Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
Blog > Komentarze do wpisu
Kradnąc konie - Per Patterson

Kradnąc konie to powieść bardzo specyficzna, mało komercyjna. Nie wciągnie każdego, bo też nie jest jedną z tych, które wciągają i nie pozwalają się oderwać. A jednak ma coś w sobie magnetycznego.

Jest to literatura skandynawska, w której naprawdę lubuję się ostatnimi czasy i ma te charakterystyczne cechy: jest spokojna, pełna refleksji, niestandardowa i nie podsuwająca wprost rozwiąkzań a zmuszająca do refleksji, pełna niedomówień. Ma w sobie wiele mądrości i prawdy. A jednak zabrakło mi czegoś. Jest to powieść mało dynamiczna i może momentami to przeszkadza bo czytelnik spodziewa się czegoś nieoczekiwanego, zwrotu akcji. Brakowało mi tego przyznaję. Chwilami wiało nudą, podobały mi się przejścia od przeszłości do teraźniejszości i te wspomnienia, które tak miały decydować o życiu bohatera czytało mi się mniej przyjemnie niż opis jego życia teraz, już jako starszego człowieka.

Głównym bohaterem powieści jest Trond, samotnik, który w wieku 67-u lat postanawia zamieszkać gdzieś na pustkowiu, sam, by tu, w zgodzie z naturą, oddać się refleksji i wspomnieniom. Spokój, cisza i atmosfera lasu pozwalają Trondowi wrócić do przeszłości i się z nią w pewien sposób rozliczyć i pogodzić. Trond na nowo przeżywa lato 1948, kiedy tak wiele się w jego życiu wydarzyło, a co miało znaczny wpływ na kryzys jaki przeszedł. Przeżywając na nowo w pamięci ten czas, Trond inaczej spogląda na przeszłość, znajduje odpowiedzi na pytania i godzi się z przeszłością. Przywołując uczucia i przeżycia chce się od nich raz na zawsze uwolnić.

Nie jestem do końca pewna o czym traktuje ta powieść. Na pewno o samotności i opuszczeniu. O tęsknocie i wyobcowaniu. Ale ogólny wydźwięk – nie wiem. Owszem, obserwujemy upływ czasu, bo o czasie ta powieść również traktuje. Jest nieregularny, jest urywany, szybko płynie, nie dając nam siebie tyle, ile byśmy potrzebowali. Ale sam bohater mnie nie przekonał, jest sztuczny. Nie porwał mnie swoimi opowieściami. No dobrze, te opowieści może i nie mogą porwać, bo są opisywane bardzo statycznie, ale powinny zaintrygować.

Mam wrażenie, że ta powieść ma w sobie ogromny potencjał, wiele wątków można było opracować inaczej, ukierunkować w inną stronę i tym samym sprawić, by Kradnąc konie było niesamowitą przygodą. Tak się jednak nie stało i zakończenie również rozczarowało.

Poczuć można jednak powiew Skandynawii, przestrzeń, piękno natury, za co duży plus.


Kradnąc konie / Ut og stjcele hester, przeł. Iwona Zimnicka, s. 288, Wydawnictwo WAB, 2008

piątek, 29 października 2010, bezsennatoja

Polecane wpisy

Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~