony. Zafón wprost ostatnim zdaniem mówi, że to dopiero początek historii, jednoznacznie sugeruje ciąg dalszy ale nawet mimo tego, nie dokończył wg mnie pewnych wątków, chociażby naczelnika i Martina. Do tego tak naprawdę Daniel nie mierzył się jeszcze z tymi demonami przeszłości. Mam wrażenie, że to dopiero przed nim, a tutaj problem został tylko zasygnalizowany.

Zafón, jako jeden z moich ulubionych pisarzy, serwuje nam przyjemną lekturę, moje odczucia są jak najbardziej pozytywne. Na pewno inaczej odbiorze się tę lekturę w oderwaniu od Cienia wiatru. Zachowana charakterystyczna klasyczna forma stylu, plastyczność i ta specyficzna świadomość stylu i języka. Jednak jakieś „ale” jest.

Nie mogę sobie odmówić:

"A wie pan co? Czasem sobie myślę, że Darwin jednak się mylił i w rzeczywistości człowiek pochodzi od owadów, bo w ośmiu przypadkach na dziesięć człekokształtne to zwykłe mendy gotowe na wszystko za byle gówno."


Więzień nieba / El prisonero del cielo, przeł. Katarzyna Okrasko, Carlos Merrodán Casas, s. 410, Wydawnictwo Muza, 2012

czwartek, 19 kwietnia 2012
Steve Jobs - Walter Isaacson

"Chciałem, żeby moje dzieci mnie znały - odparł. - Nie zawsze przy nich byłem i chciałem, żeby wiedziały dlaczego i zrozumiały, co robiłem. Poza tym, kiedy się rozchorowałem, zdałem sobie sprawę, że kiedy umrę, inni ludzie będą o mnie pisać, nic o mnie nie wiedząc. Wszystko by pokręcili. Dlatego chciałem się upewnić, że ktoś wysłucha tego, co mam do powiedzenia".

To właśnie tymi słowami kierował się Jobs prosząc osobiście Isaacsona o sporządzenie jego biografii. Ten wyjątkowo silnie strzegący swojej prywatności biznesman zgodził się na odsłonięcie prawdy o tym, jakim człowiekiem był.  A był fascynujący i nie mogłam krócej, naprawdę…

Nie chcę rozwodzić się nad historią kariery Jobsa i firmy Apple. Bo każdy może przeczytać w internecie, iż Jobs uwierzył i rozwinął potencjał firmy Xerox, wraz z Stevem Wozniakiem stworzył Apple. Po wielu burzach i niesnaskach wewnątrz firmy, opuścił ją w 1985, by stworzyć NEXT i silnie działać w firmie PIXAR. (Co prawda nie miałam pojęcia, iż Jobs miał duży udział w powstaniu takich filmów jak Toy Story, Dawno temu w trawie, Potwory i spółka czy Gdzie jest Nemo.) Powrócił do Apple w 1996, by przejąć stery i wypłynąć na zupełnie nieznane światu wody. Łącząc w sobie sprzęt, programy i system operacyjny, sztukę z technologią Apple stał się jedyną taką firmą na rynku.

A Sam Steve Jobs? Oświecony i okrutny. Bezkompromisowy, nie uznający zasad, humorzasty, potrafiący zadać ból, co gorsza czyniący to w pełni świadomie, w przekonaniu, że ma do tego prawo. Potrzebował absolutnej kontroli, chciał, by świat był dokładnie taki, jakim on chce go widzieć, naginał rzeczywistość do swoich potrzeb i swoich wizji, co miało zastosowanie przede wszystkim w jego pracy. (Ludzka wola może zniekształcać rzeczywistość ). Nie dopuszczał do siebie rzeczy, którymi nie chciał się zajmować, podobnie jak ludzi, którzy go nie interesowali, ignorował to, z czym nie potrafi się zmierzyć. Postrzegał świat na zasadzie bieli-czerni, dobra-zła.

Dyscypliny wymagał od siebie i od innych. Był surowy, zimny, arogancki, brutalny, opryskliwy i agresywny ale potrafił tym samym zmotywować ludzi do czegoś, co wydawało się niemożliwe i nieosiągalne. Dzięki niemu ludzie wykonywali znacznie lepszą pracę. "Steve nie ma cierpliwości do niczego poza doskonałością. Wymaga jej zarówno od siebie, jak i od innych". Dobierał ludzi tak, by pasowali do siebie i razem potrafili stworzyć coś wielkiego: inteligentnych, z pasją, gotowych często iść pod prąd.  Z małym aczkolwiek szczególnym zespołem potrafił stworzyć rzeczy wielkie. Wielu nie chciało z nim pracować, nie mogąc tolerować skłonności do awantur, jego poczucia wyjątkowości, a  jednak potrafił zbudować firmę, oddać jej serce i co najważniejsze za wszelką cenę bronić swojej racji. Choć nie zawsze używał do tego właściwych, kulturalnych i przyjemnych metod, to jednak zawsze przyświecał mu cel: dobro firmy, dobro produktu. Tworzył coś, co pozornie wydaje nam się niepotrzebne ale jednocześnie coś, co okazuje się niezbędne, gdy już nam trafi w ręce.

Nie dopuszczał żadnych ustępstw jeśli chodzi o jakość produktu, to ona była najważniejsza, z żadnej strony nie mogło być zaniedbania. Odrzucał to, co praktyczne i standardowe, idąc w przeciwnym kierunku. Metodą prób i błędów szedł naprzód, intuicyjnie wyczuwając potrzeby klienta. Jego pasja i siła osobowości sprawiały, że otwierało się przed nim wiele drzwi, a pozostałe wyważał swoją bezkompromisowością, obcesowością i agresją, nie uznając słowa "nie". Nastawiony przede wszystkim na produkt i jego jakość, dopiero potem na zysk. Akcentował to, iż produkt musiał być przystępny, by ludzie się go nie bali tak jak z założenia każdej nowości. Nie unikał też ryzyka bo to ważny aspekt i każda firma musi raz na jakiś czas postawić wszystko na "nowość", dać się ponieść możliwościom, jakie roztacza technologia. Niesamowicie troszczył się i dbał ( oczywiście poleceniami nie własnymi rękoma) o produkt, o każdy jego szczegół, biorące swoje źródło w założeniu, iż wygląd i styl produktu tworzą jego markę.

Żaden komputer – tylko Macintosh -nie odegrał tak wielkiej roli w kategorii komputerów osobistych, a produkty ipod, iPhone, iPad biły rekordy konsumenckie w momencie wchodzenia na rynek. Jobs zrewolucjonizował dziedzinę komputerów osobistych, animacji, tworzenie muzyki, telefony, komputery przenośne, system publikacji elektronicznej.

Wizjoner – to słowa, z którym chyba każdy spotkał się w odniesieniu do Steve’a Jobsa. Nie można mu odmówić kreatywności i uporu ale przede wszystkim niezwykłej intuicji - zawsze potrafił wyczuć moment i gdy tylko technologia dawała nowe możliwości on był gotowy je wykorzystać. Dla mnie wizjonerstwo tego geniusza Apple wynikało jednak w głównej mierze z jego charakteru i stylu bycia. Pomysłowość i nowatorstwo przy zachowaniu maxymalnej prostoty, minimalizm (mniej znaczy więcej a im prościej tym lepiej), charyzma, perfekcjonizm, którymi się kierował, wyobraźnia i ogromna pasja, obsesja na punkcie kontroli, to te cechy, które zaprowadziły jego i firmę Apple na sam szczyt.

Nie wiem jakiego Jobsa spodziewałam się poznać. Faktem jest, że jestem zaskoczona, bo poznałam kogoś, komu zdecydowanie daleko do ideału. Kogoś kto jednak potrafił swoje wady przekuć w sukces, kogoś, kogo wizja świata wyprzedzała zawsze czasy o krok.

Jeśli tylko Isaacson stworzy kolejną biografię na pewno po nią sięgnę. Wykazał się głębokim obiektywizmem, nie przekolorował,  powiem więcej, chyba bardziej nawet skupił się na oddaniu tej "ciemnej" strony Steve’a bo w swych wywiadach dotarł do wielu osób niekoniecznie dobrze go oceniających. Doskonale połączył życie z tworzeniem firmy i walką o sukces i zakończenie zbudował tak, jak trzeba, nie z typu, umarł dnia tego i tego etc.

Dużo szczegółów technicznych z dziedziny komputerów, telefonów, ekranów, materiałów potrzebnych do ich produkcji nie zniechęca, a tylko rozjaśnia i idealnie tłumaczy jak powstają te cuda, które każdego dnia trzymamy w dłoniach. Również na płaszczyźnie chronologii należy się uznanie autorowi. Po kolei, stawiając wydarzenia z życia prywatnego na pierwszym planie, umiejętnie je łączył z życiem Apple. Szeroki pogląd na środowisko komputerowe, wiele nazwisk, które wiele wniosły w rozwój tej dziedziny, wiedza, z zakresu techniki, muzyki, wszystko to można tu znaleźć.

Nie żałuję, że spośród wielu biografii Jobsa, wybrałam właśnie tę. Nie mogło być inaczej. Okładka hipnotyzuje.  

I jeszcze jedno…Musicie poznać Jobsa, człowieka, który odmienił świat. Nie trzeba się interesować komputerami. Warto!.

"Właśnie to zawsze starałem się robić - iść naprzód. W przeciwnym razie, jak mówi Dylan, jeśli nie poświęcasz czasu na rodzenie się, czas zajmuje ci umieranie."

"Pamięć o tym, że umrzesz, to najlepszy znany mi sposób na uniknięcie pułapki myślenia, że masz cokolwiek do stracenia."


Steve Jobs / Steve Jobs, przeł. Strąkow Michał, Bieliński Przemysław, s. 730, Wydawnictwo Insignis Media, 2011

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36
Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~