Odkrywamy tajemnice, odkrywamy sens i znaczenia, odkrywamy samych siebie, odkrywamy świat na nowo, świat zaklęty między słowami...
Blog > Komentarze do wpisu
Wszystkie moje matki - Luiza Piotrowicz

Oto poznajemy Weronikę, kobietę trzydziestoletnią, która wiedzie niezwykle uporządkowane i przewidywalne ale tak naprawdę sztywne życie prawniczki. Właśnie otrzymała awans w kancelarii, w której pracuje. Wie do dawna, że była adoptowana a jej biologiczna matka zmarła. Tymczasem na jaw wychodzi od lat skrywany przez jej rodziców sekret. Matka żyje, Weronika znajduje list zaadresowany do niej, który to rodzice chcieli przed nią ukryć. Martyna (biologiczna matka) urodziła w szpitalu psychiatrycznym. Weronika staje przed wyborem, zignorować to i żyć dalej swoim życiem czy wrócić do przeszłości i zmierzyć się z nią i samą sobą.

Nagle to ułożone i miłe życie, cały świat, jaki przez lata bohaterka sobie zbudowała zaczyna się chwiać w posadach. Weronika rzuca wszystko i wyjeżdża do Bieniawy na spotkanie z przeszłością.

I mamy zestawienie światów i ludzi.

Weronika - uwielbiająca powtarzalność i rutynę, stojąca zawsze na dystans by ocenić rzeczywistość z perspektywy, wierząca uparcie w to, że życie da się zaplanować od początku do końca. Nigdy nie angażowała się w związki, interesował ją tylko seks, któremu oddawała się automatycznie, nie wierzy w miłość. Nie uznaje snów i marzeń, bo marzą i śnią tylko nieudacznicy albo ludzie, którym czegoś w życiu brakuje lub nie mają planów.

Ta kobieta musi zmierzyć się ze światem ,w którym czas płynie wolno, w którym nie myśli się tylko o przyziemnych sprawach, w którym najważniejsza jest miłość, emocje, uczucia, gdzie żyje się nie tylko dla siebie ale i dla innych.

Nagle się gubi, znika jej uporządkowanie, szuka siebie. Miota się między starym życiem a tym, które właśnie poznaje. Nagle pozwala sobie na spontaniczność, na luz, zmysłom daję uciechę. Inaczej patrzy na czas, uczy się cierpliwości. Nie pędzi, na wszystko może popatrzeć dwa razy, bez pospiechu nieskończoność się ciągnie.

Jej światopogląd zostaje zestawiony ze światopoglądem ludzi, który kochają, chcą żyć razem a ona ironicznie, twardo i realistycznie bo nie można sobie pozwalac na słabość na miłość.

Weronika odnajduje swoją matkę. Powoli poznaje swoją przeszłość, przeszłość kobiet z jej rodziny, które miały wpływ na każde kolejne pokolenie więc także i na nią. One kształtowały kobiecą linię w tej rodzinie. Ta świadomość staje się dla niej zbyt trudna, bolesna ale trzeba stawić jej czoła. Sięgnięcie do przeszłości to też droga do odnalezienia istoty kobiecości, mocy kobiety, jej siły i uporu do walki. Kobiety z przeszłości to również „matki” to nie tylko ta biologiczna i adopcyjna. Jest ich wiele. Jak się bohaterka przekonuje, każda miała wpływ na nią.

W trakcie pobytu Weroniki u Martyny dzieje się wiele dziwnych rzeczy. To, co rzeczywiste miesza się z tym, co urojone. Zaciera się czasem granica między rzeczywistością a snem i widzeniem -  omamem. Momentami można się zgubić, może jest tego trochę za dużo. Nie wiadomo też co jest objawem choroby psychicznej a co po prostu przypadkiem, przywidzeniem lub też niezwykłą wiedzą na temat świata i życia. Może to choroba, której tak Weronika się boi dotknęła również ją, dziedzicznie? A może  po prostu ona widzi to, co przed większością z nas jest ukryte.

Książka jest pełna goryczy, refleksji i smutku. Wiele tu przemyśleń i filozoficznych myśli, niezwykle sugestywne opisy przeżyć. Wiele refleksji na temat życia, Boga, sensu życia i wiary. Ciekawe ujęcie relacji matka – córka, przejmujący opis starości, metafory dające do myślenia. Książka mnie bardzo zaintrygowała, uświadomiła wpływ przeszłości na nas, na nasze życie, na to jacy jesteśmy. Ale też pokazała, co jest ważne w życiu teraźniejszym.

„Słowa potrafią zaskakiwać. Czasami okazuje się, że dotychczas niepotrzebne, potrafią wtargnąć podstępnie w życie i już nie dać spokoju.”

„Czasami, kiedy wydaje się nam, że dokładnie wiemy, co chcemy zrobić, nagle coś przestaje funkcjonować, wypada jakiś trybik z doskonałej maszynerii. Człowieka ogarnia wtedy niepokój, boi się. A potem okazuje się, że właśnie to niepojęte zdarzenie nabiera głębokiego sensu. Zaczynamy na nie patrzeć z zupełnie innej perspektywy, postrzegamy je jako działanie nieświadomie celowe, jakby wszystko, co dotychczas nam się wydarzyło, miało prowadzić do tego właśnie punktu… niektóre zdarzenia w naszym życiu nie są pozbawione jakiegoś głębokiego znaczenia.”

„Snów się boją tylko ci, co uciekają przed sobą. A w nich na pewno nie ma spokoju.”

„Słowa potrafią pocieszyć i utulić. Potrafią też krzywdzić i ranić – i to bardzo głęboko. Ale ich najokrutniejszym orężem jest niemożność zapomnienia – raz rzuconych nikt już nie cofnie, nie wymaże…”

„Czasem lepiej jest nie wypełniać niczym czasu, tylko pozwolić, żeby leniwie przepływał z jednego miejsca w drugie i mijał po drodze kolejne godziny. Czasem lepiej jest nie mówić, tylko w milczeniu czekać, aż mrok skryje wszystkie niepokoje i lęki.”

„…czas – ten pasożyt, który nie umie istnieć sam z siebie, bo musi przemijaniem naznaczać rzeczy i ludzi. Inaczej go nie ma.”


Wszystkie moje matki, s. 328, Wydawnictwo Replika, 2010

środa, 07 kwietnia 2010, bezsennatoja

Teraz czytam
A zaraz potem KONKURS ~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~~~ ~ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spis moli
~~~~~~~~~~~~~~~~~