Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
Blog > Komentarze do wpisu
Opowieść wdowy - Joyce Carol Oates

"Bo kiedy żył, to nawet gdy go przy mnie nie było, nigdy nie byłam sama; teraz, kiedy Go zabrakło, to nawet wtedy, kiedy jestem z innymi ludźmi, w tłumie innych ludzi, nigdy nie jestem nie-sama."

Rozpoczęłam lekturę Opowieści wdowy i utknęłam. Nie dlatego, że mi się nie podobała, nie mogłam czy nie chciałam, wręcz przeciwnie. Ale dlatego, że musiałam analizować, wracać do poszczególnych fragmentów, rozmyślać nad sensem i znaczeniem słów oraz tego, jaki przekaz ze sobą niosą.

Opowieść wdowy jest od niedawna również moją opowieścią, stąd moje dość szczególne podejście do tej pozycji. I stąd zapewne ta recenzja (do zamieszczenia której długo się przekonywałam) może być dość intymna. Bo intymną jest powieść Joyce Carol Oates. Jakże może być inaczej gdy ktoś w tak emocjonalny, do bólu prawdziwy i odarty z upiększeń sposób przedstawia nam kawałek siebie, opisując ogrom swojej tragedii, jakiej doświadcza poprzez śmierć męża, człowieka, z którym spędziła 47 lat. Zresztą ilość lat nie ma znaczenia, uczucie, przywiązanie i oddanie pozostaje tym samym.

Myślę, że mogę powiedzieć, że ktoś, kto nie przeżył, nie do końca zrozumie, a na pewno inaczej będzie interpretował to, czym dzieli się z nami pisarka. Stąd też Opowieść wdowy często jest polecana jako forma terapii, jako sposób na złagodzenie bólu i cierpienia kobietom w podobnej sytuacji. Jednak na pewno każdy czytelnik wyniesie z tej lektury coś ważnego. To swoista lekcja życia, lekcja w tytule której można wpisać: Jak cieszyć się życiem, jak doceniać to, co mamy a jednocześnie pamiętać o tym, co nieuniknione.

Nie jest to poradnik z prostymi radami jak radzić sobie po śmierci męża, wszak nie ma gotowych rozwiązań, bo takich nikt nigdzie nie znajdzie. Z żałobą każdy musi poradzić sobie sam i każdy robi to na swój sposób, mniej lub bardziej świadomie. Albo tego nie robi… Ale fakt, iż Oates oprócz tego, iż oddaje swój ból, żal i smutek, prowadzi również czytelnika krok po kroku przez formalności, pogrzeb, biurokrację, stanowi niejakie wsparcie.

Porusza od samego początku to, iż mamy przed sobą nie Joyce Carol Oates pisarkę ale kobietę, której w jednej chwili runął cały świat. Wszystko, co stanowiło o sensie jej życia przestało istnieć, niespodziewanie. Ray umiera w szpitalu w wyniku powikłań towarzyszących zapaleniu płuc. Już dochodził do siebie, już miał wychodzić ze szpitala gdy w nocy zadzwonił telefon… I ta świadomość, że nie zdążyła do szpitala, że dotarła na miejsce kilka minut po tym, jak Ray odszedł…

"Problemem jest jak. Nie należy pytać po co." Jak w jednej chwili zrozumieć, pojąć, zaakceptować odejście najbliższego człowieka? Jak zmierzyć się ze świadomością, że już NIGDY! Jak wracać do pustego domu? Jak odnaleźć się w miejscach, które były wspólne, jak cieszyć się rzeczami i wydarzeniami, które miały znaczenie i sens tylko dlatego, że przeżywało się je we dwoje? Jak żyć nie mogąc się podzielić tym, co się w naszym życiu dzieje z ukochaną osobą? Jak radzić sobie z depresją, nie popadając w uzależnienie od tabletek? Na te pytania nie znajdziemy tu odpowiedzi i ja ich nie znalazłam i wcale nie szukałam. Ale obserwujemy jak odpowiedzi na nie szukała Oates. Jak starała się przetrwać każdy kolejny dzień, kolejną noc, jak oswajała się z myślą o byciu wdową, co oznacza to w praktyce i co oznacza to dla niej, w jej sercu, w jej myślach i duszy.

Z każdego rozdziału, z każdego nawet akapitu wydziera ogromny smutek, ogromny ból, którego nic nie jest w stanie zagłuszyć. Nic nie jest w stanie go zmniejszyć, a tylko potęgują go wspomnienia, rzeczy, znaczenia nadane wspólnie poszczególnym przedmiotom. Data śmierci męża wyznacza początek całkiem nowego życia. Wdowa stoi przed tysiącami wyzwań, każde wydaje się nie do pokonania i po zmierzeniu się z każdym naprawdę można sobie pogratulować. Powrót do pustego domu, który już tak naprawdę już nim nie jest, segregowanie rzeczy po mężu ("…jako wdowa zostanę zredukowana do świata rzeczy"), samotny posiłek przy stole, skasowanie nagrania na automatycznej sekretarce ( Joyce długo nie mogła się na to zdobyć), walka z chęcią zadzwonienia do ukochanego, walka z poczuciem winy, ze Jego już nie ma a ja wciąż żyję, walka z bezsilnością i bezsensem kiedy na wszystko jedyną odpowiedzią staje się "I co z tego, On tego nie widzi."

A do tego "kałuże pamięci" czyli miejsca, które żyją dłużej od nas, a nieodłącznie kojarzą się z NIM, z NAMI razem. Do tego wielka ilość pułapek „lejów” w jakie w każdej chwili można wpaść. To spotkania z ludźmi, którym trzeba powiedzieć o śmierci męża, to przypadkowe wspomnienia, które dopadają nas na przykład w sklepie, na ulicy, podczas słuchania muzyki czy po prostu w momencie patrzenia na coś, co należało do ukochanego. To lęk przed publicznym „rozklejeniem się”. Tego wszystkiego nie da się tego uniknąć. Nie da się z tym żyć, a jednak trzeba.

Samotność - z tym pojęciem trzeba się oswoić. Oraz z myślą, że mimo iż On odszedł i nas  zostawił, nie jest łatwo zostawić Jego. Łzy stają się najlepszym przyjacielem, który nas nie opuszcza.  I ta świadomość, że nie ma innego wyboru, że odwrotu nie ma. Choć z jednej strony ta nadzieja, że może jednak to nieprawda, a za chwilę realistyczne przekonanie, że rzeczywiście nic już nie mogę pojmować w kategorii "My" bo już jest tylko "Ja". Choć wciąż postrzega się świat w kategoriach: mąż by to chciał, to by mu się spodobało a to nie. Z tego by się ucieszył a na to tak zareagował.

Zmierzyć się ze świadomością, że jest się wdową nie jest łatwo, nie wiem czy się da, jeśli tak to kiedy…

Joyce Carol Oates oprócz morza emocji i przeżyć prezentuje doskonały warsztat. Potrafi operować słowem, za co należy się jej ogromny szacunek, bo nie jest łatwo oddać ogrom tragedii w taki sposób, by nie było to banalne czy proste. Przede wszystkim jednak szacunek dla Pani Oates za odwagę, bo na pewno spisując te wspomnienia, musiała przez to wszystko przechodzić po raz kolejny a nie minęło znowu tak wiele czasu, bo teraz, w lutym minęły 4 lata od śmierci Raya.

Wspomnienia ze wspólnego życia łączy autorka z korespondencją z Przyjaciółmi, prowadzoną po śmierci Raya. To właśnie ci bliscy byli często jej ratunkiem, ramieniem, wsparciem. Przepięknie i umiejętnie w swoje przeżycia, wspomnienia i pamięć o mężu wplata dużą ilość nawiązań literackich, filozoficznych, kulturowych.  

Utraciwszy całe dotychczasowe swoje życie Oates, prowadzi nas przez ciemną  i długą dolinę, przez krainę bólu, żalu i cierpienia. Szłam wraz z nią, doskonale odnajdując siebie w tym, co pisze, a jednocześnie odczuwając leciutką, minimalną ulgę, czego nie potrafię wyjaśnić.


Opowieść wdowy / A widow’s story. A Memoir, przeł. Katarzyna Karłowska, s. 423, Wydawnictwo Rebis, 2011

środa, 04 kwietnia 2012, bezsennatoja

Polecane wpisy

Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~